Jasiu - 1 - Listonosz

Bohaterowie nie są moi, sceneria nie jest moja. Znalazłem w odmętach sieci opowieść dziejącą się w pobliżu mego miasta i w nim samym. Były tego dwie części, w jednej bohaterowie mieli lat około 10, a drugiej około 18. Obie zostały urwane i niedokończone. I kiedyś podczas spaceru w lesie pojawił mi się w głowie tekst na dokończenie jednego z motywów. Tak więc jest to fanfik do internetowej twórczości. Tym tekstem po latach przerwy wróciłem do pisania czegoś innego niż teksty zawodowe. Koniec gadania, oto tekst, skoro majcie jeszcze ochotę czytać dalej.

 

P.S. Autorka oryginału czytała, nie zabiła mnie, nie kazała skasować, choć oczywiście stwierdziła, że wyobrażała sobie inaczej.

 

***

 

Wróciłem do domu zmęczony. Dwie godziny wuefu, a na pierwszej ktoś zagwizdał i wkurzony coś wcześniej nauczyciel zrobił nam taki zestaw ćwiczeń, że bolały mnie wszystkie mięśnie. Nawet nie wiedziałem dotąd, że niektóre posiadam. A jeszcze się zagadałem z chłopakami i musiałem pędzić sprintem na autobus…

Przed pokojem czatował Jasiu.

- Mogę wejść? – zapytał. Od kiedy on taki grzeczny? Usiadł przy biurku. Miałem coś dla niego.

- Jasiu, ten szkicownik dla Ciebie. I paczka pasteli. Tylko w nim maluj, nie w moich zeszytach, OK?

- OK! Kocham Cię! – Malec przytulił się do mnie. On chyba rzeczywiście mnie lubi.

Wziął brulion, siadł przy biurku. Obejrzał pastele. Wybrał zielony i brązowy. Z ciekawości popatrzyłem przez chwilę, co rysuje. Jakieś krzaki. Dobrze, że nie znowu penisa.

Zrzuciłem bluzę i dżinsy. Powlokłem się do łazienki. Prysznic, gorąca woda, słuchawka w pozycji masaż i żel czekoladowy… Tak, tego było mi trzeba. Nie spieszyłem się. Człowiek musi mieć trochę przyjemności. Zakręcając wodę usłyszałem natarczywy dzwonek do drzwi. Jeden. Drugi. Trzeci.

- Zaraz! – wrzasnąłem. – Idę!

Owinąłem się ręcznikiem i zlazłem na dół. Znowu dzwonek.

- Idę! Idę! Moment! Pali się czy co!

Stawiając mokre ślady doszedłem do drzwi. Listonosz.

- Przepraszam, że tak natarczywie, ale daleko tu do was, a mam polecony z potwierdzeniem odbioru. Pan Szymon Jasiński?

- Nie, Marcel, syn.

- Może być. Polecony z Urzędu Skarbowego. O, tu się proszę podpisać. – Podał mi tablet. Nie cierpię tych rysików. Namazałem koślawo „Marcel Jasiński”. W tym momencie ręcznik mi się odwinął i spadł. Podał mi list i zlustrował mnie z góry na dół i z dołu do góry.

- Niezłe ciacho – uśmiechnął się. – Muszę częściej przywozić wam listy.

Odwrócił się i śmiejąc się odszedł w kierunku wozu.

Stałem jak zbaraniały. Czy… on mnie próbował podrywać? Facet?

- Marcel, kto to był? – głos ojca idącego z garażu wybił mnie z osłupienia.

- Listonosz! List masz na stole! – krzyknąłem i przeskakując po trzy stopnie wbiegłem na górę, aby nie widział mnie gołego.

Wszedłem do swojego pokoju. Jasiu siedział przy biurku i z wyciągniętym językiem rysował. Płonne moje nadzieje, że coś normalnego. Na tle zielonych listków namalował wielkiego czerwonego penisa.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • rozwiazanie 8 miesięcy temu
    Niby inaczej, a jednak... może to tylko moja intuicja wyczuwa poprzedni styl:-)
  • Domenico Perché 8 miesięcy temu
    Od tego opowiadania zacząłem pisać fikcję, a to o raku było pisane niedługo potem.

    Najnowszym jest "Chłopiec z targu", ale styl niezbyt się różni, jak mi się wydaje.
  • Marek Adam Grabowski 8 miesięcy temu
    Zapowiada się ciekawie. Szkoda, że nie zacząłem od tej części. Pozdrawiam 5
  • Domenico Perché 8 miesięcy temu
    Dziękuję. Tu rzeczywiście kolejność jest przydatna.

    Teraz próbuję zbiór opowiadań, mniej ze sobą związanych przymusem kolejności.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania