KRYPTONIM: „ZŁOTY MOTYL”
OBSADA:
Kapitan Jan Kaniowski – elegancja, popielaty prochowiec, chłodne spojrzenie i nieodłączny papieros Pali. Za fasadą brawury kryje się rosnące zmęczenie grą, w której zasady zmieniają się co noc.
Porucznik Mieczysław Jaszczuk – regulaminowy tradycjonalista, który pod czujnym okiem Kaniowskiego zaczyna nabierać cynicznego szlifu. Wciąż jednak skrupulatnie rozlicza każdy litr paliwa.
Porucznik Ewa Grzejszczak – wybitny analityk i filar zespołu. Jej zimna krew i zdolność czytania między wierszami raportów sprzątają bałagan po panach.
Major Henryk Zubrewicz – przełożony balansujący na krawędzi dyplomatycznego fiaska.
SCENA 1: TEATR WIELKI, WARSZAWA – NOC
Kurtyna dawno opadła, ale na widowni wciąż panuje ruch. Przed fotelami pierwszego rzędu leży mężczyzna w smokingowym garniturze. Obok puste opakowanie po leku na serce i przewrócony kieliszek szampana.
Kaniowski stoi nad ciałem, powoli wypuszczając dym w stronę złoconego sufitu. Jaszczuk kuca przy zmarłym, skrupulatnie wpisując dane do formularza.
– Dyrektor Państwowej Agencji Prasowej, Wiktor Strzelecki – recytuje Jaszczuk z dumą. – Zawał serca. Lekarz pogotowia podpisał wstępne rozszerzenie. Wszystko czyste. Pan Strzelecki chorował na wieńcówkę od trzech lat.
– A te ślady po pudrze na jego klapie, Mieciu? – Kaniowski wskazuje czubkiem eleganckiego buta na ramie marynarki denata. – I brak złotego sygnetu z rubinem, z którym nie rozstawał się na żadnym oficjalnym przyjęciu?
Ewa wyłania się zza kulis, trzymając w dłoniach mały, mosiężny program spektaklu.
– Strzelecki nie oglądał baletu sam – mówi cicho Ewa. – Loża numer 4 była zarezerwowana na dwa nazwiska. Drugie bilety wykupiła obywatelka Francji, niejaka Monique Laurent. Opuściła teatr piętnaście minut przed końcem aktu, wezwawszy uprzednio taksówkę z pod podjazdu.
Jaszczuk podnosi wzrok, mrużąc oczy.
– Francuzka? To sprawa dla dyplomacji, nie dla nas! Jeśli zaczniemy węszyć wokół cudzoziemców, Major nas powiesi za nogi!
– Nie powiesi, jeśli to ona podała mu nitroglicerynę w podwójnej dawce – odpiera chłodno Kaniowski. – Jedziemy do hotelu Victoria.
SCENA 2: GABINET MAJORA ZUBREWICZA – PORANEK
Zubrewicz nie pije dzisiaj kawy. Jego biurko zasypane jest depeszami z prokuratury i MSZ.
– Kaniowski! Jaszczuk! – rzuca twardo od progu. – Ambasada Francji złożyła protest! Twierdzą, że nękacie ich obywatelkę bez twardych dowodów!
– Panie majorze – Ewa kładzie na biurku analizę toksykologiczną. – W krwi Strzeleckiego znaleziono substancję, która w połączeniu z jego lekiem wywołuje natychmiastowe zatrzymanie akcji serca. To nie był zawał. To była egzekucja.
Zubrewicz zamiera z dłonią na słuchawce telefonu. Spogląda na Kaniowskiego, który niewzruszenie przypala kolejnego papierosa.
– Czego szukała u dyrektora agencji prasowej? – pyta cicho Major.
– Nie u niego – odpowiada Kaniowski. – Szukała wykazu tajnych szyfrów telegraficznych przesyłanych do placówek na Zachodzie. Monique Laurent to „Złoty Motyl” – kurierka przemycająca informacje dla zachodnich wywiadów. Ale nie działa sama. Musi mieć w Warszawie kogoś, kto otworzy jej drzwi do sejfu.
Jaszczuk prostuje się gwałtownie.
– Jeśli mam być szczery, Majorze... Sprawdziłem rezerwacje w Victorii. Pokój obok Francuzki wynajął wczoraj zastępca samego Strzeleckiego, inżynier Krawczyk.
Kaniowski uśmiecha się lekko i patrzy na Jaszczuka z podziwem.
– Zaczynasz myśleć jak milicjant, Mieczysław.
SCENA 3: DANCING W RESTAURACJI „ADRIA” – WIECZÓR
Półmrok, światła reflektorów odbijają się w kieliszkach. Orkiestra gra leniwego jazza. Przy stoliku pod ścianą siedzi elegancka kobieta o ciemnych włosach – Monique. Obok niej nerwowo sączy koniak inżynier Krawczyk.
Kaniowski w ciemnym garniturze i Ewa w olśniewającej, czarnej sukni z odkrytymi plecami udają parę przy sąsiednim stoliku.
– Krawczyk ma przy sobie skórzaną teczkę – szepcze Ewa, udając, że poprawia kolczyk. – Zaraz dobiją targu.
– Gdzie Jaszczuk? – pyta Kaniowski.
– Na zewnątrz. Obstawia wyjście ewakuacyjne z dwoma patrolowymi.
W tym momencie Monique sięga do torebki, wyciągając mały plik zagranicznej waluty. Krawczyk przesuwa teczkę. Kaniowski wstaje powoli, poprawiając mankiety.
– Dobry wieczór państwu – mówi głębokim, aksamitnym głosem, stając nad ich stolikiem. – Przykro mi, ale ten stolik jest zarezerwowany przez Milicję Obywatelską.
Krawczyk zbladł i próbuje zerwać się na nogi, ale Ewa błyskawicznie blokuje mu drogę, wyciągając z torebki pistolet P-64. Monique nie panikuje. Z wdziękiem sięga po swoją kopertówkę... i nagle rzuca zawartością kieliszka w oczy Kaniowskiego!
Kaniowski odchyla się w ostatniej chwili, ale to wystarcza. Francuzka rzuca się w stronę przejścia dla personelu!
SCENA 4: ZAPLECZE I ZAUŁEK – POŚCIG
Monique wpada w wąski, ciemny zaułek za restauracją. Deszcz bębni o blaszane śmietniki. W ręku kobiety błyszczy mały, niklowany rewolwer.
Kaniowski wypada za nią na mokry asfalt, odbezpieczając broń.
– Rzuć to, Monique! Nie masz dokąd uciekać!
Kobieta odwraca się i wypala dwa razy. Pociski rykoszetują od ceglanej ściany tuż obok głowy Kaniowskiego. Kapitan dopada za załom muru.
Monique dopada do zaparkowanego w głębi zaułka Peugeota na zagranicznych numerach. Odpalony silnik już ryczy. Samochód rusza z kopyta prosto na Kaniowskiego!
Nagle z ciemności wyłania się niebieska Nysa milicyjna. Za kierownicą siedzi nikt inny jak Porucznik Jaszczuk.
– Z drogi, Kaniowski! Procedura wymuszonego zatrzymania! – wrzeszczy Jaszczuk przez otwarte okno.
Jaszczuk bez wahania wciska gaz do dechy i taranuje Peugeota w przedni błotnik! Huk giętej blachy niesie się po uśpionej ulicy. Francuski samochód obraca się w miejscu i uderza w latarnię, gasnąc z parsknięciem pary.
Kaniowski dopada do drzwi Peugeota, wyciągając oszołomioną Monique zza kierownicy i zakładając jej kajdanki.
Ewa wyprowadza z zaułka pojmanego Krawczyka.
Jaszczuk wysiada z poturbowanej Nysy, obmacując swoją głowę i patrząc na zgnieciony zderzak służbowego wozu.
– Jaszczuk... – Kaniowski kręci głową z niedowierzaniem, ale na jego twarzy wykwita szeroki uśmiech. – Ty naprawdę skasowałeś nowy samochód z przydziału?
– Wyższa konieczność taktyczna, Kaniowski! – sapie Jaszczuk, poprawiając rozwichrzony krawat. – W protokole napiszę, że to pojazd napastnika najechał na prawidłowo zaparkowany wóz MO!
EPILOG: KOMENDA STOŁECZNA – NASTĘPNY DZIEŃ
Słońce wschodzi nad Warszawą. Major Zubrewicz stoi przy biurku, przeglądając odzyskane tajne szyfry.
– Doskonała robota – mówi Major, chociaż na widok rachunku za naprawę Nysy lekko drży mu powieka. – Ambasada milczy. Krawczyk i Laurent przyznali się do winy. Zostawiacie mi czyste konto.
Ewa uśmiecha się, podając Kaniowskiemu płaszcz.
– Idziemy na kawę, Janek? – pyta Ewa.
– Tylko jeśli Jaszczuk z nami pójdzie – odpiera Kaniowski, spoglądając na Mieczysława z rozbawieniem. – W końcu musi mi opowiedzieć, jak zamierza rozliczyć ten zderzak przed kontrolą finansową.
Jaszczuk podnosi głowę znad papierów, mrużąc oczy, ale po chwili sam wyciąga rękę po papierosa z paczki Kaniowskiego.
– Napiszę, że zderzak uległ zużyciu w wyniku bezpośredniego kontaktu z wrogiem ustroju. Zgodnie z paragrafem czwartym – rzuca Jaszczuk, a wszyscy troje wybuchają cichym śmiechem, wychodząc na słoneczny korytarz.
PLANSZA: KONIEC ODCINKA
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania