Poprzednie częściPrzyjaciele Przyjaciele 2 Przyjaciele 3

Przyjaciele 6

Bob wrócił na oddział i od razu skierował się w stronę sali numer 5. Koledzy już na niego czekali.

- Bob! I jak poszła rozmowa? - spytał rozbawiony Apolinary.

- W porządku, dziękuję. Co robicie?

- Mieliśmy zamiar grać w karty, ale Apollo zaczął budować z nich domki i na tym się skończyło - ponuro powiedział Alfons.

- Chcesz budować z nami zamek? - uśmiechnięty Paskal rzucił w Boba kartą z dwoma czerwonymi sercami.

- Następny - Alfons zmierzył go spojrzeniem.

Bob ochoczo wkręcił się do zabawy. Razem z Paskalem i Apolinarym zaczął stawiać wysoką wieżę. Alfons, po długich namowach kolegów, zgodził się budować budynek razem z nimi. Karty co jakiś czas się rozsypywały i trzeba było zaczynać wszystko od nowa, ale pacjentom to nie przeszkadzało. Jak się później okazało, Alfons doskonale budował z kart. W jego rękach były jak zaczarowane, posłusznie stały tam, gdzie je umieścił. Koledzy byli pod wrażeniem jego umiejętności.

- Gdzie się tego nauczyłeś? - spytał Apolinary.

- W wojsku - krótko odpowiedział Alfons.

Nie dodał nic więcej, zatem wszyscy uznali, że nie należy wypytywać.

- Fantastyczne! Musimy to pokazać panu Serafinowi! - zawołał Paskal.

- Bardzo go lubicie, prawda? - spytał Bob.

- Każdy go lubi - uśmiechnął się Apolinary. - Nie można mieć go dość.

- Jak się tu znalazłeś? - spytał Alfons, patrząc na Boba.

- Nie jestem pewien. Przenieśli mnie tutaj z innego szpitala psychiatrycznego, bo lekarze nie mogli sobie ze mną poradzić. Nie wiedzieli, co mi jest.

- Nie martw się, pan Serafin ci pomoże - z całą pewnością powiedział Apollo.

- To najlepszy psychiatra na świecie - dodał Paskal. - Ale nie rozmawia o tym z nikim, bo jest bardzo skromny i nieśmiały.

- Naprawdę? - Bob się zamyślił. - To dlatego nie chciał mi powiedzieć, czemu akurat pod jego opiekę mnie oddano...

- No właśnie - odezwał się Alfons.

Skończył budować wieżę. Koledzy zaklaskali z radością, uroczyście nadając budowli imię przyjaciela.

- A wy jak się tu znaleźliście? - zagadnął Bob.

- Ja podobno oszalałem - oburzył się Apolinary. - Nie rozumiem, jak ktoś może coś takiego w ogóle sugerować!

- Apollo jest kapelusznikiem - wyjaśnił Paskal.

- Co?

- Kiedyś miał wypadek. To długa historia, więc nie będę opowiadał całej. To innym razem. Apollo zatruł się rtęcią.

- To straszne... - Bob aż się wzdrygnął. - Nie chciałbym cię urazić, ale na czym to polega?

- Nie przejmuj się, nie przeszkadza mi to - zaśmiał się Apolinary. - Ta choroba atakuje głównie układ nerwowy, a tak konkretnie to go niszczy. Są drgawki, dekoncentracja, niewyraźnie się mówi i tak dalej. I oczywiście występuje nienormalne zachowanie. Ale to widać. Pozostałe objawy nie są tak widoczne, bo dostaję silne leki.

- To niesamowite - Bob pokręcił głową. - To znaczy, nie obraź się!

- Nie martw się, nie przeszkadza mi to.

- Ale chyba powinieneś być leczony w normalnym szpitalu, no bo masz problemy z układem nerwowym?

- Tak, ale po prostu przez to wszystko popadłem w straszną depresję! - Apolinary zamachał rękami, aż Paskal musiał odchylić głowę. - Poza tym, podobno zachowywałem się tak dziwnie, że to było niebezpieczne i dla mnie, i dla innych osób. I tak się tu znalazłem.

- Rozumiem. A ty, Paskal?

Grubas spojrzał na niego, a potem się uśmiechnął.

- Ja też miałem okropną depresję, a potem inne problemy psychiczne, takie jak urojenia. Niegdyś byłem nauczycielem muzyki.

Bob pokiwał głową ze zrozumieniem.

- Nie musisz mówić nic więcej.

- No właśnie. Sam widzisz. Ale głównie do takiego stanu doprowadził mnie pewien wypadek. Otóż uczniowie dostali szału, w jakimś dziwnym napadzie zniszczyli szkolny fortepian, na którym grałem, potem wybili okno w sali muzycznej i zdewastowali samą salę. Musiałem poprosić o interwencję nauczyciela od wychowania fizycznego i tańca, mojego najlepszego przyjaciela jeszcze z czasów dzieciństwa! Niestety, przez uczniów wypadł z pierwszego piętra szkoły i wylądował w ogródku. Na szczęście nic mu się nie stało. Ale ja się załamałem.

- No tak... - westchnął Bob. - A ty, Alfons?

Zapytany zerknął na niego, a potem zaczął układać nową budowlę z kart.

- Nieważne.

Apolinary i Paskal pokręcili głowami na znak, że lepiej nie pytać, więc Bob zamilkł.

- W porządku.

Alfons budował dalej, nie zwracając na nich uwagi. Paskal i Apolinary przywołali Boba.

- Co mu się stało? - cichutko spytał pacjent.

- Ma traumę. Był na wojnie, działy się tam straszne rzeczy - szepnął Paskal. - Wyjechał do Afganistanu. Na miejscu stało się coś niezwykłego. Był atak na sierociniec. Alfons uratował trójkę dzieci w różnym wieku. Adoptował je, żeby miały szansę na przeżycie. Potem odesłał je do Polski. Jedno z dzieci zmarło w wyniku ataku terrorystycznego w nieznanym mi miejscu. Pozostała dwójka została przewieziona do Polski, Alfons zrobił wszystko tak, aby było to możliwe. Dziećmi zajął się jego brat.

Alfons został przetransportowany do ojczyzny po mrożącym krew w żyłach wypadku. Nasz żołnierz był wówczas w domu dziecka. Upewniał się, że dzieci są bezpieczne i wtedy do budynku weszli wrogowie. Alfons kazał natychmiast ewakuować wszystkie sieroty, zostały przeniesione w bezpieczne miejsce. Sam zszedł do podziemi domu dziecka i podłożył tam bombę. Potem próbował opuścić budynek na czas, ale nie zdążył. Został poważnie ranny. Przewieziono go do Polski, gdzie go wyleczono. Spotkał się z bratem i adoptowanymi dziećmi. Był załamany, gdy dowiedział się, że jedno z nich zmarło. Wspomnienia z wojny nie pomagały. Okazało się, że Alfons uratował setki dzieci z Afganistanu, wyrabiając im fałszywe paszporty i transportując ich do Polski. Pomagał też rannym żołnierzom, ale nie wrogom. Trafił tu z powodu bardzo ciężkiej depresji, miał halucynacje i urojenia, słyszał głosy i tak dalej. Miał też światłowstręt. Pewnego dnia dostał jakiegoś ataku, kiedy zobaczył fajerwerki. Myślał, że to bomby, sam rozumiesz.

Paskal zakończył opowieść. Bob teraz zupełnie inaczej patrzył na Alfonsa. Już wiedział, dlaczego tak ciężko było czegoś się od niego dowiedzieć.

- To niesamowite - szepnął.

- Tak, to prawdziwy bohater - cichutko powiedział Apolinary.

Alfons ich nie słyszał, całkowicie pochłonęła go budowa wieży z kart. Koledzy dołączyli do niego i ponownie rozpoczęli zabawę.

- Przepraszam, nie chciałbym wam przeszkadzać - do sali wszedł Serafin.

- Niech pan spojrzy na te wieże! - zawołał Apolinary.

Serafin przyjrzał się budynkom z kart i uśmiechnął się.

- Piękne, nie wiedziałem, że można robić takie rzeczy z kart - powiedział to całkiem szczerze. - Musicie mnie tego nauczyć.

- No pewnie! - Apolinary zamachał rękami.

- Bob, mogę cię na chwilę prosić?

- Tak.

- Jeszcze raz pożyczę waszego kolegę - zaśmiał się Serafin. - Niedługo wróci, obiecuję.

Pacjenci pożegnali ulubionego lekarza. Mężczyzna poprowadził Boba do swojego gabinetu.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (6)

  • Antoni Grycuk 8 miesięcy temu
    Dobry tekst. Dobrze napisany, fajny klimat, schizy nieprzesadzone, ogólnie naprawdę dobrze.
    Tylko czemu nie było kanibalizmu? ;)

    Pozdrawiam.
  • Beatka 8 miesięcy temu
    Dzięki i nawzajem :)
    Tak, kanibalizm to moja specjalność 😂
  • Dekaos Dondi 8 miesięcy temu
    Beatko→No bardzo ciekawe. Coraz bardziej. Jakby pod spodem, był jeszcze jakiś ''nieznany tekst''.
    I jeszcze nie wszystko wiadomo. I dialogi takie niewymuszone. I tajemniczość.
    Chyba połowa mych tekstów, to dialogi:) Dlatego zawracam na to uwagę.
    Pozdrawiam:)↔5
    To oczywiście nie koniec?:)
  • Beatka 8 miesięcy temu
    Koniec? Oczywiście, że nie! To dopiero początek :)
    Dziękuję :)
  • Dekaos Dondi 8 miesięcy temu
    No to czekam cierpliwie:))
  • Bajkopisarz 7 miesięcy temu
    „z całą pewnością powiedział”
    Sugestia: z pewnością w głosie powiedział
    „Potem odesłał je do Polski.”
    Dla konsekwencji to tu lepiej: Potem chciał odesłać je do Polski
    „transportując ich do Polski.”
    Transportując je

    Znów świetnie napisana historia Alfonsa. Podana w taki sposób, że się trzyma kupy, ale trzeba mocnego skupienia, żeby się połapać. Tak właśnie przedstawiałby ją ktoś nie do końca zdrów na umyśle, z przejęciem, chaotycznie, ale w miarę spójnie.
    No i gra w karty polegająca na układaniu domków – piękne 😊

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania