Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Strażnicy - Rozdział 3

Mężczyzna zbiegał z małej góry, potykając się co chwilę i upadając. Nabrał powietrza w płuca i krzyknął rozdzierająco któryś raz z rzędu.

– POTWORYYY NADCHODZAAAA!!!! –

Wszyscy mieszkańcy wsi byli przerażeni. Kobiety i dzieci, schroniły się w najmocniej ufortyfikowanym kościele, natomiast mężczyźni chwycili za to, co było pod ręką, czyli w większości za siekiery i widły.

– Gerhart biegnij do nas! – krzyknął któryś z chłopów.

Potwory rozdzieliły się na dwie grupy, jedna była uzbrojona w stare pordzewiałe miecze i toporne maczugi natomiast druga grupa składała się z łuczników. Przy drugiej grupie stał wariant, obserwując walkę.

Gerhart dobiegł do grupy mężczyzn ścigany przez potwory. Otrzymał krótki toporek i ustawił się w nierównym szeregu. Potwory coraz bardziej zbliżały się do pozycji chłopów. Szarżujący goblin niespodziewanie wyskoczył w powietrze i rozpruł brzuch jednemu z wieśniaków. Mężczyzna wrzeszczał przeszywająco gdy jego trzewia wypadły na błotnistą ziemię. Ludzie broniący wioski stanęli jak słupy soli. Gerhart jako pierwszy otrząsnął się i za pomocą swojego topora rozbił głowę jednego z goblinów, wkrótce potem pozostali wieśniacy również dołączyli do walki. W ruch poszły siekiery, widły i inne narzędzia gospodarcze.

Gobliny z łukami wystrzeliły pierwszą salwę, raniąc i zabijając wielu ludzi. Chłopi nie poddali się i walczyli tak samo, a nawet jeszcze zacieklej. Zaślepieni rządzą krwi, nie zauważyli, jednak trzeciej grupy goblinów.

– Zbliżają się do kościoła! – krzyknął nagle Gerhart.

– Więc taki był ich plan… – pomyślał gorzko Aldrich. – Zająć nas walką, żebyśmy nie mogli zareagować gdy oni będą wyrzynali nasze kobiety i dzieci…

Na czele trzeciej grupy szły trzy ciemnozielone stwory o wiele większe od goblinów. Bez najmniejszego problemu pozbyły się masywnej bramy. Od strony kościoła rozległy się krzyki.

– Kurwaaa! – krzyknął Gerhart z nienawiścią, a następie stracił przytomność uderzony w głowę przez goblina.

 

Kościół Wszechmogącego prawie w całości wypełniony był przerażonymi kobietami oraz dziećmi. Z ławek – wcześniej ustawionych w dwa rzędy – stworzono prowizoryczną barykadę. Johan kapłan Wszechmogącego wyjątkowo nie mógł znaleźć słów, które podniosłyby zgromadzonych na duchu.

Gdy miał już coś powiedzieć, od strony ciężkiej bramy rozległ się hałas. Wszyscy spojrzeli w jej kierunku wystraszonym wzrokiem.

ŁUP!

Każdy przebywający w kościele aż podskoczył od drugiego dźwięku, Johan stanął pomiędzy tłumem kobiet i dzieci a bramą.

– Dopóki żyję nikomu w tym kościele nie stanie się krzywda. – pomyślał Johan, ściskając w ręku medalion z wygrawerowanymi na nim trzema okręgami połączonymi linią, symbolem Kościoła Wszechmogącego.

Drzwi ustąpiły i z głośnym hukiem upadły na prowizoryczną barykadę.

– Cud tarczy! – wykrzyknął Johan.

Tarcza stworzona z boskiej mocy zablokowała bramę, uniemożliwiając potworom wejście do środka.

– To tylko tymczasowe… – pomyślał zrezygnowany Johan, z jego obecną mocą kultywatora poziomu pierwszego mógł jedynie odwlekać nieuniknione.

Jeden z trzech zielonych gigantów zamachnął się i zadał cios, od którego boska tarcza zaczęła znikać, a następnie pękła z głośnym jękiem.

Gobliny, które wpadły do świątyni, nie interesowały się zbytnio Johanem i od razu rzuciły się w stronę wystraszonych wiernych.

Jeden z gigantów spojrzał na Johana z czymś na kształt uśmiechu.

– Hobogoblin… – wyszeptał z przerażeniem Johan.

Hobogoblin wyciągnął swoją wielką łapę i uniósł Johana na wysokość oczu.

– A gdy nadejdzie godzina próby, nie ulęknę się… – recytował Johan cichym głosem.

W paskudnych ślepiach hobogoblina zapłonęło okrucieństwo, na próżno byłoby się w nich doszukiwać jakiegokolwiek współczucia lub emocji.

– A gdy nadejdzie ostatnia godzina... –

Hobogoblin zamachnął się i rzucił kapłanem o ścianę. Gdy Johan zderzył się ze ścianą, świat w jego oczach pojaśniał. Dzwoniło mu w uszach a liczne połamane kości i pęknięta czaszka rwały tępym bólem. Jedynym powodem, dlaczego jeszcze nie umarł, była Boska Moc, która krążyła w jego organizmie, utrzymując go przy życiu.

Gdy odzyskał wzrok, zobaczył hobogoblina masującego swoją prawą pięść. Hobogoblin zamachnął się i wyprowadził cios, który z całą pewnością miał zmiażdżyć Johana.

– Gdybym tylko był potężniejszy… – pomyślał zamykając oczy.

Średnia ocena: 3.8  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • DEMONul1234 2 tygodnie temu
    No i jest już lepiej i konkretniej, 5 na zachętę ^^
  • Mex 2 tygodnie temu
    Dzięki za ocenę

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania