Poprzednie częściDrut (1/7)

Drut (7/7)

Maja Michalak spotkała się z podpułkownikiem pierwszego prawdziwie jesiennego dnia października. Ciężkie chmury wisiały nisko nad heksami, a oddzielające je żółte pole siłowe migotało w chłodnym świetle. W powietrzu czuć było nadchodzący deszcz. Myślała, że dowódca opowie jej o tajemniczych obowiązkach, o których wspomniał Drut, lecz wydarzyło się coś innego.

– Nadeszła pora, byś wzięła udział w badaniu zgodności, przedstawicielko – powiedział jaszczur.

Maja spojrzała na niego z przestrachem i otworzyła usta, chwilowo niezdolna do wyduszenia z siebie ani jednego słowa. Palce prawej dłoni zacisnęła na rękawie munduru, dziś grubszym niż w upalne dni i nieco gąbczastym.

– To będzie sprawdzian. Ostateczny i decydujący o twojej przyszłości. Jeśli będziesz w stanie podążać za imperialną procedurą w każdych warunkach, pozostaniesz przedstawicielką.

Nie powiedział, co się wydarzy, jeśli nie zda. Oboje byli tego świadomi, odczekała więc chwilę i kiwnęła głową bez entuzjazmu.

– Nie wiem, czy jestem gotowa – przyznała po chwili milczenia.

Podpułkownik spojrzał na nią uważnie i mrugnął trzecią powieką. Pochylił się nieco do przodu, łokcie oparł o blat.

– Byłoby szkoda… Nie, mnie byłoby przykro, gdyby okazało się, że nie będziemy już ze sobą współpracować. Uważam, że dobrze tu pasujesz. Słyszałem historie z innych hexów i z czasu poprzedniej kolonizacji. Uwierz mi, jestem szczęściarzem, że mam ciebie.

– Naprawdę? – wyrwało jej się, zanim zdążyła pomyśleć.

Skari pokazał zęby w reptiliańskim odpowiedniku uśmiechu.

– Och, tak. Wiem, że uważasz się za zwykłą dziewczynę bez żadnych kwalifikacji, ale to nieprawda. Pod twoim przewodnictwem, przedstawicielko Michalik, mieszkańcy tego hexa od tygodni żyją w spokoju i nikomu zgodnemu nie stała się krzywda. I tego właśnie wymaga Imperium. Wymagało do teraz – poprawił się. – Sprawdzasz się, więc od jutra rozszerzamy zakres twoich obowiązków.

*

Nie mogła spać, nie chciała prosić Druta, by ją uśpił. Musiała jakoś przetrawić rozmowę z podpułkownikiem. O tak, opowiedział jej o nowych obowiązkach. Bardzo uprzejmie, z masą pomarańczowych zębów błyskających w przyjaznym uśmiechu i trzecią powieką mrugającą jak migawka starego aparatu. Ani razu nie podniósł głosu, nie rzucił ani jednej groźby, lecz Maja bała się – może nie wtedy, w trakcie rozmowy, ale później, w nocy i rankiem. Poprosiła replikator o kawę i lekkie śniadanie, ale potem nie mogła przełknąć ani kęsa. Ciemny chleb, twarożek ze szczypiorkiem i ledwo ruszona kawa wróciły do urządzenia, które rozbiło je z powrotem na pojedyncze molekuły.

Powinnaś coś zjeść – powiedział Drut.

Zamknij się. Mogę wytrzymać bez jedzenia trzy tygodnie. Nic mi nie będzie, jeśli raz pominę śniadanie.

Możesz wytrzymać trochę dłużej – sprostował i zamilkł.

Maja zdziwiła się, że odpuścił tak łatwo. Miał zadziorny charakterek i lubił sprzeczki. Właściwie prawie zawsze kłócił się, aż przyznała mu rację, czasem przekonana siłą jego argumentów, czasem na odczepne, żeby tylko dał jej spokój. Wtedy Drut wycofał się i milczał, a Maja odniosła wrażenie, że uszanował jej stan i dał przestrzeń, by chociaż spróbowała sobie wszystko poukładać, sama, bez jego natrętnej obecności.

Pierwszą osobą, którą Maja osobiście poddała badaniu zgodności, był mężczyzna. Zapamiętała szczegóły, takie jak napis „Summer Holiday” na jego koszulce Duże litery na kolorowym, pasiastym tle, palmy i jakiś pojazd, motocykl czy może plażowy buggy… Tego nie wiedziała, nie była w stanie przypomnieć sobie wieku ani wyglądu tego człowieka. Zostały tylko „Summer Holiday”, siedemdziesiąt cztery procent zgodności i ulga, że badany może wstać, opuścić to pomieszczenie i zacząć nowe życie w Imperium Skari-Dan.

Potem weszła nastolatka z jasnymi, potarganymi włosami. Przerażona patrzyła, jak Drut wypełza spod paznokci i niemal bezdźwięcznie sunie po blacie, wspina się po ramieniu dziewczyny i przez ucho wnika do mózgu, by odczytać jej przyszłość. Czterech żołnierzy Skari-Dan pilnowało, by nie wpadła w panikę i nie spróbowała zrobić krzywdy sobie lub innym, ale tylko siedziała nieruchomo i zaciskała dłonie na krawędzi stołu tak mocno, że aż zbielały jej kostki. Maja nie pomyślała nawet, by dodać jej otuchy. Mechanicznie powtórzyła słowa Druta: „siedemdziesiąt jeden procent”, a potem dodała: „proszę dalej tymi drzwiami i tam już wszystko powiedzą”. Oprzytomniała w ostatniej chwili i posłała wychodzącej dziewczynie szczery, pocieszający uśmiech.

Następnie do pomieszczenia wszedł mężczyzna, starszy już, ale Maja nie dałaby mu więcej niż sześćdziesiąt lat. Trochę otyły, lecz nieprzesadnie, wyglądał na kogoś, kto potrzebuje kąpieli, odpoczynku i zgolenia nieporządnego zarostu.

Powitała go automatycznie, z wyuczonym uśmiechem przyklejonym do ust.

– Dzień dobry. Proszę, niech pan siada.

– Nie będę siedział – burknął.

Żołnierze nie przejęli się jego zdaniem. Jeden skari uniósł nieco lufę karabinu, drugi położył łapę na ramieniu mężczyzny i zmusił go, by spoczął na metalowym stołku przytwierdzonym na stałe do podłogi.

– Ja jestem Maja Michalik – przedstawiła się.

– Jedna z nich, co?

– To trochę nie tak, ale chyba… Tak, można tak powiedzieć. Jestem przedstawicielką. To znaczy, że zajmuję się sprawami ludzi.

– Nie tak – wszedł jej w słowo mężczyzna i uśmiechnął się wrednie. – Nie tak, ale ich szmaty nosisz.

Odruchowo dotknęła munduru w miejscu, gdzie wydrukowano symbole jej rangi.

– Czarny to administracja cywilna, wojsko nosi srebrne oznaczenia – sprostowała. – Proszę podać imię i nazwisko, a potem zrobimy krótki test. To nie potrwa długo i nie będzie bolało.

Nie odpowiedział od razu. Najpierw podniósł głowę i obejrzał się na Skari-Dan. Najwyraźniej nie wyczytał nic z pysków żołnierzy, bo niechętnie wrócił do rozmowy z Mają.

– Bogdan Bielecki. Nie zgadzam się na żadne testy.

– Każdy musi. To tylko…

– Niczego nie będziesz mi robić!

Maja wzdrygnęła się, przestraszona nagłym wybuchem. Wzrokiem poszukała pomocy u kaprala Skari-Dan – nie był to Melanar Zaremis, nie znała żadnego z żołnierzy, którzy dziś jej towarzyszyli. Jaszczur bez słów pojął prośbę przedstawicielki i znowu dotknął ramienia mężczyzny. Ciemne pazury wyglądały na wystarczająco ostre, by przebić ludzką skórę. Nie odezwał się, gdyż bez pomocy imperialnej technologii Bogdan i tak by go nie zrozumiał.

Maja pamiętała, że zależało jej wtedy, by uspokoić sytuację. Dlaczego? Tego nie potrafiła później wyjaśnić, ale gdy się odezwała, mówiła grzecznie i łagodnie.

– Panie Bielecki, bardzo proszę o spokój. To nic takiego i naprawę wszyscy to przeszli.

Wyciągnęła dłoń, by Drut mógł działać. Bogdan zrobił dziwną minę, gdy spod jej paznokci wysunął się keeri. Metaliczne, wijące się nici mogły przerazić każdego, ale kapral dopilnował, by Bogdan pozostał na miejscu i poddał się procedurze badania zgodności.

Znała podstawowe kryteria, ale Drut nigdy nie wyjaśnił jej szczegółów procedury. To on decydował o wyniku badania i wszyscy uznawali ów wynik za ostateczny i niepodważalny. Nie powołano komisji do rozpatrywania odwołań. Nie przewidziano możliwości odwołania.

Czterdzieści siedem procent. Niezgodny – obwieścił Drut.

I co teraz? – niemal wypowiedziała te słowa na głos.

Osobniki niezgodne muszą zostać wyeliminowane. Obowiązek eliminacji spoczywa na przeprowadzającym badanie zgodności.

Nigdy wcześniej nie tęskniła za drwiącym, irytującym wręcz tonem Druta, za tym jego przemądrzałym poczuciem humoru… Marzyła, by roześmiał się, by powiedział, że to wszystko żart. Że Maja może teraz wstać i iść do domu.

Nic takiego się nie wydarzyło, lecz keeri musiał odczytać jej myśli lub nastrój, bo w końcu zaczął udzielać bardziej szczegółowych informacji.

Ten człowiek będzie zagrożeniem dla tych, którzy pozostają pod twoją opieką. Twoim obowiązkiem jest ich chronić, a to oznacza również eliminację zagrożeń. Twoim obowiązkiem jest również wykonywanie rozkazów, a to, przedstawicielko Michalak, jest rozkaz. Dlatego weź teraz broń i zrób to, co należy zrobić. Decyzja należy do ciebie, ale znasz konsekwencje – przypomniał. – Proszę, Maju – dodał i umilkł.

Dziewczyna patrzyła, jak metaliczne nici wracają do jej organizmu. Keeri i keron, Drut i Maja, tak różni, ale stanowiący jedną drużynę… Podniosła wzrok na Bogdana.

– Przykro mi – powiedziała, a później nie pamiętała, czy naprawdę było jej przykro. – Czterdzieści siedem procent… To jest wynik poniżej wymaganej zgodności.

Na te słowa zareagowali żołnierze Skari-Dan. Kapral puścił Bieleckiego, a jeden z szeregowych podszedł do Mai i zsunął karabin z ramienia.

– Tak? I co to znaczy? Co się dzieje? – dopytywał mężczyzna. Wstał.

– Zgodnie z Prawem Kolonialnym musi pan zostać wyeliminowany – oznajmiła Maja. Nie znalazła tyle siły, by spojrzeć mu w oczy.

– I co? Zabijecie mnie? Nie, nie możesz tego zrobić! Przecież też jesteś człowiekiem! To są potwory, ohydne potwory, nie widzisz?

Krzyki Bogdana prawie nie docierały do świadomości Mai.

Jeśli to zrobi, to dla kogo? Dla siebie, by po prostu móc żyć dalej? Dla imperatorki Vyreine Linder Fenalis, która zasiada na tronie gdzieś daleko, na rdzawoczerwonej planecie oświetlonej blaskiem obcej gwiazdy? Czy dla ludzi, tych wszystkich ludzi, którym obiecano lepsze jutro? Tak naprawdę powód nie miał znaczenia. Maja czuła, że jeśli zrobi to tylko ze strachu, dla Druta będzie to całkowicie akceptowalne. Mogła się bać do woli, o ile nie złamie przy tym Prawa Kolonialnego. „Nie ma myślozbrodni”, powiedział jej kiedyś, a ona nie miała powodów, by nie wierzyć własnemu keeri. W końcu jeszcze nigdy nie skłamał.

Czas ucieka, Maju – przypomniał Drut.

– Czy ty to widzisz, dziewczyno? – krzyknął Bogdan. – Oni chcą wszystko zniszczyć!

Zniszczyć? Nie, to nie tak. Skari-Dan nie niszczyli. Oni budowali coś… Coś, co może na razie wymykało się jej rozumieniu, i tak, na pewno większości ludzi też było trudno to dostrzec, ale przecież w przyszłości…

Przypomniała sobie tego wesołego dzieciaka, który dotykał ogona żołnierza skari. Śmiech, ciekawość i ta mała rączka, wyciągnięta, by się pobawić… Bogdan zaklął pod nosem, Maja wróciła do rzeczywistości. Potem wszystko potoczyło się jak w dziwacznym śnie.

Najpierw zobaczyła, jak Bogdan otwiera szeroko usta, jakby chciał złapać powietrze, potem zgiął się wpół, ale nie wydał z siebie żadnego dźwięku. Później, jakby z opóźnieniem, usłyszała wysoki wizg wydawany przez karabin. W końcu spojrzała w dół i ujrzała własne palce kurczowo zaciśnięte na spuście.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Aleks99 godzinę temu

    A więc jednak. No wszystko cacy, ale to już koniec???

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania