Wybrana - WH40K - Prolog

Skończył się "Komisar"

Zaczyna się "Wybrana"

Spokojnie - "Demon" - Będzie kontynuowany. Projekt ten uznajcie za odskocznię do głównej serii.

 

Akcja będzie działa się w uniwersum Warhammera 40k - niesamowicie wielkiego i mrocznego uniwersum. Więc - spodziewajcie się że dość mrocznych i brutalnych scen.

 

Pozdrawiam wszystkich

Kapelusznik

 

***

 

Bez ciemności, nie może być światła. Tylko w wierze, światło zabłyszczy. Tylko światło odpędzi mrok. Tylko wiara odstraszy nadchodzącą ciemność. To płomień wiary prowadzi do zbawienia. W ciemności czeka potępienie i upadek. Jej zadaniem było niesienie tegoż ognia wiary. Ognia, który oświeci drogę tym, którzy jej szukają i pragną dążyć ku świetle. Ogień, który spali spaczenie sprowadzone przez tych, którzy pragną wiecznej ciemności.

 

Ogień jej wiary bił mocno, jak każdej z jej zakonu, każdej która żyła w świetle Boga Imperatora. Jej służba była całkowita i wieczna, nieważne czy w życiu, czy w śmierci.

Mimo to ciemność jaka ją otaczała, była wszechobecna i wszechpotężna, nie ważyła się zbliżyć do światła wiary, który bił z jej serca. Rozglądała się, czując strach, przed obliczem ciemnej pustki. A nie powinna znać strachu. Nie powinna się bać, kiedy Bóg Imperator jest z nią w każdej chwili. Naraz z mroku wydobył się dziwaczny dźwięk jakby jęk, bólu. Rozejrzała się, ale niczego nie zobaczyła. Nawet ze światłem, które niosła, nie mogła dojrzeć tego, co kryło się w mroku.

– Wolności – rozległ się głos z ciemności. – Wolności!

Wyjęła miecz i wymierzyła nim w ciemność, lecz głos wydawał się być wszędzie. Głos pełny bólu i nienawiści. Jakby wydobywający się z rozerwanego gardła. Jej bystre oczy rozglądały się na wszystkie strony, lecz nie widziała nic. Wiedziała, że coś czai się w mroku, lecz nie wiedziała co i gdzie. Cokolwiek wypowiadało te słowa, stawało się coraz bardziej aktywne, coraz głośniejsze, a furia w głosie rosła z każdą minutą.

– Wolności! Wolności! – Mrożący krew w żyłach głos powtarzał nienawistnie. – Wolności!

W końcu nie wytrzymała.

– Pokaż się! – Zażądała głośno. – Wejdź do światła!

Momentalnie zapadła grobowa cisza. Ciemność nie odpowiedziała. Otaczało ją światło, sama nim była. Niczym ogień pochodni. Oświetlający ciemność, jednak niewystarczający by pokazać co się w niej skrywa.

– Pokaż się! Wyjdź z cienia!

W końcu zobaczyła. Kształt. Cień w cieniu. Zaledwie obwódkę. Wyglądała jak człowiek, ale człowiekiem nie była. Cokolwiek to było. Patrzyło na nią… i było złe. Spaczone.

Złapała swój miecz w obie dłonie i już miała się rzucić, się na to coś, z całą godnością i błogosławioną furią, na jaką mogła się zdobyć… lecz jej miecz zamienił się w proch. Zdezorientowana patrzyła na to, co zostało z jej broni. Teraz, bezbronna, patrzyła z rosnącym niepokojem na ciemny kształt, który wydawał się powoli zbliżać i jedynie światło jej wiary. Istota z mroku była tuż obok, na wyciągnięcie ręki, a jednakże widziała zaledwie kontur. Zaledwie ciemniejszy cień w ciemności. Cichy pomruk wydobył się z istoty i już miała spaść na nią… kiedy ktoś potrząsnął jej ciałem i wybudziła się ze snu.

 

– Starsza Siostro Katlis! Siostro Katlis! – Pierwsze co zobaczyła po przebudzeniu, była twarz służącej jej nowicjuszki.

Czternastolatka wyglądała na zaniepokojoną. Piegowata twarz pobladła, kiedy blondyneczka potrząsała lekko swoją panią. Zamrugała oczami zdezorientowana i rozejrzała się wokół siebie. Znów była w swojej kwaterze. Te same zimne ciemne mury, te same świece i światła. To samo niewygodne łóżko. Podniosła się lekko, przecierając oczy.

– Elia – zwróciła się do nowicjuszki.

Dziewczyna odetchnęła z ulgą i odsunęła się od niej o kilka kroków. Skłoniła się godnie i nie podnosząc wzroku, odezwała się delikatnym głosem.

– Proszę o wybaczenie siostro Katlis. Kanoniczka Beatralis wzywa cię do siebie.

Aurelia pokiwała głową i podniosła się z łóżka.

– Czy to pilne?

– Nie. Kanoniczka nakazała mi cię obudzić i przekazać, że chcę z tobą porozmawiać.

– Dobrze – Aurelia poprawiła swoje ubranie nocne. – Przygotuj miskę z wodą, posiłek i moje ubrania. Muszę się pomodlić.

Nowicjuszka skłoniła się nisko.

– Wedle twej woli, Starsza Siostro Katlis.

Elia w ciszy wykonywała swoje obowiązki. Aurelia uśmiechnęła się, wspominając jak sama służyła jako nowicjuszka, na początku swojej służby w zakonie. Nie wiedziała, czy Elia będzie kiedykolwiek członkiem, jej części zakonu, jednak nie przejmowała się tym w najmniejszym stopniu. Wszystko jest w rękach Boga Imperatora i to jego wola, prowadzi jego wierne sługi. Godnie podeszła do niewielkiej kapliczki, stojącej w jej pokoju. Zapaliła świeczki, chwyciła naszyjnik z Imperialną aquilą w dłonie i rozpoczęła recytację modlitwy, która lata temu zapamiętała na pamięć. Nowicjuszka zatrzymała się na moment, by posłuchać jej pięknego jedwabnego głosu, który wydawał się melodią niebios. Modliła się tak dobre dwadzieścia minut, po czym wstała z klęczek, ucałowała złotego dwugłowego orła i odłożyła na swoje miejsce.

– Woda, jedzenie i ubiór gotowy, moja Pani.

Aurelia uśmiechnęła się do Elii widząc wszystko gotowe, tak jak wymagała. Dziewczyna miała szybkie ręce i umysł. Przejdzie testy śpiewająco, tego była pewna. Podeszła do miski z wodą i przejrzała się w swoim odbiciu. Te same białe włosy, ta sama jasna cera, te same ciemne bystre oczy… ale tym razem pod oczami widać było delikatne cienie. Efekt koszmaru z pewnością. Pozwoliła Elii pomóc jej zdjąć nocne ubrania. Delikatnie i ruchami pełnymi gracji obmyła ciało i wytarła się do sucha. Z pomocą Elii założyła swoje delikatne, czerwone szaty i zasiadła do skromnego posiłku, składającego się z kostki protein oraz papki węglowodanów. Nie był to najlepszy posiłek, ale przynajmniej proteiny w kostce były pochodzenia zwierzęcego. Przełykając jeden z ostatnich kęsów zwróciła się do milczącej Elii.

– Jakieś wieści o naszej podróży?

Elia zamrugała lekko zdziwiona.

– Nic co nie zostało już wcześniej powiedziane, siostro.

Aurelia kiwnęła głową.

– Dobrze. Wróć do wyznaczonych obowiązków. Wezwę po ciebie, kiedy uznam, że będziesz potrzebna.

– Jak sobie życzysz.

Aurelia wyszła ze swojej kwatery i ruszyła w kierunku gabinetu Kanoniczki Beatralis. Korytarze krążownika „Śpiew Wiernych” były szerokie i pięknie skonstruowane. Szczególnie na wyższych poziomach gdzie sama się znajdowała. Gotyckie łuki, świece, żyrandole nadawały korytarzowi piękna. Nie dało się jednak nie zauważyć, że była w okręcie, a nie klasztorze czy katedrze. Obecność kabli, licznych serwoczaszek i serwitorów, krążących powolnym krokiem po korytarzach nie dawała złudzenia wątpliwości. Z mieszanką obrzydzenia i smutku, patrzyła w puste oczy zniewolonych serwitorów, którzy, nie mając już władzy nad swoim ciałem, wykonywali zadania wyznaczone przez tych, którzy byli na szczycie hierarchii. Odmienne uczucie dumy wypełniało ją widząc niewielkie latające serwoczaszki, których kościane czoła były ozdobione stalową plakietką z imieniem godnego sługi Imperium, mającego zaszczyt służyć, nawet po śmierci.

Weszła w ostatni zakręt i znalazła się niedaleko wejścia do gabinetu kanoniczki, kiedy stanęła w miejscu. Z gabinetu wychodziła właśnie kapłanka boga maszyny, członek Adeptus Mechanicus. Rozpoznała ją jako tę, która zajmuje się zaopatrzeniem dla jednostki kanoniczki. Obrzydzenie wypełniło jej wnętrze, widząc co pozostało z ludzkiej formy kapłanki. Kobieca postać, o czterech metalowych nogach i szklanej czarnej masce, zamiast twarzy zamknęła za sobą drzwi i odwróciła się w jej stronę. Dodatkowe trzy, metalowe ramiona wychodzące z jej pleców zadrżały i zasyczały, zmieniając pozycję. Kobieta skłoniła się lekko i wypowiadając jakieś słowa w binarnym języku Marsa, przeszła tuż obok niej, wracając do swoich zajęć.

Aurelia nie mogła znieść Mechanicus. Ani ich, ani ich kultu, który widziała jako bratni herezji. Jednakże nie miała ani mocy, ani prawa, osądzać tych, którzy byli częścią Imperium. Wzdychając podeszła do drzwi i zapukała.

– Wejść – nieprzyjemny głos sroki odezwał się z wewnątrz.

Aurelia otworzyła drzwi i skłoniła się nisko.

– Kanoniczko Beatralis.

– O! W końcu jesteś – kanoniczka uśmiechnęła się uprzejmie. - Proszę, wejdź.

Kanoniczka Beatralis była już dojrzałą kobietą, bliską czterdziestki. Jej włosy były całkowicie siwe, nie białe tak jak jej. W licznych zmarszczkach dało się zobaczyć ból po stracie sióstr w boju, okrzyki zwycięstwa, oraz furię, z jaką wydawała rozkazy w czasie setek bitew. Aurelia uśmiechnęła się i zamknąwszy drzwi, stanęła przed bogato zdobionym biurkiem jej mistrzyni. Kanoniczka odłożyła pióro na bok i złapawszy oddech, odezwała się pewnie.

– Nie wracamy na Concordię.

Wypowiedziała te słowa z taką łatwością, że Aurelia prawie się nie przewróciła. Informacja, że nie wracają do rodzinnego systemu była… zaskakująca.

– Co się stało?

Kanoniczka westchnęła z nutą irytacji.

– System Nouralis jest zagrożony. W pod-sektorze o tej samej nazwie – złożyła razem ręce i przybliżyła je po brodę. – Planeta Nouralis III jest w stanie rebelii. Sześć, z siedmiu Rojów ogłosiło secesję od imperium. Wszystkie pobliskie siły są wzywane jako wsparcie.

Zmrużyła brwi, lekko zdezorientowana.

– Aż sześć rojów heretyków?

– Aż sześć – Kanoniczka nie wyglądała na zadowoloną. – Nasza jednostka liczy zaledwie tysiąc sióstr… modlę się do Imperatora, by przynajmniej połowa z nas przetrwała ten konflikt.

Aurelia zadrżała lekko, słysząc te słowa. Była weteranką, to fakt. Bez tego nie zostałaby Starszą Siostrą. Jednakże walczyła na rozwijających się planetach. Nie miała jeszcze szans walczyć w Roju. A z tego, co słyszała, było to piekło. Były jednak inne sprawy w jej myślach, które potrzebowały odpowiedzi.

– Ale… siostro kanoniczko. Czemu mi to mówisz? Jestem zaledwie starszą siostrą. Nawet nie palatynką.

Beatralis spojrzała jej prosto w oczy i uśmiechnęła się lekko.

– Ponieważ byłaś moją uczennicą – odpowiedziała. – Ponieważ wiernie mi służyłaś jako nowicjuszka i udowodniłaś swoją wartość siostra. Jesteś jedną z najjaśniej błyszczących gwiazd w mojej jednostce.

Aurelia zarumieniła się zakłopotana i skłoniła głowę.

– Słowa nie mogą wyrazić mojej wdzięczności.

– Ale – głos kanoniczki spoważniał. – To może być twoje najcięższe wyzwanie.

Aurelia uniosła pytający wzrok.

– Zdradzę ci coś, zanim cała reszta się dowie – oznajmiła. – Na Mouralis III wezwało nas nie Adeptus Administratum ani Adeptus Ministorum – zmarszczki powiększyły się, zanim wypowiedziała następne słowa. – Wezwał nas Inkwizytor.

To nie mogło znaczyć nic dobrego.

– Inkwizycja?

– Tak. Inkwizytor Eric Traugut. To on przejął dowództwo nad ostatnim lojalnym rojem po zlikwidowaniu skorumpowanego dowództwa. Cokolwiek znalazł na tej planecie, sprawiło, że przejął wodze władzy i szykuje się do wieloletniej wojny – westchnęła. – Aktualnie ściąga wszystkie dostępne siły, by odbić planetę. Nie tylko nas. Z informacji, jakie udostępnił nam Astropath, wiemy, że na wezwanie odpowiedziało kilka regimentów Astra Militarum oraz sąsiadująca planeta należąca do Adeptus Mechanicus.

Ciekawe. Czyli system Mouralis miał więcej niż jedną zamieszkałą planetę.

– Planeta kuźnia? – Aurelia dopytała.

– Od niedawna. Zaledwie stulecie temu była to planeta rycerska – Beatralis odpowiedziała, zerkając na leżące na stole dokumenty. – A oznacza to, że będziesz walczyć ramię w ramię z wyznawcami Omnissiah.

Imię Boga Maszyn wywołało u niej zdegustowany grymas. Kanoniczka westchnęła.

– Znam twoje negatywne podejście do kultu maszyny i twą dedykację do wiary, ale proszę cię, byś się powstrzymywała. Mechanicus są upartym ludem. Mogą obrazić się za najmniejsze przewinienie, a nie chcemy stracić ich poparcia, szczególnie w zbliżającej się kampanii.

Aurelia cofnęła się lekko, zakłopotana.

– Wezwałaś mnie… tylko po to, by mi to powiedzieć. Czy nie ufasz moim umiejętnością?

Kanoniczka uniosła uspokajająco dłoń.

– Nie zrozum mnie źle. Jesteś młoda, energiczna, a to będzie ciężka wojna. Będziesz też zmuszona walczyć ramię w ramię z osobami nie tylko o odmiennych wierzeniach, ale i lżejszym podejściu do wiary – uśmiechnęła się lekko. – Dobrze pamiętasz, jak część gwardzistów zwracała się do Boga Imperatora?

Aurelia potrząsnęła głową z obrzydzeniem. Próbowała nie pamiętać.

– Niestety tak.

– Ta wojna będzie długa. Znacznie dłuższa od tych, które znasz. Stracisz wiele sióstr. Wiele przyjaciół i towarzyszek broni. Poznasz wielu ludzi. Bardzo różniących się od ciebie. Zobaczysz rzeczy, jakich jeszcze nie miałaś okazji zobaczyć… – tu spojrzała raz jeszcze na dokument. – I będziesz walczyła z rzeczami, bardziej przerażającymi od tego, z czym dawniej walczyłaś – nastała chwila milczenia, kiedy Kanoniczka ściskała mocno swe dłonie. – Mówię ci teraz: nigdy nie strać wiary. Nie tylko w Boga Imperatora, ale w siebie, w swoje siostry i tych, którzy będą walczyć przy twoim boku.

Aurelia wyprostowała się dumnie. Nowa moc wypełniała jej serce. Z lekkim uśmiechem i nową determinacją w sobie odezwała się pewnie.

– Nie zawiodę cię, mistrzyni.

Beatralis uśmiechnęła się delikatnie.

– Jeszcze dzisiaj wszyscy dowiedzą się o zmianie w planach. Nawigator mówi, że przy dobrych prądach Osnowy, powinniśmy przybyć do systemu w najbliższym miesiącu. Przygotuj swój oddział. Nie odpuszczę wam z treningami. Będziecie gotowe.

Aurelia uśmiechnęła się szeroko.

– W to nie wątpię.

 

***

 

„Śpiew Wiernych” leciał otoczony bąbelkiem specjalnego pola gallarowego. Wokół, wody osnowy. Nieskończony ocean myśli, uczuć i dusz. Kolory mieszały się tutaj, tworząc piękne kształty i mieszanki kolorów. Prawdziwy spektakl.

 

Jednak nieliczni odważali się spoglądać przez okna.

 

Ponieważ kształty od czasu do czasu przypominały ludzi. Czasem przypominały potwory. Czasem macki, szykujące się, by opleść i zmiażdżyć antyczny okręt.

 

I strach ten był właściwy.

 

Ponieważ za tym oknem, za polem, które chroniło okręt, dało się słyszeć głos.

 

Rechot sił, których Osnowa była królestwem.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • kigja dwa lata temu
    Zauważyłam dopisek WH40K i zerkłam w gógyl i jest forum o tej nazwie oraz dowiedziałam się, że jest gra o tej nazwie.
    Czyli opko na podstawie gry? Tak to rozumiem.
  • Kapelusznik dwa lata temu
    Warhammer 40k - to uniwersum na podstawie bitewniaka
    Figurki, sklejanie, malowanie - walczenie armiami na stole.
    Żołnierzyki dla dużych chłopców i dziewczyn innymi słowy.
    Na ich podstawie gry komputerowe też są - ale modele to fundament :)
    Na you tubie jest pełno filmików - zarówno z loru, gier, bitew na stołach, malowania figurek itp.

    Ogólnie - polecam - uniwersum ciekawsze i bardziej epickie od gwiezdnych wojen.

    Pozdrawiam
  • TheRebelliousOne dwa lata temu
    OK, jestem! :D
    Jak mówiłem, jestem zielony, jeśli chodzi o uniwersum Warhammera, ale spodobał mi się prolog. Opisy są ładne, postacie przedstawione dobrze, końcówka z zapowiedzią wojny zachęca do czytania, więc... no 5. Ciekawe czy będzie brutalniej niż w "Komisarze"...

    Pozdrawiam ciepło :)
  • Pontàrú dwa lata temu
    Fajny początek nowej przygody. W końcu pojawia się długo zapowiadana żeńska główna bohaterka. Jestem ciekaw jak pojdzie ci tworzenie tej postaci. Jak na razie było dobrze. Podoba mi się że położyłeś nacisk na wiarę bo tworzy to już pewnego rodzaju element charakteru. Mam też nadzieję że zaznajomię się trochę z fabułą Warhammera poprzez to opowiadanie.
    Ode mnie 5

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania