Poprzednie częściAgencja Vbi wstęp

Agencja Vbi rozdział 3

Rozdział 3

 

Linda dotarła do parku pełnego biegaczy, spacerowiczów i matek z dziećmi, które biegały, goniąc ptaki. Starsza kobieta stała nad brzegiem pobliskiego stawu i karmiła kaczki.

„Że też dziś musi być tyle ludzi” — pomyślała.

W pewnej chwili dostrzegła w oddali siedzącego na ławce Sergieja Sokołowa. Był około pięćdziesięcioletnim mężczyzną o surowych rysach i bliźnie na prawym policzku.

Pobiegła w jego stronę, ale się nie zatrzymała. Przebiegła obok, a kawałek dalej zawróciła i, udając zdyszaną, przysiadła na ławce.

— Masz kopertę? — zapytał Siergiej.

— Tak.

Wyjęła kopertę i podała mu ją. Sokołow wziął ją od niej i otworzył, wyjmując fotografię, na której był uśmiechnięty mężczyzna z zarostem i burzą włosów na głowie. Miał na sobie szary T-shirt bez rękawów, przez co było widać jego muskularne ramiona.

— Kto to jest?

— Nazywa się Diego Carlos.

— Co on takiego zrobił, że wydałeś na niego aż wyrok śmierci?

— Jest oszustem matrymonialnym. Zakłada konta na portalach społecznościowych i randkowych, gdzie nawiązuje kontakty z kobietami, którym wciska, jakie to one są piękne i wyjątkowe. Po zdobyciu zaufania przystępuje do ataku. Schemat jest zawsze ten sam. Danej kobiecie pisze, że wybiera się w interesach do Maroka.

— A potem prosi o pieniądze, mówiąc, że celnik zarekwirował towar i jeśli chce go odzyskać, to ma zapłacić cło.

— Tak.

— A kobiety w to wierzą i przelewają.

— Nie płacę ci za pogaduszki.

— Wyluzuj, chciałam po prostu wiedzieć coś więcej o osobie, którą mam zlikwidować, a gdzie go znajdę?

— Widzisz tamtą różową budkę z lodami?

— Tak.

— To jego budka, po zlikwidowaniu śmiecia zrób mu zdjęcie i mi wyślij SMS-em. Na koniec rozbierz go do naga.

— Po co?

— Żeby to wyglądało na tle rabunkowym albo zemstę odrzuconej kochanki, a nie egzekucji. Po wszystkim zdjęcie koniecznie zniszcz, korespondencję skasuj i nie zapomnij pozbyć się broni.

Sergiej wstał i bez słowa oddalił się. Kobieta jeszcze chwilę siedziała, a potem wstała i podeszła do budki z lodami. Stała i patrzyła na tablicę z cenami lodów.

„Co za ceny“ — pomyślała.

Sprzedawca, nieświadomy tego, że za chwilę zginie, wyjrzał przez okienko.

— Dzień dobry, czy wybrała pani już jakiś smak?

— Dzień dobry, na razie dziękuję.

Linda schowała się za budkę, żeby pomyślał, że sobie poszła, a tymczasem obeszła ją od tyłu i stanęła przed drzwiami. Naciągnęła na głowę kaptur, a z torby wyjęła pistolet i zapukała. Po chwili w drzwiach stanął sprzedawca.

Na widok lufy wycelowanej w niego, aż się cofnął, przewracając taboret.

Kobieta weszła do środka cały czas, mierząc w niego z broni.

— Co pani tutaj robi? Tu nie wolno wchodzić.

— Czy ty nazywasz się Diego Carlos?

— Tak, to ja.

— Co pewnie ten interes otworzyłeś za pieniądze wyłudzone od swoich ofiar?

— Nie wiem, o czym pani mówi, a teraz proszę stąd wyjść!

— Nie wstyd ci okradać starsze kobiety?!

— Ja nikogo nie okradłem! To one same mi dawały pieniądze.

— Gdybyś im nie wciskał przekonujących bajeczek, to by nie dawały.

— To nie moja wina, że mam talent aktorski.

— Dość tego gadania!

Trzymając pistolet w dłoni, wyprostowała rękę, uniosła ją przed siebie i wycelowała w mężczyznę, po czym nacisnęła spust.

Kula wyleciała z tłumika niczym z procy i po chwili wbiła się Diegowi w czoło, przeszła przez móżdżek, wyszła z tyłu głowy i utknęła w ścianie.

Sprzedawca bezwładnie osunął się na ziemię, pozostając w pozycji wpół siedząco leżącej.

Linda przystąpiła do upozorowania włamania. Rozrzuciła po całym pomieszczeniu wafle i rozsypała posypkę. Następnie nożyczkami rozcięła koszulkę ofiary, odsłaniając klatkę piersiową. Opuściła mu spodnie do kolan, a miejsce intymne zasłoniła bitą śmietaną. Na koniec oblała mężczyznę sosem i zabrała utarg.

Sfotografowała tak przygotowane miejsce zbrodni, po czym broń schowała do papierowej torby, a z głowy zdjęła kaptur. Po wyjściu z budki z lodami usiadła na ławce, żeby wyglądało, że odpoczywa. Wyciągnęła telefon i wysłała MMS-a, po którym napisała:

„Załatwione.”

Potem schowała komórkę, wstała i ruszyła w stronę wyjścia z parku.

Po powrocie do domu Linda od razu przeszła do sypialni, gdzie zrzuciła z siebie dres poplamiony od krwi. Będąc w samej bieliźnie, usiadła przy biurku i wyjęła pamiętnik, w którym zapisała:

 

Właśnie przed chwilą wróciłam z parku, gdzie zastrzeliłam Diego Carlosa, który sprzedawał lody w budce i udawał praworządnego obywatela Virginii, a tak naprawdę nadal oszukiwał przez internet. Czy żałuję tego, co zrobiłam? Nie, bo jednej kanali żerującej na kobiecej naiwności jest mniej.

Nigdy nie zrozumiem dzisiejszych młodych ludzi. Zamiast pójść do prawdziwej uczciwej pracy, wolą wzbogacać się na krzywdzie innych przez internet.

Linda

 

Zamknęła zeszyt i schowała z powrotem do szuflady. Następnie wytarła odciski palców na broni, odkręciła tłumik, wyjęła naboje, które pozostały i schowała do sejfu. W telefonie skasowała wszystkie wiadomości, żeby mąż nie zobaczył i dzieci.

Spod łóżka wyciągnęła walizkę, do której spakowała najpotrzebniejsze ubrania, po czym zaciągnęła zamek.

Na kawałku papieru napisała krótki list do męża i dzieci.

Kochany mężu, kochane dzieci

 

Muszę na jakiś czas wyjechać. Liam, Milagros, słuchajcie się ojca i bądźcie grzeczni. Bardzo was kocham. Co jakiś czas będę dzwoniła. Christopher, nie szukaj informacji o Siergieju Sokołowie dla dobra swojego i dzieci.

Linda wzięła walizkę i kartkę, którą zostawiła w kuchni na stole i z ciężkim sercem opuściła mieszkanie, a klucz zostawiła pod wycieraczką.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • il cuore

    Tu ludki coraz dziwniej piszą a Ty jesteś normal 🏖️🌈🪂

  • Namietny dotyk

    Dzięki
    A co masz na myśli mówiąc że tu ludki coraz dziwniej piszą?

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania