Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
Lekcja pokory – 13. Samiec alfa
Próbował skupić myśli na wątku Nadii i Doriana, ale tego dnia wszystko w jego głowie kręciło się wokół Tomka. Każda myśl o synu odbijała się rykoszetem, by ostatecznie wrócić do romansu z Anią – tematu, który stał się już pewnie gorącą plotką większości szkoły, a przynajmniej tej części, która potrafiła najostrzej kłapać dziobami.
Siedział w pokoju nauczycielskim z wyczulonymi zmysłami, próbując wyłapać choćby najdrobniejszy podtekst, spojrzenie czy cień sugestii na temat jego zażyłości z Anną. Jednak od rana jedynym, co przebijało się przez szum rozmów, był temat ojczyma Nadii i Doriana. Dyskusja gładko przeskoczyła na kanał informacyjny, by ostatecznie ugrzęznąć w planach na Boże Narodzenie i narzekaniu na pogodę. Panowała męcząca normalność. Tutaj nic nie zwiastowało nadchodzącego upokorzenia.
Adam wstał z krzesła, czując przeszywający chrzęst zastanych kości. Podszedł do ekspresu, gdzie stał już Maciek – młody trener szkolnej reprezentacji piłki nożnej.
– Cześć, jak tam? – zagaił niby mimochodem Adam. Postawił filiżankę i wcisnął przycisk, a po chwili pokój wypełnił szum kawy płynącej z podwójnej wylewki.
Maciek obojętnie wzruszył ramionami, robiąc kwaśną minę. Nie musiał nic mówić. Wszyscy wiedzieli, że nagłe zniknięcie Doriana tuż przed mistrzostwami to dla drużyny spora strata. Właśnie sypał się plan na najważniejszy turniej sezonu.
– Nie da rady... przywrócić jakoś Kraszewskiego? – zapytał Adam. Tym razem nie było w tym chłodnej kalkulacji; w jego głosie pobrzmiewała autentyczna troska, której sam się u siebie nie spodziewał.
Maciek cicho parsknął pod nosem i upił łyk kawy.
– Przywrócić? Żartujesz sobie? – fuknął, kręcąc głową z niedowierzaniem.
Adam nie odpuszczał. Czuł piekący ucisk w klatce piersiowej – dobijała go świadomość, że zrobił z Doriana kozła ofiarnego, podczas gdy prawdziwe zło działo się pod jego własnym dachem.
– Daj spokój, Maciek. Dwa skręty? Przecież to dzieciak. Nie gadaj, że sam w jego wieku byłeś święty.
Trener odstawił kubek i skupił na nim całą swoją uwagę. Patrzył na Adama, jakby widział go pierwszy raz w życiu.
– To narwany łobuz, ale niegroźny – kontynuował Adam ciszej, niemal błagalnie. – Przemyśl to. Możemy mu zniszczyć przyszłość przez jeden wybryk. Chcecie wygrać te mistrzostwa, czy nie?
Ten widok kłócił się z obrazem pewnego siebie samca alfa, przewodnika stada i etatowego łamacza damskich serc. Dorian siedział na ławce nieopodal boiska zupełnie sam, skulony i wyobcowany, jakby nagle stał się odpadkiem w tym szkolnym ekosystemie.
Adam podszedł dyskretnie, z rezerwą obserwując jego reakcję.
– Wstawiłem się za tobą u trenera… – zaczął, na co chłopak tylko smętnie poruszył głową, ale jej nie podniósł.
– Jeszcze w tym tygodniu wrócisz na treningi. Co jest? Liczyłem na większy entuzjazm.
Dorian wbił w niego oskarżycielski wzrok, a jego szczęka wyraźnie drżała pod uciskiem zębów. Walczył. Poskramiał demony. Trzymał fason, choć toczył wewnętrzną walkę o każdy, opanowany oddech.
– Mam teraz panu dziękować? Rozjebał mi pan życie. Stary prawie wyrzucił mnie z chaty.
Adam przerzucił wzrok na czubki swoich butów. To był nie tylko wstyd – miał wrażenie, że ktoś chlusnął mu w twarz kubłem lodowatej wody.
– Źle cię oceniłem, przepraszam. Odpuszczam. Niech to będzie moja lekcja pokory – mówił szczerym i skruszonym tonem.
Dorian uśmiechnął się krzywo, niemal kpiąco. W tej surowej, chłopięcej twarzy, jeszcze przed chwilą zdruzgotanej, teraz malował się sceptycyzm, który skutecznie gasił wszelkie próby pojednania.
– Poważnie? – jego parsknięcie było jak celny cios w najczulszy punkt Adama. – I pewnie to wszystko po to, żebym nie poleciał do kuratorium donieść o waszym romansie?
Adam poczuł w piersi mocne i nierówne uderzenia serca.
– Dorian, naprawdę nie wiem, co widzia…
– Luz, nie jestem taki jak pan. Mam to gdzieś. – Dorian przymknął oczy na jego zmieszany wyraz twarzy i wyjątkowo marną grę aktorską. – Żyjcie sobie i dajcie żyć innym. Niech pan już mnie zostawi w spokoju.
Nastolatek na powrót zapadł się w sobie. Przestał zwracać uwagę na wychowawcę: desperacko schował twarz w dłoniach i wrócił do przerwanych rozmyślań.
Adam przyglądał mu się w milczeniu, starając się nie narzucać. Po raz pierwszy poczuł jednak kruchą, ledwie uchwytną nić empatii. Widział, że chłopaka coś autentycznie dręczy i, ku własnemu zaskoczeniu, poczuł potrzebę pomocy – potrzebę, która w tej chwili wydawała się znacznie silniejsza niż lęk przed tym, że Dorian i reszta szkoły znają prawdę o jego relacji z dyrektorką.
– Hej, co jest? Coś z Nadią?
– Z Nadią? – zaśmiał się krótko, jakby to błahe pytanie było teraz ostatnim, czego potrzebował. – Jej kompletnie odwala. Jednego dnia mówi, że nie widzi poza mną świata i twierdzi, że na mnie nie zasługuje a następnego robi mi jakieś dziwne jazdy i chore sceny zazdrości. Sam już nie wiem, o co jej chodzi.
Adam wsłuchiwał się w każde słowo chłopaka, aż nagle poczuł znajome kliknięcie w głowie. W tym monologu, pełnym żalu i pretensji, Dorian nieoczekiwanie stał się głosem rozsądku. Sedno problemu właśnie przestało być zagadką.
– Zresztą, nie wiem po co w ogóle z panem o tym gadam!
Zanim Adam zdążył wypuścić powietrze z płuc, Doriana już nie było. Patrzył jak jego postać znika w październikowej mgle, która osiadła na pustym boisku. Adam nie ruszył za nim. Stał w miejscu, a w jego głowie powoli klarował się plan kolejnego ruchu. Już wiedział, że do tej pory pukał do niewłaściwych drzwi. Prawda uśmiechała się do niego każdego dnia, ukryta pod maską dziewczęcej bezbronności.
Komentarze (4)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania