Nowy wróg część 5. Star Wars

Dwie osoby siedziały na szarej kanapie w towarzystwie dźwięków włączonego telewizora. Brunetka miała na sobie wygodne dresowe spodnie i lekką bluzkę z głębokim dekoltem. Od samego rana chodziła zestresowana i nie miała ochoty na eleganckie ale niewygodne ubranie. Poza tym, była u siebie w domu i mogła pozwolić sobie na taki zabieg. Znajdujący się naprzeciwko niej twi’lekanin również nie chwalił się eleganckim ubiorem. Sheeq został zaproszony przez Thirs pod pretekstem omówienia ważnych spraw dotyczących przyszłości ich rodzinnej planety. Senator doskonale zrozumiał jednak, że była to tylko wymówka dla jego przyjaciółki i tak naprawdę brunetka potrzebowała aby ktoś był przy niej i udzielał jej wsparcia. Już w pierwszych chwilach kiedy przybył do apartamentu, kobieta podzieliła się z nim swoimi obawami. Nie chodziło tylko o widmo spełnienia obiecanej przez niejakiego admirała Adama Terrama obietnicy egzekucji pojmanych dowódców republiki, a bardziej o fakt, iż to właśnie przyjaciółka Thirs, Asaro, została wysłana z misją ratunkową.

Początkowo zdziwiła go trochę tak silna reakcja współpracowniczki. Ta w senacie zdawała się z reguły panować nad otaczającymi ją emocjami a wyraźne pogorszenia nastrojów towarzyszyły jej w zasadzie tylko przy dość trudnych do zaakceptowania przegranych na politycznym korcie. Po krótkiej rozmowie zrozumiał jednak jej obawy.

Sam nigdy nie zagłębiał się w ideologię Zakonu Jedi a większość informacji zdobywał w gruncie rzeczy od samej Thirs, gdyż to ona miała z tymże zakonem wspólny element. Kobieta wyjaśniła mu, dlaczego tak martwi się o przyjaciółkę. Nie chodziło o samą nadciągającą bitwę gdyż wspomniana Jedi wielokrotnie stawiała czoła wrogowi na niejednym froncie galaktycznej wojny. Po krótce Thirs wytłumaczyła mu, że Asaro zmierzyć się będzie musiała nie z bezdusznymi maszynami a z drugim człowiekiem. Jeżeli ktoś usłyszałby takie wyznanie po raz pierwszy mógłby zakpić z rozmówcy wskazując, że przecież na wojnie zawsze giną ludzie. W tym konflikcie było jednak inaczej. Sheeq doskonale rozumiał, że w istocie taka zmiana przeciwnika może być poważnym problemem. W końcu przez większość czasu przyszło im się mierzyć z armiami droidów a to republika była stroną, wysyłającą na śmierć ludzi.

— Jeszcze raz dziękuję ci, że przyszedłeś — powiedziała Thirs.

— Nie ma sprawy. Zawsze lubię uzgadniać z tobą sprawy związane z pracą — pozwolił sobie na zabawniejszy ton Sheeq.

— Myślisz, że wspomniana egzekucja się odbędzie?

— Mam szczerą nadzieję, że nie. Wierzę, że oddziałom pod przewodnictwem Asaro uda się uratować pojmanych dowódców — spróbował dodać otuchy senatorce.

— Powinnam już była przywyknąć do tych ciągłych nowych konfliktów. Zawsze wydaje mi się, że sytuacja znajduje się pod kontrolą a trwające obecnie bitwy zmierzają ku końcowi.

— A tym czasem bez najmniejszej zapowiedzi wybuchają nowe? — dokończył myśl Sheeq.

— Dokładnie tak! Już czasami w głowie mi się miesza jak słucham o tych wszystkich liczbach. Ostatnio podawali nawet obecny stan armii republiki. Ile to było…?

Ich rozmowę przerwała głośna muzyka czołówki serwisu informacyjnego. Thirs pośpiesznie spojrzała na zegarek.

— Ile tu już siedzimy? Już zaczynają się wiadomości?

— Nie… — odpowiedział zmieszany Sheeq. — To znaczy… jest jeszcze za wcześnie.

— Przerywamy obecny program żeby podać najświeższe wiadomości prosto z niezamieszkałego układu He’V — niemalże wykrzyknął reporter a Thirs poczuła jak ton jego głosu drażni jej bębenki. — Odbieramy transmisję, na żywo, wysyłaną przez królestwo Terian! Dla szybkiego przypomnienia, mieliśmy już do czynienia z przedstawicielami tego wojowniczego narodu. Zaledwie niecałe dwa tygodnie temu w budynku senatu popełnił samobójstwo Farh Terram a ostatnio jego brat i admirał teriańskiej floty, Adam Terram, wysłał republice wiadomość o egzekucji pojmanych przez niego dowódców armii. — Po tych słowach na ekranie mignęło kilka scen przedstawiających zieloną eksplozję na lądowisku senatu oraz holograficzną postać wyświetlaną na środku sali obrad. — Czyżby okazało się, że zapowiadana egzekucja ma odbyć się sześć godzin przed czasem?

Obraz prezentera zniknął a jego miejsce zajęła panorama pola bitwy. Po lewej stronie ekranu znajdywały się statki republiki, po prawej zaś kształty okrętów jakich ani Thirs, ani Sheeq jeszcze nie widzieli. Serie pocisków i myśliwców przelatywały przed oczami widzów pokazując sam środek kosmicznej batalii.

— Jak to sześć godzin przed czasem?! — wykrzyknęła kobieta i odruchowo złapała leżącą obok niej poduszkę. Wciągnęła nogi na kanapę i skupiła wzrok na przedstawianych scenach.

— Terianie musieli przyspieszyć obiecaną egzekucję. Boją się, że przegrają tę bitwę — skomentował Sheeq choć nie do końca był pewien swoich założeń. Wysyłana z układu transmisja była niesamowicie dobrej jakości a oprócz chaotycznego obrazu statków co jakiś czas pojawiał się schemat pola bitwy z aktualnym ułożeniem okrętów. Od razu widać było, że wróg miał dwukrotną przewagę. Poza tymi danymi kamera co jakiś czas pokazywała wnętrze wystrzelonej kapsuły z uwięzionymi wewnątrz przywódcami republikańskich wojsk. Całości dopełniała niebieska kreska u góry ekranu, pokazująca aktualne położenie żelaznego sarkofagu względem odległości od gwiazdy, przypominająca nieco w swej postaci znany wszystkim pasek ładowania. Zaczynał się on miniaturowym symbolem republiki z dużym znakiem kredytów na środku a kończył się obrazkiem uśmiechniętego słoneczka.

Thirs niemalże podskoczyła, jak obraz zajaśniał od wybuchu dwu separatystycznych fregat.

— Wygląda na to, że wróg doznaje poważnych strat! — wykrzyknął ucieszony reporter. Pomimo maski jaką na siebie nałożył widać było, że przeżywa to wydarzenie tak samo jak przeżywali je zapewne pozostali oglądający.

Bitwa trwała a znacznik wskazujący położenie kapsuły niebezpiecznie szybko zbliżał się do słoneczka. Wydawało się, że wszystkie nadzieje upadły kiedy metalowa trumna w całości schowała się pod jego jadowitym uśmiechem. Thirs mocniej wtuliła się w trzymaną poduszkę. Sheeq przysiadł się bliżej aby choć trochę zapewnić senatorce poczucie bezpieczeństwa.

— Proszę państwa, wszyscy widzieliśmy co się stało! — wydarł się reporter. — Tak oto spełniła się dana przez admirała Adama… zaraz… żyją? Proszę państwa! Nie uwierzycie państwo co się stało! Jeden z naszych krążowników przechwycił kapsułę z uwięzionymi dowódcami! Powtarzam, nasi generałowie zostali uratowani! Ciekawi mnie kto dowodził tą jakże udaną akcją…

Thirs o mało nie podskoczyła z radości. W przypływie euforii, nie wiedząc co zrobić ze zmiętoloną poduszką, cisnęła nią prosto w nic niepodejrzewającego twi’lekanina.

— Udało się! Asaro się udało!

— Cieszę się razem z tobą! — Sheeq złapał poduszkę i odpowiedział na atak. Przez chwilę zapomnieli całkowicie o wyświetlanej transmisji i pogrążyli się w toczeniu własnej batalii.

Nagle, znajomy głos otrząsnął Thirs z szału. Szybko popatrzyła na ekran. Ku swojemu zaskoczeniu zobaczyła postać admirała Adama Terrama a przed nim, wyświetlaną na hologramie sylwetkę Asaro.

— Niedocenienie wroga było twoim największym błędem, admirale Terram.

— Tak. Muszę się z panią zgodzić. Niedocenienie wroga jest częstym błędem… Jest to błąd, który popełniają obie strony.

Kamera zmieniła kadr a oczom widzów ukazał się obraz potężnej eksplozji. Fragmenty wysadzonego krążownika uderzały o poszycie okrętu flagowego republiki. Strach wypełnił serce Thirs.

— Jak można… czy to?

— To był statek z uratowanymi Jedi — odpowiedział Sheeq na pytanie, którego brunetka nie była w stanie zadać.

W milczeniu patrzyli jak przedstawiane w transmisji szczątki dawnego krążownika dryfują przez czarną przestrzeń kosmosu a flota republiki oddala się od pola bitwy, by w końcu zniknąć w nadprzestrzeni.

 

*

 

Nie miała pojęcia jak długo już leżała na poszyciu swojego myśliwca. Zupełnie ignorowała otaczające ją dźwięki: uderzenia metalowych elementów w osłony Venatora, krzyki żołnierzy oraz odgłosy napraw i usuwania uszkodzeń spowodowanych eksplozją. Mogłaby przysiąc za to, że w głowie nieustannie słyszała głosy poległych Jedi. Słowa mistrzów uderzyły w nią z nową siłą, kiedy krążownik republiki wskoczył w nadprzestrzeń a otaczająca statek cisza wyostrzyła wypowiadane przez Rycerzy zdania.

„Zawiodłaś nas, Asaro.”

„Zjadła cię własna pewność siebie”

— Przestańcie! — powiedziała na głos a pracująca nieopodal grupa klonów popatrzyła się w jej stronę odkładając trzymane w dłoniach narzędzia. Asaro zmieszała się. Zsunęła się ze swojego myśliwca, stając na nogi i nasuwając kaptur na głowę. W kompletnej ciszy, ukryta w cieniu szarej peleryny, zaczęła zmierzać w stronę wind.

Drzwi dźwigu rozsunęły się a stojący w środku żołnierze pospiesznie zasalutowali. Kobieta nie wykonała żadnego gestu tylko weszła do małego pomieszczenia i machnięciem ręki pospieszyła z wolna zamykające się wrota. W środku zapanowała ponura atmosfera i zdawać by się mogło, że gdy grupa klonów opuściła Jedi na jednym z pięter, wszyscy wojacy głośno odetchnęli z ulgą, kiedy generał znów zniknęła za metalową zasłoną.

Kiedy została sama zwinęła dłoń w pięść i z wrzaskiem uderzyła w gładkie pokrywy windy, pozostawiając na nich widoczne wgięcie. Płynnym ruchem ręki złapała za srebrną rękojeść wiszącą u jej pasa a zielone światło zdominowało wnętrze okrągłego pomieszczenia. W tej samej chwili drzwi ponownie się rozsunęły a oczom Jedi ukazał się klon w pancerzu z szaro-zielonymi zdobieniami. Mężczyzna wyprostował się i stanął na baczność od razu kiedy zobaczył kto znajdował się w dźwigu. Asaro popatrzyła na niego spode łba i wyłączyła broń.

— Wybacz, Pike — powiedziała tak, że klon ledwo mógł ją usłyszeć.

— Można? — spytał. Kobieta wykonała zapraszający ruch ręką. Zobaczyła jak wojak z lekkim zawahaniem postawił pierwszy krok wewnątrz windy.

— Przepraszam — odezwała się Jedi kiedy wrota ponownie oddzieliły ich od reszty statku a migające na ścianie lampki informowały, że zbliżają się do centrum dowodzenia. Pike milczał nie wiedząc co odpowiedzieć. — Jak nasza ekipa? — postanowiła przekierować rozmowę.

— Nie ponieśliśmy dużych strat. Zniszczyliśmy dwie fregaty separatystów a jedną trwale uszkodziliśmy. Terianie za to mocno pokiereszowali nasz jeden Venator no i ten… — zmieszał się.

— Tak, widziałam na własne oczy. — Jedi znów opuściła głowę. Pike próbował nawiązać z dowódczynią kontakt wzrokowy, jednak bez skutku.

Oboje wysiedli na mostku. W sterówce panował względny spokój a jedynie sporadyczne komunikaty o dokonywanych naprawach i dźwięki informujące o wystąpieniu niewielkich awarii przerywały ciągłość panującego miru. Przy okrągłym holostole stał admirał Tarkin i analizował zebrane podczas bitwy dane. Podeszli do niego a Pike zasalutował.

— Muszę powiedzieć, że poszło nam całkiem… nieźle… pod kątem militarnym oczywiście.

— Nieźle?! — nie mogła powstrzymać emocji Jedi. — Straciliśmy naszych generałów a pan mówi, że poszło nam nieźle? — Nie mogła sobie wyobrazić jakie przemyślenia zrodziły się pod czaszką admirała.

— Strata tych dowódców jest istotnie sporym ciosem — „no może nie licząc tych Jedi” dodał w myśli — ale podczas całej walki udało nam się zniszczyć trzy fregaty wroga kosztem tylko paru lekkich krążowników. Jak na mój gust to dobry wynik. Z raportu kapitana Pike’a — spojrzał na klona — dowiedziałem się też o zadziwiająco małej stracie w myśliwcach. To głównie teriańska flota była naszym przeciwnikiem w tej walce. Powiedzieć muszę, że trudnym.

— Ustaliliśmy już, dlaczego nas tak zaskoczyli? — Asaro postanowiła nie ciągnąć dłużej rozważań na temat „sukcesu” misji.

— Według naszych ustaleń, flota wroga nie wyszła z nadprzestrzeni. Wykrylibyśmy to odpowiednio wcześniej.

— Co się więc stało?

— Musieli cały czas być na orbicie. Nie wykryliśmy ich, bo mieli wyłączone niemalże wszystkie zbędne systemy. Wchodzi w to nawet generator sztucznej grawitacji.

— To znaczy, że nie mieli też osłon. Gdybyśmy wcześniej wiedzieli… — zasyczała Asaro.

— Nie byłoby to i tak takie proste. Stali bardzo blisko gwiazdy a jej promieniowanie zagłuszało resztki sygnałów, które byli w stanie wysyłać. To jedyne wyjaśnienie, jak dotąd, tłumaczące dlaczego pomimo prowadzonych w układzie He’V nasłuchów nasze systemy nic nie wykryły. Mam jeszcze jedne przemyślenia.

— Zechce się pan podzielić? — Zielone oczy łypnęły na admirała spod grubego kaptura.

— Podczas całej bitwy flota Terian zdawała się pozostawać na uboczu — wskazał na wyświetlane na niebieskim hologramie dane — a ich okręt flagowy pozostał na tyłach. Gdyby chcieli nas pokonać nie mieliby najmniejszych problemów. No, może niewielkie.

— Sugeruje pan, że pozwolili nam przejąć kapsułę, admirale? — spytał Pike.

— Zwarzywszy na to, że całe wydarzenie było strumieniowane do praktycznie wszystkich większych stacji telewizyjnych, śmiało mogę powiedzieć, że ich zamiarem było zmuszenie nas do zagrania w ich grę.

— Zatem od początku planowali, żebyśmy przechwycili kapsułę? — poruszyła się Jedi.

— I tutaj myślę, że odpowiedź na pani pytanie jest negatywna. Według mnie kapsuła wystrzelona została z taką prędkością i w takiej chwili, abyśmy nie zdążyli do niej dolecieć.

— Chcieli nas wystawić na pośmiewisko! — skomentował kapitan Pike.

— Na to wygląda. To, że udało nam się ostatecznie przechwycić kapsułę było oczywiście uwzględnione i dlatego musieli zamontować na niej, sterowane zdalnie, ładunki wybuchowe.

Asaro odwróciła się od stołu i spojrzała przez okna Venatora. Jaśniejąca niebieska przestrzeń wirowała dookoła statku, powodując niewielkie zmiany w nieregularnym oświetleniu. Mocniej zacisnęła poły szaty tak by ukryć pod nią całą sylwetkę. Czuła na plecach wzrok obu mężczyzn; sama zaś zamknęła oczy.

„Porażka.”

„Dałaś się wciągnąć w ich grę.”

— Gdzie jest Treeke? — spytała przerywając panującą ciszę.

— Nie widziałem dowódcy Fadara od czasu bitwy… — Asaro energicznie odwróciła się na słowa admirała. — Spokojnie, dotarł na statek i potwierdził nam, że wszystko u niego w porządku.

— Treeke, zgłoś się! — powiedziała Jedi do komunikatora. Odpowiedziała jej cisza. — Niech go… Proszę mi wybaczyć ale pójdę go poszukać. — Admirał Tarkin tylko skinął głową na te słowa. Kobieta odeszła pozostawiając obu mężczyzn przy holostole.

 

*

 

— Treeke, tu jesteś! — powiedziała zaglądając do kokpitu srebrnego statku. — Czemu nie odpowiadasz?

— Wybacz mistrzyni… ja po prostu…

— Wiem co czujesz. — Kucnęła na skrzydle statku, Asaro. — Przeżywam to tak samo jak ty a co najważniejsze, poczułam to samo co ty.

— Przecież takie działania przechodzą ludzkie pojęcie! — wybuchnął Padawan a kobieta rozpoznała wypełniającą go nienawiść.

— Wiem, że jest ciężko ale musimy panować nad swoimi emocjami. Przejdziemy przez to razem. W takich chwilach trudno jest… a nich to! — przerwała gdy jej uszu dobiegł dźwięk komunikatora. Spojrzała na wyświetlane na urządzeniu dane.

— To Rada Jedi — mruknęła.

— Będziesz musiała im powiedzieć.

— Ehh, tak… wiem. Posłuchaj, zostawię cię tu jeśli chcesz a jak nie, to udaj się na mostek i zastąp mnie na chwilę, dobra? Jak skończę rozmawiać to do ciebie przyjdę.

— Dobrze, mistrzyni.

Padawan wyszedł ze statku i skierował swoje kroki do wind. Asaro jeszcze przez chwilę podążała za nim wzrokiem a migoczący komunikator cały czas przypominał jej o nadchodzącym połączeniu. Położyła urządzenie na otwartej dłoni i głośno westchnęła.

„Zawiodłaś.”

„Nie dałaś rady.”

— Mówi Asaro Erchetia. Zakończyliśmy działania w układzie He’V.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • TheRebelliousOne 2 tygodnie temu
    Telewizory w uniwersum Star Wars?! Myślałem, że oni mają takie jakby hologramy... XD Sam odcinek ciekawy. Bardzo podobają mi się te długie opisy między dialogami, zwłaszcza na początku. Sam staram się nauczyć tak pisać... Zostawiam 5 i lecę do Kapelusznika!

    Pozdrawiam ciepło :)
  • Pontàrú 2 tygodnie temu
    No skoro mieli wyświetlane na ekranach reklamy to pewnie jakieś telewizory też a sam Anakin w trzeciej części grał nawet na jakiejś przenośnej konsoli. Some things never change. Dzięki za wizytę i pozdrawiam :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania