Saga Rodziny Jabłońskich: część I "Podchody", rozdział 4:7

Rozdział 4:7

Leopold spojrzał na kobietę bujającą się w fotelu na biegunach. Wydawało mu się, że się do niego uśmiechnęła – i to nawet przyjaźnie. Wiedział jednak, że ludzka wyobraźnia czasami podpowiada człowiekowi to, co chce widzieć, i wtedy zaczynają się schody.

Wychodząc z założenia, że uśmiech kobiety był przyjazny i szczery, mógłby do niej podejść. Założenie to jedno, ale dla krótkowidza brak okularów to zupełnie inna sprawa. Kiedy ich nie zapominał, kobieta wydawała mu się ładna, nawet piękna, miała wspaniałą figurę – jak na swój wiek. Przyłapał się na tym, że niepotrzebnie sprowadzał wszystko do wieku.

Ideał urody zmieniał się na przestrzeni lat, ale jeśli ktoś jest naturalnie piękny, to nie może nagle konkurować z tradycyjnym wizerunkiem Baby Jagi. Uroda jest ponadczasowa, choć uwarunkowana epoką czy strefą geograficzną. Rzeczą oczywistą było, że ideał piękności zmieniał się przez wieki i czym innym był dla mieszkańców Ogrodniczek, a czym innym dla ludzi zamieszkujących lasy tropikalne Nowej Gwinei.

Leopold uważał, że niezależnie od tych wszystkich uwarunkowań, pani na werandzie była jego ideałem piękności. Pomyślał, że już wkrótce musi dojść do przełomu, bo nie może tak sobie przechadzać po jej włościach i tylko ciągle się na nią gapić. Mogłaby sobie pomyśleć, że jest po prostu ofiarą… swojej nieśmiałości.

Przypomniał sobie czasy, kiedy poznał kobietę swojego życia – i bynajmniej nie były to dla niego łatwe chwile. W życiu zrobił wiele, żeby się jej przypodobać: został zapaśnikiem, ale tylko dlatego, że widział, jak ona w pięć sekund rozłożyła na łopatki podwórkowego cwaniaka Bolka. Wtedy był przekonany jak nigdy, że zapasy mogą być drogą do jej serca.

Został dobrej klasy zapaśnikiem, ale nie był mistrzem. Tak naprawdę w walce z Tolą wystarczyło mu tylko przetrwać do końca meczu – i sukces był gotowy. Lolek był myślicielem i wiedział, jak osiągać swoje cele, nie podpadając Toli. Wiedział, że dziewczyna nie cierpiała mięczaków, a sprostanie jej fizycznie było kluczem do zdobycia u niej poważania.

Więc trenował siłę po kryjomu, potem zapisał się do szkółki zapaśniczej. Wszystko po to, żeby móc stoczyć z nią równą walkę.

No tak, ale co ich zaprowadziło na ślubny kobierzec? Tak naprawdę to Tolka go tam zaprowadziła. No dobrze – sam też trochę starał się jej przypodobać: nosił ubrania w jej stylu, przefarbował włosy na blond, prawił jej komplementy – nie przesadne, lecz podkreślające jej osobowość i urodę, zawsze z nutką humoru.

Kiedyś Bolek w przypływie szczerości powiedział mu… nie, to nie był przypływ szczerości, tylko stan wypowiadania myśli zanim cokolwiek przemyślał. Oznajmił mu, żeby się nie wysilał, bo Tolka i tak jest zarezerwowana dla niego i że to on zdobędzie jej serce i się z nią ożeni.

Ogólnie było wiadomo – nie tylko na podwórku, ale i w całym Białymstoku – że Bolek miał ego większe niż to, które mogłoby się zmieścić nawet w wyobraźni Toli, a ta była gigantyczna.

Lolek dopilnował, żeby Tola przypadkowo – o, jak to fajnie brzmiało – dowiedziała się o tym. W przeciwieństwie do Bolka doskonale wiedział, co mogłoby rozdrażnić Tolę i jej wyobraźnię.

Nikt na świecie, nawet we wszechświecie, nie mógł powiedzieć, nawet w myślach, co Tola powinna robić, a już sugerowanie czegoś na głos mogło się wiązać z pewnymi konsekwencjami – w świecie, a nawet i we wszechświecie.

Skończyło się na kolejnym meczu w zapasy, tym razem nie w kałuży, ale w piaskownicy wymieszanej z wodą, co w rezultacie utworzyło mieszankę błota. Ten pojedynek odbył się kilka lat później po słynnym meczu w kałuży.

Bolek po raz kolejny stał się ofiarą swojego ego i przegrał pojedynek, który był nie tylko odcinkiem specjalnym w wyścigu o rękę Toli, ale też końcowym etapem w życiu Bolka zakończonym niepowodzeniem. Tym razem nie pokazywał się na podwórku tak długo, jak mu podpowiadało jego ego – czyli do następnego dnia.

Ale nawet Bolek wyciągnął lekcję z tego wydarzenia i już nigdy nie wspomniał, co Tola powinna albo nie powinna robić.

– Słuchaj, Tola, czy ktoś ci mówił, że jesteś ładna? – spytał Lolek.

– Tak, Bolek. Sam widziałeś, jak mu później poszło – odparła Tola, patrząc na Lolka z zaciekawieniem.

– A czy ktoś mówił ci, że jesteś piękna? – spytał niezrażony.

– Ty, Ryży, chcesz pożyczyć kasę czy co?

– W takim razie gratuluję zdolności rozpoznawania kolorów. Z takimi umiejętnościami droga do Akademii Sztuk Pięknych stoi przed tobą otworem – skomentował Lolek gafę Toli. Bo jak inaczej nazwać fakt, że nie zauważyła zmiany koloru jego włosów?

– Tam się nie wybieram. A ty co, chcesz pójść na te same studia co ja, czy… poczekaj, dopiero teraz zrozumiałam twoją aluzję. Zrobiłbyś to dla mnie?

– Wolałbym, żebyś nazwała to po imieniu.

– No dobrze, blondasie, niech ci będzie. Nawet ci do twarzy w tym kolorze. Jesteś na twarzy taki… mniej okrągły.

– Dobra, Tolka, prawienie komplementów chłopcom nie jest twoją mocną stroną – podsumował Lolek odważnie.

– A co jest moją mocną stroną? – spytała Tola, pierwszy raz w życiu niepewnie.

– Na pewno walki w kałużach i w piaskownicy. Tam nie masz sobie równych.

– Tylko to? – odparła zawiedziona.

– Pytałem cię, czy ktoś ci mówił, że jesteś piękna, a ty od razu wyskoczyłaś z kasą – odparł coraz śmielej Lolek.

– A może ty chcesz się zmierzyć ze mną w zapasy?

– Słuchaj, Tola, to że pokonałaś cieniasa Bolka, nie znaczy, że uda ci się ze mną.

– Prowokujesz mnie.

– Trochę.

– A wiesz, czym to się skończy?

– Jestem tego świadomy.

– No to tu i teraz – powiedziała Tola i podwinęła rękawy.

– Żebyś potem nie mówiła, że nie wiedziałaś.

– Skończ tę gadkę, blondasie, i stań do walki.

– Doznałaś nawet olśnienia i ponownie rozpoznałaś mój aktualny kolor włosów.

– Nigdy nie byłeś taki pyskaty. Zastanawiam się, co więcej było w tej farbie.

– Za chwilę się przekonasz – odparł Lolek i podszedł do Toli, nie zakasując nawet rękawów.

Walka trwała tradycyjnie – pięć sekund. Lolek patrzył w oczy Toli z pozycji, której jeszcze nigdy nie doświadczył.

– Ty naprawdę jesteś ładna – powiedział, schodząc z niej.

– To nie fair – odparła Tola. – Musiałeś ćwiczyć po kryjomu.

– A to fair myśleć, że nikt nie jest w stanie cię pokonać? – zapytał Lolek.

– Muszę przyznać, że lepiej prezentujesz się z bliska. Jesteś taki mniej…

– …okrągły na buzi? – dokończył.

– Wiesz co, Lolek, a gdzie się wybierasz na studia? – zmieniła temat Tola.

– Jak na ciebie, to było mało inteligentne pytanie.

– Chyba nie chcesz powiedzieć, że…

– Właśnie to chcę powiedzieć – przerwał jej.

– A skąd wiesz, że dostaniesz się na Akademię Medyczną?

– Jestem pełen niespodzianek, prawda?

– A jaki kierunek wybierzesz? No nie mów, że ten sam.

– Nie jestem pewny, ale to będzie ten nowopowstały: leczenie delikwentów po rozłożeniu na łopatki.

Tola uśmiechnęła się i spojrzała na Lolka. Po chwili podeszła do niego i pocałowała go w policzek.

– No to co, spisujemy cyrograf? – spytał Lolek, co wywołało kolejny uśmiech na twarzy Toli.

Spisywanie cyrografu trwało kilka lat – z uśmiechami na ustach, czasami ze łzami w oczach, nie zawsze ze szczęścia, ale nigdy do tego stopnia, żeby czegoś nie można było naprawić.

I tak przed końcowymi egzaminami na Akademii Medycznej w Białymstoku zdecydowali sobie utrudnić przygotowania do egzaminów końcowych, wykorzystując „okienko pogodowe”, i w końcu podpisać cyrograf.

Na godzinę przed wyjazdem na ceremonię ślubną do Urzędu Miasta na ulicy Lenina, Lolek stał przed lustrem i przyglądał się osobie, którą nawet nieźle znał – nie tylko z widzenia.

– No kolego, niedługo będziesz pracował w komfortowych warunkach, z klimatyzacją przez okrągły rok. Będziesz miał robotę spokojną, bezstresową, nikt ci nie będzie gadał do ucha, co i jak masz zrobić. Ale zawsze jest pewne „ale” – musisz jakoś przeżyć dzisiejszy dzień i go nie spieprzyć.

Wiesz przecież, że Tolka nie lubi partaczy. Niby dlaczego miałaby być niezadowolona? Te uwierające w kroczu spodnie od garnituru wybrała ci sama, koszulę też, nie mówiąc o bucikach i nawet skarpetkach. Zapomniałeś? Gacie też.

Na dodatek masz włosy w kolorze, który uwielbia. A co by się stało, gdybyś wpadł na pomysł akurat dzisiaj wrócić do oryginalnego koloru włosów?

Całe szczęście, że lubisz pytania retoryczne, które wymyślasz, ale nigdy nie podajesz do wiadomości Tolki. Trzymaj się scenariusza, który jest bezpieczny dla ciebie.

Nie zapominaj, że Tolka niedługo będzie miała w ręku papier neurochirurga. Wprawdzie twoja profesja jest spokrewniona z chirurgią, tyle że ty będziesz kroił trupy.

No dosyć tych dyrdymałów, czas się skupić na zadaniu. A co to będzie, jak widok Tolki w sukni ślubnej zaprze ci dech w piersiach? No nie wiem – nie trenowałeś hipowentylacji, więc musisz uważać.

– A z kim rozmawiałeś? – spytała Tola, wchodząc do pokoju bez pukania.

– Nie widzisz? – odparł zdziwiony Lolek. – No, z tym panem w lustrze.

Tolka spojrzała na Lolka, potem na pana w lustrze.

– Nie rozmyśliłeś się? – zapytała niepewnie jakby pytanie wyszło z ust innej Toli.

– Yyy… yyy…

– Wiedziałam, że ci się nie będzie podobać – powiedziała zawiedziona.

– Skądże znowu. Wyglądasz zjawiskowo – ocknął się Lolek.

– A co to za określenie? Zjawiskowo to może wyglądać żaba ubrana w kaftan bezpieczeństwa.

– Wyglądasz bosko. Jak bogini… bo ja wiem… jak bogini grecka.

– A która?

– No… wszystkie razem wzięte – odparł Lolek, uznając, że tak będzie najbezpieczniej, bo istniało ryzyko, że któraś z bogiń mogła wcześniej podpaść Tolce.

– Teraz już lepiej – powiedziała Tola i po poprawieniu mu grzywki pocałowała go w usta.

– Ale ty jesteś podstępna. Za chwilę będziesz pytać, z jaką to zdzirą się całowałem, bo mam usta pełne szminki.

– To co wtedy odpowiesz?

– Powiem, że to nie była zdzira, tylko wszystkie boginie greckie w jednej osobie.

– I za to cię lubię, Loluś, bo wiesz, co kobieta chce usłyszeć.

– Aha, to ty jesteś tą boginią, o której mówiłem? – zastanowił się Lolek, a Tola przytuliła go do siebie, by za moment go odepchnąć.

– Pognieciesz mi sukienkę i będę wyglądała jak ta zdzira, o której wspominałeś – powiedziała.

– Za to niechybnie zasłużyłem na walkę w kałuży albo piaskownicy – odparł Lolek.

– Kocham cię i nawet nie wiem do dlaczego. Ale na początek to powinno ci wystarczyć. Później się może rozkręcę – powiedziała Tola i jak nigdy przedtem uroczo uśmiechnęła się do Lolka, który nie krył zadowolenia z powodu tego wyznania, mimo że zawierało pewne elementy niewiadomej.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania