Nowy wróg część 3. Star Wars

Projekt współtworzony z użytkownikiem: Kapelusznik

~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~

 

— Wyczuwam, że martwisz się tą misją — powiedziała Thirs, kładąc dłoń na ramieniu przyjaciółki.

— Oczywiście, że tak! To nie będzie zwykła walka — ze smutkiem przyznała Asaro. — Jestem Jedi; strażnikiem pokoju a nie żołnierzem.

— Podczas wojny wszyscy jesteśmy poniekąd żołnierzami. — Kobiety zamilkły na chwilę. Asaro popatrzyła przyjaciółce prosto w oczy. Zobaczyła w nich zrozumienie oraz, co najważniejsze: wiarę i wsparcie.

— Niech moc będzie z tobą — powiedziała na pożegnanie brunetka.

 

*

 

Drzwi do obszernej sali rozsunęły się a oczom Asaro ukazała się dość spora grupa osób. Przy okrągłym holostole już czekał na nią jej Padawan a obok niego stał kapitan Talis Tancerville. Jego widok przywołał obrazy z dopiero co zakończonej kampanii na Qish. Jedi ponownie przypomniała sobie jak wrak Venatora, dowodzonego przez kapitana Nelisa, Umbrę, rozbił się na obrzeżach stolicy gdy spełnił już swoje zadanie jako tarcza i pozwolił resztom wojsk na przeprowadzenie szturmu.

Rozejrzała się po pomieszczeniu. Na środku stał okrągły stół z wyświetlanymi, holograficznymi planami jakiegoś układu planetarnego. Nie rozpoznała w nim żadnego z należących do Terian systemów. Jak mogła się jedynie domyślać, było to miejsce w którym została zaplanowana egzekucja pojmanych Jedi. Dookoła stołu oprócz jej ucznia oraz poznanego kapitana znajdywała się większa grupa ludzi. Z większością z nich Asaro nie miała jeszcze przyjemności pracować. Byli to głównie kapitanowie pozostałych przydzielonych do walki statków oraz stratedzy i osoby lepiej zaznajomione z tradycjami wojennymi królestwa Terian.

Ściany okrągłego pomieszczenia nie miały okien a przyozdobione były minimalistycznym, wygrawerowanym w metalowych płytach wzorem. Całości dopełniało oświetlenie w postaci wąskiego paska ciągnącego się pod sufitem dookoła całego pokoju oraz centralna lampa równomiernie rozświetlająca pomieszczenie.

Zebrani unieśli wzrok gdy drzwi do sali ponownie się rozsunęły a do pokoju wszedł ubrany w wojskowy mundur mężczyzna z krótko przyciętymi włosami i ostrymi rysami twarzy. Przybysz z rękoma założonymi za plecami podszedł do stołu otoczony przez ciszę jaka wypełniła przestrzeń.

— Wszyscy wiemy w jakim celu się tu zebraliśmy — zaczął. — W niezamieszkałym systemie He’V ma dokonać się egzekucja generałów wojsk Republiki: pani generał Harso i generała Carvena. Ponieważ w układzie w zasadzie nic nie ma a wróg raczej nie szykuje się na żadnego rodzaju ataku, pojmani Jedi nie powinni być solidnie chronieni. Przewagą Terian jest nasz brak czasu — przerwał i rozejrzał się po zgromadzonych — dlatego wysyłamy wsparcie niezwłocznie w postaci trzech Venatorów i ośmiu lekkich krążowników Aquintes.

— A co jeśli wróg przygotował się na nasze przybycie? — odezwała się Asaro. — Przecież wyruszenie na ratunek jest raczej oczywistym posunięciem.

— Cieszę się, że podważa pani kompetencje naszych strategów — chłodno odpowiedział Tarkin — i liczę na to, że ma pani zatem jakieś lepsze rozwiązanie. Pragnę jedynie przypomnieć, że jesteśmy w środku galaktycznej wojny a nasze wojska znajdują się na jej licznych frontach. Możemy posłuchać się pani rady i ściągnąć dodatkowe oddziały tak by stracić je w ewentualnym nic nieznaczącym starciu.

— Nie mówię żeby ściągać do nas całe armady…

— Ale jednak zależy pani aby wsparcie było większe. Proszę nam zaufać. Prowadzone od dłuższego czasu nasłuchy w tamtym terenie nie pokazują, żeby wróg miał zgromadzoną w tamtym sektorze flotę. Chyba, że chce pani podzielić się z nami swoimi „magicznymi” odczuciami — zaakcentował. Asaro poczuła, jak pomimo lat treningu w opanowywaniu emocji, do jej serca szerokim strumieniem zaczęła wlewać się najczystsza złość. Spojrzała na Padawana i szybko przydepnęła jego stopę kiedy młokos już miał się wyrywać żeby odpowiedzieć coś na złośliwe uwagi admirała.

— Dobrze, zaufam pańskiej ekspertyzie. W końcu jestem tylko Jedi.

— Pani to powiedziała… Tak czy inaczej tracimy teraz czas. Plan jest prosty ale takie są najskuteczniejsze. Nic nie wskazuje na to by królestwo Terian dysponowało wielką flotą w tamtym regionie. Jedna z naszych fregat bez problemu powinna przechwycić kapsułę z pojmanymi Jedi, zanim ci zginą w płomieniach gwiazdy. Jeśli wróg postanowi stawiać opór użyjemy głównych krążowników.

— Skoro jest aż taki prosty to po co w ogóle zabierać ze sobą na misję jakichś generałów? Czy pana talent nie wystarczy — Asaro z trudem powstrzymywała cyniczny ton.

— Jak sama pani zauważyła jest szansa, że wróg będzie agresywniejszy niż zakładamy a wtedy może dojść do większej bitwy.

— Oczywiście na tyle większej, na ile pozwalają nasze zasoby? — nie wytrzymał i w końcu odezwał się Treeke.

— Ależ oczywiście! Jaki jest sens wdzierać się w siły wroga mając świadomość pewnej porażki.

— Na Qish w pewnym momencie też miał pan świadomość pewnej porażki jednak…

— Cuda się zdarzają — wszedł mu w słowo Tarkin — ale mają to do siebie, że dzieją się rzadko. Nie liczyłbym na pojawienie się nagle kolejnej floty, która przez przypadek zdecyduje się nam pomóc.

— Wystarczy! — przerwała kłótnię Asaro. — Plan admirała jest dobry i bazuje na pewnych sprawdzonych danych…

— Ale… — już miał mówić Treeke.

— Nie dysponujemy — zaakcentowała szarowłosa — większą ilością wojska. Dalsze sprzeczki zabierają tylko czas.

— Cieszę się, że się pani ze mną zgadza. Przejdę zatem do omówienia dokładniejszych danych…

Asaro przysłuchiwała się słowom admirała. Musiała przyznać, że stojący przed nią mężczyzna dysponował naprawdę pokaźnym doświadczeniem. Podczas powrotu z Qish sprawdziła nawet jakieś informacje na jego temat dowiadując się o niełatwym dzieciństwie. Przyszedł na świat w układzie Eridau, niegdyś dzikim i nieokiełznanym globie. Jego rodzina żyła tam od pokoleń w przeszłości niejednokrotnie walcząc z dzikimi zwierzętami, groźniejszymi niż najeżdżające na planetę bandy piratów. Od najmłodszych lat był wychowywany pod silną ręką ojca i dzięki niemu nauczył się dyscypliny i posłuszeństwa. Bardzo szybko zakręcił się wokół wojska i stał się częścią wielkiej armii republiki, początkowo służąc w siłach ochronnych zewnętrznych rubieży, działających między innymi w sektorze jego rodzinnej planety. Na wczesnych ścieżkach swojej kariery spotkał nawet samego Sheeva Palpatine’a, pełniącego obecnie funkcję najwyższego kanclerza. W końcu po latach ciężkiej pracy dostał się na szczyt i został admirałem, słynącym ze swojego opanowania i doświadczenia. Asaro wydawało się, że mężczyzna pałał miłością tylko do wojska a okres wojen klonów był dla niego niczym rozwinięcie skrzydeł trzymanego w niewoli ptaka.

Popatrzyła na swojego Padawana. Widziała wyraźnie grymas niezadowolenia na twarzy młokosa. Wydawało jej się, że może wyczuć wypełniającą umysł chłopaka złość wcale nie używając do tego celu mocy. Jego brązowe oczy wpatrzone były w poważnego admirała prezentującego coraz to nowsze informacje na niebieskim hologramie.

W końcu całe spotkanie dobiegło końca a wszyscy zebrani opuścili salę udając się na wyznaczone stanowiska. Asaro i Treeke szli razem długim korytarzem Głównej Siedziby Strategicznej zmierzając w stronę lądowiska, gdzie czekać na nich miał transport.

— Nie mogę znieść tego admirała! — powiedział w końcu Treeke. Asaro już od dłuższego czasu wyczuwała, że chłopak chce porozmawiać. — Jest gorszy niż Valkiria!

— On przynajmniej jest doświadczony — starała się w miarę spokojnie odpowiedzieć Asaro.

— Widziałaś jak traktuje Jedi? Przecież on się niemal dosłownie z nas wyśmiewał!

— Musisz przywyknąć do takich rzeczy…

— Jak mam przywyknąć? Co stało się z symbolem jakim byli rycerze?

— Ten symbol zniknął kiedy przestaliśmy być mentorami a zostaliśmy generałami.

— Nadal jesteśmy mentorami! — Nie dawał za wygraną Treeke.

— Tak, to prawda, są ludzie którzy nas tak widzą. Musisz jednak zrozumieć, że w obecnych czasach ludzie mają bardzo wiele, często skrajnych poglądów. Nie dla wszystkich jesteśmy symbolami pokoju…

— Jak możesz mówić to tak spokojnie!

Asaro zatrzymała się, położyła ręce na biodrach i obrzuciła Padawana gniewnym spojrzeniem. Chłopak wyraźnie się zmieszał, zdawszy sobie sprawę z niewłaściwego zachowania.

— Wybacz, mistrzyni — powiedział z pokorą. — Nie powinienem był się tak unieść.

— Doskonale rozumiem co cię trapi — odezwała się Asaro. Podeszła do chłopaka i położyła mu rękę na ramieniu. Musiała unieść głowę, żeby spojrzeć wyższemu od niej Padawanowi w oczy. — Jest tylko jeden sposób żeby ludzie postrzegali nas tak jak chcielibyśmy żeby to robili. Każdą zmianę należy zacząć od siebie.

Ruszyli dalej mijając rzędy drzwi i bocznych korytarzy. W końcu znaleźli się na zewnątrz budynku. Na płycie lądowiska stało wiele statków - głównie wojskowych transportowców. Przy jednej z kanonierek ujrzeli grupę klonów a wśród nich jednego w pancerzu z szaro-zielonymi dodatkami. Kiedy podeszli bliżej żołnierze ustawili się w szeregu i zasalutowali.

— Witaj, Pike — powiedziała Asaro z nieudawaną radością w głosie.

— Witam, generale! — pewnie odpowiedział klon. — Witam, komandorze! — tu spojrzał na stojącego obok kobiety chłopaka.

— Wypocząłeś po ostatniej bitwie?

— Tak jest, ma’am! Wszyscy z siedemset czterdziestego siódmego gotowi do wymarszu!

— A jak czuje się Lifted?

— Powiedzieli mu, że może jeszcze pozostać chwilę pod opieką medyczną ale zdecydował, że chce do nas dołączyć i brać udział w nadchodzącej misji.

— Cieszy mnie jego entuzjazm.

Wszyscy zgromadzeni wsiedli na pokład kanonierki. Przez rozchylone klapy mogli podziwiać panoramę wiecznie żywego miasta. Asaro skierowała swój wzrok w stronę dzielnicy w której mieszkała Thirs. Samego wieżowca nie zobaczyła gdyż ten zasłonięty był przez inne wysokie budowle. Zobaczyła za to wieżę budynku Rady Jedi. Nie znalazłaby w niej zapewne zbyt wielu mistrzów. W obecnej sytuacji znajdowali się w kluczowym momencie wojen klonów, gdzie toczono wiele walk na licznych frontach. Armia była rozdysponowana po wszystkich zakątkach galaktyki a Jedi w roli generałów porozsyłani po setkach planet.

Wróciła myślami do dopiero co odbytej odprawy. Pomimo tego jak bardzo arogancki był admirał Tarkin musiała przyznać mu rację w jednej sprawie. Ona jest tylko Jedi, nie wykwalifikowanym żołnierzem. Świat wyglądał zupełnie inaczej kiedy dołączyła do Zakonu. Na początku faktycznie miała przed oczami wizję bycia obrońcą pokoju. Liczyła na to, że będzie w stanie zmieniać otaczającą ją rzeczywistość na lepsze i że będzie wzorem dla setek mieszkańców galaktyki. Właśnie tak przedstawiani byli Jedi we wszystkich opowiadanych jej przez mamę bajkach.

 

*

 

— Tak właśnie zagubione dzieci zostały uratowane przez czuwających nad ich bezpieczeństwem obrońców — zakończyła opowieść kobieta.

— Mamo?

— Tak, skarbie?

— Kto staje się obrońcą? Kto może być Jedi? — Szarowłosa kobieta zaśmiała się cicho i pogłaskała córkę po głowie.

— Nie jest to proste. A nawet jeśli komuś uda się dołączyć do strażników pokoju, staje przed bardzo odpowiedzialnym zadaniem. Bycie wzorem dla innych nie jest zabawą.

— Nie chcę się bawić! Chcę pomagać innym!

— Bardzo się z tego cieszę. Kto wie, może uda ci się pomóc niejednej osobie — Oliphia uśmiechnęła się ciepło do leżącej pod grubą kołdrą dziewczynki. Noce na Arkantanice potrafiły być zimne.

Na dworze hulał wiatr a niesione jego siłą liście i źdźbła traw otaczały małą wioskę. Nad osadą niebo jaśniało tysiącami gwiazd a ciemna otchłań kosmosu zionęła chłodem trzymającym w swoich objęciach każdego, kto postanowił się jej poddać tej bezchmurnej nocy. Ryki wygłodniałych igufarów docierały do mieszkańców i wpadały do domostw przez rozszczelnione okna.

Asaro skuliła się usłyszawszy straszne dźwięki docierające z dworu.

— Nie bój się kochanie.

— Czy Jedi mogą przyjść i mnie ochronić? — lekko roztrzęsionym głosem spytała dziewczynka.

— Oczywiście, że tak. Strażnicy pokoju cały czas nad tobą czuwają; nie opuszczają żadnej żywej istoty. Widzą cię przez pośrednictwo mocy i łączą się z tobą w najgorszych chwilach.

— Mamo, a czy ja mogę ich usłyszeć?

— Oczywiście. Musisz jedynie zajrzeć w głąb swojego umysłu.

— Co to znaczy?

— Wierzę, że kiedyś się dowiesz. Śpij dobrze.

Kobieta pocałowała dziewczynkę w czoło i wstała z łóżka. Podeszła do okna i zaciągnęła grube zasłony. Skierowała swoje kroki do drzwi i po raz ostatni przed opuszczeniem pomieszczenia spojrzała w stronę Asaro. Duże zielone oczy patrzyły na nią spod grubej kołdry.

— Dobranoc, skarbie.

 

*

 

Jedi stała wpatrzona w otaczające ją gwiazdy. Przez trójkątne okna krążownika typu Venator widziała resztę wysłanych na misję ratunkową wojsk republiki.

— Przygotować się do skoku w nadprzestrzeń! — usłyszała za plecami. Przysłoniła ręką oczy gdy obraz za oknem zajaśniał a krążownik osiągnął prędkość nadświetlną. Jeszcze chwilę wpatrywała się w wirującą niebieskobiałą przestrzeń by w końcu powolnym krokiem udać się w stronę hangarów.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • TheRebelliousOne miesiąc temu
    Ahh, kto to wrócił! :D Odcinek bardzo ciekawy :) Nie wiem dlaczego, ale patrząc na Treeke'a mam przed oczami Anakina. Trochę podobna impulsywność, I guess… Podoba mi się tak jak dokładnie opisujesz otoczenie i czynności między dialogami. Jest to coś, nad czym ja muszę popracować. Ode mnie ląduje 5

    Pozdrawiam ciepło :)
  • Pontàrú miesiąc temu
    Dzięki za odwiedziny. Teraz mam trochę dużo na głowie ale obiecuje że wpadnę i nadrobię wszystkie zaległe teksty. Wolne chwilę poświęcam właśnie na pisanie

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania