Poprzednie częściO Wilku mowa I  O Wilku mowa II  

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

O Wilku mowa III

Wiewiórka siedziała ze skrzyżowanymi nogami na fotelu i płakała. Obok, na łóżku, leżał jej tygodniowy utarg. Kilkanaście setek, może kilkadziesiąt. Jeszcze daleko do realizacji marzenia i wyrwania się z tej dziury na amen. Co jakiś czas zerkała na pocztówkę z dalekich stron, którą przesłała jej przyjaciółka. Palmy, imprezy na plaży, drinki w połówkach kokosa. Z jej ust wydobyło się ciche westchnienie. Jeszcze kilka tygodni, pomyślała. Przyciskała sobie do głowy kompres. W sumie nic jej się nie stało, ale...

Rozległo się pukanie do drzwi. Zazwyczaj słyszała, kiedy ktoś wchodził po schodach – skrzypiące stopnie ostrzegały lepiej niż pies na łańcuchu. Tym razem mogła przysiąc, że nic nie zaskrzypiało.

– Kto tam? – spytała, przyciskając do policzka ręcznik z lodem. Lekkie zaczerwienienie zdawało się już ustępować.

– Przyjaciel – usłyszała w odpowiedzi. Głęboki, lecz nie tubalny, oceniła. Szorstki, lecz nie zachrypnięty jak menel. Pociągnęła nosem. Przez szpary w krzywych futrynach doszedł do niej ulotny zapach cygar i perfumów równie rzadkich, co drogich. Zapach kasy i władzy.

– Moi przyjaciele nie wiedzą, że tu mieszkam! – odparowała, momentalnie tego żałując.

Skarciła się w duchu. Jej drzwi stanowiły co najwyżej barierę dla oczu. Nie dla uszu, nie mówiąc już o pięściach czy kulach. Co z tego, że była pewna, że zamknęła je za sobą na klucz? Ktoś właśnie bez problemu przekręcił gałkę i pchnął lekko drzwi. Zebrała pieniądze z pościeli i wepchnęła za łóżko.

Gdy zobaczyła, kto wszedł, odebrało jej mowę. Żywa legenda z kolczykiem w uchu.

– Pozwoliłem sobie odłożyć dobre wychowanie na bok i wejść nieproszony… i nie żałuję. Dobry wieczór – powiedział przybysz. Plama światła docierała ledwo do jego jedwabnego krawata.

– Do-dobry wieczór – odpowiedziała, ocierając łzę rogiem poduszki. Aura władzy i pieniędzy przybysza przyćmiewała lęk towarzyszący najściu. – Kim pan jest? – spytała i uszczypnęła się lekko na wypadek, jakby jednak znalazła się we śnie.

– Mam nadzieję, że się zaprzyjaźnimy. Jestem Tygrys – wszedł w plamę światła i dopiero dostrzegła szczegóły jego niepowtarzalnej fizjonomii.

Wiewiórka gapiła się na niego z szeroko otwartymi ustami i oczami.

O, kurwa, pomyślał Tygrys. Dobra jest. Absolutnie naturalna.

 

Dokładnie to samo pomyślał Wilk, podglądając obraz z osobiście zainstalowanych kamer w jej mieszkaniu. Strzeżonego, powtarzał sobie, trzeba dobrze pilnować. Stukał długopisem w notatnik, gdzie miał rozrysowane drzewka opcji. Wszystko przez tą małą, rudą dziwkę. Fatum, cholera.

Na szczęście w tragediach antycznych fatum to coś, co przytrafia się innym.

 

*

 

Tydzień później Wiewiórka miała już dość pieniędzy, żeby z dnia na dzień kupić bilet w klasie biznes na koniec świata, ale prawie nikt nie chciał mieć już z nią nic wspólnego. Wieści się rozeszły, że interesuje się nią Tygrys i nikt przy zdrowych zmysłach już do niej nie zachodził. Wilk dalej użyczał jej pokoju, do którego przez osiem godzin nikt nie wchodził. Mało kto w ogóle bywał już u niego, nawet stali bywalce i nałogowi kurwiarze omijali szerokim łukiem jego przybytek. Dziewczyny wychodziły nawet na zewnątrz, by tam zaczepiać klientów, ze średnim powodzeniem.

Zaś Wiewiórka spała w dzień, nocami bowiem odwiedzał ją szarmancki i grzeczny Tygrys. Niczym książę z bajki zjawiał się bezszelestnie, rozwiązywali razem krzyżówkę, jedli wyśmienite dania, a po każdej wizycie zostawiał na krzywym biurku zwitek banknotów gruby jak jej łydka. Za półtorej godziny rozmowy dostawała więcej, niż za dwa wieczory ssania fiutów u Wilka, włączając wszystkie udziwnienia. Jedynie ciekawość, co przyniesie los następnego dnia, powstrzymywała ją przed odlotem z dnia na dzień. Jej koleżanka, Sęp, pracowała na lotnisku i czekała tylko na sygnał, żeby zarezerwować jej miejsce przy oknie w locie do nowego życia.

Ruda dziewczyna nie potrafiła się zdecydować. Teraz, gdy pieniądze wpadały jej tak łatwo, mogła odłożyć na jakieś życie na drugim końcu świata… żeby nie musieć tam robić tego, co tutaj.

Średnia ocena: 4.2  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • konfiguracja miesiąc temu
    Wprawna ręka, poszerzanie prologu, postacie rozróżnialne, więc przyzwoicie scharakteryzowane (szczegół się liczy!), dobra, idę dalej.
    5
  • Okropny miesiąc temu
    Dzięki za wizytę i śledzenie losów bohaterów, okraszone komentarzem ☺️ zawsze miło widzieć odzew ☺️
  • konfiguracja miesiąc temu
    Okropny, po paru frazach w zasadzie już wiem, czy śledzenie ma sens. Dobrym piórom należy się odzew jak psu micha :D
  • Okropny miesiąc temu
    konfiguracja Wielkie dzięki 😊
  • Canulas miesiąc temu
    Bardzo dobra cześć. Czuć przywiązanie i zainteresowanie.
    Dobra forma, ex-glubasie. Dobra

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania