Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Łowczyni: Zmierzch wilka ✦ Rozdział 13

Podziemna pracownia była największym skarbem Egli. Wejście do “piwnicy”, jak to nazywała Deidree, było dobrze ukryte. Tak dobrze, że nawet sama łowczyni nie potrafiła go odnaleźć – a próbowała nie raz. Niewątpliwie jednak miało to związek z magią, bo aż czuło się ją w powietrzu, gdy wiedźma materializowała wrota.

Dranie dane było zobaczyć pracownię tylko dwukrotnie. Za pierwszym razem znalazła się tam nieświadomie, po tym jak Egla znalazła ją półżywą na skraju Czarnego Boru i zawlokła do domu. Deidree do tej pory nie miała pojęcia, dlaczego starucha zdecydowała się zabrać obcego człowieka do chatki ukrytej wśród labiryntu drzew. Oczywiście pytała – pytała i to niejednokrotnie, ale Egla zawsze zbywała ją, przy wszelkich próbach nawiązywania do tamtego dnia.

Za drugim razem natomiast Deidree znalazła się w pracowni z tego samego powodu, dla którego otrzymała zaszczyt gościć ją ponownie – z powodu magii.

Gdy tylko przekroczyły próg zmaterializowanych wrót, zajarzyły się pochodnie, rozświetlając ciemności.

Jaskinia była nienaturalnego, krągławego kształtu. Ściany porastały niebieskie i zielone mchy połyskujące nikłym blaskiem. Sklepienie, będące istną plątaniną korzeni, i tym razem sprawiło piorunujące wrażenie. Na stołach piętrzyły się dziwaczne przedmioty i naczynia – od drobnych menzurek po pękate kolby, przeróżne destylatory i machiny, których przeznaczenia drana nie była w stanie nawet się domyślić. Na samym końcu pomieszczenia znajdowało się oczko wodne o lazurowej tafli, do którego spomiędzy skał ciurkała woda. Wszędzie pełno było roślin tak niezwykłych, że Deidree zdawało się, iż nie mogły pochodzić ze znanego jej świata. Wiedziała, że wiedźma hodowała je i korzystała z nich do rozmaitych celów, nigdy jednak nie raczyła zdradzić dranie na ich temat choćby słówka.

Na środku jaskini stał kamienny stół, pełniący rolę ołtarza ofiarnego. Deidree pamiętała go aż za dobrze. Wspomnienia z nim związane nie należały do najprzyjemniejszych, a perspektywa ponownego przeżywania tego samego koszmaru nie działała na nią najlepiej.

– Rozbieraj się – rozkazała starucha, majstrując coś przy jednym z zastawionych rupieciami blatów. – Migiem. Nie mamy całej nocy. Bez światła księżyca będziemy sobie mogły co najwyżej kwiatki wyczarować. No, na co jeszcze czekasz?

Deidree bez słowa wykonała polecenie. Gdy ostatnia szmatka wylądowała na stercie, wiedźma skinieniem głowy nakazała dziewczynie położyć się na skale. Drana skrzywiła wargi, gdy jej ciepła skóra zetknęła się z lodowatą powierzchnią kamienia.

– W trakcie rytuału nie możesz zejść z tego stołu. A że to, rzecz jasna, niemożliwe, trzeba zawczasu zapowiec tragedii. Nie ruszaj się. – To powiedziawszy, wymruczała coś pod nosem.

Z ziemi momentalnie wyrosły pnącza, które owinęły się wokół kostek i nadgarstków dziewczyny. Korzenie nad łowczynią zatrzeszczały, po czym, na podobieństwo węży, poczęły wić się mozolnie, aż w suficie utworzyła się szeroka wyrwa. Księżycowe światło wpadło do środka i oświetliło swoją ofiarę.

Wiedźma podeszła do ołtarza, trzymając w dłoni słoiczek. Nabrała na palec czarną maź i namalowała na czole drany ochronną runę Qah. Zaraz potem naznaczyła nagie ciało kilkoma innymi, całkiem obcymi dziewczynie symbolami. Egla ułożyła czaszkę, najprawdopodobniej wilczą, nad burzą czarnych włosów, a dookoła głowy Deidree usypała aureolę z czerwonego proszku.

Wkrótce wszystko było gotowe. Starucha stanęła nad dziewczyną z kościaną miską w jednej i z rytualnym nożem w drugiej dłoni.

– Jesteś pewna? – Głos wiedźmy brzmiał obco.

– Wiesz, że tak.

– Dobrze. Bo teraz nie będzie już odwrotu.

Nim drana zaczerpnęła oddechu, pochodnie zgasły, a do jej nozdrzy wdarł się ostry zapach dymu i kadzideł. Kiedy Egla zdążyła je zapalić? Łowczyni nie miała pojęcia.

Drgnęła, gdy ciszę przerwał mrożący krew w żyłach dźwięk. Dopiero po chwili zorientowała się, że to co brała za pisk setek nietoperzy, warkot frydra i kobiecy wrzask to Egla.

Dziewczyna zerknęła na nią, nie odrywając głowy od kamienia i od razu tego pożałowała. Twarz kobiety była straszna – blada jak oblicze śmierci, o czarnych oczodołach miast znajomych, brązowych oczu. Usta miała zsiniałe, a zęby... Być może było to złudzenie, albo wytwór wybujałej, doprawionej magią wyobraźni, ale w świetle księżyca dostrzegła kły.

Egla rozpostarła ręce i wykrzyczała coś w języku tak obrzydliwym, że włoski stanęły Deidree dęba. Drana miała wrażenie, że słowa wyrzucane z zachrypniętego, wypełnionego magią gardła, rozsadzają jaskinię wibracjami, że jeszcze chwila a szklane naczynia zaczną pękać, meble przesuwać się i wszystko wkrótce wybuchnie. Wrzask wiedźmy był nie do zniesienia, wdzierał się do uszu, do umysłu, przyćmiewając wszystko dookoła. Deidree wiła się, zaciskając kurczowo ręce na pnączach.

– Dość! – krzyknęła, czując jak coś ciepłego cieknie jej z nosa. – BŁAGAM!

Egla nie przerwała rytuału, wręcz przeciwnie – podniosła inkantację o ton wyżej, doprowadzając dranę do szaleństwa. Dziewczyna rzucała się w gwałtownych konwulsjach, wyjąc niczym zarzynane zwierzę. Ale pnącza trzymały silnie, nie pozwalając na ucieczkę.

Wilcza czaszka wzbiła się w powietrze i zawisła nad ofiarą niczym zwiastun nadchodzącego końca. Starucha, nie przerywając zaklęcia, chwyciła dziewczynę za nadgarstek, odgięła jej palce i rozcięła dłoń. Kościana miska powoli zaczęła napełniać się czernią.

Wiedźma pokropiła wijące się ciało posoką, a następnie nakreśliła nią symbol na lewitującej czaszce. Deidree nawet tego nie spostrzegła. Wzrok rozmazał jej się, a świat zawirował, zlewając się w zlepek kolorów i obrazów. Piana zmieszana z krwią z przegryzionego języka poszła jej z ust. Na czole skroplił się pot. Kąciki ust pękły boleśnie przy ostatnim, desperackim okrzyku, po czym głos dziewczyny załamał się nagle, jakby ktoś uciął go nożem. Jaskinię zakryły czarne plamy, a przeraźliwy jazgot wiedźmy zniekształcił się i oddalił.

Po chwili drana opadła na skałę i znieruchomiała zupełnie.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Karawan dwa lata temu
    Dranie dane było zobaczyć pracownię tylko - "My jesteśmy tanie dranie" - zmieniłbym; Drana widziała, albo Drana dostąpiła zaszczytu
    widzenia...
    dla którego otrzymała zaszczyt gościć ją ponownie – z powodu magii. - jakieś takie... Za drugim razem natomiast Deidree znalazła się w pracowni z tej samej przyczyny, dla której miała ponownie do niej wejść - magii. ( z powodu magii)
    Jaskinia była nienaturalnego, krągławego kształtu - może nienaturalnie okrągłego, albo dziwnie regularnie okrągła?
    Kąciki ust pękły boleśnie przy ostatnim, desperackim okrzyku, po czym głos dziewczyny załamał się nagle, jakby ktoś uciął go nożem. To se ne da!!! Kąciki ust nie pękną choćby nie wiadomo jak się drzeć. Nawet gdy wargi spierzchnięte. Gardło i owszem piec może. Wargi, po przygryzieniu krwawić mogą, ale kąciki...
    No, to tyle co mnie kujnęło. Proszę jednak zważyć, że to tylko supozycje. Pięć oczywiście. ;)
  • Ewoile dwa lata temu
    Mogłabym zmienić, oczywiście, wiele czasu ani pracy mnie to nie kosztuje, ale tak właśnie wygląda odmiana tego konkretnego słowa, a nie będę przecież przez całe opowiadanie unikać tej konkretnej formy, bo komuś może się skojarzyć z draniami ;)
    A co nie tak jest ze słowem "krągły"? Jest w pełni poprawne, a do tego wydaje mi się, że najlepiej wpasowuje się w rytm zdania :)
    Jesteś pewny? Nie mówię, że się rozerwały, ale no... wiesz - efekt taki, jak zimą, przy spierzchniętych ustach. Mi czasem pękały, jak np szeroko ziewnęłam i potem robiły się zajady, ale na to wpływ mogła mieć anemia, co łączy się z niedoborami. Z drugiej strony Deidree trawi magia, ona też jest osłabiona. Przy takich okolicznościach nadal jest to niemożliwe?
    Oczywiście, jednak na wszystkie zawsze zwracam uwagę i każdą z osobna rozważam :)
  • Paradise dwa lata temu
    Uwielbiam Twoje opisy, zawsze gdy je czytam, od razu to widzę oczyma wyobraźni. Piękna jaskinia, rytuał niekoniecznie. Coś z tym wilkiem musi być w końcu, mam swoje podejrzenia, ale poczekam aż to się rozwinie :D Końcówka dramatyczna, takie lubię i nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału. Szkoda, że takie krótkie piszesz, bo ja jestem fanką tasiemców :D jeśli kiedyś to wydasz, to papierowa wersja obowiązkowo musi zagościć na mojej półce :D zostawiam 5 i pozdrawiam cieplutko :)
  • Ewoile dwa lata temu
    A jakie to podejrzenia? Jestem bardzo ciekawa i z chęcią posłucham :D
    Fakt, moje rozdziały nie należą do najdłuższych. Gdyby miały być "tasiemcowe", rozdziały musiałyby wychodzić raz na dwa tygodnie, żebym nadążała z ich pisaniem (z lekką nadwyżką, zawsze muszę mieć co najmniej dwa rozdziały do przodu). A to by raczej za dobrze na opowiadanie nie wpłynęło. I tak by zresztą na jedno wyszło. Po prostu dwa obecne rozdziały sklejone by były w jeden.
    Haha, mam nadzieję, że doczekam kiedyś takiego dnia, wręcz marzę o tym. I zawalę Ci dedykację, a co! :D
    Pozdrowionka c:
  • Paradise dwa lata temu
    Ewoile znam to z autopsji. Sama pisze tasiemce i właśnie tak jakoś wypada raz na dwa, trzy tygodnie xD próbowałam pisać krótsze, starałam się, ale nie wyszło, nie umiem. Trzymam za słowo z dedykacją! <3
    Pozdrawiam :)
    A podejrzenia może zdradzę pod kolejnym rozdziałem :D
  • Ewoile dwa lata temu
    Paradise, w takim razie bardzo na to liczę :D
  • Ozar dwa lata temu
    Jestem. Kolejny bardzo ciekawy odcinek, choć kończy się kiedy akcja dochodzi do apogeum... Bardzo ładnie opisałaś jaskinię, dosłownie czułem się tak, jakbym stał obok łowczyni. Mała dygresja osobista choć w pewnym sensie dotycząca twojego tekstu. Kiedy czytałem opis rytuału wyglądało to na magię wyższego rzędu, wyższego poziomu i tu mi się nasunęło pewne spostrzeżenie, otóż chodzi mi o słowo wiedźma. Ja mam jakąś awersję to tego słowa. Dla mnie wiedźma to staruszka mająca dwa zęby, brudne skołtunione włosy, jest ubrana w stare śmierdzące szmaty itd., a do tego znającą magie na poziomie co najwyżej podstawowym. Nie wiem czy nie lepiej było nazwać ją czarownicą, lub czarodziejką. To moim zdaniem dużo wyższa półka. Może czarownicą, bo czarodziejka raczej oscyluje wokół dobrej, czy jak można inaczej nazwać białej magii. Czarownica to już inna bajka. Jeśli opisujesz magię na wysokim, czy nawet bardzo wysokim poziomie, to jakoś wiedźma mi nie pasuje, nie te progi, nie ten poziom. Przemyśl, bo tak mi się wydaje, choć wcale nie muszę mieć racji. Wiesz wiedźmy są i u Sapkowskiego, ale jako stare baby, mieszkające gdzieś na bagnach i w zasadzie nie groźne. Co innego czarodziejki. Jak zwykle 5 choć to za mało. No oczywiście dołączam do Paradise. Twoja książka na półce byłaby ozdobą. A jak tam moja prośba?
  • Ewoile dwa lata temu
    Wiesz, tak po prawdzie to wiedźma i czarownica to to samo. Są może drobne różnice, ale i jedno i drugie wydźwięk ma raczej negatywny bądź neutralny (choć częściej to drugie). W tym uniwersum magia jest zła, nie ma podziału na czarną ani białą, każdy więc kto z niej korzysta jest nasieniem zła, zepsucia i rozkładu (z tego względu "czarodziejka" odpada, gdyż jest to słowo o wydźwięku pozytywnym). Tak więc niezależnie od "poziomu" władanej magii zarówno określenie wiedźma, jak i czarownica jest dobre: 1) jako określenie kobiety zajmującej się magią ogólnie 2) jako kobiety zajmującej się czarną, "złą" magią 3) jako złej istoty (para się zajęciem zakazanym, karanym śmiercią). Poza tym to pomarszczona starucha, która mieszka w rozpadającej się chatce w "zaczarowanym lesie", słowo "wiedźma" aż samo nasuwa się na język :D
    Ale spostrzeżenie bardzo ciekawe. Jak już chyba wiesz, lubię czytać takie rzeczy, także jak coś Ci przychodzi do głowy, wal śmiało :D
    W piątek wyjeżdżam, mam zaplanowaną trzygodzinną podróż pociągiem i wtedy postaram się zająć tekstem ^^ W zależności od długości otrzymasz opinię w weekend lub w przyszłym tygodniu (będę miała wtedy trochę więcej czasu) ;)
  • Agnieszka Gu dwa lata temu
    Witam,
    Świetnie, jak zwykle :) Z należytą dbałością o szczegóły i utrzymanie odpowiedniego klimatu :)
    Super :)
    Podczas czytania nasunęła mi się pewna dygresja: mianowicie w żadnej opowieści (no może poza bajką o Muminkach, gdzie też występowała mieszkająca w lesie wiedźma - ale nie sama ale z wnuczką, która była jej uczennicą jednocześnie) Wiedźmy uparcie bronią swojej wiedzy, nie chcą się nią z nikim dzielić. Potem umierają i bezcenna ta wiedza odchodzi wraz z nimi do grobu. A szkoda... To tylko takie moje dywagacje, na marginesie ;))

    Pozdrawiam serdecznie ;))
  • Ewoile dwa lata temu
    Agnieszko, to prawda, bardzo trafne spostrzeżenie. Nie wiem dlaczego utarł się taki schemat. Może to dlatego, że wiedźmy są samotnicami, żeby nie powiedzieć - pustelniczkami, w samotności dziwaczeją. Stąd może ta niechęć? Albo z drugiej strony - wiedza to najcenniejsze co mają, zdobywają ja latami, ciężką pracą i doświadczeniem, nic więc dziwnego, że nie chcą dzielić się od tak swoim jedynym skarbem. Myślę, że może o to chodzić.
    Bardzo dziękuję za odwiedziny i dygresję, które lubię czytać ;)
    Pozdrowionka~
  • Wild Hunters dwa lata temu
    Witaj Ewoile, jestem twoim wielkim fanem, jak będziesz mieć czas to odezwij się do mnie na gg 2157184, bo chciałbym z Tobą o czymś porozmawiać.
  • Ewoile dwa lata temu
    Witaj, Wild Hunterze ;)) Bardzo miło mi to słyszeć, cieszę się, że to, co wychodzi spod mojej ręki, sprostuje oczekiwaniom ;)
    Nie mam gg, ale coś wykombinuję ;)
  • Karawan dwa lata temu
    Ewoile Sorki, że się wcinam alem trochę zaspał jakby - Przepraszam!.
    Podałem inną formę zapisu i odmiany Drany by uniknąć drani - Twój tekst! Ty rządzisz!!
    Krągły jak najbardziej ale nie krągławy, a jeśli już zbliżone przymiotniki to eliptyczny, jajowaty, okrągławy etc.
    Odnośnie zajadów...No, tuś mnie trafiła, stary wózek zapomniał, że tak być może. Mea culpa w pierś watłą i zapadłą się tłukę!!
    Pozdrawiam serdecznie.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania