Konflikt czerni i bieli cz. 16

Złożył wielkie dłonie na wrotach i pchnął, zapierając się na nogach. Rozbrzmiało głośne jęknięcie, gdy metal ustąpił pod naporem ciężaru Roshera. Wewnątrz panowała bezkresna ciemność, mimo to mężczyzną nie wahał się ani chwili. Choć luka między skrzydłami wrót miała tylko niecały metr, przecisnął się przez nią przechodząc bokiem i zatonął w głębokim mroku wnętrza sektora. Arella podążyła za nim. Przez ułamek sekundy podejrzewała, iż diablokrwisty mógłby skorzystać z okazji, zaatakować z zaskoczenia. Przeszła jednak przez wrota pewnie, dopiero po upływie chwili roztaczając wokół siebie słabą poświatę białej energii.

Pierwsze co wyczuła, to niesamowitą wielkość pomieszczenia. Po wyjściu z ciasnego korytarza, ogrom otwartej przestrzeni był wręcz uderzający. Sklepienie jaskini wisiało na imponującej wysokości ponad dwudziestu metrów. Niewielka wiązka energii nie dawała wystarczająco światła, by Strażniczka mogła dostrzec cokolwiek, poza ciągnącą się pod stopami dróżką z ciemnego żwiru. Był to zapewne kruszec tworzony tym samym zaklęciem co ten pokrywający plac ćwiczeń przed Wieżą. Cały teren poza kierującym się w głąb sektora szlakiem spowijała gruba warstwą miękkiego, bardzo drobnego piachu, czystego i jasnego niczym ściany budynków na Azarath. Strażniczka poczuła na twarzy wilgotny, rześki wiatr, świszczący cicho wśród kamiennych ścian.

— Rzuć nieco więcej światła na sprawę... Inaczej sporo stracisz — rzekł diablokrwisty. Stał zaraz obok, niczym obsydianowy posąg odznaczający się długim cieniem na śnieżnobiałym piachu. Wpatrywał się gdzieś w głąb sektora. Zarzucił na głowę kaptur i zatknął ręce w kieszenie szaty.

Usłuchała go. Rozbudziła drzemiące w ciele ogromne pokłady mocy. Biała mgiełka bez trudu rozeszła się po całym pomieszczeniu, oświetlając je w nienaturalny sposób. Źródło blasku nie stanowiło bowiem jednego punktu. Energia rozdrobniona na miliardy iskierek, rozeszła się po wszelkich kątach, wyławiając je z ciemności. Nic nie rzucało cienia, ponieważ moc zlikwidowała wszelki mrok. Arella rozglądnęła się uważniej po sektorze, dopiero teraz mogąc dostrzec jego ogrom.

Ścieżki rozchodziły się we wszystkie strony, niczym cieniste rzeki, falując zygzakiem między wszechobecnym, śnieżnobiałym piaskiem. Z usypanych gdzieniegdzie kopców w regularnych odstępach wznosiły się wykonane z metalu drzewa, których gałęzie „rosły” ku górze, wijąc się wysoko nad ich głowami. Srebrzyste liście połyskiwały jasno, jakimś niesamowitym, magicznym sposobem poruszane powiewem chłodnego wiatru. Od czasu do czasu nieopodal ciemnej dróżki można było dostrzec metalową ławeczkę, czekającą na znużonego spacerem podróżnika. Na gałęziach niektórych drzew zawieszone zostały huśtawki, na innych, nieco większych, wzniesiono konstrukcje przypominające domki do zabawy dla dzieci. Gdzieniegdzie widać było krzaki metalicznych róż, ogrodzone niskim płotkiem, najwyraźniej by „zabezpieczyć” je przed potencjalnym zerwaniem. Dalej, pod lewą ścianą, sklepiającą ogromną jaskinię, rozciągało się spore jeziorko z krystalicznie czystą wodą, z którego wypływał niewielki strumyczek, ciągnący się nieopodal równolegle do jednej z odnóg głównej ścieżki. W samym centrum jaskini wykonany rękoma czarnomagów wznosił się, ogromny posąg przedstawiający figurę mężczyzny. Stał z dumnie uniesioną głową i rozłożonymi w powitalnym geście rękoma, spoglądając z delikatnym uśmiechem ku Rosherowi i Arelli.

Strażniczka przestudiowała każdy detal otaczającego ich krajobrazu, zatrzymując wzrok na statule.

— Nie trafiłam jeszcze na ten sektor podczas niszczenia portali — rzekła cicho, skupiona na twarzy odwzorowanej w metalu postaci.

— To park.

— Ich miejsce wypoczynku. I czci… Ale nie czci dla Azarath.

— Trudno im się dziwić. Azarath nienawidziła czarnomagów. — Rosher przeszedł na ciemną ścieżkę i ruszył nią w stronę przeciwnego krańca jaskini. Arella niespiesznie ruszyła za nim.

— Tak sądzą czarnomagowie. Nikt nie wie, jak było naprawdę.

— Czyż to wszystko, co nas otacza, nie jest dowodem, moja droga pani?

— Poniekąd. Lecz tak, jak nie wierzę, że Azarath była boginią, tak nie uwierzę w historię, wymyśloną przez czarnomagów. Każdy kłamie na swoją korzyść.

Podeszła bliżej posągu, zatrzymując się zaraz u jego stóp. Diablokrwisty, usłyszawszy jak kroki cichną, również się zatrzymał. Odwrócił się w stronę ogromnego mężczyzny i spojrzał ku górze. Czarnomag, tak samo jak wcześniej, wyciągał dłonie w stronę wejścia do sektora i uśmiechał się, by ciepło przywitać każdego przybywającego maga. Poły szaty owijały się ciasno wokół nóg, jakby z boku na posąg wiał silny wiatr.

— Być może jest gdzieś w tym wszystkim drobne ziarno prawdy, lecz nigdy się tego nie dowiemy. Zresztą, nie znam zbyt dokładnie tej przeciwnej wersji legendy o stworzeniu wymiaru. W oficjalnej o żadnym czarnomagu nie ma nawet słowa.

— A czy zechciałabyś ją poznać, moja wspaniała Strażniczko?

— Nie nazywaj mnie „Strażniczką”. Czuję drwinę w twym głosie.

— Wybacz — mruknął, spoglądając na nią.

Gęste, sięgające pasa włosy drżały lekko pod wpływem sztucznie wytworzonego wiatru. Zadzierała głowę ku górze, badając rysy przedstawionego w metalu czarnomaga. Nie zareagowała na przeprosiny półdiabła, zdając się zupełnie go ignorować. Rozmyte spojrzenie wskazywało na głębokie zamyślenie, które bardzo często odrywało kobietę od rzeczywistości na długie minuty. Gdy już zdawało się, iż się nie odezwie, przemówiła cicho:

— Kim on był?

— Przewodził grupie czarnomagów, która była tu podczas tworzenia wymiaru, lub raczej tego, czym dziś jest. To pośrednio dzięki niemu i jego ludziom na Azarath można wyczuć tę niezwykłą, życiodajną energię. Nazywał się Nessler Fortihex.

— Czarnomagowie z Sanktuarium traktowali go jak boga?

— Bardziej jak przewodnika. Nie modlili się do niego ani go nie czcili. Posąg został postawiony tylko w celu zachowania postaci Nesslera w pamięci przyszłych pokoleń. Gdyby nie jego starania, na Azarath nie byłoby dziś żadnego czarnomaga.

— Co mówi historia? — Nadal na niego nie patrzyła, jednakże doskonale zdawała sobie sprawę, iż jest obserwowana. Rosher to wiedział, lecz nie mógł w żaden sposób wymusić na niej zmiany postawy. Umyślnie ignorowała natarczywe spojrzenia, choć w tej chwili dodatkowo była rozproszona własnymi myślami, coraz głębszymi i odleglejszymi. Fioletowe oczy mętniały. Mimowolnie stawała się bardziej zamknięta, dając ku temu sygnały mową ciała, którą Rosher wręcz genialnie odczytywał. Miał to w genach, rozumiejąc znaczenie najdrobniejszego gestu Arelli. Oprócz niego istniał tylko jeden człowiek, potrafiący tak dobrze rozszyfrować tę wiecznie zamkniętą w sobie kobietę.

— Z ksiąg jakie pozostały w Sanktuarium można wyczytać, że po ustabilizowaniu się obecnej na wymiarze magii, Azarath nakazała Nesslerowi i jego ludziom opuścić wymiar. Ponieważ jednak czarnomagowie nie mieli się dokąd udać, ich przywódca, sprytny i rozmyślny mężczyzna, poprosił władczynię białomagów o jedną, niezwykłą rzecz. Czas. I ponoć go otrzymał. Dokładnie dwa pokolenia. — Rosher uśmiechnął się z zadowoleniem, wznosząc szkarłatne oczy ku dumnej twarzy Nesslera Fortihexa.

— Ale pozostali tu do dziś.

— Czarnomagowie zostali oddzieleni od ludu Azarath, by uniknąć „mieszania się”

krwi. Nie było wtedy tajemnicą, że władczyni przez wiele lat przed przybyciem na nowe tereny dokładnie selekcjonowała magów, których chce ze sobą zabrać. Pragnęła, by stworzona przez nią rasa po latach stała się czymś niezwykłym, na wzór aniołów. Nie mogła więc pozwolić, by dzieło jej życia przepadło, zanieczyszczone krwią ludzi Fortihexa. Wydzieliła dla nich niewielki segment miasta, tuż przy krawędzi wymiaru, jak najdalej od Świętej Wieży i zakazała swoim ludziom zapuszczać się w tamte rejony. Był tylko jeden czarnomag, który mógł swobodnie przemieszczać się po całym Azarath. Fortihex należał bowiem do dziesiątki osób, zarządzających wymiarem pod pieczą jedynej władczyni. I to właśnie on przyczynił się do późniejszego zniweczenia jej planów...

— Skoro Azarath nie chciała w swym nowym mieście czarnomagów, po co w ogóle zaprosiła do swojej grupy Nesslera Fortihexa?

— Potrzebowała pomocy jego ludzi do wytworzenia aury mocy na wymiarze oraz do wzniesienia miasta. Sama dobrze wiesz, że są dziedziny magii w których białomag nie może zastąpić czarnomaga. Jedne surowce mogą być tworzone i modelowane tylko za pomocą białej energii, inne z kolei wyłącznie przy użyciu czarnej. Azarath nie mogła obyć się bez pomocy ludzi Fortihexa i od początku była tego świadoma. Inaczej nigdy nie pozwoliłaby żadnemu czarnomagowi postawić nogi na swojej świętej ziemi.

— Nie wierzę, by Fortihex zgodził się jej pomóc, nie znając wcześniej warunków umowy. Połowa faktów jest zmyślona, bądź któreś z nich kłamało. I to w wielu kwestiach — mruknęła, nadal sceptycznie nastawiona do opowieści. Nigdy nie wierzyła w podobne legendy, bowiem doskonale znała mechanizm ich powstawania. Gdyby mnisi usłyszeliby dziś słowa Strażniczki, przyznającej się do niewiary w Azarath, straciliby całkowicie zaufanie do swej władczyni. Wszystkie starania zabezpieczenia miasta i dobrania odpowiedniej grupy ludzi do Rady, ległyby w gruzach. Rosher mógłby dokonać tego z łatwością, jeśli tylko by zechciał. Nie przyszedł jednak jej zaszkodzić. Czego więc innego tu szukał?

— Legenda mówi, że był zakochany. Zatracił serce dla kobiety, którą później Azarath mianowała pierwszą Kapłanką. Dla niejakiej Silvy Quinveren.

Arella zmarszczyła brwi, wyrwana niejako ze swoich rozważań. Wróciła myślami do wrót wejściowych Sanktuarium, śledząc pamięcią obrazy zamieszczone w kwaterach.

— Ona odwzajemnia jego uczucie. Razem dopuszczają się zdrady...

— "Zdrada" to dość śmiałe określenie, jednak masz sporo racji. Władczyni na łożu śmierci spisała dokument, nakazujący wszystkim czarnomagom opuścić wymiar po upływie dwóch pokoleń. Miała świadomość, że słowa są nietrwałe i nie mogła pozwolić, by zapomniano o jej nakazie. W zaufaniu przekazała dokument pierwszej Kapłance, jako swojej następczyni. Silva pokazała pergamin Nesslerowi i razem spalili go. Ponoć rozrzucili proch na balkonie na dziesiątym piętrze Wieży, a wiatr poniósł go daleko poza krawędź wymiaru.

— Hm. — Arella spuściła głowę, niemal opierając ją na piersi. Po ostatnich słowach diablokrwistego zdawała się nabrać sporego dystansu do całej historii, jakby owy wątek spisku zakochanych magów wprawił ją w ironiczny nastrój. — Wierzysz w tę opowieść?

— Nessler stoi przed nami, a to na pewno o czymś świadczy — odparł niejasno, a uśmiech na jego twarzy poszerzył się nieznacznie.

— Ludzie tworzą czasem legendy z zupełnie prozaicznych rzeczy. Niektóre sytuacje urastają do rangi cudu, choć tak naprawdę są wynikiem ciężkiej pracy bądź przypadku. Azarath z pewnością była silnym i wybitnym magiem, lecz nie wierzę w jej boskie pochodzenie. — Zrobiła krótką pauzę, po czym odrywając pusty wzrok od żwiru pod stopami, spojrzała w końcu na diablokrwistego z obojętnym wyrazem twarzy. Jej oczy wyrażały jednak pewien smutek, choć ton kolejnych słów na to nie wskazywał. — Ja też przed tobą stoję, a to nie świadczy o niczym. Jedyną plotkę, którą mógłbyś potwierdzić na mój temat, to fakt, że żyję. Nie jestem jednak ani wysłannikiem boga, ani też żadnym aniołem. Potwierdzić to możesz nie tylko ty, ale również wszyscy byli członkowie, którzy odeszli i zapewne słyszeli niejedno o "Strażniczce".

Diablokrwisty nic nie powiedział na te mocne słowa. Z przylepionym uśmiechem na suchych, ciemnych ustach odwrócił się na pięcie i ruszył dalej ścieżką, oddalając się od posągu w stronę przejścia za sektorem. To tam wyczuwał aurę mocy bijącą silnie od portalu. Arella ruszyła za nim, rzucając ostatnie spojrzenie na twarz Nesslera. Dziwne światło, roztoczone przez nią w sektorze, zanikało za plecami wracając do ciała Strażniczki w postaci smug białej energii, niczym dywan zwijający się za kroczącą po nim postacią.

Średnia ocena: 4.9  Głosów: 7

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (11)

  • Pasja 28.06.2018
    Witam
    Wpatrywał się gdzieś w głąb sektora. Zarzucił na głowę kaptur i zatknął ręce w kieszenie szaty... jego zainteresowanie budzi niepokój

    Stał z dumnie uniesioną głową i rozłożonymi w powitalnym geście rękoma, spoglądając z delikatnym uśmiechem ku Rosherowi i Arelli... piszesz tak, jakby byli żywymi, a nie posagąmi.

    Lecz tak, jak nie wierzę, że Azarath była boginią, tak nie uwierzę w historię, wymyśloną przez czarnomagów. Każdy kłamie na swoją korzyść... można to podpiąć pod zdradę
    Być może jest gdzieś w tym wszystkim drobne ziarno prawdy, lecz nigdy się tego nie dowiemy... tajemnice?

    Oprócz niego istniał tylko jeden człowiek, potrafiący tak dobrze rozszyfrować tę wiecznie zamkniętą w sobie kobietę... czyżby Nessler Fortihex?

    Sama dobrze wiesz, że są dziedziny magii w których białomag nie może zastąpić czarnomaga... ciekawa konkluzja i wyższość czarnomagów.
    Gdyby mnisi usłyszeliby dziś słowa Strażniczki, przyznającej się do niewiary w Azarath, straciliby całkowicie zaufanie do swej władczyni... Rosher może to wykorzystać.

    Kończysz w takim momencie. A myślałam, że coś się pomiędzy nimi wydarzy.
    Pozdrawiam i miłego popołudnia
  • Kim 29.06.2018
    Wiele tajemnic stoi za podwalinami religii mieszkańców wymiaru nazwanego na cześć jego stworczyni- Azarath. Od pokoleń krąży o Azarath(bogini) wiele historii, lecz oficjalna wersja stawia ją w najkorzystniejszym świetle.

    Nessler natomiast żył jeszcze w czasach tworzenia wymiaru i pomagał Azarath. Był czarnimagiem. To co rozgrywa się teraz ma miejsce tysiące lat później.

    Obiecuje, że na pewno wrzucę kolejną część:)
    Pozdrawiam bardzo ciepło! Dziękuję za wizytę i komentarz :)
  • Karawan 28.06.2018
    Kazanie Czepialskiego;

    Złożył wielkie dłonie na wrotach i pchnął, zapierając się na nogach. (zapierając się o ziemię nogami – o coś czymś)

    wysokości ponad dwudziestu metrów. (a skąd to wiadomo skoro następne zdanie temu przeczy? Może coś zmienić?)

    usłyszawszy jak (moim zdaniem usłyszawszy, że cichną, a nie jak cichną)

    Jak zwykle pięć pszePani ;)
  • Kim 29.06.2018
    W pierwszym masz rację, w drugim tez jeszcze większą(najpierw zobaczyła sklepienie a potem tylko ścieżkę! Ha!), trzecie tez jak najbardziej rozważę! Poprawię jak tylko znajdę dłuższą chwile, lecz dziś będzie ciężko!

    Dziękuję Wozu za uwagę w czytaniu, wylapanie błędów i za wszystko inne! Pozdrawiam jak zwykle!
  • Ozar 28.06.2018
    Akcja się rozwija tak, że czytający zaczyna mieć wątpliwości co do boskości Azarath, mi to wygląda raczej na zazdrosną władczynie, a nie boginię. A do tego w zasadzie mieszanina kłamstw i propagandy (skąd my to znamy!!!). A zresztą napisałaś "na łożu śmierci" - boginie w większości sa nieśmiertelne, co przeczy boskości tej pani. Historia w tej chwili przesycona jest bardziej propaganda i niewyjaśnionymi niby prawdami dużo bardziej niz chocby magią. W zasadzie mamy więcej pytań, niz odpowiedzi, co czy dalsza cześć jeszcze ciekawsza 5 + i czekam na c.d.
  • Kim 29.06.2018
    Zazdrosna władczyni.. Coś w tym jest ;) masz nosa. No i to łoże śmierci! Hehe.

    Dziękuję ślicznie, Ozar za komentarz. Ma dusza się raduje, iż przypadło do gustu. Ściskam i życzę miłego piąteczku, piątunia, piątuniuniunia!
  • Elorence 09.07.2018
    Azarath to głupia baba. Przypomina mi normalnie Malfoy'a, a nawet to chyba Voldemorta. Chociaż postąpiła dość łagodnie, to i tak nie zmienia faktu, że była głupią idiotką, która pragnęła mieć władzę, a im więcej jej miała, tym bardziej było jej mało. Niedobra, zawistna idiotka. A teraz wszyscy robią z niej wielką boginię i wpisują w księgi jakieś brednie. Cyrk na kółkach.
    Liczę, że Strażniczka przejrzy na oczy i coś zmieni, a tym bardziej w historii. No i Rosher, mam nadzieję, że ktoś go wreszcie doceni :)
    Pozdrawiam, Kim :)
  • Elorence 22.07.2018
    Uwaga! Komunikat!
    Ogłaszamy tworzenie nowego projektu TW 3.0!
    Wszystkich zainteresowanych zapraszamy jutro (poniedziałek, 23.07.2018) do wątku "TW 2.0". Obrady rozpoczną się między godziną 19 a 20.

    PS: Przepraszam za spam :)
  • Kim 17.08.2018
    Spoko :) To ja przepraszam za moją niezwykle długą nieobecność
  • Agnieszka Gu 12.09.2018
    Ok, ogarnęłam :) Lubię ten klimat. To nie jest jakieś tam fantasy ale opowiadanie z klimatem, duszą... Przemyciłaś tu tyle szczegółów, niuansów, że robi sie to coraz ciekawsze :)
    I co dalej? :)
    Pozdrowionka :))
    PS. Wietrzę jakiś dziki romans miedzy Rosherem a Strażniczką ;)
  • Kim 04.10.2018
    Niezmiernie mi miło czytać coś takiego :) Cieszę się, że wychwyciłaś tu klimat i zwracasz uwagę na szczegóły, których momentami nie potrafię nie opisać, gdy mam wszystko przed oczami. Bardzo dziękuję, za komentarz, Agnieszko <3
    Pozdrowionka :))
    Ps. Mhmhmhm! Nic nie mogę zdradzić! ;)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania