bez tytułu
nie muszę uciekać
nikt nie goni
nie ma po co
bieda głodna ze mną
u boku
wciąż zjada
poruszając żuchwą powietrze
a z głodu wiadomo
z śmietników
resztki z zapleczy sklepów
wyżera z koszy i toreb
kucht na targu na obiad
kiedy ich braknie
zgniłe warzywa
z porzuconych skrzynek
moczy obolałe brudne stopy
w rzece co dokądś przez miasto
w ocean morze
ma w dupie
metafizyczne traktaty o estetyce
porzucone za etyką
lubimy z biedą
pijani do bełkotania rzeki
między stopami
śpiewać wiersze
że jutro nadejdzie
alis aquilae descendet
wypełnić ciemność
zgniliznę powietrzem
zachłyśniemy się
zapachem wiatru
zza siedmiu gór lasów
powrotem baśni
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania