Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

O Wilku mowa V

Wilk rozłączył się i wysłał wiadomość do Sów. Po półgodzinie ich czarny mercedes z piskiem hamulców zajął kilka miejsc na parkingu pod klubem. Brawurka, zauważył. Jest furka, to znajdzie się i brawurka.

– Dobrze, że nam powiedziałeś – powiedział Puchacz.

– Tak, zaiste, ciekawa sytuacja. Dziwka znika, Tygrys dzwoni do ciebie, umawiacie się na jakieś takie pogaduchy… – zrobił cwaniacką minę Ketupa. – I o czym sobie pogadacie?

Wilk patrzył na nich bez emocji.

– To jest moja oferta dla was, panowie. Macie szansę go zdjąć. – Popatrzył na nich, uniósł rękę. – Wystawię wam go, wy przejmiecie jego terytorium i biznesy, a mi zapewnicie ochronę, dacie mi spokój i wolną rękę w prowadzeniu mojego biznesu. Pasuje wam?

– Słuchamy cię – mruknął Ketupa. – Wyjątkowo cię słuchamy.

Puchacz pokiwał głową. Wilk wyciągnął kartkę.

– Tak to zrobimy…

 

*

 

Gdy Sowy wychodzili, porozumieli się wzrokiem. W samochodzie rozważali na głos swoje opcje. Wszystko było dla nich jasne – Wilk odwali większą część roboty, a oni przyjdą na gotowe i zajmą się interesami świętej pamięci Tygrysa. A potem wrócą do Wilka i wciągną go nosem, jak pluskwę. Tak, musieli przyznać, miał świetny plan. Zrealizują go, a potem Wilk przestanie żyć.

Pokiwali głowami, jednomyślni.

 

Wilk pokiwał również. Założyć podsłuch w starym mercu jest prościej, niż walnąć kupę na jego maskę – nie trzeba nawet wspinać się i zsuwać portek. A nad dziewczyną, siostrą Słowika, Pliszką, wystarczyło tylko chwilę popracować, żeby zrobić z niej użytek. Stara szkoła, pomyślał. Kiedyś było inaczej. Ale też i miał do tego dryg. Wkrótce ta zaszczuta biedaczka zacznie przynosić profity, jakie się nikomu nie śniły. A już na pewno nie tym sadystom, Sowom. Nawet pracować z kobietami nie potrafią.

 

*

 

– Tak to ma wyglądać – wyjaśnił Wilk. Miał złamany nos i opuchniętą twarz. Dwaj silnoręcy patrzyli na niego oczami bez wyrazu. Sam Tygrys czekał.

– Z tego co rozumiem, to Sowy chcą mnie zabić i przejąć moje terytorium? I posłużą się tą małą dziwką? A skąd mieliby wiedzieć, że mnie z nią cokolwiek łączy?

Wilk sięgnął za pazuchę. Ci, którzy go tłukli, przeszukali go wielokrotnie wcześniej. Ale i tak drgnęli zauważalnie, gdy wykonał ten ruch. Wyciągnął z portfela cienką kopertę i podał ją jednemu z nich.

– Co tam masz? Fotki z albumu rodzinnego? Pokażesz mi zdjęcia swoich kostropatych dzieci, żebym cię nie zabijał? – prychnął pasiasty boss.

Jeden z ochroniarzy pokazał szefowi zdjęcia. Na każdym był Tygrys, siedzący na łóżku Wiewiórki. Po jednym na każdy dzień.

– Sowa… – splunął krwią. – Sowa mi pokazał, że mają dziewczynę pod obserwacją. Teraz trzymają ją chuj wie gdzie, a na spotkanie przyjadą uzbrojeni w maszynówki i spróbują pana zabić. Albo coś takiego, nie wiem, nie zwierzają mi się. Wiem, że tak robią. Na pewno odpierdolą coś niebezpiecznego.

Tygrys świdrował go wzrokiem. Niech mnie szlag, pomyślał. Ten gość naprawdę musi być stary jak świat. "Odpierdolą coś niebezpiecznego", "uzbrojeni w maszynówki" – kto w ogóle gada w ten sposób? Stary kurwiarz, który od lat nie wychylił nosa z piździego portfela. Pokiwał lekko głową.

– Jebać to, nigdzie nie idziemy, niech sobie Sowy ją w dupę wsadzą, nie interesuje mnie to. Mogą ją sobie zabrać. I w dupę wsadzić.

 

Wilk patrzył na niego zbolałym wzrokiem. Udawał, że ma dość, lecz te wafle mogły mu co najwyżej limo zrobić, niewiele więcej. Oddychał ciężko i uważnie obserwował siedzącego naprzeciwko Tygrysa. Szef wszystkich szefów był napięty jak struna.

 

*

 

Te wszawe skurwysyny, pomyślał chwilę potem Tygrys. Trzeba będzie wywrócić ten ich plan, rozjebać ich, spalić i rozrzucić popioły na cztery wiatry. A tego starego dziada… Spojrzał na Wilka, który wyglądał, jakby miał zaraz wykitować. Dyszał jak stary klimatyzator. Jeszcze nie wiem, co z nim zrobię. Pewnie odjebię go w odpowiednim czasie, o ile sam nie wykituje. Długo nie pożyje, tego należy dopilnować.

 

*

 

Gdy nadeszła godzina zero, Tygrys patrzył z zaparkowanego w cieniu samochodu na podstawiony, zaminowany czarny samochód z walizką pełną forsy. Forsa to nie problem, myślał. Najgorzej, jak się coś odpierdoli. Wyrównanie z mojej strony – dwie drużyny komandosów i kuloodporna fura. Chuja mi mogą zrobić, choćby i odjebali tu Johna Rambo. Już po nich.

Oho!

– Jadą – zameldował głos w radiu. – Dziwnie, na dwa auta. Dwa czarne mercedesy.

– Mogę ich zdjąć już teraz – powiedział drugi.

– Trójka w gotowości.

– Czwórka w gotowości.

– Ani drgnąć, dopóki nie zobaczycie dziewczyny – rzucił Tygrys do radia.

– Przyjąłem.

– Wypatrywać jej.

Bracia Sowy podjechali identycznymi, czarnymi sedanami. Zaparkowali równolegle obok samochodu z forsą.

– Jeden wysiada. Puchacz. Ma coś pod płaszczem, być może automat. Nachyla się nad walizką. Może zobaczyć okablowanie.

– No i chuj, niech zobaczy. Będzie wiedział, żeby nie brać, co nie jego.

– Wziął torbę i wsiadł do auta. Przekręca kluczyk. Będzie odjeżdżał! Odjeżdża!

– Unieruchomcie furę za kilkaset metrów, za zakrętem. Po cichu, w miarę możliwości.

Minęła chwila.

– Puchacz zostawił furę i czmychnął w las. Ma ze sobą co najmniej kałacha.

– A, jebać to – zniecierpliwił się Tygrys. – Poślij w niego ze trzy magazynki.

– Strzelać, żeby zabić?

– Wszystko jedno.

– Się robi – powiedział głos. Szczęknęły zamki karabinów. Po dłuższej chwili radio odezwało się znowu: – Puchacz zneutralizowany. Dostał serią, jak wrócił do samochodu.

– Ketupa stoi i czeka.

– Wypatrujcie dziewczyny.

Ale dziewczyna się nie pojawiła. Zadzwonił telefon Tygrysa. Jej numer, wyłączony aż do teraz. Numer, na który dzwonił jakieś siedemset razy przez ostatnie kilka dni, karmiąc się nadzieją. Odebrał.

– Halo?

– Gdzie jesteś? – spytała Wiewiórka, zalęknionym głosem. Poznał od razu każdą nutę, barwę, ton.

– A, stoję sobie w lesie i czekam na ciebie – odparł Tygrys. – Gdzie ty jesteś? Jesteś cała?

– To wszystko bracia Sowy, to oni mnie trzymali… Jest tam obok ciebie Wilk? – spytała. – Chcą swojej działki z burdelu, nie mogli go znaleźć, i...

Przerwał jej.

– Jest, oczywiście, że jest. Mam go tu przy sobie – odwrócił się do pasażera. Wyglądał jak zbity pies.

– Wypuść go, to pozwolą mi do ciebie wyjść. Wiedzą, że to on ich sprzedał, że wisi im dużą kasę, i...

– Wypuśćcie go – podjął decyzję, zasłaniając słuchawkę na wszelki wypadek. W sumie, na chuj mi ten dziad? Do niczego już się nie przyda. Na sam koniec, dziś albo jutro się go odstrzeli, pomyślał. Uśmiechnął się na myśl o kolejnym przyczółku jego okolicy. Dobra miejscówka na rozwój. Nie jakieś śmieszne, czteropokojowe burdeliki, tylko nocny klub z wszystkimi bajerami. Po tej akcji dostanie kulkę i się skończy kariera sutenera Wilka. Te jego szpetne lambadziary również się odpierdoli na miejscu. Uśmiechnął się do swoich myśli. Najlepiej od razu wjedzie się buldożerem i zmiecie z powierzchni Ziemi ten jego brudny pierdolnik. Aż dziw, że to tam skierowała swe kroki...

Wilk wyszedł, masując nadgarstki.

– Twój kolega już wolny – powiedział do telefonu Tygrys.

– Mignę latarką i się miniemy po drodze.

– Słyszałeś, Wilk? Idź w stronę światła! – krzyknął przez okna kierowca. Obaj, on i jego szef, wyszczerzyli zęby.

Wilk poszedł niezgrabnie w stronę światełka z lasu, potykając się o gałęzie i grudy błota.

– Jedynka, pusto.

– Dwójka, pusto.

– Trójka, pusto.

– Czwórka? Gdzie jest czwórka? – spytał Tygrys kierowcy.

– Pewnie ma problemy techniczne – rzucił Trójka.

– Chuja tam problemy techniczne! Coś się pewnie odpierdala! Dwójka, sprawdź go!

– Rozkaz.

 

*

 

Krokodyl, ty stary bandyto, myślał Wilk, przystając poza zasięgiem wzroku Tygrysa. Nie wiedział nic o planach na emeryturę kolegi – wtedy guzik go to interesowało. Tym razem jednak żałował, że nie pytał, gdy tamten zagajał. Stara ciężarówka, jak można było to przeoczyć…?

 

*

 

Dziewczyna minęła Wilka. Jej wzrok wyrażał ból i nieszczęście.

– Och, panie Wilku! Jestem tak wdzięczna za wszystko, co pan zrobił! Przepraszam, że ja, ja…

– Nic się nie stało, dziecko. Przecież to nie twoja wina.

– Ale ja naprawdę…

Skrzekliwy głos ponaglił ich.

– Ruszać się! Nie gadać! Wsiadaj i spierdalaj! Wilk! Chodź tu!

Wilk puścił dziewczynę i odszedł. Wiewiórka szła jeszcze chwilę, patrząc do tyłu, ale jej szef rozpłynął się w ciemności. Mignęła latarenką i samochód Tygrysa włączył światła.

– Jest! Jest! – emocjonował się Tygrys. W ostatniej chwili powstrzymał się przed wyskoczeniem z wozu. Gdy wsiadła, objął ją mocno i długo nie puszczał.

 

*

 

(Link do szóstej części poniżej)

Następne częściO Wilku mowa VI - ost.  

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • konfiguracja 2 miesiące temu
    Stawiam na Wiewiórę... :D
    Super się czyta.
    - czarny samochód z walizką z forsą.- tu zgrzyta.
    Ale to drobiażdżek.
  • Okropny 2 miesiące temu
    Już poprawione :)
    Zapraszam pod finał ☺️
  • Canulas 2 miesiące temu
    Jakieś powtórzenia mnie zgrzytły, ale już, pal lycho.
    "Najlepiej od razu wjedzie się buldożerem i zmiecie z powierzchni Ziemi ten jego brudny pierdolnik." - taki z Ciebie ekolog-amator, że Ziemia z wielkiej?

    Ogólnie znów dobra część. Czy autko wybuchnie?
  • Okropny 2 miesiące temu
    Tak mi się wydawało rozsądne, że powinno być Ziemia z wielkiej. Jak to błąd, łatwo go poprawić ☺️
  • Canulas 2 miesiące temu
    Okropny - AGu zawsze mnie strofowała, że Słońce z wielkiej, więc moze i ziemia.
  • Okropny 2 miesiące temu
    Canulas ziemia jako to, po czym depczesz i gdzie mieszkają dżdżownice - z małej. Ale w objęciach Matki Ziemi, jak i z powierzchni Ziemi, wg mnie z dużej.
    To już jak kto uważa. Mówisz o planecie, wielka. O gruncie, mała, yo

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania