Jasiu - 3 - Amok

Od dawna wydawały mi się dziwne te Jasiowe rysunki. Nagle zaczął wszędzie rysować penisy. Ten pierwszy w szkole, którego ozdobił listkami i wszyscy myśleli, że to drzewo. Potem te w zeszycie od matmy, za co mu przylałem. Dotąd jeszcze boli mnie tyłek po tym laniu kablem, jakie otrzymałem wtedy od ojca. I teraz… dałem mu nowy szkicownik, porządne pastele dla artystów, a on maluje czerwonego penisa wśród liści…

Gdy mi go pokazał, mówiąc o panu w krzakach, nagle zrozumiałem. Poczułem, że ogarnia mnie gniew. Przestałem myśleć.

- Zabiję gnoja! – wrzasnąłem! – Zabiję gnoja!

W amoku sięgnąłem po scyzoryk do szuflady biurka. Prezent od ojca. Nada się. Zabiję tego gnoja! Zapomniałem, że stoję cały czas goły. Chciałem jak najszybciej pobiec i dorwać tego zboczeńca. Nawet nie myślałem, że już jesień, zimno, popołudnie, kawał drogi do szkoły, w której nie ma dzieci, więc pewnie i tego zboczeńca też. Tylko jedna myśl mi rozsadzała czaszkę: ZABIJĘ GNOJA!

Zbiegłem z nożem na dół. Czerwona mgła zaczęła zacierać mi obraz. Serce waliło jak po sprincie na setkę. Skakałem po trzy stopnie w dół. Cud, że się nie potknąłem i nie skręciłem karku.

- Zabiję gnoja! Zabiję!

Ojciec zerwał się z kanapy. Widziałem go bardzo słabo. Gęsta czerwona mgła zasłaniała mi wszystko. Łomot serca zagłuszał inne odgłosy. Próbowałem ominąć ojca i wybiec na dwór, ale mnie złapał za rękę z nożem. Wykręcił tak silnie, że puściłem. Scyzoryk spadł na podłogę.

- Puszczaj mnie! Zabiję gnoja! Zabiję!

- Uspokój się! Natychmiast! – Rzucił mnie na kanapę.

- Zabiję gnoja! – Zerwałem się. – Nie daruję! Zabiję!

Złapał mnie i rzucił na kanapę raz jeszcze. Próbowałem się wyrwać, ale był silniejszy. Przykrył mnie sobą i przytrzymał jak profesjonalny zawodnik zapasów.

- Puszczaj! Zabiję gnoja! – usiłowałem się wyrwać, ale trzymał za mocno. Po kilku minutach szarpaniny straciłem siły. Oklapłem. Czerwona mgła sprzed oczu zeszła, ale nadal nie widziałem wyraźnie. Ciężko oddychałem.

- Zabiję gnoja! – wydyszałem.

Bez słowa podszedł do telewizora, odłączył gruby kabel od zasilania, złożył w pół i wrócił do stołu.

- Przez miesiąc na dupie nie siądziesz! A potem powtórzę! Wybiję Ci z głowy raz na zawsze! W dupie mam twoją pełnoletność!

- W dupie to mam! – Odwrzeszczałem. Poczułem, że furia narasta. Czerwona mgła przed oczami zaczęła gęstnieć. – Zabiję gnoja! Najwyżej będziesz miał syna w więzieniu! Ale zabiję! Nie daruję!

- A drugiego w grobie! Zdurniałeś do reszty, aby rzucać się z nożem na brata?

- Na jakiego brata? – Zdziwiłem się. Otrzeźwiły mnie nieco jego słowa. Coś było nie tak. – Co ty bredzisz, ojciec? Przecież to nie Niko…

- Jaki Niko? Jesteś tak wściekły, że braci nie rozróżniasz? Jasia chciałeś zabić!

Oklapłem na kanapę. Dwa głębokie wdechy. Coś ojciec nie łapie…

- Jak Jasia? Co ty?

- Zbiegł przed chwilą, gdy wrzeszczałeś, że go zabijesz. Zawołał, że go gonisz z nożem, bo masz małego ptaszka i uciekł w samej koszuli na dwór.

Jasio uciekał przede mną? A faktycznie, nie ma go tu nigdzie…

Dwa głębokie wdechy.

- Poczekaj, tato, wszystko wytłumaczę!

- Kabel już czeka, słucham, jakie kłamstwa mi sprzedasz?

Dwa głębokie wdechy.

- Bo Jasio… - dwa wdechy – bo powiedział, że widział… - Czerwona mgła zasłoniła mi cały świat.

- Zabiję gnoja! – wrzasnąłem. Zerwałem się z kanapy i opadłem. Straciłem siły. Zacząłem dyszeć. Serce waliło jak oszalałe. Po kilkudziesięciu oddechach się trochę uspokoiłem.

- Daj mi trochę wody – poprosiłem. – Już nie mam sił. Serce mi zaraz się rozerwie.

- Siedź! Zaraz coś ci przyniosę.

Rzucił kabel na stół. Podszedł do szafki, ale zamiast szklanki wyjął koniakówkę. Sięgnął po butelkę brandy, która stała na górze. Mama czasem polewała nią lody.

Nalał na dwa palce i podał mi.

– Pij!

Słabymi dłońmi chwyciłem kieliszek i wychyliłem na raz. Aromatyczny płyn spłynął mi po języku i ogniem rozpalił gardło.

- Mocne – szepnąłem, oddając kieliszek.

Nalał raz jeszcze i podał.

- Jeszcze jeden.

Ten wypiłem spokojnie na cztery łyczki. Zabrał kieliszek i dolał po raz trzeci.

- Masz – podał mi. - Tak się koniaku nie pije. Ten kieliszek jest specjalnie taki duży, aby gromadził aromat. Chwyć dłonią od spodu całą czarkę. Zakręć płyn po ściankach szkła i powąchaj.

Zakręciłem, powąchałem. Drewniano-dymny zapach koił moje nozdrza.

- Teraz maciupki łyczek. Delektuj się. Wąchaj i sącz…

Wąchałem i sączyłem, wąchałem i sączyłem. Powolutku kropelkami opróżniłem kieliszek. Serce przestało walić, odzyskałem ostrość wzroku. Odstawiłem kieliszek na blat i oparłem się ramionami o kolana.

- Oprzyj się i spokojnie opowiedz, po kolei, co działo się od powrotu ze szkoły. Dlaczego chodzisz po domu bez gaci? – łagodnym tonem powiedział Szymon.

Bez gaci? A jo, zupełnie zapomniałem. Chwyciłem poduszkę i przykryłem się. Zamknąłem oczy i zacząłem mówić.

- Facet na wuefie dał nam taki wycisk, że cały śmierdziałem. Chciałem skoczyć do Melki, ale nie taki śmierdzący przecież, wiec wlazłem pod prysznic. Gdy zakręciłem wodę, usłyszałem wściekłe dzwonki do drzwi. Owinąłem się ręcznikiem i zszedłem. Gdy podpisywałem awizo, ta szmata wystawiła mnie i spadła. A listonosz obejrzał mnie i tylko skwitował, że niezłe ciacho! Wyobrażasz sobie, ojciec! Facet mnie podrywał! W moim własnym domu!

- A jesteś ciacho, jesteś – wtrącił Szymon. – Dobrze, że masz tę Melkę. Nie przyprowadzaj mi do domu jakiegoś chłopaka!

- No co ty, ojciec! No ale, polazłem na górę się ubrać. A tu Jasio… A, nie powiedziałem Ci, że kupiłem Jasiowi szkicownik do malowania i pastele artystyczne. Pomyślałem, że jak jest do mnie dawnego taki podobny w torturowaniu, to może i w malowaniu też. Wiesz, jak się ucieszył? To był strzał w dziesiątkę! Warte było tych półtorej stówy…

- Kupiłeś Jasiowi pastele za sto pięćdziesiąt złotych?

- Nie, pastele za sto trzydzieści były. Duże pudło, czterdzieści osiem sztuk. Koh-i-noor. I do tego gruby szkicownik akwarelowy za dwie dychy. Jak nie może mieć tej tarantuli…

- Z tarantulą nie wyjeżdżaj! Mama się nie zgodzi.

- Ja się nie zgodzę na tarantulę. To zbyt niebezpieczne. Żałuję, że mu ją pokazywałem. Ale Jasiowi trzeba wymyślić jakieś zwierzątko. Jakiegoś pancernika. Coś, czego nie zgniecie, nie nadmucha i będzie wystarczająco obrzydliwe…

- No, nie przesadzaj. Co z tymi pastelami?

- A tak, no to mu je dałem. Wracam, a on pokazuje mi rysunek. Czerwonego penisa namalował na tle zielonych listków. I mówi mi, że mam małego, a tamten facet w krzakach miał dużego. Nagle wszystko stało się dla mnie jasne! Ojciec, jakiś pieprzony pedofil dobierał się do mojego Jasia! Daj jeszcze trochę, bo mnie złość ogarnia – podsunąłem mu kieliszek.

Bez słowa dolał. Spokojnie, jak uczył, delektowałem się trunkiem. To o niebo lepsze niż wódka.

- No i wpadłem w furię. Myślałem tylko o jednym, aby zabić tego gnoja, który się dobierał do Jasia! Chciałem pobiec i zadźgać go od razu!

- Na golasa, dziesięć kilometrów pod pustą szkołę?

- Straciłem rozum, tato, Wzrok też. Wszystko widziałem na czerwono. Serce waliło tak głośno, że musiałem się drzeć, aby się usłyszeć. Dobrze, że mnie tu złapałeś. Dziękuję ci. Nie wiem, dokąd bym dobiegł. Pewnie nagi bym wleciał pod jakiegoś tira na piętnastce…

Wtedy przez drzwi od salonu wszedł Nikodem. Rozejrzał się po salonie.

- O, będzie lanie kablem? – Wzrok jego spoczął na kablu, kieliszku i butelce koniaku. – Za picie koniaku? Ostry się zrobiłeś, tato, aż się boję – zaśmiał się. – Dolej mu ze dwa razy więcej, bo znowu wziął mój ręcznik, bo jak widzę, leży pod drzwiami…

- Niko, skocz nad jezioro i poszukaj brata. Poleciał z pół godziny temu bez kurtki nad jezioro – rzekł Szymon.

- Pół godziny lata po dworze bez kurtki, a wy sobie koniaczek pijecie? To mama jak wróci z Franiem i Agatką od lekarza, to chyba sama da wam lanie tym kablem.

- Niko, idź, mamy poważny problem. I nie o Marcela chodzi – dodał.

- Nie o Marcela? Żartujesz?

- Nie żartuję. Znajdź Jasia, potem wszyscy się napijemy koniaku. Z komisarzem Dobrzyńskim.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (9)

  • dziadek grafoman 8 miesięcy temu
    Jakie to trudne do pochytania. Ojciec, Matka, Franio, Agatka. Marcel, Nikodem. Jasio i może narrator? czyli brat jeszcze jeden? Jasio doznał w parku traumy bo mu pedofil penisa pokazał i narysował go w notatniku który dostał od starszego brata, narratora tej opowieści. I ten narrator wpadł w szal i chciał pedofila złapać ale go ojciec chycił i koniakiem rozpija jednocześnie go uspokajając. Ale Marcel lata po parku bez kurtki no to może Marcel jest tym pedofilem i Jasio penisa od brata zobaczył i go narysował. Ech strasznie to trudne... ale fajne.
  • Domenico Perché 8 miesięcy temu
    W całej opowieści oryginalnej autorki (to tylko ff, bohaterowie są ukradzeni) jest ojciec i matka, dwóch starszych synów Marcel (narrator tego rozdziału) i Niko, dwóch młodszych bliźniaków Jasiu i Franek i jeszcze córeczka.

    Marcel jest narratorem 1, 3 i 4 rozdziału, Jasiu 2, ojciec 5.

    I bez kurtki zwiał Jasio, bo bał się, że brat Marcel chce się na niego rzucić.

    A pedofila poznamy w rozdziale 5 i ostatnim.
  • dziadek grafoman 8 miesięcy temu
    Ale może nie rozumiem bo poprzednich części nie czytałem ?
  • D.E.M.O.N 8 miesięcy temu
    poplątane relacje, zawiłe wątki, ale sam styl mi się podoba :)
  • Domenico Perché 8 miesięcy temu
    Dziękuję.

    Relacje i bohaterowie i różne wątki są przejęte z oryginału. Autorka przestała pisać w pewnym momencie, a mi jeden z wątków (obrazki Jasia) pchał się do wykończenia. I popełniłem takie fanfiction do internetowego opowiadania :-) Pisałem to siedząc w klimacie tamtej opowieści, stąd tu jest tak dużo pobocznych wątków i odniesień, za dużo jak na samodzielne opowiadanie.

    Potem do innej swojej pracy - nieco dłuższej, w chwili bieżącej 130 000 wyrazów, a jest niezakończona - przeniosłem stąd komisarza z jego ekipą. Komisarz w tym rozdziale jest tylko wspomniany, pojawi się w kolejnym.
  • dziadek grafoman 8 miesięcy temu
    Sorry Domenico. na drugi raz sie bardziej przyłożę :)
  • Domenico Perché 8 miesięcy temu
    Nic się przecież nie stało. Zapraszam ponownie.
  • Marek Adam Grabowski 8 miesięcy temu
    Makabryczne, widzę tutaj pewien czarnych humor. Pozdrawiam 5
  • Domenico Perché 8 miesięcy temu
    Dziękuję

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania