Łowczyni: Zmierzch wilka ✦ Rozdział 5

Wyruszyli następnego dnia, o świcie. Po nocnej burzy śnieżnej wszystko uspokoiło się i ucichło, przez co perspektywa podróży zapowiadała się całkiem przyjemnie. Łapacze akurat kończyli szykować się do drogi, gdy Deidree wróciła z drugiej jaskini, prowadząc Diabła za uzdę i wkrótce sunęli już stępa, brodząc przez zaspy.

– Powiedz, Deidree, jak to jest – spytał Dart po jakimś czasie, gdy przełęcz zniknęła zupełnie za ich plecami. – Jak to jest, u licha, że magia niedozwolona, a dranowie sobie czarują wedle woli?

Deidree otuliła się ciaśniej płaszczem, zerknęła na łapacza z ukosa.

– Nie posługujemy się magią.

– Nie no, bez żartów, nawet głupi wie, że...

– Łowcy nie są magami – powtórzyła twardo. – Nie wolno mi zdradzać szczegółów, ale zapewniam cię, że jedyna magia, z jaką mamy do czynienia, to ta w wilkołaczych arteriach.

– A to ci dopiero... Gdyby to ktoś inny mi powiedział, wyśmiałbym go i nie uwierzył, ale że sam przedstawiciel Kharrenu mi to rzekł, nic mi tedy nie zostaje, jak tylko dać wiarę.

Dart obejrzał się przez ramię. Reszta kompanii sunęła w kolumnie względnie cicho i spokojnie – Warven i Slakke gawędzili na przedzie, gestykulując żywiołowo. Rog jechał za nimi, pochłonięty ostrzeniem miecza i mruczał coś do niego, jak gdyby ten słuchał. Pochód zamykał Jednooki Yre, jadąc obok związanego Ahayczyka, przerzuconego przez grzbiet luzaka.

Wkrótce potem warstwy śniegu zmalały, umożliwiając wędrowcom przejście w kłus. W atmosferze nad wyraz wesołej, za sprawą krzywiącego się z bólu i podskakującego bezwładnie więźnia, dotarli w okolice, zwaną przez miejscowych Przedsionkiem Zmarzliny.

Noc spędzili w ruinach niegdysiejszego fortu, trzymając warty na zmianę. Podróż wznowili następnego dnia, o brzasku, i wkrótce dotarli na miejsce.

– No, chłopcy – rzucił Dart przez ramię. – Rannen na horyzoncie.

Rannen było ostatnią i zarazem największą wsią na północnych ziemiach. To tu najczęściej zatrzymywali się przejezdni – jako że wioska znajdowała się najbliżej Rozstajów, była najlepiej zaopatrzona. Rannen słynęło również z usług transportowych – za odpowiednią opłatą przewożono saniami ludzi i towary w pobliskie okolice, co rychło stało się podstawą ranneńskiej gospodarki.

– Nie wydaje się wam, że tam jakiś taki ruch jakby? – spytał Slakke, podjeżdżając na początek kolumny.

– Tam zawsze ruch – zawołał za nim Warven, machnąwszy ręką.

– Slakke ma rację. – Na twarzy Darta zamajaczył niepokój. Przywódca łapaczy przyłożył dłoń do czoła i zmrużył oczy. – Tam faktycznie coś za bardzo się kotłuje.

– Czekajcie – tchnęła Deidree, unosząc rękę, by reszta ucichła. – Walka.

– Co? Jaka walka? Gdzie?! – ożywił się Rog, rozglądając dookoła. – Też chcę!

– Jesteś pewna? – spytał wąsacz i w tym niemal momencie echo przyniosło równiną rozdzierający, kobiecy wrzask.

– Cholera! Warven, Slakke, Rog, jedziecie ze mną, Yre, dołączysz do nas. Miej tego węża na oku. Deidree, ty... – urwał, bo Deidree, która jeszcze przed sekundą stała z łapaczem strzemię w strzemię, już pędziła na swym czarnym jak smoła, ogierze, przywarłszy do końskiego grzbietu. Spod kopyt odpryskiwał śnieg i odłamki lodu.

– Za nią, dalej! – ryknął Dart i cała czwórka poszła w galop.

Im byli bliżej, tym wyraźniej słyszeli krzyki, zawodzenie i wołanie o pomoc. Gdzieś ponad strzechami wzbił się dym.

Drana wpadła między chałupy w pełnym pędzie. Najeźdźcy byli wszędzie. Bandyci z gór, Deidree poznała ich po burych płaszczach, biegali we wszystkie strony niby mrówki, zarzynając uciekających mieszkańców. W tym samym czasie część zbirów wywlekała z chat kobiety i dzieci. Malców związywano i spędzano w ciasną grupkę, by zapewne sprzedać potem na targach niewolników. Niewiasty zaś zawlekano pod studnię i, zdarłszy z nich odzienie, gwałcono na oczach płaczących dzieci i konających mężów.

– Gasić pożar!

– Pożar!

– Uciekać komu życie miłe!

– Ratunku! Pomóżcie! Ludzie!

– Litości! Lito-argh!

– Lyne?! Gdzie jesteś, córeczko?!

– Pomocy!

Deidree zacisnęła zęby. W Kharrenie od zawsze wpajano jej, że zło i dobro nie istnieje, że wszystko w zależności od sytuacji może być względnie złe i dobre. Deidree wierzyła w to dopóki nie skończyła Akademii i nie opuściła wyspy, dopóki po raz pierwszy jej stopa nie stanęła w Irdenie – ostatnim bastionie ludzkości. Teoria mistrzów brzmiała mądrze i logicznie, lecz do czasu, bo w momentach takich ja te, gdy widziała cały ten ogrom przemocy i cierpienia, była pewna, że to co ma przed sobą, to właśnie zło.

Zeskoczyła z wierzchowca, zwinna niby kotka, i z sykiem kling dobyła broni. W ostrzach sejmitarów odbił się blask pożaru.

Cięła draba przebiegającego obok i kolejnego, pochłoniętego gonitwą za jasnowłosą dziewką. Kilku z zabawiających się przy studni odwróciło głowy. Po twarzach niektórych przemknęło chwilowe zaskoczenie, pozostali jednak wrócili do zabawy, przytrzymując ofiary za ręce i nogi tak, by reszta mogła bez przeszkód rżnąć zawodzące kobiety.

Pięciu ruszyło w jej stronę. Jeden dopiero co podciągał spodnie.

"Ciebie zabiję, jako pierwszego", pomyślała i natychmiast przeszła w bieg, aktywując Ire, runę przyśpieszenia. Starcie trwało kilka uderzeń serca.

Deidree z łatwością wywinęła się spod trzech nadlatujących kling obrotem, rozstawiając przy tym szeroko ręce – ostrza, na podobieństwo skrzydeł wiatraka, zatoczyły krąg, rozpruwając bandytom brzuchy. Krew bryznęła na śnieg, a chwilę potem na czerwony puch wypadły parujące wnętrzności.

Nim ci padli na ziemię, Deidree przyskoczyła do czwartego – silnym uderzeniem miecza wybiła przeciwnikowi broń, drugim ostrzem odcięła mu dłoń. Z kikuta, niby z fontanny, siknęła krew. Rzezimieszek zawył, jak zwierzę, lecz łowczyni urwała jego krzyk, szybkim cięciem odcinając łeb.

Ostatni z atakujących, który przez cały ten czas usiłował dosięgnąć drany klingą, cofnął się, rozumiejąc, że tej walki nie wygra.

– Błagam oszczę...!

Oba sejmitary zatopiły się poniżej mostka. Bandyta wybałuszył oczy i nim zdążył wychrypieć "litości", drana szarpnęła rękojeściami w górę, rozcinając draba z precyzją rzeźnika, aż po brodę.

Odwróciła się natychmiast, wyłapując w zgiełku szczęk stali o stal. Uśmiechnęła się kącikiem ust, dostrzegając Darta i jego chłopców, wyrzynających łupieżców przy studni w pień. Złowiła spojrzenie wąsacza. Pojęła w lot. Kiwnąwszy głową, odwróciła się i ruszyła w stronę jednej z płonących chat, z której dobiegały wrzaski uwięzionych Ranneninów. Była wdzięczna Dartowi za wzięcie walki na siebie, dzięki temu miast mordowania, mogła zająć się ratowaniem życia.

Odrzuciła belkę, którą bandyci zaparli drzwi. Otworzyły się natychmiast pod ciężarem ciał. Dwie kobiety padły na ganek, nieprzytomne, jak oceniła Deidree. Odciągnęła je na śnieg i wbiegła do środka, osłaniając usta i nos rękawem. Zmrużyła oczy, usiłując dostrzec coś w oślepiających płonieniach i kłębach szczypiącego dymu. Nikt już nie krzyczał. Obawiała się najgorszego, lecz gdzieś w głębi liczyła, że nieszczęśnicy zemdleli tylko, że gdzieś tam był jeszcze ktoś żywy.

Potknęła się o coś i o mało nie wywróciła. To był człowiek. Sprawdziła tętno i odetchnęła z ulgą, wyczuwając puls. Dźwignęła mężczyznę, choć nie było to łatwe – ważył więcej, niż Deidree zakładała i miała niemały problem z podniesieniem go, szczególnie, że powoli brakowało jej powietrza.

Wreszcie jednak, gdy obklęła w myślach pół świata, wsparła nieprzytomnego o swoje ramię i wytaszczyła go z płonącego domostwa. Padła kolanami w śnieg razem z nieprzytomnym mężczyzną i z trudem zmusiła się do wstania.

"Jeszcze nie czas na odpoczynek", pomyślała. "Jeszcze nie czas."

– Syn – wychrypiała jedna z osmalonych kobiet. – M-mój... mój syn...

– Gdzie? – Deidree dopadła do niej. – Został w środku?

– Zo-został...

Łowczyni zerwała się z ziemi i jak strzała wleciała do domu.

Wnętrze chałupy przypominało rozgrzany piec – jęzory ognia tańczyły dookoła, drąc pazurami meble i ściany. Belki z sufitu spadały z hukiem, wzniecając snopy iskier. Drana wiedziała, że musi się spieszyć. Miała mało czasu, drewniany strop mógł zawalić się w każdym momencie.

Wbiegła głębiej, zanosząc się suchym, spazmatycznym kaszlem. Wzrok zamazywał jej się od szczypiącego dymu i braku powietrza, huk płomieni ogłuszał.

"Trzymaj się", powtarzała sobie w myślach. "Dasz radę, tylko... Skup się... Qah, muszę... Użyć...".

– Nie – szepnęła, czując silne zawroty głowy i mdłości. Zachwiała się, usiłując ustać na nogach. Coś wewnątrz niej wybudziło się z letargu, wyczuwszy zagrożenie. Sparaliżowało dziewczynę, skręciło żołądek, wypełniło płuca smolistą, obrzydliwą mazią.

Padła na ziemię, otoczona słupami ognia. Usiłowała utrzymać powieki otwarte, lecz dym szczypał nieznośnie, przyprawiając ją o łzy. Zaniosła się duszącym kaszlem i spróbowała wstać. Na próżno.

– Jeszcze nie czas... N-nie czas na... n-na odpoczynek, Deidree – wychrypiała. – Jeszcze nie...

Nim zdołała dokończyć, osunęła się w mrok z dala od huczącego pożaru.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 7

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze

  • Karawan 09.06.2018
    Pora na cud! Zakrzyknął lud. ;) 5
  • Ewoile 09.06.2018
    Jak wrażenia? :D
  • Karawan 10.06.2018
    Ewoile Sorry, trochę mnie nie było. Wrażenia jak najbardziej OK, natomiast przy następnym odcinku proponuję wyrzucić połowę Deidree na korzyść "dziewczyny", "czarnowłosej" "rozwścieczonej" etc. Sam o tym też często zapominam, a sceny akcji idealnie nadają się do uzupełnienia opisu postaci. A teraz czekam jaki to cud przygotował Autor ;)
  • Ewoile 28.06.2018
    Karawan, tym razem to ja przepraszam za nieobecność. Co do sugestii - naczytałam się i nasłuchałam, że wszelkie tego typu zamienniki są nieprofesjonalne, zalatują totalną amatorszczyzną i w ogóle be. Tak więc zaczęłam ich unikać... Tak na dobrą sprawę to faktycznie czytając często wyłapywałam masę powtórzeń np u takiego Sapkowskiego i analizując momentami niektóre fragmenty doszłam do wniosku, że niekiedy ci "wielcy pisarze" piszą prościej, niż niejeden amator xd Taka mała refleksja xd
  • Ozar 09.06.2018
    Hej. Jestem na ślubie mojego syna. Jednak twojego tekstu nie mogłem nie ocenić. Znakomicie poszłaś dalej. Napad na wioskę i oczywiście reakcja lowczyni i łowców głów. Fajnie opisane, podziwiam twój styl. Kurde superek dałbym 9 ma 10 ale skala nie pozwala.
  • Ewoile 28.06.2018
    Ozar, bardzo przepraszam za tak długi brak odpowiedzi, ale sporo się teraz u mnie w życiu dzieje, przeprowadzka, formalności, zamykanie starych spraw, robota, prawko... A właśnie - muszę się pochwalić, że ostatnio miałam egzamin i zdałam! Za pierwszym razem! ♥
    Powracając jednak do tematu: Nawet nie wiesz, jak ucieszył mnie i rozczulił poniekąd Twój komentarz. Jestem zaszczycona mając takiego czytelnika ♥
    No i koniecznie przekaż synowi gratulacje!
  • Ozar 09.06.2018
    Jestem twoim fanem .!!!
  • Agnieszka Gu 15.06.2018
    Oo, widzę nową część :) Super, podlecę w wolnej chwili :) Pozdrowionka... ;)
  • Agnieszka Gu 16.06.2018
    Witam,
    Wspaniała cześć ;) Zachwycona jestem ogromnie :)
    Opisy walki świetne.
    Szczególnie:
    "Starcie trwało kilka uderzeń serca." — super
    No i czekam cóż dalej...
    Pozdrowionka :)
  • Ewoile 28.06.2018
    Agnieszka Gu, Twój zachwyt cieszy mnie ogromnie i mam nadzieję, że utrzyma się do końca serii ;p

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania