Poprzednie częściSystem; Jan Akt I System; Jan Akt II

System; Jan Akt III

W końcu. Byli już blisko skończenia jednoosbowego pojazdu latającego. Miał 3 metry średnicy, kształt spodka i wypustkę na siedzącego po środku. To był już ich trzeci prototyp. W ostatnim Paweł znalazł usterkę w zasilaniu i musieli go mocno przerobić. Jutro jest 18 październik. To już 15 lat minęło od kiedy ich zobaczył na polu w Mońkach. Jego życie tak bardzo się zmieniło od tego czasu.

- Planujesz coś specjalnego na jutro?

- Nooo, na pewno będę chciał pojechać pod miasto i wypatrywać. Planuję do 20 posiedzieć z Anią, a później wyjechać. Na pewno znowu się obrazi, ale to okrągła rocznia, może w końcu mi się znów pokażą.

- Hahahaha nie mogłeś jednej nocy dłużej poczekać, żeby ją przelecieć.

- Wtedy myślałem, że to znak. Wiesz, 18 pażdziernika, cały wszechświat pracuje, żeby coś wyjątkowego mi się przydarzyło. Skąd mogłem wiedzieć, że będziemy razem tyle lat? A tym bardziej skąd mogłem wiedzieć, że ktoś może chcieć świętować rocznicę pierwszego seksu?

- Hahaha no jakby ślubu było za mało. Wydaje mi się, że napięcie jest za niskie przy lewej turbinie.

- Sprawdzę zaraz. Rodznica ślubu, rocznica seksu, rocznica zamieszkania razem, urodziny, imieniny, to się nie kończy. A co z Eweliną? Wy jeszcze coś tam..?

- Daj spokój. Ona jest tak szurnięta nawet bardziej niż Ty. A jakimś cudem zarabia taki hajs, że ja się czuję jak dno. Wzięła mnie do resturacji, porcje wielkości paznokcia, a rachunek — 800 zł. 800 zł, ogarniasz? I patrzy, że ja mam zapłacić. To 1/4 mojej pensji! Nie ma opcji!

- Hahahah, no szkoda. Ania by się ucieszyła. Idealne love story. Tylko Marta musiałaby się pocieszyć niewidzialnym Joe. Ech… najlepiej by było jakbym mógł polecieć naszym cudem i stamtąd ich wypatrywać.

- Stary, to może na 20 rocznicę.

- Oby.

- A nie zdziwiłbym się jakby to nigdy nie poleciało, ale i tak — fajnie mieć jakies hobby. Czuję się jak prawdziwy facet. Browarki, garaż, dłubanie. Może to nie Rolls Royce, ale może być!

Naprawili lewą turbinę i zebrali się do domu. Wynajmowali garaż na przedmieściu Warszawy. Żaden z nich nie miał wolnostojącego domu, więc musieli dojeżdżać.

Włączył radio i podśpiewywał marząc o tym, że już niedługo będzie miał swój własny latający spodek. Na ulicach było ciemno, ale latarnie i światła miasta kompletnie przesłaniały niebo. Nie mógł dostrzec ani jednej gwiazdy. Dostrzegł jednak małą smużkę dymu unoszącą się spod maski.

Nie. To się nie dzieje.

Zwolnił. Smużka dymu robiła się coraz większa. Zjechał na pobocze.

Kurwa. Ciekawe czy w ogóle mam gaśnicę.

W bagażniku miał 3 pudła kabli, ale udało mu się ją znaleźć. Widział jak kiedyś ojciec miał taką sytuację w swoim Oplu. Najpierw wszyscy muszą wysiąść, a później ostrożnie podnieść maskę mają gaśnicę w pogotowiu. Ostrożnie zbliżył się do przodu samochodu. Para wciąż się unosiła. Czy jest trochę mniejsza?

To chyba nic poważnego, dym jest biały.

Powoli dotknął maski i podniósł ją do góry. Ciągle trzymał gaśnicę pod ręką, ale już widział, że mu się nie przyda. Dobrze, bo już dawno była przeterminowana i tak naprawde nie było wiadomo czy zadziała.

Źle wsadziłem bagnet. Idiota. Włożę poprawnie i po krzyku. Już się przestraszyłem. Takie przygody mam. 15 lat temu kosmici, 10 lat temu Ania, a teraz najbardziej ekscytującą rzeczą w moim życiu jest spartaczona robota przy wymianie oleju. Jakbym nie musiał jeździć ciągle do garażu na drugi koniec miasta to nie musiałbym tak często tego wymieniać.

Popatrzył w niebo.

- Jeśli tam jesteście to pokażcie się w końcu, bo ja już powoli tracę nadzieję.

Wsiadł z powrotem do samochodu i powoli wrócił do domu.

Wrócił do domu po 23. Ania oglądała telewizję.

Ciągle tylko siedzi przed tym telewizorem. Może jak się jest w ciąży to ciało musi magazynować energię dla potomka. Bądź miły. Jutro rocznica, musisz wyjść wcześniej.

- Heeeeeej, wróciłem.

- Cześć.

- Przepraszam, że tak późno. Samochód znów nawalił.

- Prawie jestem zdziwiona… Powinieneś kupić w końcu nowy.

- Pewnie tak… Co u Ciebie, co oglądasz?

- Powtórkę Władcy Pierścieni. Powrót Króla.

- Super. Tylko ta część a Gollumem jest dołująca strasznie… Tak sobie pomyślałem, że jutro mogę nie iść do pracy i mogę Ci zrobić jakiś dobry obiadek, co? Kupimy bezalkoholowego szampana i zjemy coś pysznego.

- Może lepiej byś mnie gdzieś zabrał. Dawno nigdzie nie wychodziliśmy.

- Kochanie, nie zaczynajmy znów tej rozmowy.

- Jakiej rozmowy? Że jesteśmy razem, zaraz skończymy po 30 lat, dziecko w drodze, nie mamy swojego mieszkania i nie stać nas nawet na wyjście do restauracji w rocznicę?

- Technicznie nie mamy jeszcze 30 lat. I jeśli tak bardzo Ci zależy to możemy wyjść na kolację.

- Ewelina była niedawno z Pawłem w Amaro. Chcę iść tam.

- To tam gdzie za mikro porcje płaci sie 800 zł? Kochanie, pójdziemy do włoskiej w centrum, dobrze? Tak swoją drogą to Amaro nie wyszło na dobre Ewelinie z Pawłem, więc chyba nie warto ryzykować, co?

- Wiesz co tam było problemem. Ona dużo więcej od niego zarabia. Twój kolega to luzer. Ma taki dobry zawód, mógłby sobie znaleźć porządną pracę. Trochę jak Ty…

- Co powiedziałaś?

- Wiesz co powiedziałam. Tracisz tyle czasu na tych swoich bzdurnych kosmitów, kiedy mógłbyś zarobić więcej na nas! Mamy rodzinę. Córka przyjdzie na świat za kilka miesięcy, a mogą nas w każdej chwili wyrzucić z tego wynajmowanego mieszkania! Czas, żebyś wziął się w garść. Nawet Twoja matka tak uważa.

- O nie, nie. Nie wplątuj w to mojej matki. Ty tak uważasz, bo nie możesz zaakceptować, że jestem szcześliwy będąć elektrykiem i pomagając ludziom. Jak jesteś taka mądra to idź ze swoją Ochroną Środowiska i zarób na mieszkanie. Przecież Ewelina tak świetnie zarabia, to czemu Ty nie możesz?!

- Jestem w ciąży…

- Ale pół roku temu nie byłaś i też nic nie robiłaś.

Poszedł do sypialni. Słyszał jak płacze w salonie.

Co ona sobie wyobraża. Nie chcę się zaharowywać, żeby mieć trochę wygodniejsze życie. Chociaż może mieszkanie by się przydało, i tak płacę 2 tysiące miesięcznie za wynajem, ale kto mi da kredyt i skąd mam wziąć na wkład własny. Nie potrzebuję tego. Ale ona chyba tego potrzebuje. Mamy być razem. I dzieciątko. Ono potrzebuje pewnego dachu nad głową. Ale lubię swoją pracę. Może mógłbym trochę podnieść ceny. Ale to nie wystarczy na mieszkanie. Może mógłbym zrezygnować z garażu. Ale to 500 zł ledwie. Musiałbym znaleźć inną pracę. Pójść do korpo, jak Ewelina. Ona jest chyba jedyną osobą jaką znam, która sama się dorobiła. Tylko co ja wiem o sprzedaży czy prowadzeniu zespołu. Może mógłbym się nauczyć, przecież ciągle szukają kogoś. Nie jestem w stanie znosić tych wyrzutów codziennie jak wracam do domu. Pieniądze, więcej pieniedzy, ciągle za mało pieniędzy. Może mogłaby mnie polecić. To duża firma nie musielibyśmy pracować razem, a po godzinach i tak majsterkowałbym sobie z Pawłem. Tylko tak dużo godzin. Nie chcę siedzieć więcej niż 8 godzin dziennie przy biurku, to jakiś hardcore. Czy my naprawdę aż tak bardzo potrzebujemy pieniędzy?

Popatrzył na przepierzenie, które symulowało ścianę pomiędzy salonem a częścią pokoju gdzie stało łóżko, którą szumnie nazywali sypialnią.

Nie chcę, żeby moje dziecko tak żyło. Muszę spróbować.

Wrócił na kanapę, Ania dalej szlochała.

- Masz rację. To nie są warunki, w których chcę wychowywać dziecko. Zadzwonię jutro do Eweliny i poproszę, żeby mnie poleciła do Korporacji.

- Naprawdę?

- Naprawdę. Ale nie chce więcej słuchać takich wyrzutów.

- Ok.

- To ok.

Przytulił ją i pochłonęła go finałowa scena walki z Sarumanem.

Następnego dnia był blisko zadzwonienia, ale to był piątek, więc nie było sensu. Na pewno każdy już myśli o weekendzie, więc i tak nic nie załatwi. Poza tym podwójna rocznica. Nie poszedł do pracy, za to od rana starał się rozpieszczać Anię. Rozpoczął śniadaniem do łóżka. To był dobry ruch, bo po zjedzeniu kochali się pierwszy raz od dwóch miesięcy, od kiedy dowiedzieli się, że w końcu udało się jej zajść w ciążę. Po dziesięciu latach bycia razem znał wszystkie wrażliwe miejsca na jej ciele, wiedział co i jak ma zrobić, żeby ją zadowolić. Na szczęście to działało też w drugą stronę i kiedy znajdywali w sobie odrobinę czułości naprawdę było im dobrze. Była jedyną kobietą z którą kiedykolwiek spał. Miewał fantazje erotyczne z innymi, ale brak możliwości skutecznie przerodził się w brak chęci.

Później zabrał ją do kina na komiedię romantyczną. Nawet chwilę po wyjściu nie pamiętał już tytułu. Wszystkie były dla niego dokładnie takie same, ale widział że ona się cieszy. To było dziś dla niego najwazniejsze. A na zakończenie dnia — obiadokolacja, niby kolacja ale po 17, bo później chciał wyjechać za miasto.

Może mógłbym ją ze sobą zabrać…? Może nie byłoby tak źle. Może to mogłaby być wspólna rocznica. To już 10 lat.. Może mógłbym jej dziś powiedzieć dlaczego ciągle gapię się w niebo. Może by zrozumiała. Jest tak dobrze między nami.

- Hej, wiesz jak ja często wyjeżdżam za miasto, popatrzeć w gwiazdy. Dziś też chciałem jechać.

- Ale..

- Daj mi dokończyć. Pomyślałem, że może chciałabyś pojechać ze mną, co? Zostaniemy w samochodzie, z włączonym ogrzewaniem. Chcę to zrobić, ale chciałbym to zrobić z Tobą.

Kiedyś wierzył, że musi być sam przy oczekiwaniu na ich ponowne pojawienie się. Próbował nawet odtwarzać warunki, w których wtedy się znalazł. Na skraju załamania, sam, pośrodku pola, ale nigdy więcej się nie pojawili, więc może to nie ma znaczenia.

- Chętnie się z Tobą przejadę, ale nie na bardzo długo, ok? Tak na godzinę, może dwie, nie chcę spędząć całej nocy w samochodzie.

- Dobrze, jak tylko zechcesz.

Pocałował ją. Był naprawde szczęśliwy.

- A swoją drogą nie mówiłeś, że samochód się wczoraj popsuł?

- To nic takiego, drobiazg. Naprawiłem wczoraj od razu.

10 lat, a w końcu to zrobimy wspólnie. 18 października. Magiczny dzień. Szybko tylko skończę ten makaron i pojedziemy. Za Otwockiem jest dobre miejsce bez świateł. Tam ją zabiorę.

Gdy dotarli dopiero robiło się ciemno.

- Pamiętam jak bardzo imponowało mi to, że znasz się na gwiazdach. Przed wyjazdem na święta pokazałeś mi Wenus i nauczyłeś mnie jak znaleźć ją na niebie. Do godziny po zachodzie słonca, połudnowy zachód. O, chyba w ogóle widzę ją stąd.

- Tak, to Wenus. Mogę Ci pokazać jakieś gwiazdozbiory też, nigdy po prostu nie wydawałaś się tym zainteresowana.

- Możesz. Nie jest to jakaś moja pasja, ale dobrze jakbyśmy zaczęli robić więcej rzeczy wspólnie.

- Masz rację.

Pocałował ją. Czuł do niej wdzięczność i miłość. Dawno nie był tak szczęśliwy, że z nią jest. Całowali się coraz bardziej łapczywie. Przeszli na tylną kanapę i tam zaczęli się kochać w niewygodnej pozycji, ale obydwoje byli tak żądni siebie, że nawet nie zwracali na to uwagi. Drugi raz jednego dnia. To był rekord co najmniej 7mio lecia. Ania była już bliska orgazmu, gdy usłyszeli świst. Zerwał się nagle i rzucił do tylnego okna. Szyby były zaparowane. Zaczął je wycierać ręką, ale przez smugi zupełnie nie było nic widać. Mógłby przysiąc, że to był taki sam dźwięk jak słyszał 15 lat temu. Otworzył drzwi i wyskoczył na zewnątrz próbując dostrzec UFO.

- Janek, co się dzieje? Co ty robisz?

- Ja… ja…. oni tu byli! A ja przegapiłem ich przez Ciebie!

- Co? Jacy oni?

- Statek kosmiczny właśnie tu był, a my byliśmy zbyt zajęci sobą, żeby ich zauważyć!

- Czy Ty oszalałeś?

Ania zaczęła się ubierać w pośpiechu.

- Chcę wrócić do domu. Teraz. Ubieraj się i zawieź mnie do domu.

- Słyszałaś ten świst! Nie możemy teraz wrócić.

Było zimno. Próbując nie odrywać wzroku od nieba zaczął zakładać na siebie ubrania.

- To był wiatr! Albo jakies zwierzę. Uspokój się. UFO nie istnieje.

- Wiedziałem, że nie zrozumiesz.

- Czego nie zrozumiem?

- Niczego.

- Czego nie zrozumiem?!

- Ja widziałem ich. UFO istnieje. Wiem jak to brzmi. Wiem, że jest powszechnie uważane, że to bzdura, że tylko szaleńcy w to wierzą, ale są dowody. Oni istnieją. I właśnie byli tutaj, ale już ich nie ma. Zobaczyłabyś sama to byś zrozumiała.

Nie wiedział co czuje. Początkowa złość już przeszła, przeradzając się w rozczarowanie i rozgorycznie. Spędził setki godzin gapiąc się w niebo, a oni musili wybrac akurat ten moment, żeby się pokazać. Dodatkowo, odsłonił się przed Anią.

Oby teraz nie chciała rozwodu i nie zabrała mu dziecka.

- Odbiło Ci. Kompetnie Ci odbiło. Ubieraj się, zawieź mnie do domu, udawajmy, że to nigdy się nie stało. Nie chcę słyszeń o tym nigdy więcej. Masz nie myśleć o tym nigdy więcej. I masz znaleźć normalną pracę. Zrozumiałeś?

On tylko stał.

- Teraz. Ubierz się i odwieź mnie do domu teraz.

Posłuchał. Do domu wrócili w ciszy.

Następne częściSystem; Jan Akt IV

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania