Serce Wielkiego Gala (Asterix&Obelix) - Rozdział 5: Tarnina ze szczyptą Rzymian

Gatunek: Fanfiction / Romans / Komedia / Dramat Psychologiczny / Przygoda

 

Streszczenie:

 

Zdemaskowana, młoda konspiratorka działająca przeciw Imperium Rzymskiemu przybywa do wioski Galów bez domu i niemal bez poczucia własnej tożsamości.

Obelix natomiast zawsze był pewien swojego miejsca w wiosce: być silnym, użytecznym i chronić tych, na których mu zależy. Ale co, jeśli pewnego dnia także ta pewność się rozsypie? Co jeśli ma już do stracenia więcej niż sam sobie zdaje sprawę?

Trochę poważniejsze spojrzenie na uniwersum Asteriksa - z przygodą, romansem, wzruszeniem i humorem, który nadal pozostaje częścią galijskiego życia.

 

Poprzedni rozdział - https://www.opowi.pl/serce-wielkiego-gala-asterixobelix-a127883/

 

Rozdział 5 - Tarnina ze szczyptą Rzymian

 

Obelix próbował ukryć swoje zdenerwowanie, gdy Livia ruszyła z nim i z Asteriksem w drogę, jednak jego przejęcie widoczne było w każdym niezgrabnym kroku. Asterix i Livia zaopatrzyli się w niewielkie, wiklinowe koszyki, a Obelix kroczył za nimi z dość obszernym, zarzuconym za plecy lnianym workiem.

– Co ty tam napakowałeś, Obeliksie? – pytał Asterix. – Czy nie mógłbyś choć na jeden dzień odpuścić swoich dziwacznych pomysłów? Po co ten wór?

– To na wszelki wypadek – mruknął Obelix swym tubalnym głosem. – Jakby spacer miał się przedłużyć.

Zanim Asterix zdążył wtrącić komentarz, Livia odwróciła się w stronę Obeliksa z uśmiechem.

– Jednak w dobrym towarzystwie spacery wcale się nie dłużą.

Obelix odwzajemnił uśmiech, a Asterix pokiwał tylko głową.

– Chyba tak – odpowiedział Obelix nieśmiało.

Wychodząc poza bramy osady, Asterix wskazał na wzgórza w oddali.

– Tarnina rośnie tam, za tamtą najbardziej wysuniętą górą po lewej.

Kiedy kompania przeszła już kawałek drogi, Asterix zainicjował temat:

– Livio, bardzo jesteśmy z Obeliksem ciekawi, jak wyglądała ta twoja antyimperialna misja. Mogłabyś nam coś więcej powiedzieć na ten temat?

– Cóż… – westchnęła Livia. – Chyba jednak na wiele się ona nie zdała. Imperium Rzymskie urosło w siłę, a Rzymianie podbili wszystko… – powiedziała smutno.

– No, ale nie nasze miejsce! – zauważył Obelix.

– Nie przesadzaj – powiedział Asterix. – Nigdy do końca nie jest tak, że absolutnie wszystko się nie powiodło.

Livia zastanowiła się przez moment.

– No, może udało mi się ocalić kilku ludzi.

Obelix nagle się ożywił, wyraźnie przejęty tym wyznaniem. Popatrzył na nią z podziwem.

– I dla ciebie to nie ma znaczenia? Przecież powinnaś z dumą o tym opowiadać!

Livia spojrzała na niego. Czuła, jak jej serce wypełnia ciepło.

– Tak, może masz rację, Obeliksie… – spuściła lekko wzrok, rumieniąc się subtelnie. – Jestem z tego dumna – dodała z większym przekonaniem. – Ale w takim razie tym bardziej wy możecie być z siebie dumni. Asterix opowiadał mi już, ilu niebezpieczeństwom stawialiście czoło.

Asterix z aprobatą obserwował, jak jego przyjaciel zaczyna zachowywać się przy Livii coraz swobodniej. Jednak ciekawość coraz bardziej go pochłaniała.

– No, Livio, opowiedz nam w końcu więcej! – nalegał.

– No dobrze. W takim razie od początku.

Livia opowiedziała o tym, jak trafiła do jednej z canabae w Germanii, chcąc uniknąć losu niewolnicy. Znała pismo i umiała czytać. Uczył ją tego dziadek, który był niegdyś Cymbrem i powrócił po wielu latach z Rzymu, gdzie przebywał w niewoli od czasu klęski pod Vercellae. Dzięki przekazanym umiejętnościom zdobyła zaufanie i przepustkę od rzymskich okupantów, by pracować jako krawcowa dla centurii. W międzyczasie pomagała jeńcom, podsłuchiwała rozmowy o ruchach oddziałów, poznawała trasy i terminy, po czym, wymykając się pod osłoną nocy, ostrzegała germańskich cywilów oraz wojska. Nawiązując kontakty z kupcami handlującymi na odległych szlakach, aż za Ren, mogła ewakuować się, gdy już zbyt wielu Rzymian zaczęło zadawać pytania. Tak trafiła do Galii, gdzie osiedliła się przy kolejnym garnizonie.

Livia podzieliła się też ze swoimi towarzyszami anegdotą, która wywołała salwę śmiechu, zwłaszcza u Asteriksa. Pewnego razu, wyprowadzając jeńca w rzymskim przebraniu, została nakryta przez strażnika, co zmusiło ją do upozorowania miłosnej schadzki. Strażnik, wyraźnie skonsternowany na widok dwojga zakochanych zmuszonych szukać spokojnych warunków w lochach, sam wypuścił ich z obozowiska, w dobrej wierze wskazując odległą przystań.

– Myślałam, że całą sprawę szlag trafi przez tego strażnika, a on mi jeszcze pomógł! – śmiała się razem z nimi.

– A więc zdaje się, że Rzymianie jednak nie są tacy zupełnie bez serca! – skwitował Asterix, trzymając się za brzuch.

Inna anegdota, która tym razem szczególnie rozbawiła Obeliksa, dotyczyła pewnej biesiada legionistów, przed którą Livia zakradła się do gospody, by wsypać cały worek pieprzu do farszu przeznaczonego do baraniny, zaś do zupy dodała krople przeczyszczające.

– To był czas, gdy wyjątkowo ich wszystkich nienawidziałam – opowiadała. – Imperium świętowało przejęcie znacznej części mojej ukochanej Germanii. Wtedy moim najlepszym przyjacielem okazał się tak zwany długi pieprz. Rzymianie go uwielbiają. Tym razem marzyłam, żeby oni wszyscy się nim udławili. A te krople dopełniły całości. Sama zgłosiłam się do usługiwania przy biesiadzie, bym mogła pocieszać się tym przedstawieniem. Obserwowałam, jak Rzymianie jeden po drugim wykrzywiali się, trzymając za brzuchy. Potem w popłochu wychodzili na wychodek, popędzając się nawzajem jak wściekłe stado hien. Niektórzy wybiegli w zarośla, bo inaczej by nie zdążyli. Potem jeden centurion, cały czerwony, pociągając nosem, próbował uporać się z kawałkiem baraniny. Niebawem najbardziej podejrzany o zamieszanie coquus został wygnany. Mnie nikt na szczęście nie nakrył.

– Jednak zdecydowanie wolę galijskie uczty! – śmiał się na pełen głos Obelix.

W końcu, gdy wszyscy już rozmawiali i żartowali ze sobą w pełni swobodnie, nagle… zza drzew wyłoniło się sześciu rzymskich żołnierzy patrolujących las.

– Galijscy barbarzyńcy… – dało się usłyszeć, jak szepcą między sobą, szykując się do napaści.

Livia stanęła jak wryta. Jej wzrok panicznie zaczął szukać towarzyszy, a kiedy spojrzała na ich twarze, nie dostrzegła w nich najmniejszej oznaki strachu. Obelix wyglądał wręcz na wyjątkowo zadowolonego. Asterix chwycił Livię niemocno, choć zdecydowanie za rękę i szepnął:

– Nic się nie bój, Livio. Ufasz nam?

Livia spojrzała na niego i przytaknęła, ale była blada jak brzoza. Asterix, nie puszczając jej ręki, wyjął z kieszeni jakiś flakonik i spożył pół jego tajemniczej zawartości. Po chwili dziewczyna poczuła, jakby z ręki Asteriksa ugodził ją jakiś przenikający wstrząs. Ogarnął ją szok.

– Co to…

– Ty też. Pij – rozkazał Asterix.

– Ale ja…

– Pij!

Nie było czasu na pytania. Livia wypiła do dna.

Przez chwilę nic. Aż tu nagle:

– AAAH!

Nastąpił wstrząs, jakby piorun miał rozsadzić ją od środka. Kolana się pod nią ugięły.

– Co to było, Asteriksie??? – zawołała, czując, jak każdy mięsień w niej pulsuje energią.

– To dopiero początek – uśmiał się Asterix.

– Początek czego?!

– Dobrej zabawy.

Jeden z Rzymian z diabelską satysfakcją spojrzał na trójkę galijskich wędrowników, odbierając ten okrzyk jako wyraz strachu.

– A więc wpakowaliście się w kłopoty – rzekł z ponurym przekąsem. – Czy nie wiecie, że to tereny należące już do Cezara?

Livia schowała twarz za hełmem Asteriksa, bojąc się zostać rozpoznaną, jednak po chwili uświadomiła sobie, że musieli być to jacyś nowi rekruci, których wcześniej nie spotkała.

– Pójdziecie teraz z nami – oznajmił inny żołnierz, który wydawał się sprawować dowództwo nad pozostałymi. – Petrusie i Aulusie, wy zajmijcie się tym grubym…

Wtem na twarzy Obeliksa dało się zauważyć oburzenie.

– Kogo on nazywa grubym? Niech no czeka, aż mu przyfasolę… – wymamrotał.

– …pozostali tego konusa i tę dzieweczkę – kontynuował żołnierz. – Czeka was egzekucja, Galowie.

Petrus i Aulus jako pierwsi ruszyli, by najpierw pochwycić Obeliksa. Livia wstrzymała oddech, jednak Asterix ponownie ścisnął ją za rękę i uśmiechem dał do zrozumienia, że wszystko jest dobrze.

Obelix zaczął żałośnie jęczeć:

– Nie, tylko nie egzekucja! Błagam, nie róbcie nam krzywdy, ach, co za strach! Nie, nie, puszczajcie mnie! Nie bądźcie tacy brutalni!

Asterix ledwo mógł się powstrzymać przed wybuchem śmiechu, widząc, jak ci dwaj legioniści, tak drobni przy Obeliksie, dają się nabrać na truchlejącego przed nimi ze strachu korpulentnego Gala.

Kolejny legionista już chciał rzucić się na Livię. Dziewczyna odruchowo zacisnęła powieki, wyciągając rękę…

„TRACH!!!”

Livia otworzyła oczy, a legionista leżał już pod oddalonym o jakieś pięć metrów drzewem, ze zdeformowanym hełmem.

– Ja go… Ja go przecież tylko dotknęłam… – Spojrzała na swoją dłoń.

Asterix zamaszyście uderzał żołnierzem o ziemię – raz po jednej, raz po drugiej stronie.

– Nie mówiłem, że będzie dobra zabawa? – zawołał.

Petrus i Aulus osłupieli. Spojrzeli na Obeliksa, który nagle zaczął się łobuzersko uśmiechać. Chwycił ich za kołnierze.

– Tylko nie zapraszajcie mnie na te wasze uczty z zupą fasolową!

„BUM!” – zderzył ich głowami.

– …a jak będziecie grzeczni, to może zaproszę was na dziczyznę i przekonacie się, że barbarzyńcy, za jakich nas macie, jedzą o wiele smaczniej.

Po tych słowach wyrzucił ich w górę, niemal pod chmury.

Kolejny żołnierz chwycił Asteriksa, próbując szarpnąć nim w swoją stronę… To był poważny błąd.

– Aaa!!! – wrzasnął, gdy Asterix zamaszyście uniósł go w powietrze niczym kukłę.

Tymczasem kolejny żołnierz zaczaił się na Livię od tyłu. Odwróciła się gwałtownie, aż straciła równowagę i prawie upadła.

– Uważaj! – zawołał Asterix.

– Ja nie wiem, jak mocno to działa! – krzyknęła, próbując się ustabilizować.

Żołnierz wykorzystał moment i chwycił ją gwałtownie.

– Nie! – zawołała, po czym machnęła kolanem…

„CIACH!” – legionista poszybował i obił się z dużym hukiem o pień.

– Dobrze… Teraz chyba wiem…

– Świetnie! – zawołał Asterix. – To spróbuj złapać! – rzucił w jej stronę żołnierzem.

– Co?! – Złapała go instynktownie. – Ojej… – Spojrzała na niego, a on na nią. – Przepraszam – powiedziała uprzejmie… i cisnęła nim o ziemię.

Żołnierz zacisnął zęby i rzucił w jej stronę wyjątkowo paskudną obelgę. Na moment wszyscy się zatrzymali, patrząc w stronę Livii i legionisty.

– Co on powiedział? – zapytał powoli Obelix i zanim ktokolwiek zdążył zareagować, podszedł natychmiast, chwycił legionistę jedną ręką za pas i uniósł na wysokość swojej twarzy.

Legionista zamachał bezradnie rękami i nogami. Obelix odwrócił go w stronę Livii.

– Przeproś tę panią – powiedział spokojnie.

– Ja… ja… ja… – jąkał się żołnierz, patrząc w dół, cały zgotowany.

Obelix potrząsnął nim.

– W tej chwili.

Jeszcze przed momentem wszystko było dla Livii chaotyczną bójką, ale teraz spojrzała na Obeliksa i poczuła, jak jej policzki robią się cieplejsze. Nikt wcześniej nie stanął tak zdecydowanie po jej stronie.

Żołnierz przełknął ślinę i zagryzł wargę. Nie mógł wykrzesać z siebie tego prostego słowa.

– Nie chcesz przeprosić? – spytał cicho Obelix, zbliżając go do swojej głowy.

Po chwili zauważył, jak dowódca, jeszcze przytomny, próbował się wymknąć.

– O nie, nie, nie… – mruknął Obelix i cofnął się o dwa kroki dla rozpędu.

– Przepraszam, przepraszam, przepraszam!!! – zapiszczał legionista, ale było już za późno.

„FRRUU!”

„BACH!”

– Trafiony!

Dowódca zniknął w krzakach.

– Na Belenosa, Obeliksie, aleś celnie rzucił! Przy łukach nie ujawniałeś takiego talentu – chwalił go Asterix.

Obelix spojrzał na niego, zadzierając nos.

Livia oddychała głęboko, patrząc na Obeliksa, a po chwili na swoje dłonie.

– To było… – zawahała się i zwróciła się do Asteriksa. – Co to właściwie było?

– Magiczna mikstura Panoramiksa – oznajmił z satysfakcją.

– Magiczna…?

– Teraz już znasz tajemnicę naszej osady.

Livia uśmiechnęła się ostrożnie, wciąż czując, jak adrenalina rozsadza ją od środka. Sama siebie przeraziła gdy uświadomiła sobie, ile frajdy dostarczył jej ten łomot.

Teren był czysty. Można było ruszać dalej.

Obelix, jak to zwykle bywało, zwłaszcza po walkach, zrobił się głodny. Ujął wielkimi dłońmi lniany wór, który dopiero co spoczywał na jego plecach, i rozchylił go, ukazując ogromniasty kawał pieczeni z dzika. Asterix i Livia zrobili wielkie oczy, gdy Obelix, krocząc dalej, zatopił zęby w mięsiwie. Asterix nieco złośliwie zapytał:

– Obeliksie, naprawdę? Ledwo zatrzymaliśmy się na chwilę na laniu Rzymian, a ty już jesz? Nie możesz poczekać?

Obelix z pełnymi ustami spojrzał na przyjaciela z lekko uniesionymi brwiami.

– Asteriksie, ja jestem głodny! – odpowiedział z nutką frustracji w głosie. – Poza tym jak można się oprzeć takiej pieczeni, zwłaszcza gdy robota dobrze wykonana?

Livia uśmiechnęła się pod nosem. Asterix, jak zwykle, próbował drażnić Obeliksa, a ten tym razem zaczął się irytować.

– No tak, jak zwykle trzeba ci przypominać o podstawowych rzeczach. Nasza praca miała polegać na zebraniu i dostarczeniu tarniny, a nie na kolejnej zabawie z Rzymianami. Skup się w końcu na pracy, a nie na rozrywkach!

– Ja się nie skupiam na pracy!? – Obelix uniósł się gwałtowniej. – A kto tu jest od menhirów?

Asterix prychnął cicho.

– No właśnie… Może gdybyś nie jadł co chwilę, miałbyś więcej sił, by dźwigać te swoje menhiry – rzucił pod nosem.

– Menhiry?! Ty nigdy nie dźwigałeś menhirów, Asteriksie, więc nie mów mi, ile mam jeść, żeby mieć siły! Może gdybyś jadł więcej mięsa, też byś mógł więcej dźwigać! – Głos Obeliksa nabrał jeszcze więcej pasji.

Livia, która przysłuchiwała się tuż obok, nie mogła powstrzymać się od śmiechu. Ich kłótnia stawała się coraz bardziej absurdalna.

Asterix, widząc, że jego żarty zaczynają wywoływać prawdziwe emocje u Obeliksa, w końcu odpuścił.

– Obeliksie, no już, już! – powiedział z uśmiechem, podnosząc ręce w geście kapitulacji. – Nie musisz od razu tak się unosić! Po prostu nie chciałem, żebyś zjadł wszystko sam, bo ja też jestem głodny!

Obelix spojrzał na niego, a potem na pieczeń z dzika. Złość szybko ustąpiła miejsca zwykłej życzliwości.

– No dobrze, dobrze! Ale mógłbyś czasem powiedzieć to od razu, zamiast drażnić się ze mną! – powiedział, odrywając kawałek mięsa i rzucając go w stronę Asteriksa.

Obelix zbliżył się do Livii ostrożnie, wręczając również jej kawałek pieczeni. Uśmiechnął się przepraszająco.

– Wybacz mi, że tak się uniosłem… – powiedział. – Może ty też jesteś głodna?

– Nic nie szkodzi – powiedziała cicho Livia, podchodząc odrobinę bliżej, by przyjąć jego podarunek. – Przyznaję, że nigdy nie widziałam nikogo, kto… tak zawzięcie unosi się w obronie swojego apetytu. To było… hm… przyznam, że to było dość intrygujące.

Obelix odwrócił się w stronę Asteriksa i uniósł z dumą głowę.

– Słyszałeś? Livia uważa, że jestem intrygujący!

***

Asterix, Obelix i Livia znaleźli w końcu miejsce porośnięte tarniną, obsypaną licznymi pąkami, którymi napełnili kosze. Livia poczęstowała swoich towarzyszy miękkim, maślanym pieczywem, które Aira podarowała jej na drogę. Chociaż dla Obeliksa taka ilość nie miała większego sensu, nie śmiał Livii tego wypomnieć. Wyrażał tylko wdzięczność, trochę się przy tym plącząc, a Asterix, obserwując tę sytuację, ledwo powstrzymywał wybuch śmiechu.

Cała trójka rozmawiała potem swobodnie. Livia znała już tajemnicę magicznego napoju Panoramiksa, który daje nadludzką siłę, ale przy okazji dowiedziała się też, dlaczego Obelix nie musiał pić mikstury – w dzieciństwie wpadł do kotła. Dowiedziała się też, że udziela się przy budowie glinianych chatek, o których informowała ją Nessa. Znosił skalne „odpady” ze swojej wytwórni menhirów, aby posłużyły jako fundamenty, a przy okazji surowiec do wybudowania kamiennych kominków oraz obić na glinianych ścianach. Nowe budynki miały zaspokoić potrzeby wioski, której populacja rozrastała się ostatnio szybciej niż zwykle.

– Chcą mieć solidne budowle, to będą je mieli. Może w końcu nie trzeba będzie być przesadnie ostrożnym, pukając do drzwi… – tłumaczył z nadzieją w głosie.

Kiedy wszyscy ruszyli w drogę powrotną, Livia wysłuchała opowieści o kilku dłuższych wyprawach jej towarzyszy. Było to dla niej czymś tak niezwykłym i ciekawym, że droga powrotna minęła aż za szybko.

– Wiedziałam, że podróż wcale nie będzie się dłużyć – powiedziała, gdy przeszli przez bramę z powrotem do wioski.

– No, to słuchajcie – zaczął Asterix. – Ja pójdę teraz zanieść nasze zbiory Panoramiksowi. A ponieważ powoli zaczyna się ściemniać, sądzę, że stosowne będzie odprowadzić Livię do chatki. Co o tym sądzisz, Obeliksie? – Spojrzał na przyjaciela, szturchając go wymownie w ramię.

Obelix, lekko zmieszany i podenerwowany, spojrzał na twarz Livii. Inaczej wyglądała sytuacja, gdy Asterix był obecny. A teraz wizja bycia tylko we dwoje sprawiła, że ogarnął go lęk przed popełnieniem jakiejś niezręczności.

Livia zauważyła to zmieszanie na jego twarzy i postanowiła lekko go sprowokować.

– W porządku. Obelix nie musi ze mną iść, jeśli nie ma na to ochoty – powiedziała z łagodnym uśmiechem, ale tak, by dało się usłyszeć lekki smutek. – Znam drogę, więc mogę pójść sama. Było mi tak miło, że włączyliście mnie do swojej wyprawy. Dziękuję wam za to.

Livia już się odwróciła, kiedy Obelix poczuł nagłe otrzeźwienie.

– Poczekaj! Ja chętnie z tobą pójdę. Nie myśl, że jestem taki… no wiesz… taki nietaktowny – zrobił minę, jakby sam był zaskoczony własną deklaracją.

– Nie, zdecydowanie nie jesteś – odparła pogodniej. – No, to chodźmy.

Kiedy przemierzali wspólnie wiejskie alejki, Obelix zdobył się na odwagę, by przełamać krępującą ciszę.

– A więc mieszkasz teraz u tej Airy? – spytał.

– Tak. Na razie tak. To naprawdę cudowna kobieta. Tak bardzo mi pomogła… – odpowiedziała Livia z zaangażowaniem. – Ja też staram się pomagać jej w niektórych obowiązkach.

– Czyli… upolujesz coś czasem na obiad?

– Niezupełnie… – zachichotała. – Ale tak, jedzenie też przeważnie przyrządzam. Co prawda nie tak smakowite jak twoje dziki, ale staram się.

– Wiesz, Livio, od dziecka je uwielbiam. Moja mama zawsze była wytrawną smakoszką. To ona przekonała mnie najbardziej do mięsa… – urwał na chwilę. – Czy nie zanudzam cię mówieniem o jedzeniu?

Livia uśmiechnęła się szeroko. Bardzo doceniała obecną chwilę, w której Obelix zaczął opowiadać jej więcej o sobie. Pragnęła lepiej go poznać.

– Nie, nie. Absolutnie nie zanudzasz mnie. Poniekąd nawet cię rozumiem. Tu faktycznie nie można opędzić się od wyśmienitych dań.

Obelix zachichotał z wyraźną ulgą.

Przez jakiś czas jeszcze opowiadał Livii o swoim rodzinnym domu. O ojcu, który miał dziwne poczucie humoru. Obelix zaczął doceniać je dopiero po czasie. Matka jego z kolei była, podobnie jak on, impulsywna. Często, gdy Obelix źle się zachowywał, za karę odbierała mu skórkę z porcji dzika. Zapewniał jednak, że mimo wszystko była to dobrotliwa kobieta.

Obelix i Livia rozmawiali, aż w końcu zatrzymali się pod chatką Airy.

– Obeliksie, dziękuję jeszcze raz za ten niezwykły dzień. Przekaż też moje podziękowania Asteriksowi. Przyznaję, bardzo dobrze mi się ciebie słucha.

– Naprawdę? – Obelix po tych słowach poczuł, jak zalewa go fala ulgi, bo nie silił się wcale na bycie elokwentnym. Nie sądził, że to może się udać.

– Mówię zupełnie szczerze – rzekła Livia z pełnym przekonaniem. – Uważam, że dobrze byłoby niebawem znów się spotkać. Może pozwoliłbyś mi kiedyś zobaczyć, jak wyglądają twoje polowania na dziki? Chętnie się nauczę czegoś nowego.

– Dziki! Och, oczywiście! Koniecznie muszę ci pokazać. To może… jutro?

Livia zamyśliła się przez chwilę.

– Obawiam się, że jutro powinnam pokazać się w warsztacie, jeśli zamierzam zostać w wiosce na dłużej… Ale może pojutrze?

– Tak, pojutrze. Koniecznie – powiedział szybko Obelix, wydając się bardzo podekscytowany.

– Zatem dziękuję ci jeszcze raz i widzimy się pojutrze. Zgoda?

– Zgoda.

Livia wyciągnęła rękę na pożegnanie. Obelix, odrobinę jeszcze nieśmiały, delikatnie i ostrożnie ujął jej małą dłoń w swej znacznie obszerniejszej.

Oboje wydawali się trwać w tym tak, jakby wszystko inne było bez znaczenia. Spoglądając na siebie jeszcze przez dłuższą chwilę, w końcu powiedzieli sobie „do zobaczenia” i z wahaniem rozłączyli swe dłonie.

Gdy Livia weszła do środka, odruchowo oparła się o zamknięte za sobą drzwi. Z drżącym oddechem przyłożyła dłonie do klatki piersiowej, pod którą mocno waliło serce.

„Kto by przewidział, że tak się to skończy…” – pomyślała, uśmiechając się do siebie.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (3)

  • maga

    Cześć
    Z mej strony pytanie.
    Musiałaś się sporo napracować, aby napisać te cztery rozdziały.
    Wiesz, że do Asterixa i Obelixa ktoś ma wykupione prawa autorskie. Żadne wydawnictwo nie opublikuje Tobie tej książki, bo tego nie może zrobić.
    Ale zawsze możesz zmienić imiona głównych bohaterów i coś tam jeszcze. I z tą książką możesz zapukać do drzwi z któryś wydawnictw. Może wydrukują sto książek na próbę a może tysiąc.
    Spróbuj tak zrobić ;)
    Zastanów się nad tym. Za nim opublikujesz wszystko tutaj :)

  • Maressa97

    Dzień doby. Moje cele były absolutnie niekomercyjne. Historia jest napisana z pasji i zamiłowania, jako czyste fanfiction. Nie zamierzam jej wydawać, ani nastawiać się zyski.
    Serdecznie pozdrawiam! :)

  • Maressa97

    Aaa i rozdziałów jest łącznie 33 😅

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania