Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
Zabójcze Zauroczenie — Rozdział 02
Nawet nie chciał znać na to pytanie odpowiedzi, bo za bardzo było ono według niego retoryczne. W końcu, jednak ruszył dalej przed siebie, skręcając w kolejną uliczkę, by zwrócić uwagę na to, że latarnie od jakiegoś czasu już się paliły. Jedynie, już marzył o niczym innym, jak o ciepłym łóżku i najdroższej poduszce i kołderce.
Do czasu, gdy z rozmyślań po chwili wyciągnął go znajomy głos, którego wcale w takim miejscu, jak ten się nie spodziewał. Nic więc dziwnego, że podszedł bliżej, lecz ukrył się z niewiadomego kompletnie mu powodu. Tak jakby coś podświadomie podpowiadało mu, że lepiej będzie mu, jak się schowa, niż gdyby tego nie zrobił.
Bo tylko tak mógł na spokojnie podsłuchać ich rozmowę, a która z każdą chwilą coraz bardziej go przerażała. Gdyby nie to, że został tyle czasu, to pewnie, by tej rozmowy nie usłyszał. A co za tym idzie, nie dowiedziałby się tego, że jego tak zwana dziewczyna, od dłuższego czasu go zdradzała z kimś innym. O czym miał jak wiadomo, wcale się nie dowiedzieć.
── Kochanie, jednak nie powinnaś go tak wystawiać dla mnie do wiatru! Mogłaś, chociaż skłamać, że coś Ci nagle wypadło. A tym bardziej nie powinnaś zlewać telefonów od niego! ── oznajmił po chwili chłopak, który aktualnie obejmował dziewczynę Tsunehito.
── Zdaję sobie o tym doskonale sprawę, ale i tak już nie było sensu. Więc i tak jutro do niego zadzwonię z przeprosinami, kotku! ── odparła, jakby nigdy nic, spoglądając w niego jak w obrazek.
Na słowa „kochanie, kotku" i innych tego typu, które padały z jej ust w kierunku tego chłopaka, przyprawiło go o zazdrość. A to dlatego, że ona nigdy tak się do niego nie odzywała, co było, jak wiadomo mocno frustrujące. Od jakiegoś czasu podejrzewał, że coś było na rzeczy, lecz nie miał dowodu, aż do tej istotnej chwili.
Teraz mógł być w stu procentach, pewny, że był tylko jedynie zabawką w jej rękach i tamtego chłopaka. A co za tym idzie, jeszcze mocniej bolało, bo zapewne nie miał się nigdy o tym dowiedzieć. Chyba że gdyby ona z nim zerwała i powiedziała, że ich związek nie miał tak naprawdę sensu, to pewnie, by tak nie bolało.
A tym bardziej sama informacja o tym, że miała od jakiegoś czasu już kogoś innego, nie zrobiłoby,by na nim żadnego wrażenia. Lecz było zupełnie inaczej, i to w tym wszystkim było najgorsze, ale zaraz też powrócił do przysłuchiwania się ich dalszej rozmowie. Chociaż, jak wiadomo, wcale nie chciał tego robić, ale innego wyboru pod tym względem w tym momencie nie miał.
── To w takim razie, gdzie idziemy? ── spytał po chwili, wpatrzony w nią i nie odrywając od niej wzroku, kiedy wypowiadał owe słowa.
── No jak to gdzie? Do tego miejsca, gdzie miałam się z nim dzisiaj spotkać, bo w sumie to jedyne miejsce w tej okolicy! ── odrzekła po chwili z uśmiechem wypisanym na twarzy.
── A nie pomyślałaś, że on nadal może tam być i czekać na ciebie? ── spytał po chwili ponownie, nieco rozbawiony z niewiadomego powodu.
── Nie sądzę, żeby już tam jeszcze siedział, nie po tylu godzinach, możemy spokojnie tam się udać! ── oznajmiła niemało tym rozbawiona, zaraz również w końcu, ruszając wraz z nim.
Jego smutek i dobicie przerodziło się w złość i nienawiść do niej i tej mendy, która z nią była. Miał Tsunehito ochotę podejść do nich i dać jej z liścia i zakończyć ten parszywy związek raz i na zawsze. Chwilę mu to zajęło, nim ogarnął w sobie wszystkie emocje, aby myśleć jasno i przejrzyście.
Westchnął cicho, dodając sobie otuchy, wiedząc, że jak się teraz nimi z konfrontuje, będą udawali, że było kompletnie inaczej. A on głupi nadal miał nadzieję, że będzie z nią szczęśliwy, a co, jak widać, było tylko czystą mrzonką. Ona od samego początku nie chciała z nim być, tego był w stu procentach, pewny.
── Nie pozwolę się tak traktować?! ── rzekł Tsunehito do siebie, zarazem zagryzając przy tym swoje drobne, lecz powabne usta.
Usta, które zaraz potem wykręciły się w formę grymasu, o którym jak wiadomo, nie zdawał sobie zupełnie sprawy. Poprawił torbę na ramieniu, którą miał ze sobą i powoli opuścił swoją ciemną kryjówkę jak jakiś cień. Nie przejmował się już niczym, najważniejsze dla niego było tylko to, aby mieć to wszystko już za sobą.
Miał gdzieś co powiedzą znajomi, dla niego liczyło się obecnie tylko i jedynie jego szczęście, które tak okropnie, zostało mu odebrane i zarazem podeptane. Teraz czuł się jak ostatni nic niewart śmieć, co mu się wcale nie podobało, stąd nie miał już nic do stracenia. Dlatego mógł powiedzieć wszystko, co leżało mu na sercu.
── Kogo my tu mamy, proszę państwa?! ── warknął po chwili Tsunehito, zagradzając im radośnie drogę, którą właśnie podążali.
Ich miny na jego widok były muzyką dla jego zranionej, zdeptanej duszy, które od razu poprawiły mu humor. Uzbrojony w zabójczy uśmiech, który niejednego, by powalił, spoglądał na nich, prawie wcale nie mrugając. Nie miał zamiaru ruszyć się z tego miejsca, nawet jeżeli, by tego oni chcieli i od niego wymagali. Nie po to tyle czasu wyczekiwał, aby teraz nie dostać ani jednej odpowiedzi, na nurtujące go pytania z nimi związanymi.
Miał gdzieś, że są w szoku, mógł posłuchać się tego debila i jednak poczekać z ruszeniem w tę stronę. A to dlatego, że musiał poczekać, aż do nich dotrze, co do nich powiedział. Inaczej nie było sensu wypowiadać żadnych słów, jeśli, by go nie usłyszeli! Co było pod tym względem zrozumiałe, jeśli znajdował się w tak dużej odległości od nich.
── No co, zatkało was? Czy wam ktoś urwał język? ── spytał Tsunehito po chwili, już wcale, nie ukrywając swojego rozbawienia, które maskowało jego złość i ochotę rzucenia się na nich.
A oni jak stali, tak też i stali, jakby co najmniej ujrzeli bazyliszka w jego osobie. To już zaczynało być nieco wkurzające, prawdę mówiąc, im dłużej na to patrzył. Dlatego też powoli zaczął się do nich zbliżać, machając przy tym swoją torbą, tak jakby od niechcenia.
Nie wiedzieć, czemu, ale im dłużej się im przyglądał, tym bardziej chciało mu się z nich śmiać. Wyglądali tak, jakby co najmniej ducha albo inną nadnaturalną istotę zobaczyli, a nie człowieka z krwi i kości, jakim on, nim był. Z drugiej jednak strony, zastanawiał się, czy jednak dobrze postąpił, że tak nagle wyskoczył niczym filip z konopi, co najmniej.
Cóż, teraz odwrotu już nie było, ale przynajmniej nie musiał się o tę dziwkę więcej martwić. Pod tym względem Tsunehito mógł odetchnąć z ulgą, ale i tak ona, by tego nie zrozumiała, że ktoś, taki jak ty się o nią martwił. Nawet nie przejmował się słowami swoich rodziców, a co dopiero, takich jak ona, lecz który, jak widać, był dla niej niczym. O czym w takiej parszywej sytuacji się dowiedział, z czego nie był zbytnio zadowolony.
── Myślałam, że już dawno wróciłeś do domu! ── jęknęła w końcu na jego widok, jego już była dziewczyna.
── Właśnie wracałem do domu, po tym, jak do ciebie jak ostatni kretyn wydzwaniałem, od kilku godzin. Nie musisz mi się tłumaczyć, wszystko słyszałem, co mówiłaś, do tego „uroczego" debila, który tak szczelnie się do ciebie kleił. Jak chcesz wiedzieć, z nami koniec, więc nie chcę twojej mordy więcej na oczy widzieć, a co za tym idzie, zrywam z tobą! A teraz przepraszam was bardzo! ── oznajmił Tsunehito do nich, już wcale, nie patrząc na tego blond skurwiela, który obecnie miał taką kretyńską minę, że aż mu się krew w żyłach gotowała na jego widok.
── ŻE CO PROSZĘ?! ── krzyknęła skołowana, zanim, kiedy on się oddalał szybkim krokiem, jak najszybciej się dało, nie spoglądając się już na nich wcale.
── On cię już nie słyszy, nie ma sensu drzeć się, zanim, sama słyszałaś, co powiedziała! ── pisnął blondyn, a jego oczy z radości błyszczały jak dwa diamenty.
── Kurwa! To twoja wina, że tak się o nas dowiedział! Gdybyś nie ponaglał, teraz byśmy wypoczywali na Hawajach! ── syknęła wkurwiona, że przez tego idiotę, straciła możliwość szybkiego się wzbogacenia.
Tsunehito udawał, że ich nie słyszy, ale doskonale słyszał, co oni jeszcze wygadywali po jego odejściu. Serce podskoczyło mu do gardła, kiedy usłyszał to, że chcieli go wykorzystać do szybkiego zarobku, ale przez tego idiotę, jej plany poszły z dymem. Aż odwrócił się na pięcie, by na nich spojrzeć, lecz wtedy, na samym końcu ulicy, ujrzał parę czerwonych jak krew oczu, które aż przyprawiły go o dreszcze.
Przez chwilę sądził, że ma zwidy, lecz po tym, jak zamrugał, dotarło do niego, że one są prawdziwe. Musiał, aż zatkać sobie usta, aby nie wrzasnąć, kiedy właściciel tych oczu z zawrotną prędkością zbliżał się w kierunku twojej byłej i jej towarzysza. Prawdę mówiąc, nie życzył im śmierci, do takich osób nie należał, ale teraz już był pewny, że te informacje, o których czytał, nie były wyssane z palca.
Na tę chwilę nie był w stanie określić, jak to coś wyglądało, ale jednego był pewny, wyglądało jak człowiek i poruszało się na dwóch nogach. Powoli jego własne nogi zaczęły się pod nim uginać. Co tylko pogarszało sprawę, bo wiedział, że musiał uciekać, aby przeżyć, tylko to się dla niego teraz liczyło. Chociaż nigdy w życiu nie spodziewałby się tego, że te całe pogłoski były prawdą!
── Gdybym jak ten debil na nią tyle nie czekał, pewnie już byłbym w domu... ── mruknął Tsunehito do siebie, pełny załamki.
Nie chciał na to patrzeć, nie chciał, jak to coś pazurami zabija jego byłą, która próbowała się bronić, a chłopaka pozbawia krwi, którą z niego wypił, aż do dna. Kiedy ujrzał jego zęby, był pewny, że to musiał być wampir, nikt inny czegoś takiego, by nie zrobił. Zdawał sobie sprawę, że on będzie za chwilę jego kolejną ofiarą.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania