System; Jan Akt I

Jest 18 października 1998 roku, Janek ma czternaście lat, dużo pryszczy i mało kolegów. Mieszka w Mońkach, z rodzicami, którzy szczerze wierzą, że ich syn jest naprawdę wyjątkowy. Wzięli kredyt, żeby jako pierwsza osoba w szkole, a może i miasteczku, miał komputer. Początkowo sprzęt wzbudzał zainteresowanie znajomych z klasy. Gry na komputer były zupełnie inne niż na Pegazusa i zupełnie inaczej się w nie grało, ale bez dostępu do internetu i z jedną grą z PC Gamer zabawa szybko się nudziła.

Ale 18 października. To był wyjątkowy dzień w życiu Janka. Jedna z ostatnich osób wciąż zainteresowanych graniem w demo Quake 2 miała do niego przyjść i z tej okazji mama kupiła jego ulubione ciepłe lody. Kasia też lubiła ciepłe lody. Będą je jedli razem patrząc sobie w oczy i może ją pocałuje po tym jak uda mu się zabić wystarczającą ilość wrogów, żeby jej zaimponować.

Od rana czekał na Kasię. Była niedziela. Chodziła na mszę na 12:00, poźniej rodzinny obiad i umówili się, że przyjdzie około 18:00. Była 18:30, a Kasia nie przychodziła. Siedział sam, w pokoju zastawionym słodyczami, w odświętnej, białej koszuli, którą mama kazała mu nosić co niedziele i gapił się w ekran startowy Quake 2. Minuty mijały.

O Boże… w ogóle nie chce mi się grać w tę grę. Ile można? U Kasi widac już cycki, na pewno nosi stanik, może uda mi się go dziś dotknąć. Ma takie słodkie usta i przychodzi do mnie od dwóch miesięcy. Muszę przynajmniej ją dziś pocałować, a później zobaczymy..

- Kochanie, juz 18:40, Kasia chyba dziś nie przyjdzie.

- Mamoooooo… może obiad się przedłużył, pod kościołem było dużo więcej samochodów, może rodzina ją przetrzymuje.

- Może po prostu zadzwonimy? Nie będziesz musiał tak czekać biedaku…

- Nie, nie dzwoń. Może jeszcze przyjdzie, nie chcę wyjść na zdesperowanego.

- Jak uważasz kwiatuszku, jak chcesz to możemy zagrać z tatą w EuroBiznes w dużym pokoju, dobrze?

- Może później.

Robiło się ciemno.

Może naprawdę już nie przyjdzie. Może ci idioci naprawdę do niej dotarli, przecież w piątek się z niej naśmiewali, że jest brzydka i tylko ja mógłbym ją zechcieć. Ona nie jest brzydka, no może nie jest piękna, ale bez przesady. Ma już cycki i jest taka drobniutka. I jej włosy pachną ładnie. Jakby były świeżo uprane.

18 października, 19:05. Poddał się. Wyłączył komputer, zjadł 4 ciepłe lody i przegrany poszedł do salonu.

- Nie chcesz się już bawić na komputerze? Tata wyszedł do sąsiadów, ale możemy sobie poukładać puzzle, co Ty na to?

- Nie chcę układać puzzli.

- Nie przejmuj się kochaniutki, jak nie Kasia, to będzie inna dziewczyna, która będzie przeszęśliwa, że może się z Tobą spotykać. Gwarantuję Ci to. Mamy wiedzą takie rzeczy. Mądrzy, wrażliwi chłopcy mają tudniej na początku, ale później wszystkie dziewczyny chcą takich mężczyzn, zobaczysz, przypomnisz sobie te słowa jak za kilka lat będziesz się odganiał od chętnych.

Jaka ona jest głupia. Ale tak bardzo chciałbym, żeby to była prawda…

- Mhmmm…

- Może chcesz trochę kurczaka? Mogę Ci odgrzać.

- Nie, nie chcę. Po prostu pooglądam sobie telewizję.

Akurat leciało “Idź na całość”.

Poszedłbym na całość z Kasią. Czemu nie przyszła? Czemu ci ludzie mnie tak nienawidzą? Co ja im kiedykolwiek zrobiłem? Czy to przez to, że mam dobre oceny? Inni też mają pryszcze, Józek ma chyba więcej nawet niż ja. Czy ona już nie będzie się do mnie odzywać? To była ostatnia osoba, która jeszcze chciała do mnie przychodzić. Może jakbyśmy byli bogatsi. Ojciec by mnie odwoził nowym BMW do szkoły to wszyscy by mnie szanowali…. No kurwa! Co Ty robisz?! Przecież wiadomo, że tam był Zonk! Idiota. Dziewczyny lubią tego Zonka, może mógłbym go jakoś zdobyć i ludzie by przychodzili podziwiać. Przyszłaby Kasia, ja bym ją przeprosił i pocałował w usta, później w szyję, dotknąłbym najpierw delikatnie jej piersi a później mocniej… ech. Muszę iść do łazienki.

Wrócił akurat jak jakaś kobieta wygrała kuchenkę gazową.

Jakbym był pełnoletni to też bym poszedł i na pewno bym wygrał coś zajebistego. I byłbym w telewizji, na pewno ludzie cie lubią jak jesteś w telewizji… Czy ja kiedyś w ogóle będę miał chociaż kolegę. Oni umawiali się dziś na przystanku. Mnie oczywiście nikt nie zaprosił, dlaczego nikt mnie nigdzie nie zaprasza? Jestem miły, mógłbym im pomagać w pracy domowej, śmiałbym się z ich kretyńskich żartów. Przecież nie mam żadnych chorób, zapraszałem ich do siebie. To nie w porządku! Nie mogę tego dłużej znosić! Pójdę tam i im to powiem! Powiem, że ktoś mnie zaprosił! Przecież nie uciekną ode mnie.

- Wychodzę!

- Ale kochanie, już po 20. Gdzie idziesz? Jutro szkoła.

Ale już go nie było. Wyszedł i szybkim krokiem ruszył przez pole. Mieszkali kawałek od drogi. Będzie musiał iść ok. 15 minut na zdezelowany przystanek PKS na którym spotykali się ludzie ze szkoły. Jednak po kilku minutach jego krok przestał być taki pewny siebie. Robiło mu się zimno. Nie wiedział co ma im powiedzieć.

Tak po prostu przyjdę i… co? Cześć, co tam u Was? A co jeśli Kasia tam będzie? Co jeśli zamiast przyjść do mnie poszła do nich? Nie, nie moge tam iść.

Stanął w pół drogi i zaczął szlochać.

Nie ma nic co mogę zrobić.

- NIC NIE MOGĘ!!!!

O mój Boże, a jeśli oni usłyszeli ten krzyk, muszę wrócić do domu i się schować, może się nie domyślą, że to ja. Ale nie mogę wciąż uciekać. Nie mogę wciąż siedzieć w domu i marzyć o rzeczach, które nigdy się nie wydarzą. Za dwa lata. Za dwa lata pojadę do Białegostoku do liceum. Mama mówi, że tam będzie więcej takich mądrych osób jak ja. Tam będę miał przyjaciół, a ci debile zostaną tu sami, niedouczeni i będą pracować na kasie… Ale czy nikt naprawdę nie usłyszał jak krzyczałem? Co ja mam teraz zrobić?

Nie chciał wracać do domu. Przykucnął i wciąż szlochał. Zaczął się trząść z zimna. Patrzył na światła ulicy w oddali i marzył o lepszym życiu z dala od Moniek. Było widać kilka gwiazd, wypatrzył Wielki Wóz i próbował sobie przypomnieć inne gwiazdozbiory, o których opowiadał mu ojciec, kiedy zauważył, że jedna z gwiazd zaczęła się do niego zbliżać.

Czy to meteoryt? Czy teraz umrę zanim cokolwiek tak naprawde przeżyłem? Czy meteoryt musi uderzać akurat w Mońki? Mógłbyś spaść gdziekolwiek indziej… Ja pierdolę. Moje życie. Ale nie…. zwalnia? Czy meteoryt może się zatrzymać? Chyba nie, muszę sprawdzić w encyklopedii.

Rozejrzał się dookoła, żeby zapytać o to kogokolwiek, ale nikogo nie było. Teraz żałował, że tamci go nie usłyszeli. Przybiegliby i mogli z nim podziwiać to dziwne zjawisko. Widział z jednej strony swój dom w oddali, a z drugiej ulicę, ale nawet nie przejeżdzał akurat żaden samochód. Był sam. A świecący meteoryt zbliżał się do niego coraz wolniej. Był już wielkości piłki do kosza.

Czy to może być UFO? Dlaczego tu nikogo nie ma? Nikt mi nie uwierzy. Czy oni chcą mnie porwać? Może jestem największym luzerem na ziemi i chcą zbadać jak to możliwe? Czy mam uciekać? Co tu się w ogóle dzieje…

Latający obiekt był już niewiele dalej niż dom. Widział kształt spodka i punktowe światła wychodzące z niego. Rozglądał się co chwilę w nadziei, że ktoś go utwierdzi w przekonaniu, że albo zwariował albo naprawdę w Mońkach pojawiło się UFO. Zupełnie stracił poczucie czasu i nie jest w stanie stwierdzić czy minęło kilka sekund czy kilka godzin, ale w pewnym momencie spodek nagle poderwał się do pionowo do góry i zniknął z jego pola widzenia. A on stał. I stał. I stał.

- Janeczku! Tu jesteś! Tak się martwiłam! Już po 23:00! Wracaj do domu.

Z daleka słyszał krzyki matki, musiała wyjść go szukać, ale nie mógł sie ruszyć. Jego życie się zmieniło, ale nikt go nie zrozumie. Zostanie z tym jeszcze bardziej sam. Jeszcze bardziej samotny. W końcu mama do niego dołączyła, popatrzyła za synem w niebo, ale nie zobaczyła nic oprócz kilku gwiazd migoczacych w oddali.

- Hej, no co z Tobą, chodź do domu, zaraz tu zamarzniesz.

Po kilku szarpnięciach za ramię, dał jej się zaprowadzić do domu. Szli w ciszy. W domu szybko umył zęby i położyl się do łóżka, żeby wielokrotnie powtarzać sobie w wyobraźni to co właśnie się zdarzyło. Zza ściany słyszał rodziców, którzy rozmawiali o nim. Nawet jeszcze nie powiedział im prawdy, a już myśleli, że jest dziwakiem. Nie zaśnie dziś. Ale 18 października. 18 października 1998 roku widział ich po raz pierwszy.

/oo/<.|.>([+])?/”**/”

Następnego dnia, kiedy mama budziła go do szkoły był nieprzytomny. Chyba miał gorączkę. Poprosił, żeby pozwoliła mu zostać, a ona ze współczucia się zgodziła. Kiedy w końcu wstał, nie mógł wmusić w siebie jedzenia, ubrał się i jak najszybciej wyszedł z domu. Wiedział gdzie musi iść. Do jedynego miejsca, gdzie będzie mógł się dowiedzieć więcej o UFO — biblioteki. To jedyne miejsce w miasteczku gdzie jest dostęp do internetu. No oprócz szkoły, ale szkoła odpadała.

Pokazał Pani kartę, usiadł do stoiska obok starszej pani przeglądającej przepis kulinarny i otworzył wyszukiwarkę.

Widziałem UFO. Szukaj.

Ilość wyników go przytłoczyła. Zaczął czytać wszystko po kolei. Relacje z Częstochowy, spod Poznania, Szczecina, Olsztyna. Relacje pilotów i kosmonautów rosyjskich, którzy pod przysięgą zeznawali, że widzieli niezidentyfikowane obiekty latające. Zaczęło mu się kręcić w głowie.

Ale jeśli to prawda… to dlaczego nikt o tym nie mówi? Dlaczego uważa się nas za wariatów? Przecież wszyscy to widzieliśmy. Przecież oni sa prawdziwi.

Dlaczego ukrywa się istnienie kosmitów? Szukaj.

Nie wyskoczyło nic ciekawego. Musi spróbować po angielsku. W końcu cała ta nauka na coś się przyda.

Why cover UFO exist? Szukaj.

C.I.A kłamało o UFO. O mój Boże. W jakim my świecie żyjemy? W Wielkij Brytanii oczywistym jest, że UFO istnieje, nikt o tym nie kłamie. Na Harvardzie profesor też widział UFO, Newsweek o tym pisze. Może mama jednak miała rację, że na świecie jest więcej takich mądrych ludzi jak ja.

UFO forum. Szukaj.

Jest! Forum dla ludzi takich jak ja. Paranormalium. Mają nawet radio, może mógłbym posłuchać. Ale mają też przepowiednie, wróżby… Demonologia? Jezu, to jest dla świrów. Może ja naprawdę jestem świrem. Może to były tylko zwidy. Demony kurwa. Ale przecież widziałem te światła. Tyle osób na całym świecie je widzi. To nie jest jakaś debilna przepowiednia, to coś prawdziwego. Dlaczego wsadzać to do tego samego wora co demonologie… Jestem świrem.

Ale czytał dalej. Czytał o światłach w Arizonie w 1997, Florencji w 1954, o tajemniczych kregach w zbożach na całym świecie, o rodzajach kosmitów, czytał też relacje ludzi rzekomo uprowadzonych przez kosmitów, ale musiał się mocno posiłkować słownikiem angielskiego i w sumie to nie wiadomo czy wszystko dobrze zrozumiał. Czytał właśnie o zdarzeniu w Zimbabwe w 1994, kiedy bibliotekarka przyszła mu powiedzieć, że już zamykają. Zupełnie stracił poczucie czasu. Musiał iść do toalety. Jego brzuch skręcał się z głodu. Zamknął wszystkie okna przeglądarki i wyszedł. Musi tu jutro wrócić. Musi doczytać relacje osób z Zimbabwe.

Ich UFO wyglądało dokładnie tak jak moje!

Wiedział już, że są różne rodzaje statków kosmicznych. Wiedział już też, że są co najmniej 3 rasy kosmitów — Reptilianie, Plejadianie, Szaraki. Próbował to sobie wszystko ułożyć w głowie i był tym tak pochłonięty, że nie słyszał nawet z oddali wołania Kasi.

- Janek! Janek! Poczekaj!

Szedł przed siebie, obezwładniony całym ogromem wiedzy, który był przed nim ukrywany przez całe jego życie.

Jest szansa, że wrócą. Skoro przybyli do mnie, na pewno pojawią się jeszcze raz. Będę codziennie wychodził po zmroku i szukał ich na niebie. Tylko ta szkoła… Nie mogę wypatrywać całą noc bo na rano do szkoły i mama nie pozwoli… Chociaż do 22. Pojawili się po 20, więc pewnie wrócą o podobnej godzinie. Muszę wrócić jutro do biblioteki i poczytać o tym czy wracają na miejsce w którym byli. Na pewno. Te kręgi w zbożach się powtarzały w podobnych miejscach. Koniecznie muszę jutro to doczytać. Powiem, że pójdę do szkoły i po prostu pójdę do biblioteki. I tak powinni się cieszyć, że cokolwiek czytam, a na pewno zdam te klasówki na luzie.

Dni mijały, a Janek już nie przejmował się docinkami kolegów z klasy. Zapomniał nawet o Kasi. Codziennie wpadał chociaż na kilka godzin do biblioteki, żeby pogłębiać swoją wiedzę o kosmitach, a o 19 wychodził przed dom i wyglądał za nietypowym światłami na niebie. Siedział tak aż do momentu, kiedy o 22 mama wychodziła po niego i kazała mu iść spać. Każdego dnia robił to samo. Szkoła, biblioteka, patrzenie w gwiazdy. Szkoła, biblioteka, patrzenie w gwiazdy.

Wiedział, że rodzice martwili się o niego. Wciąż nie powiedział im o UFO. Nie zrozumieliby. Mogliby przynajmniej zaakceptować, że znalazł sobie pasję i przestać traktować go jak dziwaka. Codziennie słyszał ich szepty, które po Wielkanocy przerodziły się w krzyki. Po jednej z takich nocy, spróbował z nimi porozmawiać.

- Pyszna jajecznica mamo. Ścięta dokładnie tak jak lubię.

- Cieszę się słoneczko.

- Mogłabyś mi zrobić jeszcze moją ulubioną herbatę?

- Tak, tak, juz nastawiam czajnik.

Muszę to w końcu zrobić…

Mama przyniosła herbatę. Zjedli, pożegnali się i wyszedł do szkoły.

Jutro już na pewno to zrobię.

Następnego dnia przy śniadaniu był bardziej zdeterminowany.

- Hej, wiecie, że wczoraj odnalazłem na niebie rój meteorów? Wydaje mi się, że to mogły być Geminidy.

- Acha.

- Wspaniale kochanie. Może mi pokażesz dziś?

- Nie wiem czy dziś będzie je widać.

- A jak Ci smakuje herbata? Nie za dużo cukru?

- Nie. Jest idealna.

Zjedli, pożegnali się i wyszedł do szkoły.

Tej nocy krzyki były jeszcze głośniejsze. Postanowił sobie, że jutro już na pewno to zrobi.

Rano, kiedy upewnił się, że rodzice są już w kuchni, żeby nie spanikować, zaczął od wejścia.

- Mamo, Tato. Wiem, że przejmujecie się, że spędzam dużo czasu sam. Naprawdę nie musicie. Znalazłem coś co mnie bardzo pasjonuje i po prostu spędzam czas na rozwijaniu moich zainteresowań. Powinniście się cieszyć.

- Ależ kochanie, my się cieszymy, że jesteś taki mądry i się ciągle uczysz, tylko… tylko…

- Synu, nauka to nie wszystko. Ja w Twoim wieku ciągle biegałem po podwórku z kolegami, grałem w piłkę. Chociaż dziewczynami mógłbyś się zacząć interesować! Co się stało z tą Kasią?

- Nie chce o tym rozmawiać.

- No a jak mamy Ci pomóc jak Ty nam nic nie mówisz?!

- No już, już. Zostaw go w spokoju. Ta Kasia nie była dla niego dobra i tak.

- Nie potrzebuję, żebyście mi pomagali. Radzę sobie świetnie i jestem szczęśliwy. Przestańcie mnie po prostu traktować jak dziwoląga i wszystko będzie dobrze. Jak chcecie to dzisiaj możemy sobie zagrać w Eurobiznes i spędzić rodzinną sobotę.

- Szef ma imieniny. Zaraz wychodzę.

- Ja chętnie z Tobą zagram kochanie!

- No i ok. Zagramy i wszystko będzie jak dawniej i zaczniecie mnie znowu traktować normalnie, ok?

- To nie takie proste synu. Rozmawialśmy wczoraj z matką i chcemy, żebyś poszedł w jedno miejsce.

- Gdzie?

- Do psychologa. Rozmawialiśmy z Twoimi nauczycielami. Wszyscy uważamy, że to dobry pomysł.

- Co? Po co? Po co mam chodzić do jakiegoś durnego psychologa?! Wszystko ze mną w porządku! … Mamo?

- Oczywiście, że wszystko z Tobą w porządku kochanie, ale to pójdziesz na jedno czy dwa spotkania i wszyscy będziemy spokojniejsi. Jesteś taki zdolny, potrzebujesz z kimś porozmawiać o tym co czujesz. Już od dawna nie chcesz ze mną rozmawiać…

- Skąd Ty możesz wiedzieć czego potrzebuję?! Potrzebuję, żebyście przestali mnie traktować jak wariata! To jedyne czego od Was potrzebuję!

Wziął plecak i kurtkę i wyszedł z domu. Ruszył w kierunku szkoły.

Nie zjadłem nawet śniadania przez tych zjebów. Będę głodny teraz. Co oni sobie wyobrażają? Do psychologa. Może do psychiatry od razu. Kurwa, kto by nie chciał syna ktory całe dni przesiaduje ucząc się. Całe popołudnia w bibliotece. Całe wieczory gwiazdy, ale nie. Ciągle za mało. Za mało tamtego, za mało czegoś innego. Mogliby sobie zrobić drugie dziecko, może ono byłoby tępym sportowcem. Wtedy byliby szcześliwi. Kurwa! Jest sobota. Nawet nie muszę przecież iść do tej zjebanej szkoły. Nawet nie chce mi się dziś iść do biblioteki. Mam jedną rzecz, którą lubię, a oni i tak mi muszą to zepsuć. I gadka o Kasi. Co ich to obchodzi. Przynajmniej nie zrobię jej dziecka mając 15 lat.

Cały poranek snuł się samotnie po miasteczku myśląc co ma dalej zrobić. Gdy wrócił do domu zastał mamę płaczącą przy stole.

- Wróciłem.

Widział jak próbowała ukryć swoje łzy i odwróciła się od niego udając, że szuka czegoś w szafce.

- Dobrze. Idź do pokoju teraz. Zaraz zagramy sobie, dobrze?

- Mamo. Przepraszam. Nie płacz przeze mnie.

- Ja nie płaczę. Szukam czegoś do obiadu.

Podszedł do niej i ją przytulił.

- Daj spokój. Przecież widzę. Jeśli to dla Ciebie takie ważne to pójdę do tego psychologa.

- Ja… ja przepraszam. Jesteś idealnym synkiem i … ja jestem taka szczęśliwa, że Cię mam … ale chciałabym, żebyś Ty też miał… Chciałabym, żebyś miał przyjaciół, kolegów, dziewczynę… żebyś miał zycie…

- Ja mam życie. I nie potrzebuję nic więcej. Mam znajomych. Na forum internetowym. Rozmawiam z nimi codziennie po szkole. Oni sa tacy jak ja. Nie jak ci debile ze szkoły.

- Na forum internetowym?

- Tak. Mogę Ci pokazać, któregoś dnia. Dlatego chodze do biblioteki tak często. Tam mają internet.

- Internet w komputerze?

- Tak.

- A u nas w komputerze też by się dało taki internet?

- Wydaje mi się, że tak.

- Kochany.. to może umówmy się, że pójdziesz do psychologa, a ja pogadam z ojcem i może na święta kupimy Ci internet i mi pokażesz swoich znajomych, dobrze? I będziesz mógł się spotykać ze znajomymi w naszym domu.

- Naprawdę? Byłoby super!

Marzył o internecie od kiedy miał komputer, ale wiedział że jest bardzo drogi i nigdy nie odważył się poprosić. Będzie mógł teraz spędzać więcej czasu na forum, będzie mógł czytać więcej relacji z całego świata i może w końcu nauczy się angielskiego na tyle dobrze, żeby rozumieć artykuły bez sprawdzania co chwilę słownika. Niedawno wszedł w temat uprowadzeń przez kosmitów, będzie mógł teraz czytać o nich z domu! I za jaką cenę? Opowiadania o swojej samotności jakiejś pani w szkole przez godzinę tygodniowo.

Wygrałem życie.

-To co mamo? Zagramy teraz w Eurobiznes?

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Bajkopisarz 4 miesiące temu
    Nie będę wypisywał wszystkich błędów, ale zaznaczę Ci najważniejsze, powtarzające się w całym tekście:
    juz 18:40, Kasia - literówki
    zjadł 4 ciepłe lody – cyfry słownie
    Tobą spotykać. Gwarantuję Ci to. – zaimki z małej litery, zwłaszcza w wypowiedziach, dialogach.
    Może jestem największym luzerem – lepiej w angielskiej wersji looserem, a najlepiej „przegrywem”. Luzer sugeruje człowieka wyluzowanego, luzaka.
    Zupełnie stracił poczucie czasu i nie jest w stanie – skakanie po czasach, raz przeszły, razy teraźniejszy. Uporządkuj to.
    - Acha. – Nie ma Acha. Jest Ach lub aha. Zasada trzech liter” Och, oho itp.

    W treści zupełnie niezłe. Nie do końca pamiętam, jak w 1998 wyglądała sprawa internetu, zwłaszcza czy faktycznie było już tyle relacji o UFO, ale nie dopatrzyłem się żadnej rażącej nieścisłości, więc ok. Zobaczę, jak dalej – czyli zainteresowało mnie.
  • Narrator 4 miesiące temu
    Też mi się spodobało. W tym opowiadaniu jest kilka ciekawych spostrzeżeń, na przykład to: „Mądrzy, wrażliwi chłopcy mają tudniej (sic!) na początku, ale później wszystkie dziewczyny chcą takich mężczyzn...”

    Zastosuj się do wskazówek Bajkopisarza, a będzie to można wysłać do druku.

    „Luzer” czy „looser” to moim zdaniem dyskusyjna sprawa. W języku polskim nie występuje podwójne „o”, a nawet gdyby to i tak większość ludzi wymawiałaby jak „o”, nie „u”. Wkrada się tutaj obcojęzyczny element, którego należy unikać. Dlatego lepiej nie zmieniać „luzer” na „looser”, bo inaczej powinniśmy również pisać „jeansy” zamiast „dżinsy”, „manager” nie „menedżer” i podobnie w przypadku wielu innych form fleksyjnych. Jeszcze lepiej użyć slangu „przegryw”, jak radzi Bajkopisarz, lub „nieudacznik”, bądź poszperać w polskim słowniku, na pewno znajdzie się coś odpowiedniego. Chyba, że zależy Ci na oddaniu atmosfery współczesnego języka zaśmieconego angielszczyzną.

    Co do Internetu, w roku 1998 w Polsce mało ludzi miało do niego dostęp z domu, a jeśli mieli, był to tak zwany dial-up oferujący niedużą przepustowość. Wtedy mało kto na tym się znał, zazwyczaj jedynie osoby zajmujące się Internetem zawodowo, lub komputerowcy-hobbyści, co zakładam ma miejsce w tym przypadku.

    To zdanie wydaje się niekompletne:
    „- A u nas w komputerze też by się dało taki internet?” -> „- A u nas w komputerze też by się dało taki internet zrobić?”

    Pozdrawiam.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania