Rokisiowa Big - Beat Opera - rozdział 3

- Bardzo fajnie, kochana siostro, że przyniosłaś do domu takie cacko! Będę miała na czym odsłuchać nową kasetę Budki Suflera.

- Chyba kpisz sobie ze mnie! Dzisiaj słuchawki na uszach będę miała tylko ja!

- No nie bądź taka niemiła, siostruchno! To jest mój najnowszy nabytek Budki! Niedawno pojawiła się w sklepie, nówka sztuka! Słuchaj, chociaż godzinę przed zaśnięciem?

- Na pewno, nie!

- Potem dam tobie posłuchać. Zobaczysz, spodoba ci się. Piękny ma tytuł: “Giganci tańczą”. No, Kaska! Nie daj się długo prosić! No dobra, nie godzinę tylko pół godzinki... Dziesięć minut! Tyle, co trwa Dobranocka.

- Nie obchodzi mnie, ile trwa Dobranocka. Już od dawna nie oglądam.

- Trzymajcie mnie, ludzie bo się zaraz przewrócę! Od kiedy to panna Katarzyna w tym domu bajeczek dla dzieci nie ogląda?!

- Mamuś, powiedz jej coś!

 

Mały Radek patrzył na nas swoimi małymi, okrągłymi oczkami i nawet odezwać się nie śmiał. W swoich myślach pewnie juz pożegnał się z możliwością posłuchania czegokolwiek, kiedykolwiek. Za duża kolejka, nie dopcha się. W końcu inicjatywę przejął tata, wyciągając z okrągłego pudełka na kuchennym stole monetę dwudziestozłotową. Zawsze ją bardzo lubiłam – w miejscu reszki ma rycinę czwórki dzieci, trzymających się za ręce i tańczących w kole zaś okalający je napis ogłasza wielkimi literami: MIĘDZYNARODOWY ROK DZIECKA.

- Uwaga, dziewczyny! - tata krzyknął tak gromko, że aż mama z Radkiem podskoczyli do góry. Mojego brata wcale to nie przestraszyło, wręcz przeciwnie, zaczął się głośno śmiać, najwyraźniej rozbawiony całą tą sytuacją. - Orzeł to godzina, reszka – pół godziny słuchania dla Basiula. Uwaga, rzucam!

Moneta podrzucona do góry przez tatusia przez ułamek sekundy zrobiła piękny piruet w powietrzu po czym zaczęła spadać na dół (prawa grawitacji I cóż poczniesz, człowieku). Tata szybko nakrył ja dłonią lewą w momencie, gdy zaczęła spadać na jego rękę prawą. Potem odsłonił, tak wyczekiwany przeze mnie i Basię wynik. Przed naszymi oczami zatańczyła czwórka dzieci w kole.

- Pół godziny! Dobre i to! - Basia wyrzuciła w górę obie ręce, zaciśnięte w pięści. - Nie martw się, siostro, zleci ci ten czas, jak z bicza strzelił. Poczytaj jakąś książkę albo rzuć okiem na “Zaczarowany ołówek” razem z Radosławem.

- Nie będę oglądać “Zaczarowanego ołówka”!

- No to w takim razie “Monitor rządowy”, jeżeli to panna preferuje, panno Katarzyno.

Strasznie z siebie zadowolona, Baśka wstała od stołu, skończywszy obiad. Odwrócona do mnie plecami nie zauważyła, jak wywalam na nią jęzor.

 

Ten czas rzeczywiście szybko zleciał, tym bardziej, że Radzio ubłagał mnie, abym towarzyszyła mu w oglądaniu Dobranocki. Przytuliliśmy się do siebie i razem obejrzeliśmy bajkę. Potem Radek poleciał do swojego kącika z książkami i przyniósł komiks z Kajkiem i Kokoszem “Szkoła latania”. Czytaliśmy, zaśmiewając się w głos. Potem do naszego pokoju przyszła Baśka (przeciągnęła czas do trzydziestu dwóch minut, cwaniara jedna!). Oddając mi walkmana, podzieliła się ze mną swoją opinią:

- Dzięki, Katarzyno! Nieco defektowny ten twój sprzęt, chciałam zauważyć.

- Jaki?! - wywaliłam na nią oczy.

- Chodzi mi o to, że jest zepsuty. W lewej słuchawce cały czas słyszałam jakieś pukanie. Właściciel będzie się musiał udać do naprawy. Aha, tutaj mam twoją kasetę, to znaczy tę, która była w kieszonce.

- Słuchałam jej trochę w drodze do domu. Też trochę słuchałaś? Fajne, nie? To “Niebiesko – Czarni”.

- Nie no, nie mówię, że są słabi. Ale teraz już tak się nie gra. Świat poszedł do przodu, rock nie mógł pozostać w tyle. Dźwięki z tej kasety nieco trącą myszką.

I poszła do swojego pokoju, natomiast ja szybko włożyłam pierwotną kasetę do walkmana i nałożyłam słuchawki na uszy. Jak tylko Radosław to zobaczył, wskoczył z rozpędem na moje łóżko.

- Ja chcę słuchać razem z tobą! - oświadczył tonem nieznoszącym żadnego sprzeciwu.

- Okej, ale najpierw ja. - odpowiedziałam mu i nacisnęłam PLAY. Słucham sobie, słucham i... rzeczywiście! Wyraźnie słyszę pukanie w lewym uchu. I to tak, jakby kto pukał w drewniane drzwi. Radek już, oczywiście, ściąga mi słuchawki z głowy, nakłada sobie na uszy... I co ja mam z takim bratem zrobić?! Udusić czy kochać nadal? Jak zwykle, wybieram to drugie.

Nagle Radek rzuca słuchawki na mój koc. Czegoś się przestraszył.

- Co się dzieje, Radziu?

- Krzyczał, żeby go wypuścić!

- Kto?!

- Ten pan, co tam mieszka. O tu w słuchawce. - palcem pokazuje lewą.

- Oj, Radzio! Chyba się telewizji za dużo naoglądałeś! - parskam śmiechem.

- Jak nie wierzysz, sama sprawdź! - obraził się na mnie.

Nałożyłam słuchawki. Pukanie nie ustępowało. I nagle słyszę:

- Halo! Słyszy mnie kto?! Proszę mnie wypuścić!

Przez moment ciarki mnie przeszły! Szybko jednak doszłam do siebie - mnie nie tak łatwo nastraszyć. Stąpam pewnie obiema nogami po ziemi i takie strachy na lachy to nie ze mną, drodzy państwo!

- Spokojnie, Radziu! Ktoś po prostu się wygłupiał. Nagrał to sobie na taśmę. Wcale o tym nie wiedząc ani nie planując tego, nieźle cię wystraszył. A teraz uważaj! Naciskam STOP i już nie będzie słychać żadnego...

- Ratunku! Zlitujcie się!

Pisnęłam, rzuciłam sprzęt na łóżko i poderwałam się na równe nogi. Niby jak...?! Jakim cudem...?!

Skoro taśma się nie obraca?! Wzięłam kilka głębokich wdechów, policzyłam powoli od jednego do dziesięciu – wprzód i wspak. Radek przez cały czas nie puszczał mojej ręki bo teraz oboje przestraszyliśmy się nie na żarty. Podniosłam słuchawki z koca, przyłożyłam do ust i cicho spytałam:

- Kto tam?! Kim jesteś?!

- Pozwolisz, że przedstawiał się będę już na wolności! - wyraźnie usłyszałam męski głos.

- Co to za wygłupy?! - krzyknęłam, już wcale nie przestraszona lecz raczej rozzłoszczona. Nie lubię, jak mi się robi takie numery!

- Posłuchaj, kochanie! - usłyszałam ponownie. - Ta gąbczasta część słuchawki może i efektownie wygląda ale okropnie przeszkadza w wydostawaniu się z pułapki. Zdejmij, proszę, tę pomarańczową gąbczastość a zaraz przekonasz się, kto tak dokładnie do ciebie mówi i kto tak bardzo – niechcący, oczywiście – ciebie nastraszył.

- Nie “ciebie” tylko”was”! Jestem tutaj ze swoim młodszym bratem. Ale poczekaj, zaraz zdejmę to paskudztwo i porozmawiamy sobie w cztery oczy.

Ponieważ słuchawki były fabrycznie nowe, zdjęcie gąbki nie było taką łatwą sprawą. Była strasznie sztywna - wstyd się przyznać ale podczas zdejmowania przedarłam ja prawie do połowy. A potem z słuchawki na podłogę wyskoczył...

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Honzik miesiąc temu
    Ciąg dalszy, oczywiście, nastąpi. Wspaniale się pisze tę historię podczas słuchania 13-tego Polskiego Topu Wszech Czasów :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania