Wybrana - WH40K - 4

Wśród wiernych sług imperium znane są niezliczone opowieści o dzielnych gwardzistach. Tych duszach, które mierzyły się z największymi horrorami galaktyki i w imię swojego boga – ginęli w chwale. Przez dziesięć tysięcy lat ich linie nie pękły i jeśli taka była wola Boga Imperatora, nie pękną, aż nie zgasną ostatnie gwiazdy. Gwardziści byli z tego znani. Ginęli, stojąc, jako bohaterowie Imperium.

 

Sierżant Johannes Volaille, nie należał do tych gwardzistów i do tych, którzy w te mity wierzyli. Należał do tych, którzy przeżyli kilka kampanii w Gwardii, a było to niemałe osiągnięcie. Dziewięć długich lat służby powinno teoretycznie zapewnić mu już wygodną pozycję za biurkiem, ale kto jak kto, ale sierżant Volaille, nie miał dobrych relacji z dowództwem przez całą swoją karierę. Teraz, jako jeden z członków I kompani swojego 234 regimentu ciężkiej piechoty, leciał zabezpieczyć jeden z bastionów na mega-autostradzie… ten, który był najbliższy wrogiego roju.

 

Stojący obok niego żołnierz trząsł się, targany starą dobrą gwardyjską paranoją. Duży plecak wydawał się dwukrotnie większy od samego gwardzisty, a niebieskie oczy przeskakiwały z jednego miejsca na drugie, kiedy żołnierz nie był w stanie opanować swoich emocji.

– Mamy przejebane sierżancie – wyjąkał. – Bez artylerii, bez czołgów, tylko jedno bombardowanie, bez możliwości wezwania ostrzału z orbity? – Specjalista od ładunków wybuchowych pokręcił głową. – Przejebane. Mówię wam, wysyłają nas na śmierć, by dobrze wyglądać. Założę się, że każdy w dowództwie to ork w przebraniu!

Silne puknięcie w głowę uciszyło go, kiedy odezwał się kolejny z jego oddziału.

– Zamknij się Panik – największy z jego oddziału warknął, poprawiając chwyt na lasgunie* i wiszącej na plecach wyrzutni rakiet. – Nie pierwszy raz dowództwo wysyła nas z tak chujowymi przygotowaniami – splunął pod nogi. – Poradzimy sobie. Wolę walczyć z PDF, zamiast z zielonoskórymi**, czy robakami***.

Przy wspomnieniu o orkach, Panik zaczął się rozglądać, trzymając detonator i ładunek wybuchowy, jakby spodziewając się, że banda zielonoskórych naraz wyskoczy z sufitu. Tyle, jeśli chodzi o „stalową siłę woli” Gwardii, wszyscy obecni wiedzieli, że nawet weterani mieli bardziej charakterystykę miedzi. Johan już miał coś powiedzieć, kiedy medyk oddziału Red, poklepał uspokajająco Panika i zerknął na największego członka oddziału.

– Nie strasz Panika, Igor. Sytuacja jest chujowa, ale przynajmniej mamy wsparcie lotnicze i zębatkowych**** z nami – uśmiechnął się delikatnie. – Z ich pomocą sobie poradzimy.

Kolejny członek oddziału syknął, poprawiając plecak, który był częściowo baterią, podłączoną kablami do trzymanego w dłoniach Hellguna, lepszej i potężniejszej wersji standardowego lasguna.

– A ty chyba zapominasz, że zębatkowi w pogoni za swoim bogiem, wycinają ze swojego mózgu wszelki rozsądek i zastępują go pudełkiem śrubek! – Mek, jak znana była „hiena” z jego oddziału, warknął ostro. – Zgadzam się, że PDF to łatwiejszy wróg niż orkowie i tyrany, ale walimy falami na fortyfikacje! Bez czołgów i artylerii. Oby pogłoski o niewielkim garnizonie się sprawdziły.

Ostatnia z weteranów dwunastoosobowego oddziału. Elka sprawdziła wiązkę granatów u boku, trzymając miotacz ognia w jednej ręce. Służyła z Johanem już kilka lat i znali się dobrze. Czerwone ślady spalonej lata temu skóry twarzy, kontrastowały z nadal piękną bladą cerą i głębokimi piwnymi oczami. Spojrzała na sierżanta i westchnęła.

– Jakoś sobie poradzimy. Co nie sierżancie?

Johan spojrzał na swoje własne uzbrojenie. Przepiękny karabin plazmowy był najpotężniejszą bronią, po wyrzutni rakiet w jego oddziale i jedną z nielicznych w całym transporcie, który liczył dobre trzysta gwardzistów. Jego błogosławione, niebieskie światło, oświetlało twarze żołnierzy, z którymi służył od lat oraz tych, którzy dopiero rozpoczynali swą służbę. Światło to koiło nerwy… o ile zapominało się o dość „wybuchowych” właściwościach broni, kiedy się przegrzeje. Przynajmniej jego oddział był dobrze uzbrojony jak na typową gwardię. Nie wiedział, czy dziękować, czy przeklinać Wysokiego Króla Baldaru – jego rodzinnej planety, który miał zamiar oficjalnie przetransformować świat rój, z którego pochodził, w świat wojenny. Dzięki temu mieli lepsze opancerzenie i uzbrojenie, o jakich większość regimentów mogła tylko pomarzyć. Nie mówiąc o pomocy medycznej, która zapewniła wielu mechaniczne protezy, nawet kiedy teoretycznie, strzelenie w łeb byłoby tańsze. Z drugiej, Munitorum pchało ich na wszystkie najgorsze fronty. Johan przeklinał swoje niedawne dzięki Bogu Imperatorowi, za to, że wysłał go na relatywnie bezpieczny front, gdzie nie będzie musiał walczyć z przerażającymi kosmitami. Jedyne pocieszeniem na jego zły humor było dobre uzbrojenie. Jego plazma, cztery hellguny, wyrzutnia rakiet, miotacz ognia, granatnik, siedem lasgunów i kilka mniej niż oficjalnych pistoletów laserowych. Nie mówiąc o masie granatów i ładunków wybuchowych, głównie zorganizowanych dzięki wspólnych działaniom Panika i lepkim dłoniom Meka, zapewniały im większe niż zerowe szanse przetrwania… ale kolorowo nie było. Sierżant spojrzał po reszcie swojego oddziału, głównie mniej doświadczonych szeregowych, którzy byli uzupełnieniami po ostatniej kampanii. Wciągnął powietrze przez nos i w typowym dla siebie ostrym stylu zaczął wydawać instrukcje.

– Słuchajcie uważnie. Lądujemy na wrogim terytorium i atakujemy wrogie fortyfikacje. Nasz batalion został wyznaczony, by uderzyć na północną „wieżę”, która strzeże mega-autostrady. Dobre wieści są takie, że to bliższy z celów. Złe, że jeden z lepiej zabezpieczonych i będą na nas mieć piękny widok prosto z lądowiska. Mają artylerię, działa przeciwlotnicze, działka automatyczne i wszelkie inne cholerstwo. Wiemy, że większość personelu to zdradzieckie PDF, więc spodziewamy się głównie typowych autogunów***** i innej standardowej dla nich broni. Pewnie tylko garstka będzie miała lasguny. Bombardowanie powinno stworzyć przynajmniej trochę zamieszania oraz lejów, w których będziemy mogli się schować. Jako że to nasza pierwsza misja w kampanii, pamiętajcie o „zbieraniu” amunicji i granatów z martwych sojuszników. Szczególnie granatów, jestem bardziej niż pewny, że się przydadzą. Jak znajdziecie jakieś potężniejsze ładunki wybuchowe, dawać je do Panika. Plan jest prosty: 1) przebić się do wieży i nie zginąć 2) oczyścić wieżę i nie zginąć 3) zabezpieczyć zdobytą wieżę i nie zginąć 4) utrzymać wieżę aż do przybycia posiłków i nie zginąć 5) Dostać nowe rozkazy i nie zginąć.

Johan miał zamiar kontynuować, kiedy naraz potężny transportowiec zatrząsł się, a charakterystyczny odgłos uderzania pocisków o metal odbił się echem po wnętrzu pojazdu. Johan uśmiechnął się krzywo i spojrzał po wszystkich.

– Oczywiście, plan jest aktywny, tylko jeśli DOLECIMY na miejsce.

Momentalnie, z trzystu gardeł pasażerów wielkiego transportowca zaczęły dochodzić modlitwy do Boga Imperatora i Boga Maszyny, proszące o łaskę i protekcję. Johan również zwrócił się do swego boga, cichym, zmęczonym głosem weterana.

– Boże Imperatorze… dlaczego życie gwardzisty jest takie, kurwa, trudne?

 

***

 

Na zewnątrz Tetratcha zaczęła się bitwa powietrzna. Relatywnie niewielkie eskadry myśliwców atmosferycznych zostały wysłane, spodziewając się starcia z bombowcami lojalistów, które w jakiś sposób przeleciały pół planety, by zbombardować bastion stojący na pasie wysp. Niewielu z tych pilotów spodziewało się ujrzeć pięciokrotną liczbę myśliwców osłony i masę transportowców, które miały więcej niż wystarczająco uzbrojenia, by posłać ich ku ziemi w płomieniach. Twierdza „Lojalnego Serca” zagrzmiała alarmami, kiedy lokalne dowództwo pojęło skalę ataku. Na ich nieszczęście, liczni agenci i sabotażyści inkwizycji, zrobili swoje i ani ich radar, ani główna linia komunikacyjna nie działały. Pewnie niewielu z atakujących mogłoby to w tym momencie uwierzyć, ale pierwsza faza planu poszła dokładnie z planem. Wróg był zdezorientowany, miał problemy z komunikacją i z każdą sekundą rosła w nim świadomość, że nie dość, że nie miał przewagi liczebnej, to również w jakości nie mógł dorównać sześćdziesięciu tysiącom gwardzistów, którzy nie byli „zielonym” regimentem.

 

Zaplanowana „bitwa”, zapowiadała się na „masakrę”.

 

***

 

Walkiria, w której siedziała Aurelia, drgnęła i zaczęła gwałtownie zniżać wysokość lotu. Siostra bitwy syknęła i jedną myślą połączyła się z pilotami.

– Co się dzieje?

Chwila ciszy. Odgłosy wystrzałów i eksplozji przytłumione przez stal pojazdu i hełmu odbiły się echem w jej głowie, kiedy z niepokojem powtórzyła pytanie.

– Nic wielkiego! – Beria zakrzyknęła. – Wrogie eskadry weszły w kontakt z naszą eskortą, a fort otworzył ogień. Za niedługo podchodzimy do lądowania.

Aurelia zazgrzytała zębami wściekła.

– Doprecyzować! – Nakazała.

Nie lubiła pilotów. Brakowało im żołnierskiego szacunku i dokładnego podawania wszystkich danych, jakich oczekiwała.

– Nie ma czego – Tyrios odpowiedział na jej rozkaz. – Eskadry wroga nie mają przewagi liczebnej, ogień przeciwlotniczy z ziemi jest niecelny i niezorganizowany – tutaj Aurelia dosłyszała charakterystyczny odgłos kul uderzających o kadłub, pilot jednak nie wydawał się zdenerwowany. – A większość z tego, za małego kalibru, by nas uszkodzić. Mogę oczywiście otworzyć boczne drzwi, by mogła sobie siostra popatrzeć, ale kiedy pancerz „Radosnej Śpiewaczki” wytrzyma, wątpię, by pani pancerz zdołał.

Aurelia zazgrzytała zębami na tak bezczelną odpowiedź, ale opanowała płonący w jej wnętrzu ogień. Poprawiła chwyt na swoim bolterze i z trudem wysyczała następne zdanie.

– Ile mamy do celu?

– Mniej niż dziesięć minut siostro! Damy znać, kiedy pozostanie pięć minut i minuta.

– Przyjęłam – wojowniczka westchnęła i przełączyła się na wewnętrzny kanał oddziału. – Mniej niż dziesięć minut siostry.

Wojowniczki z jej oddziału kiwnęły głowami, szykując się do starcia. Aurelia przymknęła oczy i zaczęła się modlić. Jej głos był piękny, melodyjny, spokojny. Całym sercem i duszą w tamtej chwili łączyła się ze swym Bogiem:

 

„Kochaj Imperatora,

bo On jest zbawieniem ludzkości

 

Bądź posłuszny Jego słowom,

bo On doprowadzi cię do światła przyszłości

 

Zważaj na Jego mądrość,

bo On cię uchroni od złego

 

Szepcz Jego modlitwy z oddaniem,

bo ocalą twoją duszę

 

Czcij Jego sługi,

bo mówią głosem jego

 

Drżyj przed Jego majestatem,

bo wszyscy chodzimy w Jego nieśmiertelnym cieniu”

 

Jej siostry zaczęły powtarzać za nią, jedną z najstarszych modlitw, wprowadzając się w pewnego rodzaju trans. Ich głosy były równe i piękne, pełne godności. I nawet w tej metalowej puszce, co chwila trafianą serią pocisków, ich głosy rozbrzmiewały jakby w kaplicy. Aurelia miała już przejść do kolejnego wersu, kiedy głos drugiego pilota odezwał się na interkomie.

– Pięć minut siostro!

– Zrozumiałam – Aurelia odpowiedziała pilotowi i z rosnącą furią w sercu zaczęła wymawiać słowa innej modlitwy:

 

„Od tyranii pustych

Wybaw nas Imperatorze

 

Od grzmotu i burzy,

Wybaw nas Imperatorze

 

Od zarazy, pokusy i wojny

Wybaw nas Imperatorze

 

Przed plagą Krakena

Wybaw nas Imperatorze

 

Przed bluźnierstwem upadłych

Wybaw nas Imperatorze

 

Od poczęcia demonów

Wybaw nas Imperatorze

 

Od przekleństwa mutanta

Wybaw nas Imperatorze

 

Od wiecznej śmierci

Wybaw nas Imperatorze

 

Że przynosisz im tylko śmierć,

Abyś ich nie oszczędził,

Abyś im nie wybaczył

 

Prosimy cię, zniszcz ich”

 

– Jedna minuta! – głos Berii zagrzmiał w interkomie. – Pomarańczowe światło, szykować się!

Wnętrze pojazdu faktycznie zabłyszczało pomarańczowym światłem. Aurelia spojrzała po swoich siostrach, kiedy i one, była całkowicie skupione na niej. Na ich liderce. Aurelia uśmiechnęła się pod hełmem, czując przypływ adrenaliny i płonącą chęć zniszczenia wrogów swojego boga.

– Nie znajcie litości, me drogie siostry! – Zakrzyknęła. – Jesteśmy córkami Imperatora! Jego wiernymi wojowniczkami! Upewnijcie się, że wszyscy zdrajcy i heretycy, jakich dzisiaj spotkamy, zostaną oczyszczeni ze swojego grzechu istnienia!

– Nie zdzierż obcego! Nie zdzierż heretyka! Nie zdzierż mutanta! Nie pozwól im żyć! – odkrzyknęły jej siostry głosem pełnym furii.

Światło we wnętrzu Walkirii zabłysnęło na zielono, a tylna rampa otworzyła się szeroko. Aurelia nie musiała wydawać dodatkowych rozkazów. Wybiegły z pojazdu w szyku z bronią gotową do strzału. Potrzebowała pięciu sekund, by ocenić sytuację.

Jej walkiria wylądowała jako jedna z pierwszych. Pozostałe podchodziły już do lądowania, a te, które już wypuściły swoich pasażerów, ruszyły ku niebu. Ciężkie Tetrarchy, były kawałek z tyłu. Masywne transportowce ewidentnie były głównym celem ostrzału wroga, jednak ich ciężki pancerz i osłona myśliwców, zapewniały więcej, niż wystarczająco bezpieczeństwa. Aurelia rozpoznała też bastion, który był celem jej jednostki. Potężne wieże, stały dumnie, trzymając wysoko wiszący wiadukt mega-autostrady. Pozycje ogniowe błyskały, a smugi pocisków leciały ku górze, próbując zestrzelić nadciągające siły. Aurelia uruchomiła w wizjerze hełmu, mapę terenu przed bombardowaniem. Dobrze wiedziała, że bastion jest otoczony mniejszymi bunkrami i liniami okopów. Jednym gestem nakazała swojemu oddziałowi ruszyć za nią, kiedy pobiegła w kierunku wroga.

– 22 oddział zgłasza się – oznajmiła na interkomie swojej jednostki. – Przemieszczam się w stronę wrogich fortyfikacji.

Chwila ciszy.

– Przyjęłam siostro – odezwał się głos jej mistrzyni. – Połącz się z 10 i 15 oddziałem, które są kawałek z przodu i uderz na lewą flankę fortyfikacji. Według wywiadu ma być tam bunkier z bazyliszkiem******. Zlikwiduj go i wesprzyj gwardzistów w zabezpieczeniu terenu. Kiedy przybędą, rusz dalej i zacznij oczyszczać bastion. Pilnuj, żeby nie trafić sojuszników, nie tylko twoja grupa będzie oczyszczać wieżę.

– Zrozumiałam siostro. Bez odbioru – Aurelia przełączyła się na interkom oddziału. – Ruszamy!

Sześć sióstr bitwy ruszyło z nieludzką prędkością do celu. Ich krwistoczerwony pancerz, połyskiwał w świetle dnia, kiedy wojowniczki przeskakiwały przeszkody, pędząc prosto na wroga. Krew Aurelii bulgotała w błogosławionej furii, kiedy połączyła się z pozostałymi dwoma oddziałami. Nie mogła się doczekać chwili, gdy przeleje pierwszą krew.

 

***

 

Kawałek dalej, pod znacznie gęstszym ostrzałem, psionik Inkwizycji, Halar, wyszedł spokojnie ze swojej walkirii, w towarzystwie komisarza Jakuba Ulerta i oddziału weteranów szturmowców tempestus scions. Halar nadal miał swoje szaty, jednak teraz miał pod nimi twardy pancerz, a specjalny metalowy kaptur osłaniał jego głowę, zapewniając większą koncentrację. Jego oczy od dłuższego czasu błyszczały niebieską mocą, a niewielkie błyskawice, skakały po głowie, wzdłuż które kabli łączyły jego czaszkę z metalowym kapturem. Komisarz patrzył na psionika nieufnie, gotowy unieść swój pistolet bolterowy w każdej chwili i rozsadzić mu głowę, o ile psionik nie mógł oprzeć się mrocznym mocom osnowy, z której pochodziła jego moc. Halar nie zważał jednak na jego niepokój. Nie zważał też na myśli szturmowców, które kręciły się wokół przekleństw wobec psionika i jego mutacji. Skupił się i sięgnął dalej. Słyszał wszystko. Myśli pilotów, gwardzistów, sióstr bitwy, skitarii i rebeliantów. Słyszał też szepty. Głosy istot zamieszkujących osnowę. Obiecywały mu wolność. Obiecywały mu władzę i moc. Obiecywały mu szacunek i strach, tych, którzy nienawidzili go za to, że był, kim był.

I te głosy zignorował, odpychając je od siebie swoją siłą woli. Psionik odezwał się, ale z jego gardła wydobyło się bardziej echo, niż jego własny głos.

– Nie jestem królem. Jestem sługą. Wiernym narzędziem w dłoniach Imperatora.

Psionik uniósł kostur ku niebu i wypowiedział proste zaklęcie. Chwilę przed tym, jak pocisk artyleryjski miał uderzyć bezpośrednio na niego i strzeżący go oddział, stworzył potężną barierę, która nawet nie drgnęła, kiedy pocisk uderzył w nią i eksplodował tuż nad jego głową. Szturmowcy przypadli do ziemi, rozglądając się w szoku. Komisarz jedynie uśmiechnął się krzywo, nie mogąc ukryć własnego podziwu, wobec mocy psionika. Oczy Halara błysnęły mocniej, kiedy odezwał się ponownie, głosem niczym grzmot.

– Jestem posłańcem jego woli. Niech zdrajcy błagają go o łaskę, albowiem ja jej nie okażę!

Z tymi słowami Halar ruszył naprzód, bez strachu idąc prosto na największą twierdzę w regionie, wciąż utrzymując magiczną barierę, na której rozbijały się wszelkie ataki.

 

Nieliczni pojmowali skalę jego mocy w tamtej chwili. Niewielu rozumiało swoją rolę w tym starciu.

 

To nie Halar, był wsparciem dla ataku sześćdziesięciu tysięcy dusz.

 

To oni byli wsparciem dla Halara.

 

*Lasgun – karabin laserowy. Strzela skoncentrowanymi wiązkami. Jedyne ograniczenie zasięgu to, na jakiej odległości laser traci moc. Nie wpływa na niego grawitacja. Szybkostrzelny. Żartobliwie nazywany „latarką” w uniwersum Warhammera 40 – ponieważ karabin laserowy, który może rozwalić nieosłoniętą rękę, jest w tym uniwersum jedną z najsłabszych broni. Nazw będę używał zamiennie.

**Zielonoskórzy – Orkowie. Rasa zielonoskórych, dużych kosmitów, będących mieszanką wielu zwierząt oraz grzyba. Bardzo silne, niebezpieczne. Jedyny cel w ich życiu to walka. Rozmnażają się poprzez grzyby (tak grzyby). Im więcej walczą, tym większe się stają. Cała ich technologia oparta jest na wierze orków, że coś jest możliwe. Innymi słowy: jeśli wystarczająca ilość orków w danym regionie wierzy, że coś jest prawdą – prawdą się staje. Prawa fizyki i logiki nie są im znane i się nimi nie przejmują.

***Robaki – wspomniane już w innym odcinku Tyranidzi. Rasa kosmicznych robaków pochodzących SPOZA galaktyki, zjadające całe światy i przemieniające wszelką biomasę w nowe formy tyranidów i przerażające okręty.

****"Zębatkowi" – potoczne określenie gwardii na Adeptus Mechanicus – kult kapłanów maszyny odpowiedzialny za konstrukcję i naprawę całej Imperialnej technologii.

*****Autogun – standardowy (z naszej perspektywy) karabin automatyczny. Nadal używa prochu. Większość PDF – Planetary Defence Force / SOP – sił obronnych planety jest w nie uzbrojona. Oczywiście, te karabiny to zabawki w porównaniu do Lasgunów.

******Bazyliszek – działo artyleryjskie powszechnie używane w siłach PDF i Gwardii Imperialnej.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • "Przy wspomnieniu o okrach" - chyba powinno być "orkach"

    Kolejny fajny odcinek. Dobrze, że dodajesz cały czas pojęcia, które pozwalają się odnaleźć. Bardzo podobał mi się moment jak lecieli Walkirią i zaczęli się modlić. Aż mi się przypomniała scena z "Czasu Apokalipsy" jak Jankesi lecieli helikopterami i towarzyszył im utwór "Ride of the Valkyries" :D Nie zdziwiłbym się jakbyś powiedział, że stąd wziąłeś inspirację. Daję 5

    Pozdrawiam ciepło :)
  • Kapelusznik rok temu
    Już poprawione

    Nie scena nie została wzięta z "Czasu Apokalipsy" - raczej ogólnej znajomości loru.

    Żeby nie było:
    Siostry Bitwy znane są z tego że zrzucają kościoły z niskiej orbity, jako kapsuły desantowe...
    Używają KOŚCIOŁÓW jako KAPSUŁY DESANTOWE

    ...
    W porównaniu do tego - modlitwa w Walkirii jest niczym XD
  • Pontàrú rok temu
    Okej, spoko napisane z paroma powtórzeniami na przykład w Walkirii z pomarańczowym światłem. Szczerze to może popracowałbym jeszcze trochę żeby dodać więcej opisów. Bazowanie sceny na dialogach jest dobrym, ale mam wrażenie że trochę łatwiejszym, rozwiązaniem.
    A tak poza tym to nie mam uwag. W tym fragmencie raczej wszystko jest w porządku. Sprytnym zabiegiem było też bazowanie modlitw sióstr na prawdziwych modlitwach. Daje to taki lekki punkt odniesienia i pomaga zrozumieć wydźwięk całej modlitwy.
  • Kapelusznik rok temu
    Dzięki za przybycie

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania