Poprzednie częściTropiciel Tropiciel 2

Tropiciel 3

Komnata Rodhlanna nie należała do najskromniejszych. Mimo, iż była stosunkowo mała – bo niewiele większa od pokoi, które można było znaleźć w każdej lepszej gospodzie – to bogato wyposażona w różnego rodzaju regały i stoliki. Pomieszczenie to jednak zazwyczaj było użytkowane przez generałów, więc obecność tych mebli nie powinna dziwić.

Mężczyzna zaczął powoli rozpalać w małym kominku, który mieścił się naprzeciwko łóżka. Tropiciel uklęknął na kamiennej podłodze i pochylił się w stronę paleniska.

Magia nie ładuje magii – powtarzał sobie w myślach, podczas gdy ocierał krzemień o maleńką stalową płytę.

Po chwili blask ciepłego światła oświetlił spowitą ciemnościami komnatę.

Rodhlann położył runę ochronną na podłodze, blisko ognia. Ciemnopoma-rańczowy kamień zaczął ożywać. Energia – zaklęta w żywiole – zaczęła wypełniać minerał, który wyglądał jakby uwięził w swoim wnętrzu kawałek oceanu. Magia, którą zaczęła wypełniać się runa, majestatycznie falowała, odbijając się przy tym od ścianek kamienia. Po chwili minerał zaczął emanować własnym, lekkim ciemnopomarańczowym światłem.

Jeździec boskiej śmierci wpatrywał się we freski, które tworzyły płomienie. Zwinnie tańczący ogień, dumnie pnący się do góry, powoli usypiał Rodhlanna.

Mężczyzna po chwili zasnął odwrócony w stronę kominka, siedząc w poprzek łóżka, opierając swoją głowę o kamienną ścianę.

W tym czasie taniec ognia powoli stawał się coraz mniej widowiskowy. Gwałtowne ruchy płomienia uspokoiły się, freski, które zataczał, stały się bardziej przewidywalne oraz mniej zamaszyste. Runy, leżące niedaleko kominka, powoli wypełniały się magią. Fale w ich wnętrzu również się uspokoiły.

Ciepłe światło iluminowało twarz śpiącego Rodhlanna.

•R•

– Konklawe druidów zbliża się wielkimi krokami – wtrącił niziołek, spoglądając na stojącego przy oknie księcia.

Świece oświetlające salę obrad powoli się wypalały. Na terenie warowni zaś było zadziwiająco cicho.

Monarcha przejeżdżał swoją dłonią po delikatnym materiale karmazynowych zasłon.

– Jak co roku – odezwał się po chwili Arthair. – Od kilkudziesięciu lat z kolejnych konklawe nic nie wynika – dodał protekcjonalnym tonem.

– Ostatnim razem, gdy mieli coś do powiedzenia, zmusiliśmy ich do milczenia – odparł chłodno mag.

– Po to by nie wzbudzać paniki… Chyba, że chciałeś mordu wszystkich Rodhlannów? – zapytał beznamiętnie Dwunasty z linii Eionów.

– Na pewno nie chciałem niszczyć czyjegoś życia z powodu imienia jakie nosi.

– Teraz masz pretensje o to, że uciszyliśmy druidów? Czy o to, że ten chłopak może być naszym kluczem do zwycięstwa?

Detmond zamilkł.

Arthair schował dłoń do kieszeni swojej ciemnoniebieskiej szaty i spojrzał na stojącego przy stole maga. Powoli słabnące światło powodowało, że sylwetka Białego Kruka była ledwo widoczna. Jedynie połowa ciała niziołka była dostatecznie dobrze oświetlona, by książę mógł cokolwiek zobaczyć. Tak samo było z salą, której jedynie centralna część była zalana słabym, ciepłym światłem świec, podczas gdy najdalsze zakamarki komnaty były spowite ciemnościami.

Wymiana zdań pomiędzy księciem a magiem wyglądała zatem jak przedstawienie na deskach wielkomiejskiego teatru.

– Wieśniacy by go zabili, gdyby się dowiedzieli, że ktoś może tknąć ich bożków – oznajmił lodowato Wielki Książę. – Ilu tropicieli straciliśmy tylko przez to, że przejechali przez teren jakiejś wsi? Teraz wyobraź sobie reakcję tych samych ludzi, kiedy usłyszą, że na świat przyjdzie dziecko o imieniu Rodhlann i będzie „jeźdźcem boskiej śmierci”. Uratowaliśmy tego chłopca, Detmondzie.

– Kiedy ten chłopak pozna prawdę? Kiedy ten chłopak zrozumie, że to nie przypadek, że jest tak świetnym wojownikiem? Kiedy zrozumie, że na jego poszukiwania wydaliśmy równowartość połowy skarbu księstwa? Kiedy zrozumie, że jego normalne życie zostało poświęcone dla tyrady trzech księstw? Tyrady, której celem jest zdobycie jakiejś przeklętej Korony Bogów. Kiedy ten chłopak pozna prawdę?!

Oczy Arthaira pozostawały bez wyrazu, podczas gdy Detmond wyrzucał z siebie kolejne pytania.

– Pozna wtedy, gdy zostanę ukoronowany królem Meadtuath – odparł spokojnie książę. – Jednak do tamtego momentu będziemy go chronić ¬– dodał po chwili, spoglądając na chwilę za okno, po to, by znów odwrócić swój wzrok w stronę Detmonda.

Leniwie wznoszące się zza horyzontu słońce iluminowało swoją ciemnopomarańczową barwą obrys gór, których ostre turnie były zanurzone w wiecznej oraz grubej pokrywie białego puchu.

Poranne światło słońca przebijało się przez powierzchnię zamarzniętego okna komnaty, lekko ją oświetlając.

– Do tej pory chroniliśmy tylko siebie – oznajmił lodowato Detmond.

Monarcha tego nie skomentował. Jedynie odwrócił się w stronę okna i znów zaczął dotykać zasłon. Materiał pod jego palcami był miękki oraz delikatny. Firanka w tej komnacie nie była gruba. Przysłoniwszy okno, miała jedynie lekko blokować ostre światło docierające z zewnątrz.

– Masz coś jeszcze do dodania? – zapytał po chwili wahania książę.

– Nie ignorujmy konklawe – odparł natychmiast niziołek. – Druidzi zrobili się ostatnio podejrzliwie cisi.

Monarcha nie odezwał się.

Czyli zignoruje – pomyślał mag.

Detmond ruszył w stronę wyjścia. Po raz kolejny stąpanie butów niziołka o kamienną podłogę rozległo się po sali, odbijając się echem od ozdobionych malowidłami oraz trofeami myśliwskimi ścian. Stojąc tuż przy drzwiach – których Detmond tym razem nie otworzył za pomocą magii – mag zatrzymał się. Po chwili patrzenia na sośniane wrota, odwrócił się w stronę Arthaira.

– Ah… I wszystkiego najlepszego, Wasza Wysokość – oznajmił wychodząc z komnaty.

Pojękiwanie zamykanych drzwi – zakończone trzaskiem – rozlegało się echem po sali obrad. Ostatnie świece powoli się dopalały, podczas gdy słońce dalej wspinało się po nieboskłonie. Brzask leniwie oraz niechętnie zamieniał się w świt.

Monarcha cały czas milczał.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • OsMiornicaDave 2 tygodnie temu
    Myślałam dotąd, że Rodhlann to imię głównego bohatera 🙈 To nazwa rodu, czy rasy? Bardzo podobał mi się dialog między księciem i druidem. Przekazałeś kilka ciekawych informacji, ale w bardzo zręczny sposób ;)
  • fjoloP ponad tydzień temu
    Rodhlann to imię bohatera 😅. „Mord wszystkich Rodhlannów” miał raczej służyć za hiperbolizację problemu -związanego z imieniem protagonisty - ze strony księcia, jednak widzę, że warto trochę zmienić to zdanie, by przekazywało ono, to, co rzeczywiście miałem na myśli 😅

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania