Szkoła tańca cz 5
Ambulans po dotarciu na miejsce zatrzymał się na parkingu przed budynkiem szpitala. Ratownicy pośpiesznie wysiedli z karetki, pchając nosze, na których leżał Tomasz. Ruszyli w stronę drzwi wejściowych. Irmina, trzymając go za rękę, szła obok.
— Tomek, wszystko będzie dobrze, jestem przy tobie.
Pielęgniarze po wprowadzeniu rannego do środka na chwilę zostawili go samego i podeszli do pielęgniarki.
Mężczyzna w tym czasie dostał ataku drgawek i zaczął się rzucać na noszach. Gdyby nie był przypięty pasami, to bez wątpienia by spadł z nich.
— Tomek, co się dzieje?! Zaraz sprowadzę pomoc.
Irmina podbiegła do pielęgniarki, z którą rozmawiali ratownicy.
— Mój chłopak, Tomasz Nosek, dostał drgawek.
Lekarz, który był w swoim gabinecie i usłyszał hałasy dobiegające z korytarza, wyszedł, żeby zobaczyć, co się dzieje, i zobaczył zamieszanie. Podszedł do mężczyzny leżącego na noszach i go wstępnie zbadał.
— Siostro, proszę zabrać pacjenta na salę operacyjną.
— Błagam, uratujcie go!
— Zrobimy, co w naszej mocy.
Pielęgniarze, pchając nosze, na których cały czas rzucał się Tomasz, ruszyli wraz z pielęgniarką i lekarzem w stronę drzwi z napisem „Sala Operacyjna”, za którymi zniknęli.
Nagle na szpitalny korytarz wbiegła Betti w towarzystwie Maurycego i pośpiesznym krokiem podeszła do Irminy, po czym ją spoliczkowała.
Dziewczyna złapała się za policzek, a oczy jej się zaszkliły.
— Czy ty właśnie mnie przed chwilą uderzyłaś?!
— Tak — odparła spokojnym głosem Betti.
— Ale za co? Co ja ci takiego zrobiłam?
— Przez ciebie mój brat trafił do szpitala!
— Nie zapominaj, że ja też byłam porwana!
— Tak, ale tobie nic się nie stało!
— A co, wolałabyś, żebym to ja była na sali operacyjnej i walczyła o życie?!
— Jeśli mam być szczera, to tak. Przynajmniej mój braciszek byłby cały i zdrowy.
Irmina usiadła na krześle i ukryła twarz w dłoniach. Po kilku godzinach czekania w niepewności otworzyły się drzwi sali operacyjnej i wyjechało z niej łóżko z Tomaszem, który był przytomny. Pielęgniarka, pchając je, przejeżdżała obok Irminy, Betti i Maurycego.
Irmina podeszła do niego i złapała go za rękę.
— Gdzie ja jestem?
— W szpitalu. Miałeś operację, bo zostałeś ranny.
— Muszę stąd wyjść! Żeby otworzyć szkołę.
— Leż spokojnie, ja się wszystkim zajmę.
Mężczyzna, słysząc te słowa, uspokoił się trochę.
— Może to nie jest odpowiednie miejsce i czas na to, ale innej okazji może nie być. Co prawda nie mam pierścionka zaręczynowego, ale czy zgodzisz się zostać moją żoną?
— Tomasz, mówisz poważnie? Chcesz mieć za żonę kobietę, która miała męża gangstera?
— Tak, zakochałem się w tobie, gdy po raz pierwszy cię zobaczyłem w stroju rusałki.
— Ja w tobie też zakochałam się od pierwszego wejrzenia.
— To jak, zgodzisz się za mnie wyjść?
— Tak, z największą przyjemnością, Tomaszu. Ale twoja siostra Betti nigdy nie zgodzi się na nasz ślub.
— Jestem dorosły i ona nie ma nic do gadania.
Maurycy dyskretnie wyjął z kieszeni pierścionek z rubinem i podał go przyjacielowi, a ten założył go Irminie na palec.
Dziewczyna wyciągnęła przed siebie dłoń z pierścionkiem na palcu i przez chwilę go podziwiała.
— Jest piękny, dziękuję.
Betti spojrzała na przyjaciela takim wzrokiem, jakby chciała go za chwilę zabić.
— Naprawdę pacjent musi trafić na oddział — odparła pielęgniarka.
Po tych słowach pielęgniarka ruszyła z Tomaszem leżącym na łóżku w stronę windy, do której wjechała.
— Maurycy, ty wiedziałeś, co planuje mój brat, i go nie powstrzymałeś przed tym.
— Tak, wiedziałem, bo mi powiedział.
— Mogłeś do mnie zadzwonić.
— Nie zrobiłem tego, bo Tomasz mnie o to prosił.
— A ty, gangsterska dziwko, masz się odczepić od mojego brata! Najlepiej zniknij z jego życia raz na zawsze!
— Nie mów mi, co mam robić! Tomasz jest dorosły, ma prawo do własnego życia! Nie powiedziałam mu, że mnie spoliczkowałaś, tylko dlatego, bo nie chciałam go denerwować.
— Nie!
Betti wściekła ruszyła w stronę windy, a po chwili w niej zniknęła. Leśniewski podszedł do irminy i jej pogratulował.
— Chodź, odwiozę cię do domu, ponieważ to był dla ciebie ciężki dzień. Powinnaś trochę odpocząć.
Irmina w towarzystwie przyjaciela swojego narzeczonego opuściła szpital. Będąc na dworze, mężczyzna na chwilę ją zostawił i poszedł po samochód. Gdy podjechał pod główne wejście, wsiadła do auta.
Trzydzieści minut później auto dotarło na miejsce i zatrzymało się przed kamienicą, w której mieszkał Tomasz.
— Może wejdziesz na górę na herbatę?
— Może innym razem. Dziś lepiej wrócę jeszcze na chwilę do szpitala, żeby Betti przypilnować.
— Zadzwoń jak będziesz coś wiedział.
— Okej .
Irmina wysiadła z wozu i pomachała Maurycemu na pożegnanie, a gdy ruszył, weszła do kamienicy.
Po wejściu do mieszkania swojego narzeczonego Tomasza zamknęła drzwi.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania