Tilia Fuentes – Rozdział dziewiąty

Rozdział dziewiąty, w którym czytelnik dowiaduje się co nieco o Konfederacji Bel, Związku Galaktyk i stara się od tej całej polityki nie umrzeć z nudów.

 

Bel bardzo nie chciał zostać masowym mordercą i poprosił zmechanizowanych Norenów i sztab antyterrorystów o wyłapanie wrogów. Media patrzyły, a rozlew krwi mógł doprowadzić do odwrotnego skutku. I to jemu spadłby na głowę, a nie Federacji. Udało się jednak wyłapać niemal wszystkich czterystu pięćdziesięciu terrorystów, postawić przed sądem i stracić. Niechętne rozwiązaniom Konfederacji i Związkowi Galaktyk media, sprzyjające powstaniu ufomorfów nadały mu ksywę “Rzeźnik”, zwalając na Bela winę za wszystko, co działo się w tej części kosmosu. Ktoś w mediach zasugerował zmianę nazwy z “Gorilla” na “Guerrilla”, z uwagi na panujące tam niepokoje i ruchy powstańcze. Z uwagi jednak na to, że panował tam stan wojenny, przyjęto nazwę “Guerra”. Mniej więcej w tym samym czasie sztab polityczny wpadł na pomysł i zaproponowano Belowi wyprowadzkę całych trudnych dzielnic na inną planetę, odrobinę chłodniejszą piątkę, “Extrę” – jako sposób na rosnące niepokoje i przeludnienie.

*

Bel zgodził się głównie dlatego, że zupełnie nie był zainteresowany zarządzaniem układem planet. Powtarzał przy każdej okazji, że już jedna planeta dała mu tak w dupę, że ledwo daje radę myśleć o pozostałych dwudziestu kilku. Na Bel 5 było kilkaset przeniesionych z innych planet, przestarzałych fabryk obsługiwanych przez przeterminowane i wciąż sprawne, uszkodzone mechanicznie roboty. Był to jeden z pomysłów Norenów obsługujących punkty serwisowe, by zamiast wyrzucać je w kosmos gdzieś na rubieżach i śmiecić niepotrzebnie w kosmosie, transportować zbiorczo na “dorżnięcie” na “Extrę”. Przez wzgląd jednak na ich ilość, zróżnicowanie i ogólną anachroniczność, po ponad roku zdecydowano się porzucić projekt, rozszerzając gotową do zamieszkania infrastrukturę serwisową o samobudujące się miasta na wzór kolonii ziemskich z Syriusza. Wszystkie roboty zaś potraktowano po macoszemu, wysłano do podziemnych jaskiń “Extry” i zostawiono, by niszczały.

*

Po trwającej na całej siódemce kilkutygodniowych (według rachuby ziemskiej) rozruchach, podczas których spalono niemal całe Hak-Hak, największe miasto planety, Bel poprosił o pomoc struktury militarne Federacji. Setki ogromnych transportowców wylądowało na “Guerrze” i ogniem i gazem zagarnęło miliony istot, winnych i niewinnych. Wszystkich wywieziono na “Extrę” i tam zostawiono samym sobie na przeżycie.

Na piątce i siódemce panował względny spokój tak długo, że Bel “Andorra” i Bel “Baster” przekształcono z baz militarnych Federacji (głównie Floty) na zwykłe osiedla, magazyny, lądowiska. W okolicy planet nie brakowało, zresztą ogromne fabryki przetwarzające wszystko, co można było znaleźć lub zdobyć tu, na rubieżach, potrzebowały pracowników – a z uwagi na miejsce, roboty nie były najlepszym wyjściem. Głównie z uwagi na wandalizmy i, nie mniej, terroryzm.

*

Przez lata faktycznie był spokój i czarne galaktyki nie mieszały w tej części wszechświata. Głosiły słuchy, że ich emisariusze po cichu rozszerzają zasięgi wpływów. Utworzono Konfederację Planet Bel, samodzielnie rządzących sobą państw-planet, pod duchowym przewodnictwem siwiutkiego już Rzeźnika, który dowodził ze swojego pokoju na Falconie. Nikt nie chciał nawet słyszeć o tym, że mógłby się wycofać, przejść na emeryturę czy umrzeć. Chodziły słuchy, że posiadł tajemnicę nieśmiertelności.

Któregoś dnia jednak znaleziono jego zwłoki przywiązane do słupa gdzieś na niezamieszkanych, kamienistych ostępach Guerry, wskazujące na to, że Bel został pchnięty nożem i zakryształowany dobry rok wcześniej.

Wszyscy, którzy mieli cokolwiek do powiedzenia uznali, że nic się nie stało i powszechnie w kręgach dowódczych powtarzano, że dopóki - kimkolwiek jest Rzeźnik - “nie odpierdala maniany”, czyli nie wychodzi z roli i nie przechodzi na stronę “czarnych”, może sobie być. I tak ktoś musiał tym wszystkim rządzić, a Związkowi Galaktyk było nie na rękę pchać paluchy w te konkretnie rubieże. Zaakceptowano fakt, że era mechanika Bela Chinga zakończyła się i Konfederacja jest w rękach jakiegoś bliżej niezidentyfikowanego faceta.

Faceta, który udowodnił, że nie jest w ciemię bity, rozwiązując rosnący problem z przygotowującą się do ekspansji kosmosu, zmilitaryzowaną Jednością Mieszkańców Bel 5, wykorzystującej, jak się okazało ciut za późno, fabryki, do produkcji broni i środków transportu.

Przez dłuższy czas “Extra” funkcjonowała w mediach jako “Expansion”. Drugi Rzeźnik nie posiadał miękkości serca swojego poprzednika i kazał swoim szpiegom odpalić i uzbroić zapomniane roboty. Rozpoczęła się największa w historii kosmosu zorganizowana operacja wytępienia wszystkich istot żywych, bez związku z rasą, przynależnością polityczną, wiekiem i winą lub jej brakiem. Rzeźnik zapracował na to, by utrwalić obraz silnej Konfederacji, dbającej o swoje interesy i nie pozwalającej na zakłócanie pokoju czy groźby.

Wkrótce Bel 5 była znana jako “Extermination”. Roboty miały czas do końca świata, żeby przeczesać planetę i wszystkie ślady po jakimkolwiek zorganizowanym życiu wrzucić do zimnego morza.

*

Po tym, jak Bel Ching został podstępnie zasztyletowany, schwytany w kryształ i odeksportowany transporterem technicznym i zrzuconym w dzikie ostępy siódemki, człowiek imieniem Leo rozpoczął panowanie. Wszelkie instrukcje wpisane były w systemy, księgi i tokeny a Konfederacja właściwie zarządzała się sama. Każda planeta Bel, od "Andory" po "Zyvik", miała swoją władzę wykonawczą i sądowniczą, nieliczne i tak urzędy właściwie były obsadzone wiernymi ideom Bela Norenami i nie było żadnych problemów.

"Ex" została oczyszczona, ze cztery były tylko śmietniskiem zamieszkanym przez zesłańców i, cóż, nikogo ważnego, "Falcon" nie była domem właściwie dla nikogo, a na "Guerrze" panowało takie przeludnienie, że zaczęto po cichu czystki etniczne. Oczywiście, ginąć zaczęli niższego stopnia urzędnicy i ich rodziny... Zwłaszcza lojaliści Federacji, których wszędzie było pełno. Leo, czyli nowy Rzeźnik postarał się, żeby żadne informacje o problemach z ginącymi ludźmi i morfami nie wychodziły poza "Guerrę", a jeśli już, to w postaci dementowanych oficjalnie idiotycznych pogłosek rodem z tabloidów.

Największą wadą Leo była jednak niecierpliwość. Jak to w takich przypadkach bywa, wkrótce miał ją przypłacić życiem.

*

“Pokój” był okrętem-matką Federacji, mieszczącym Radę darem wejściowym Związku Galaktyk. Jako dziesięciokrotnie dłuższy od Bel Falcon sprawiał problemy grawitacyjne w miejscach wolnej przestrzeni, przez co trzymał się z dala od rubieży i innych okolic, pełnych luźnych asteroid. Patrolowce i oczyszczacze wysyłane w stronę ciemności, jak nazywano czarne galaktyki, z początku, jeszcze gdy nie zagłębiały się zbytnio w czarną przestrzeń, wracały według planu. Bywało, że pojawiały się po dłuższym czasie i ze śladami walk.

Potem już nie wracały.

Flota przestała wysyłać patrole i skupiła się na wzmocnieniu rubieży, inwestując w powstającą Konfederację Bel, Związek Keplera 808 i inne, pompując wszelką możliwą pomoc w zapobieżenie inwazji przepowiadanych przez kaznodziejów na wszelkich krańcach wszechświata.

Wieść niosła, że największa flota inwazyjna szykuje się do przybycia i wyzwolenia ufomorfów spod jarzma Federacji. Ci nieco mądrzejsi mówili o czarnych dziurach, pochłaniających tę część kosmosu, w której zamieszkali tamci i o pułapce, z której chcą się wydostać, jednocześnie usiłując wejść z buta w Federację. Ci najmądrzejsi nie mówili nic, wierni zasadom, że silentium est aurum i że si vis pacem, para bellum.

Niestety, przygotowania wojenne mogły całkowicie obrócić się wniwecz, gdyby w niepowołane ręce dostała się wiedza o prawdziwej misji małego stateczku, przerobionego na cargo byłego ścigacza Łupieżców w rękach niejakiego Orviksena.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Canulas dwa lata temu
    "Ktoś w mediach zasugerował zmianę nazwy z “Gorilla” na “Guerrilla”," - jedna z gier o kosmosie (RED FACTION) miała podtytuł Guerrilla. Ciekawe.

    " miała swoją władzę wykonawczą i sądowniczą, nieliczne i tak urzędy właściwie były obsadzone wiernymi ideom Bela Norenami i nie było żadnych problemów.
    "Ex" została oczyszczona, ze cztery były tylko śmietniskiem zamieszkanym przez zesłańców i, cóż, nikogo ważnego, "Falcon" nie była domem właściwie dla nikogo" - ciężko mi siedo czegoś w tej części przyczepić. Na siłe 4x było/były na dość krótkim odcinku.

    Taka część, jaka czasem musi być. Coś jak są dwa filmy, a między nimi wiadomości. Przyjebać się nie ma za bardzo do czego.
  • Okropny dwa lata temu
    Część informacyjna, żeby czytelnik się ogarniał w sytuacji. Coś jak rzut oka na mapę w Bondzie, czy ujęcie na premiera Rosji... Potrzebne dla kontekstu.
    Pozdrøx
  • Canulas dwa lata temu
    Aj noł. WIm o co chodzi. Trudno pisać takie przerywnikowe

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania