Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

O Wilku mowa VI - ost.

Ketupa wsiadł do wozu, przekręcił kluczyk i wrzucił bieg. Z jego okna wysunęła się lufa. Tygrys, nie odrywając od niego wzroku nacisnął przycisk i jego samochód-pułapka eksplodował. Wybuch rozjaśnił całą okolicę. Ketupa nie zdążył wyskoczyć, jego samochód eksplodował również i pochłonęły go płomienie.

Obserwujący tę scenę z niedaleka Tygrys i Wiewiórka patrzyli z podziwem. Każde z nich z innego powodu, ale z podziwem.

– O, kurwa – powiedział Tygrys – kierowca, zawracaj i spierdalamy stąd. Każ wszystkim ekipom się wycofać. Wracamy do bazy.

– A co z nimi? – spytała Wiewiórka.

– Z kim?

– Z Sowami? – Drżała. – I z panem Wilkiem?

– Jedna Sowa właśnie zrobiła bum, drugą zastrzeliliśmy tam, za zakrętem. Zaraz sobie podjedziemy i zabierzemy naszą górę szmalu.

– Hmm… – mruknął kierowca, sięgając za siedzenie po pistolet.

– Nad czym się zastanawiasz? – spytał Tygrys, nagle niespokojny. – Coś nie tak?

– Coś za łatwo to wszystko poszło.

– Co za łatwo?

– Kto cię trzymał? – spytał kierowca Wiewiórki. – Przecież Sowy były dwie, ktoś musiał im pomagać…

– Pewnie jakiś leszcz, wynajęty zbir, najemny pedał ze Stawowej albo z uliczki Świętego Franciszka!

– A Wilk? – dopytywał kierowca.

– Ty już wiesz, co Wilk. Żywy trup, poza tym cały czas był z nami! Jedziemy. Miej się na baczności – rzucił, a do przerażonej Wiewiórki dodał: – Nic ci nie grozi, ta furka jest kuloodporna w stu procentach. Nawet opony są odporne na przestrzelenie. Żaden byle wieśniak z kałachem nam tu nic nie zrobi.

– Oby ten ktoś nie miał więcej niż kałacha… – mruknął kierowca.

– Patrz na drogę i nie kracz. Czterysta koni pod maską, prawie pół centymetra karoserii, a ten się takimi pierdołami martwi…

Podjechali w miejsce, gdzie stał posiekany kulami czarny mercedes Sowy. Tuż obok oparty o otwarte drzwi półleżał zmasakrowany trup w czerni.

– To chyba ktoś od nas – powiedział kierowca. – Lepiej wezwijmy posiłki.

– Ale ty masz pietra, chłopie! Stąd widzę, że to ten pedał, Puchacz. Spójrz, jego kałach leży obok.

– A walizka?

– Pewnie nasi wzięli. Jedź.

W tym mieście nikomu nie przybędzie stówa bez mojej wiedzy, a co dopiero walizka mojej kasy. Zaraz w zębach przyniosą.

Spojrzał na dziewczynę, otulił ją ramieniem. Biedactwo naprawdę się boi, pomyślał.

 

*

 

– Szkoda jej – powiedział Wilk. – Mogłaby spokojnie żyć, wyjechać, znaleźć sobie męża, rodzinę i tak dalej.

Pliszka stała obok i spoglądała przez lornetkę.

– Łamiesz się, dziadku?

Wilk popatrzył na nią.

– Nie, po prostu… Odkąd ją zobaczyłem pierwszy raz, szkoda mi jej.

– Powinno ci być szkoda Sowy – wskazała ruchem głowy Puchacza, związanego i zakneblowanego. – Jego czeka dopiero ciekawe życie.

Zapewne, pomyślał Wilk. Co najmniej trzy lata samych ciekawych, piwnicznych atrakcji, o ile sam się wcześniej nie zabije. Ale pewnie nie dostanie takiej szansy.

– Sowa dostanie to, na co zasłużył. A ta mała? Co ona komu zrobiła?

– Wjeżdżają w strefę. Masz pięć sekund na decyzję, czy wolisz do końca życia żyć w strachu, czy…

Wilk liczył.

– Teraz – powiedziała Pliszka. Wilk ściskał przedpotopowy, zakurzony detonator, aż pobielały mu kostki.

– Bum – rzekł, naciskając guzik. – I do widzenia, panie Tygrysie.

Pliszka ścisnęła spust wyrzutni granatów przeciwpancernych. Opancerzony samochód utonął w chmurze płomieni i dymu. Wilk podniósł z ziemi drugi granat, wsunął do lufy, klepnął Pliszkę w plecy. Ścisnęła spust ponownie, posyłając kolejną dawkę materiału wybuchowego prosto w płonący wrak.

– Teraz granaty – rzekła. Rzucili, każdy po jednym. Kolejne eksplozje rozerwały ciszę nocy.

– Nieźle rzucasz, jak na takiego dziada – uśmiechnęła się do niego. Krzywo, strasznie.

– Trenowałem kiedyś baseball.

– Aha. Myślisz, że ktoś przeżył?

– Idź sprawdzić. Ja popilnuję Puchacza.

– Tylko go nie zabij.

– Bez obaw, umowa to umowa.

Patrzył, jak dziewczyna zbliża się do resztek luksusowego samochodu. W środku nie miał prawa przeżyć nawet znany z odporności na wszystko karaczan, gdyby jakimś cudem znalazł się wewnątrz pojazdu. Wrzuciła do środka jeszcze jeden granat i schowała się za drzewem.

Puchacz usiłował coś powiedzieć, ale Wilk założył mu na twarz kominiarkę i zdzielił go nie za mocno. Ale dość.

– Morda w kubeł, Puchacz.

Puchacz nie zamknął się, więc Wilk przyłożył mu raz jeszcze. W splot. No, w końcu się uciszył, pomyślał.

– Nikt nie przeżył – zameldowała Pliszka, wracając z oględzin. – Bez szans. Środek kompletnie wypalony, drzwi wciąż zamknięte. Trzy trupy wewnątrz. Wrzuciłam przez dziurkę jeszcze jedną szyszkę, na wszelki wypadek. Dużo ci tego złomu zostało po koledze – powiedziała z uśmiechem.

Ano dużo, pomyślał. Bardzo dużo. Nie szkoda rzucić jeszcze jednym, nawet jeśli już w trupa.

– Szkoda dziewczyny – powiedział Wilk, trąc w zamyśleniu siwiejącą brodę.

– Ano, szkoda.

Sama tego chciała, pomyślał.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • betti ponad tydzień temu
    Przeczytałam wszystkie rozdziały, szczerze wolałabym, żeby rudzielec przeżył, może dlatego, że Wilk tak często powtarzał, że jej szkoda... Dobrze piszesz, od dawna Ciebie nie czytałam, myślę, że od ostatniego razu zrobiłeś wielkie postępy. Szkoda, że to zakończyłeś, można było jeszcze pociągnąć...

    Pozdrawiam.
  • Okropny ponad tydzień temu
    To opowiadanie, betti. Jego długość jest kluczowa dla przekazania treści. A jak chcesz mnie czytać, zawsze możesz. O postępach możesz mówić, jeśliś obeznana z moją twórczością, w co wątpię, ale nie przytykam.

    Ten cykl jeszcze się nie zakończył.
  • betti ponad tydzień temu
    Okropny to super, będę czekała...

    Źle mnie zrozumiałeś, kurczę ile ja tu jestem, dwa czy trzy lata? Zapamiętałam, że kiedyś do czegoś się przyczepiałam, a teraz nie ma do czego, ale może ja się poezji czepiałam... jeżeli Ciebie uraziłam, to sorry, nie miałam takich intencji.
  • Okropny ponad tydzień temu
    betti spoko. Chcesz, to se Czasss przeczytaj i opowiedz jak Ci podszedł.
  • betti ponad tydzień temu
    Okropny ok
  • Canulas ponad tydzień temu
    Kurde. Szkoda, że koniec. Żekoda jej, ale fajnie te cykliczne nawiazania wyszły. Niestety zanim zacząłem cytać, trafiłęm na odprysk komentzraza betti z... "wolałam, żeby rudzieleć przeżył" no i ech.
    Ale dobra seria.
    Zacna.
    C
  • Okropny ponad tydzień temu
    Spoilerów nie unikniesz, man. Trudson.

    Thx za wizytę i tutaj
  • Canulas ponad tydzień temu
    Ciao, miało być
  • konfiguracja ponad tydzień temu
    :D
    Czyli... z małą pomocą Wilka.
    Dobre, naprawdę dobre!
    Gratki.
  • Okropny ponad tydzień temu
    Dzięki. To, w końcu, o Wilku mowa ☺️
  • 00.00 tydzień temu
    Nie wiem o co chodzi, wiesz z czym.
    Całościowo niezłe manewry. :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania