Poprzednie częściKukułcza dusza - Rozdział I

Kukułcza dusza - Rozdział III

Dotarcie do zaznaczonego na mapie jeziora zajęło dziewczynce dużo mniej czasu niż się spodziewała. Dwie noce, dwa dnie – co prawda szła bez ustanku, odpoczywając sporadycznie, ale i tak nastawiała się na znacznie dłuższą drogę.

Dziewczynka stała na skraju lasu, który łagodnie opadał w dolinę, gdzie rozciągało się jezioro o nieregularnym, elipsowatym kształcie. Właśnie wstawał świt. Słońce leniwie wychodziło zza horyzontu, oświetlając taflę wody, las, ciągnące się w dal połacie pustej przestrzeni poprzetykanej pojedynczymi zbiorowiskami drzew. Dalej majaczyły wysokie szczyty gór nadal pogrążone w sennej szarości o odcieniach błękitu. Z tej perspektywy świat zdawał się być ogromny i nieskończony, a dziewczynka poczuła się jak mrówka, niewielki pyłek. Lis, również wpatrzony w ten widok, być może myślał podobnie, lecz z jego pyszczka nie dało się wyczytać żadnych emocji.

Dziewczynka powoli zaczęła schodzić w dół, podążając starą, niemalże całkowicie zarośniętą ścieżką. Pokonując kolejne metry zauważyła, że nad dalszym brzegiem jeziora wznosi się niewielki budynek. Nie były to marmurowe ruiny, które zostawiła za sobą, a niewielka chatka o ciemnym, spiczastym dachu. Natychmiastowo przyciągnęła jej uwagę. W głowie pojawiły się liczne słowa, skojarzenia. Zaczęła iść szybciej, maszerować, aż w końcu rozpędziła się i zaczęła biec. Zboczyła ze ścieżki, brnęła przez krzaki, trawę, parę razy potykała się, niemalże się przewracając, lecz ani trochę jej to nie spowolniło. W końcu pędziła wzdłuż jeziora, gdzie gleba była błotnista, lecz i to jej nie spowolniło. Skręciła gwałtownie przy samotnym drzewie przy brzegu, trafiła na solidną, kamienną dróżkę. Tu nieco zwolniła, łapiąc oddech i nieco studząc emocje. Lis cały czas podążał za nią, a przy samej chacie wysunął się naprzód, ostrożnie okrążając budynek i intensywnie węsząc. Dziewczynka zbliżyła się do zielonych, solidnych drzwi. Przedtem zajrzała w okna, lecz zasłonięto je matowymi zasłonami, skrzętnie skrywając wnętrze. Zastanawiała się, co właściwie powinna zrobić. Zapukać, otworzyć, a może nie ryzykować i po prostu odejść? Nic bowiem nie wiedziała ani o ludziach, ani o elfach, ani o żadnych innych inteligentnych stworzeniach. Lis zbliżył się, ocierając się o jej nogę, jakby chciał jej pomóc podjąć decyzję. Wnet drzwi otworzyły się, nie wydając prawie żadnego dźwięku. Dziewczynka wystraszyła się i niemalże straciła równowagę, lecz udało jej się nie wywrócić. Z tego wszystkiego chwilę jej zajęło dostrzeżenie, że w progu stoi wysoki mężczyzna o siwej brodzie i naznaczonej zmarszczkami twarzy o nieco nieobecnym, acz łagodnym spojrzeniu. Dziewczynka patrzyła w niego jak wryta, nie mogąc ani oderwać wzroku ani wydusić z siebie żadnego wzroku. On zresztą też milczał i stali tak przez chwilę, która zdawała się wiecznością, pogrążeni jakby w transie. W końcu mężczyzna oprzytomniał i odezwał się cichym, śpiewnym głosem, który zupełnie nie pasował do jego postury.

– Skąd przybywasz? – zapytał.

Dziewczynka nie umiała odpowiedzieć, a nawet jeśli to i tak nie była w stanie się wówczas odezwać. Patrzyła tylko na mężczyznę, stojąc jak słup soli, zupełnie oniemiała i zamknięta w sobie.

Mężczyzna spojrzał na siedzącego u jej boku lisa. Ten nieznacznie kiwnął główką, jakby chciał coś przekazać.

– Rozumiem – powiedział jakby do siebie. – Tak, wybacz me pytanie… Zapewne przyszłaś z lasu, być może znad samej Wielkiej Wody. Z nikąd indziej przyjść nie mogłaś. Nikt nie przychodzi nad to jezioro, nikt nie przemierza tych lasów…

Dziewczynka poczuła, że mężczyzna trochę inaczej na nią patrzy. Jego wzrok nadal był łagodny, lecz znacznie żywszy, pełny energii. Zrobiła krok naprzód, chciała coś powiedzieć, lecz on ją ubiegł.

– Proszę, wejdź do środka. Zapewne jesteś zmęczona. Masz za sobą, jak mniemam, długą drogę. By przyjść tutaj, do tej chaty… Z pewnością potrzebujesz pomocy.

Dziewczynka kiwnęła głową, chcąc przyznać mu rację, lecz ten zdążył się już odwrócić i po chwili zniknął w nienaturalnie ciemnym wnętrzu, zastawiając za sobą otwarte drzwi. Spojrzała na lisa, jakby chcąc, by dodał jej odwagi i w końcu ruszyła, podążając w ślad za mężczyzną.

W chacie panował półmrok. Wszystkie okna zasłonięto matowymi, ciężkimi zasłonami, a jedynym źródłem światła była samotna świeca usadowiona na stoliku w samym centrum chaty. Dziewczynka zaczęła się rozglądać, a jej oczy szybko się przyzwyczaiły do słabego oświetlenia. Na prawo stało łóżko, a obok regał obłożony księgami i różnymi rupieciami. Stamtąd rozciągał się szary, szorstki dywan, który kończył się przy przeciwległej ścianie, zajmując prawie całą podłogę. W centrum, zaraz za stolikiem ze świecą, był kominek – obecnie zgaszony. Dalej, na lewo od niego, była część kuchenna, gdzie w kącie stał lichy piecyk otoczony szafkami i regałami, na których ustawiono kawałki sera, związane w pęki zioła i wiele innych rzeczy, których dziewczynka nie była w stanie nazwać. Stał tam też wielki, brązowawy fotel, który zdawał się nieco zapadać po wielu latach użytkowania.

Tymczasem mężczyzna podchodził po kolei do każdego z okien, odsłaniając zasłony, a następnie zgasił samotną świecę, której przeznaczenie było dla dziewczynki zagadką.

– Masz imię? Nazywasz się jakoś? – powiedział ni stąd ni zowąd mężczyzna.

Dziewczynka zastanawiała się, co powiedzieć, ale w końcu po prostu zaprzeczyła ruchem głowy, nie wiedząc, czy zwykłe „nie” to odpowiednie słowo.

Starzec spojrzał na lisa, lecz ten siedział spokojnie, nie ruszając się choćby o milimetr.

– Ach, to bardzo niefortunne… – mówiąc to, podszedł do jednego z regałów i sięgnął po gruby, stary tom, z którego sypał się kurz. – Wiesz, być może się domyślasz, że warto się jakoś nazywać. Każda istota, rzecz, wszystko ma imię. Ty też masz, ale go nie znasz, a ja nie potrafię go odgadnąć. Mogę ci jednak jakieś nadać. Tymczasowe – aż znajdziesz prawdziwe. Księgi dużo o tym mówią, wiesz? Ach, wyglądasz na tak zagubioną…

Po tym zaczął mruczeć coś pod nosem, pogrążając się w lekturze, a dziewczynka bez pytania usiadła na łóżku. Było ono miękkie i dziwnie zimnie – zupełnie jakby od dawna nikt w nim nie spał.

– Gdzie to było, gdzie to było… – mówił mężczyzna. – Ach! – podniósł głos. – Znalazłem! Lis, ten twój lis… Ciągle o nim myślałem. Przyciąga wzrok, pobudza duszę. To wielka istota, bardzo mądra, bardzo szlachetna. Dobrze, że się tobą opiekuje… Ale wracając: lis! Lisica! Nazywać się będziesz Huli.

Dziewczynka nie słuchała go z wielkim zaangażowaniem, lecz to ostatnie słowo zdawało się w dziwny sposób rezonować z jej umysłem.

– Odpowiada ci to imię? – zapytał starzec z wyraźną troską w głosie. – To bardzo ważne. Wiele od tego zależy. Jeśli to nie to – poszukam, wymyślę coś. Mam dużo czasu.

Huli – z wielką starannością i ostrożnością powtórzyła dziewczynka. – Huli – powiedziała raz jeszcze, tym razem głośniej, z większą pewnością. – Podoba mi się – przyznała, zdobywając się na delikatny, ledwie widoczny uśmiech.

Mężczyzna podszedł i uklęknął przed nią. Ich twarze znajdowały się naprzeciw siebie. Dziewczynka, nieco speszona, szybko odwróciła wzrok, lecz mężczyzna uparcie wpatrywał się w jej szare oczy.

– Tak, te oczy… One wszystko mówią – powiedział jakby do siebie. – A więc witaj w mym domu, droga Huli. Do niczego cię nie namawiam, ale wiedz, że możesz tu spędzić tyle czasu, ile tylko zechcesz.

Dziewczynka kiwnęła głową, a mężczyzna wstał. Lis w międzyczasie wślizgnął się pod łóżko, zostawiając za sobą wystającą rudą kitę.

– Nic o tobie jeszcze nie wiem, ale jestem niemalże pewien, że ty wiesz równie mało – powiedział, opierając się prawą ręką o stolik. – Spróbuję cię nauczyć paru rzeczy. Przede wszystkim będziemy rozmawiać. Tam, w krainach ludzi i elfów, słowa decydują o przeżyciu, więc nie pozwolę ci odejść milczącej.

Huli nie do końca wiedziała, o co właściwie mu chodzi, lecz była bardzo chętna do nauki. W głowie gotowały jej się setki słów, lecz zupełnie nie wiedziała jak sobie z nimi radzić, jak tworzyć z nich zdania, jak mówić, to co chce powiedzieć. Starzec wydawał się jej być nieco dziwnym, tajemniczym człowiekiem, lecz praktycznie od pierwszego spojrzenia zaczęła mu ufać. Teraz, gdy nadał jej imię – zupełnie inne od wszystkich słów, które znała – była już pewna, że zamieszkanie z nim przyniesie jej tylko korzyści i zbliży ją do odkrycia siebie.

– Tak, powinienem się przedstawić… – powiedział w końcu mężczyzna. – Możesz na mnie mówić Ferse. Nie jest to co prawda imię pasujące do duszy, tak jak twoje, ale na potrzeby rozmów sprawdzi się odpowiednio.

– Ferse – powtórzyła Huli, a wypowiedziane przez nie słowo brzmiało sucho i zwiewnie.

 

***

 

Huli spała w łóżku, a starzec gdzieś wyszedł, mówiąc by nie przejmowała się jego nieobecnością. „Chata jest bezpieczna i żadne obce moce nie mają tu wstępu”, powiedział na pożegnanie.

Zdanie to krążyło w jej głowie, to przyjmując mocniejsze brzmienie, to słabnąc, aż w końcu całkiem zniknęło. Czuła się jakby spadała, jakby na jej ciało oddziaływał wielki ciężar, a jednocześnie coś spod spodu ją wypychało. Trwała tak w ciszy, pogrążając się w coraz głębszym śnie, aż w końcu opuściło ją to uczucie, ustępując miejsca cichemu, pełnemu troski głosowi.

„Wszystko w porządku, będziesz bezpieczna”, mówił jakiś mężczyzna. Widziała tylko ciemność, lecz zdawało jej się, że dostrzega zarysy twarzy, jakiś obcy, okrągły kształt i przygaszone światło gdzieś z tyłu.

„Wybrano cię – to wielki zaszczyt”, kolejny głos, kolejne wspomnienie. Tym razem widziała wyraźnie. Szary, malutki pokoik. Kobieta w białej sukni. Na jej szyi dostrzegła coś metalowego, lecz nie mogła dostrzec kształtu. „To będzie bezbolesna procedura”, mówiła dalej. „Wielki zaszczyt, wielki zaszczyt…”, powtarzała, zalewając się łzami.

„Tato, tato!” – tym razem to był jej głos, lecz brzmiał zupełnie obco. Był pełen energii, delikatny, przepełniony radością. „Tato, tato!”, znów zawołała, lecz tym razem przepełniała ją rozpacz i strach.

„Kowal, syn kowala” – odezwał się ciężki męski głos. „Z dziada pradziada – pechowcy”, na tym się urwał.

Znów ciemność, błogi sen. Huli nic więcej nie widziała ani nie słyszała. Obudziła się o poranku. Wspomnienia nadal wirowały w jej głowie, lecz były dużo mniej wyraźne – zupełnie zatraciły emocje, całkiem się pomieszały i splątywały w jedną masę urywek.

Huli wstała z łóżka, przebrała się w swoją sukienkę. Starca nie było w chacie, a lis smacznie drzemał pośród pierzyn. Zastanawiała się, czy Ferse byłby w stanie cokolwiek odczytać z tego wszystkiego, co przyśniło jej się tej nocy…

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (8)

  • Vespera 5 miesięcy temu
    Historia jest bardzo obiecująca, przyjemnie mistyczna. I jest w niej lis, lubię lisy, niemagiczne też. Ale w tym i poprzednim rozdziale rzuciło mi się w oczy sporo powtórzeń. W wolnym czasie możesz sobie przepatrzeć tekst pod tym kątem.
  • zsrrknight 5 miesięcy temu
    Gdzieś tam z tyłu głowy mam te powtórzenia, ale jestem leniwy i słabo je widzę xd. Piszę na czuja, to co tutaj publikuję to jest po dość szybkiej korekcie, więc można uznać, że jest to trochę nieoszlifowana wersja.
    Na mistyce mi zależy, więc dobrze, że ją czuć.
    Dzięki za komentarz.
  • Vespera 5 miesięcy temu
    zsrrknight Tak, klimacik jest konkretny. A poprawki to ja czasem robię po roku czy dwóch, więc wiem, jak to jest.
  • MKP 5 miesięcy temu
    Dwie noce, dwa dnie - dni
    mogąc ani oderwać wzroku ani wydusić z siebie żadnego wzroku. - obstawiam, że chodziło o słowa

    Atmosfera tajemniczości nadal robi robotę 👍
  • zsrrknight 5 miesięcy temu
    dzięki za wyłapanie błędów
  • Pismo Nosem 5 miesięcy temu
    – Masz imię? Nazywasz się jakoś?
    Gdy dziewczynka powie "Nie." Masz materiał, który możesz rozwinąć. Mężczyzna zrozumie, to "Nie" jako jej imię, albo dla żartu uda, że tak to zrozumiał. Zyskujesz dodatkowy element dla rozwinięcia jego charakteru.
  • zsrrknight 5 miesięcy temu
    pomysł niezły, ale nie wiem czy chciałbym wrzucać tu taki żart xd
  • droga_we_mgle 2 miesiące temu
    Bardzo baśniowy klimat - również dosłownie, czytając mam skojarzenia z najróżniejszymi baśniami.

    Kiedy Huli dostała imię po lisicy, przypomniała mi się Louve z "Thorgala" - już wiem, jak sobie wyobrażać główną bohaterkę :)
    (często mój umysł tworzy obraz bohatera na podobieństwo kogoś, kogo już znam, nawet jeśli kłóci się to trochę z jego oryginalnym opisem... pomaga mi "oswoić" postać)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania