16NStyl - Miejskie wróżby (kto zjadł papugę?)
w temacie: bajka o...
Rok temu byłam u bardzo znanej wróżki na Salwatorze. Przepowiedziała mi męża z MOPSu i wyjątkową lalkę ze śmietnika.
Codziennie, punktualnie po godzinie dwunastej, odwiedzałam MOPS i śmietnik, żeby nie przegapić przepowiedni, bo wiecie jak to jest "jeszcze pięć minut, jeszcze trzy" i budzisz się dwadzieścia lat później z ręku w nocniku.
Do MOPSu chodzłam po zapomogę dla papugi alkoliczki i pogadać z koleżanką. Ta papuga właściwie nie była moja, tylko sąsiada marynarza, a u mnie gościła w przerwach między jego rejsami.
Tyle tylko, że z każdym rokiem te rejsy były dłuższe, bo ostatni trwsł dwa lata. Na początku było znośnie, ale z każdym tygodniem papuga coraz bardziej tęskniła za właścicielem i darła się całymi dniami. Weszłam na forum w komputerze i tam poradzili, żebym od czasu do czasu dała jej coś mocniejszego na uspokojenie. No to dałam jej hantle, ale jak trafiła mnie w oko, to zamieniłam na płyny wyskokowe i w rezultacie, co by nie mówić o naszych przodkach, to małpki ją rozpiły.
*
Trzy miesiące temu poszłam wieczorem do śmietnika i znalazłam prawie dobrą lalkę. Prawie, bo widać było, że biedaczka przeszła serię operacji na NFZ, a operacji na pewno nie przeprowadził wzorowy absolwent Collegium Medicum.
Wzięłam ją do domu i położyłam obok klatki z papugą, która początkowo była obojętna na nową koleżankę.
Lecz po kilku dniach papuga już śpiewała disco polo dla lalki, której zrobiłam domek z kartonu.
Pomyślałam wtedy, że połowa wróżby się sprawdziła, jednak martwiłam się brakiem kandydata na męża. Moje codzienne wizyty w MOPSie skutkowały zerowym zainteresowaniem panów tam pracujących i coraz bardziej żałowałam wydanych pieniędzy na wróżkę.
Pięć tygodni temu wydarzyło się coś, co do tej pory mrozi mi krew w żyłach.
Położyłam się po wieczornym filmie spać, wcześniej zakrywając klatkę papugi.
Około drugiej w nocy obudził mnie hałas dobiegający z dużego pokoju. Zapaliłam lampkę, podniosłam na łóżku i nasłuchiwałam, ale panowała cisza. Zgasiłam lamkę i położyłam się spać. O trzeciej trzydzieści trzy obudził mnie krzyk.
– Mamo jeść! Mamo jeść! Mamo jeść!
Zerwałam się na równe nogi, zapaliłam lampkę, górne światło, kinkiety w przedpokoju i żyrandol w dużym pokoju.
Na stole siedziała lalka, patrzyła na mnie szklanymi oczami. Była umazana we krwi, a do jej plastikowych rączek przyklejone były pióra. Spojrzałam na otwartą klatkę i wybiegłam z mieszkania na klatkę schodową. Drżąc, zadzwoniłam do sąsiadki obok, powtarzając tę czynność pięciokrotnie. W końcu zaspana otworzyła mi drzwi.
*
Następnego dnia poszłam do MOPSu, płacząc, śmiejąc się, krzycząc i szepcząc, opowiedziałam nocną historię. Koleżanka badawczo mi się przyglądała, a jej kierowniczka zadzwoniła po ratowników medycznych, którzy szybko przyjechali i zaaplikowali mi BDZ. Tak poznałam męża.
*
Po raz pierwszy w życiu dostałam dokładnie to, za co zapłaciłam.
Komentarze (1)
Papugożercy O!
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania