Poprzednie częściLBnP nr XXVI_Szafy ratowniczki  

LBnP nr 30 _ Wykluczony poza życie

Cisza.

Tylko od czasu do czasu słychać głęboki oddech, jakby ktoś łapał uciekające powietrze. Czyżby jakiś niezdara odważyłby się upuścić szpilkę? Nie, bo oprócz mnie i probówek, w pomieszczeniu nikogo nie było.

Nogi zwisały mi śmiesznie ze stołka nad posadzką, a przysadzista postura przy blacie obserwowała oczami o fenomenie normalnym (piwnymi) szkiełka pod mikroskopem.

Natomiast ciało nie było normalne, cały byłem wybrakowany. Posiadałem ogromne czoło i stępione, mopsie rysy twarzy; nos ze spłaszczonym mostkiem i wystające usta z wysuniętą szczęką; kończyny zaś krótkie i krzywe, a palce jak nadmuchane poduszeczki. Mierzyłem tylko metr i dwadzieścia cztery centymetry wzrostu.

Od kiedy pamiętam, wyglądałem jak mały szkaradny człowieczek.

— Skąd się wziąłem? — zapytałem kiedyś mamę. Miałem wówczas cztery lata i już wtedy dostrzegłem bolesny wyraz jej twarzy – mieszankę bezradności i poczucia winy. Od tej pory nie zadawałem więcej takich pytań. Natomiast ojciec nigdy nie spojrzał na mnie wprost i omijał, jakbym stanowił niewidoczny byt.

Różniłem się od reszty rodziny.

— Jesteś wyjątkowy, groszku — powtarzała babcia, ciągnąc mnie na plac zabaw. – Zapamiętaj, jesteś wyjątkowy, dlatego ci wszyscy ludzie tak na ciebie patrzą.

Wyobrażałem sobie, że zostałem podrzucony rodzicom przez istoty pozaziemskie. Jednak w miarę dojrzewania, poznałem prawdę. Stanowiłem dokładnie to, na co wyglądałem – aberrację, zmutowany wytwór czystego przypadku.

W gimnazjum, kiedy zostałem pośmiewiskiem dla wszystkich, dowiedziałem się od dyrektora, że to mój problem i muszę z tym żyć. Wtedy też przyrzekłem sobie, że dowiem się, dlaczego taki jestem.

Nie miałem wyboru i inni też go nie mieli. Wszyscy jesteśmy ofiarami selekcji genów danych nam w tej absurdalnej i mało znaczącej chwili, gdy wijący się plemnik odpycha rywali i zagnieżdża w jajeczku. Matka natura potem się dziwi, jaką kombinację tym razem wyrzygaliśmy... To jest, jak sprawdzanie wyników totolotka. Za każdym razem są wygrani i przegrani. Ja należałem do tych drugich.

Większość swojego czasu spędzałem w bibliotece i tam odkryłem w podręczniku do genetyki dwa obrazy nad karłowatością. Te diagramy miały coś z ładnego deseniu. Posiadały rytm, równowagę i subtelną asymetrię. Całość wyglądało niczym płótna Mondriana.

Czytelnia stała się moim bezpiecznym azylem, miejscem cichym i przyjemnym. Zaprzyjaźniłem się z jedną bibliotekarką – panną Esterą. Odkładała mi książki, które jak sądziła, mogą mi być przydatne. Ona jedna rozmawiała ze mną jak z normalnym człowiekiem.

— To Euzebiusz — mawiała, kiedy słyszała moje kacze kroki.

Ton jej głosu świadczył o zadowoleniu, prawie jakby cieszyła się na mój widok. Siedziała przy biurku i dość nieskromnie podciągała na udach sukienkę. Ja natomiast miałem ciekawą perspektywę. W moim osamotnionym życiu dostałem unikalną okazję, aby osiągnąć przewagę nad normalnymi osobnikami. Wpatrywałem się jak wariat w jej nogi, a potem wzrokiem podążałem w kierunku piersi. Tęskniłem do nich.

— Szukamy czegoś konkretnego, czy tylko szperamy? — pytała i z satysfakcją patrzyła na mnie, dając do zrozumienia, że przyłapała na podglądaniu.

My; w takich chwilach dzieliła moje liche istnienie.

— Szperamy — odpowiadałem i nie przerywałem wędrówki po jej krągłościach i mrokach. — Dzisiaj tylko szperamy... — szeptałem jak w hipnozie.

Kiedy przekładała nogę na nogę, goniłem szybko do toalety, żeby sobie ulżyć i sprawić przyjemność. W tej kwestii byłem całkiem normalny, bo tylko kości miałem zdeformowane.

Śmieszne, ale to też można nazwać kością, choć nią nie jest. Os penis - hetero topowa kość prącia u większości naczelnych. Niestety, człowiek jej nie posiada. Pod tym względem nie byłem karłem. Nie wiedziałem też, co tak wprawiało moje ciało w paroksyzmy żądzy na myśl o Esterze. Jak to wyjaśnić? Może – matematycznym tańcem genów?

Biologia szła mi znakomicie, zwłaszcza rozdziały o genetyce. Wypisywałem do notesu słowa: segregacja, mutacja i dominacja genów. Myszy, myślałem, to szczęściarze, bo ich skrzyżowanie zawsze daje normalne potomstwo. Ludzie, to pechowcy, bo kiedy karły krzyżują się ze zdrowymi, połowa potomstwa rodzi się zdrowa, a druga karłowata. Pięćdziesiąt na pięćdziesiąt... rzućcie monetą i wybierzcie orła lub reszkę. Obciążony czy nie? Kwestia przypadku i prawdopodobieństwa.

Zostałem upartym, cierpliwym i zdeterminowanym badaczem swojej inności. Dorobiłem klucz do pracowni biologicznej i tam pewnego wieczoru dokonałem pierwszego odkrycia. Przy mikroskopie ustawiłem zdjęcie kobiety ukazującej swój ponętny tyłek moim wygłodniałym oczom. Zacząłem grzebać w portkach i po chwili poczułem znajomy spazm rozkoszy, moją dłoń wypełniła perłowa ciecz. Wypuściłem z pipety kroplę płynu na szkiełko i przykryłem nakrywkowym. Ustawiłem światło i oprawę obiektywu na dużą soczewkę.

Milion milionów plemników... rozedrgane jak maleńkie wykrzykniki. Migotały i drżały, rwąc się nie wiadomo dokąd. Wiedziałem, że połowa niosła rozkaz wzrostu, normalności, a połowa klątwę.

— Tylko które! — zakrzyknąłem. — Przecież wszystkie są takie same!

Czy wtedy nastąpiło olśnienie? Czy ta chwila w pracowni przemówiła do mnie – ta posępna muza nauki?

Miałem wówczas siedemnaście lat. Tyle lat wcześniej ta sama muza pozwoliła spermie mojego ojca podążyć jajowodem mojej matki i spotkać ten jeden, który okazał się dla mnie przekleństwem. Chromosomy stały się moimi. Tak się pojawiłem i zostałem naznaczony... Może nie całkiem do końca, bo te konkretne pakiety niosły też przyszłość i geny geniuszu.

Kretyn, powiedzą genetycy. Przecież wrodzona niedoczynność tarczycy prowadzi do spowolnienia rozwoju mózgu i rozrost przysadki, a wtedy dziecko staje się fizycznym i mentalnym karłem.

Mnie to nie dotyczyło. Ludzie wydawali z siebie zdumienie, kiedy odkrywali, że jestem inteligentniejszy od nich.

Poszedłem na uniwersytet. Genetyka. Wszystko za trudne, za wysokie i nieprzystosowane do małych ludzi. Na szczęście, a może z litości władze uczelni przydzieliły mi pokój na parterze, abym nie nadwyrężał kręgosłupa. Powoli odnajdywałem swoje miejsce w życiu, jak zwierzę znalazłem niszę w skomplikowanym ekosystemie. W samotności oddałem się całkowicie nauce i mojej skomplikowanej sytuacji.

Po trzecim roku stworzyłem imperium przyszłego doktora, własne laboratorium. Rozpocząłem wielką pracę zapładniającą – w sensie dosłownym i przenośnym. Postanowiłem poznać i zdemaskować taniec genów. Eksperymenty na myszach zajmowały praktycznie dwadzieścia godzin na dobę. Każdego ranka ludzi intrygowała śmieszna postać w zakurzonej czerni tocząca się do swojej pracowni.

Geniusz wciąż niepokonany!

W ciągu roku ukończyłem z wyróżnieniem genetykę i rozpocząłem studia doktoranckie.

Przygotowywałem się do podróży: do Australii. Tam, gdzie dwadzieścia pięć lat temu zaczęła się moja samotność i gdzie zapewne poznam swoje miejsce.

 

***

Młody inżynier Maksymilian Betlejemski, mój ojciec, znalazł się w środku tornado. Na pustyni ciągnącej się w kierunku wschodzącego słońca, ku linii horyzontu. Blado brzoskwiniowy świt. Nad ziemią szumiała poranna bryza – dźwięk delikatny, a zarazem żałobny.

To była minuta, która trwała sto lat. Nagle zerwała się potworna wichura, wybuchł brzask z rozbłyskiem światła, które niewidzialnie przeniknęło przez ubranie, ciało i kości. Czy wtedy na swej drodze złośliwe geny dotknęły komórek rozrodczych ukrytych głęboko w jądrach mojego ojca?

 

Czy to właśnie był ten moment klątwy?

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 9

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Shogun 2 tygodnie temu
    Bardzo ciekawy tekst, dobrze napisany, bo czyta się płynnie i przyjemnie. Jest tu nauka, nietolerancja, samotność. Wiele aspektów świetnie ze sobą połączonych. Cóż, nie ma co winić nikogo za to jakim jest. Zwykła genetyka, loteria, której się przewidzieć nie da. Czy pogodzi się z tym? Czy nadal poprzez naukę będzie dążył do podporządkowania ludziom nawet jej? Po to, aby chociaż jego potomstwo było "normalne", choć sama normalność to pojęcie względne. Tekst skłania do myślenia i można go rozumieć na wiele sposobów.
    Pozdrawiam ;)
  • pasja ponad tydzień temu
    Witaj
    Tak masz rację, że to zwykła loteria jakimi będziemy po zapłodnieniu. Ale trudno jest się pogodzić kiedy dostajemy od życia podarunek pełen bólu. Dlatego winimy siebie, innych za ten cud narodzin, nie zawsze taki jaki byśmy chcieli.
    Nie godzimy się z tym.
    Pozdrawiam
  • LeeaThorelli 2 tygodnie temu
    Szkiełka, mikroskop i moje ulubione: pipety i tipsy. Bliskie mi klimaty. :D
    "Jesteś wyjątkowy, groszku" przeuroczy fragment!
    Historia jest fenomenalnie napisana. Bardzo płynnie czyta się tekst. Przede wszystkim nie nudzi czytelnika. Co więcej, rozbudza w czytelniku jeszcze większą ochotę, chęć dowiedzenia się, gdzie poniosło Maxa.
    Ja to raczej nie gustuję w historiach z życia wzięty, a mimo to przeczytałabym więcej: wykluczonego poza życie. :)
    Ode mnie zasłużone 5.
  • pasja ponad tydzień temu
    Dziękuję pięknie za przeczytanie tej historii, chociaż nie w twoich obszarach. Fragment o groszku tez jest mi bliski.
    Pozdrawiam
  • Piotrek P. 1988 2 tygodnie temu
    Wiele różnych rzeczy może zainspirować do tworzenia sztuki i poprawiać nastrój. Dla lubiących nauki ścisłe, takimi wspomagaczami przywoływania/przyciągania radości, pozytywnej energii, będą nauki ścisłe, Myślę, że tak lub podobnie to może działać. 5, pozdrawiam :-)
  • pasja ponad tydzień temu
    Dziękuję za spojrzenie i podzielenie się cennymi uwagami. Świat jest pełen takich rzeczy, wystarczy spojrzeć obok siebie.

    Serdecznie pozdrawiam
  • Bajkopisarz 2 tygodnie temu
    Niestety, nie odniesie sukcesu. Zaczął szukać odpowiedzi w przeszłości, skąd się wziął jego dramat. Być może ją znajdzie, lecz obawiam się, że pozyskana informacja może go rozczarować tak dalece, iż porzuci wszystko, straci nadzieję i zgorzknieje. Czasem pewne rzeczy lepiej pozostawić ukryte, bez odpowiedzi, zwłaszcza, że wiemy iż karzeł jest inteligentny. Odpowiedzi, które objaśniają świat w sposób czarno-biały są dobre dla ignorantów i osób o nienachalnym poziomie intelektu. Te zawsze wytłumaczą sobie wszystko spiskiem służb specjalnych tego lub tamtego państwa.

    Gdyby karzeł postawił na przyszłość, własną lub altruistycznie – ludzkości, jego szansa na satysfakcję byłaby większa. Powiedzmy że to jak rzut monetą: grzebiąc w przeszłości ma szansę na sukces tylko gdy moneta stanie w kant. Szukając w przyszłości ma szansę 50/50. Nieznana zostaje tylko odpowiedź, co będzie, gdy w przypadku skupienia się na przyszłości i rzuceniu monetą ta stanie w kant. Sukces? Kęska? Combo?
  • pasja ponad tydzień temu
    Czy sukces będzie? Chyba nie, bardziej rozczarowanie.
    Czasem pewne rzeczy lepiej pozostawić ukryte, bez odpowiedzi, zwłaszcza, że wiemy iż karzeł jest inteligentny... ale tak się nie da. Kiedy coś się wydarza patrzymy wstecz i szukamy winy. Szukamy jakiegoś zahaczenia żeby moc wyjaśnić przyczyny. Bohater jest geniuszem i pewnie pragnie nie dla własnej potrzeby poznać swoją klątwę, ale chce poznać cały ciąg genetyczny tej pomyłki. Postawi pewnie i będzie spełniony. Zachęciłeś mnie do dalszej pracy.

    Miłego dnia
  • Bajkopisarz ponad tydzień temu
    pasja - obawiam się właśnie tego, że znajdzie przyczynę. I rozczaruje się odpowiedzią tak bardzo, że zamknie w skorupie i więcej nie wyjdzie, zagrzebując i marnując swój niewątpliwy talent.
  • Szpilka 2 tygodnie temu
    Pasja, bardzo ciekawa opowiastka napisana z biglem, przeczytałam z zaciekawieniem 😊
  • pasja ponad tydzień temu
    Dzięki za miły odbiór. Pozdrawiam
  • Antoni Grycuk 2 tygodnie temu
    Odważny temat. I dobrze ujęty.
    Poniekąd znam temat.
    Tylko mam wątpliwości co do tego, co pisałaś na temat rozrosyu przydsadki - mi sie wydaje, że jej rozrost powoduje gigantyzm. Ale mogę się mylić.

    Pozdrawiam.
  • pasja ponad tydzień temu
    Witaj Antoni
    Dziękuję za myśli i uwagi. Tutaj mnie nie chodziło o samą przysadkę, tylko o wrodzoną niedoczynność tarczycy która prowadzi do spowolnienia rozwoju mózgu i rozrost przysadki. I w kontekście samego bohatera. Bo niedoczynność przysadki powoduje karłowatość i upośledzenie rozwoju biologicznego. Nie zagłębiam się w obszary, ale to jak ujęłam jest na pewno dobrze.

    Pozdrawiam
  • Bożena Joanna 2 tygodnie temu
    Trudno być innym, nietypowe przypadki budzą nieufność u ludzi, a potrzeby są te same, Zdolności jednak nie rekompensują wrodzonych cech pojmowanych negatywnie. Ta opowieść przypomina mi malarza Toulouse-Lautreca, genialnego malarza, karła i nieszczęśliwego człowieka. Ciekawe opowiadanie. Serdecznie pozdrawiam!
  • pasja ponad tydzień temu
    Dzięki Bożenko za ten komentarz ze spojrzeniem na malarza też karła i też samotnego. W pewnym sensie geniusza artystę.

    Pozdrawiam
  • MarBe tydzień temu
    Postać karła,wpierwszej wersji, dzięki tobie jest mi znana.
    Pozdrawiam
  • pasja tydzień temu
    Dzięki za pozostawienie śladu. Poprawiam i odświeżam. Pozdrawiam
  • Keraj 4 dni temu
    Skłania do myślenia. Pozdrawiam serdecznie 5
  • pasja 4 dni temu
    Dziękuję pięknie za spojrzenie.
    Pozdrawaim

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania