Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
Zabójcze Zauroczenie — Rozdział 03
Jeżeli zaraz się z tego miejsca nieulotni, nim zorientuje się, że to wszystko on widział. Nadal nie mogąc uwierzyć własnym oczom, ponaglał swoje nogi zrobione niczym z waty, aby opuścić to miejsce zbrodni. Teraz był pewny, że wampiry istnieją i mają się dobrze w jego świecie i tylko nieliczni byli w stanie ich pokonać, ale i oni należeli również do folkloru.
Nie miał zamiaru odwracać się, czy to coś nadal tam było, czy sobie już poszło, a tym bardziej, czy nie postanowiło i jego dopaść jako kolejną z przekąsek. Strach, jaki, nim zawładnął, był niczym w porównaniu, że trzeciorzędowymi horrorami, którymi raczył się od czasu do czasu, nie mając nic innego w telewizji do oglądania.
One przy tym, co zobaczył, były kompletnie niczym, zwykłą bujdą nietrzymającą się kupy. Nic więc dziwnego, że teraz miał zupełny mętlik w głowie i nic już nie było takie same. A co za tym idzie, nie miał bladego pojęcia, co teraz tak naprawdę miałby zrobić. Nikt przecież nie przygotowywał go do spotkania z prawdziwym wampirem!
── Boże, co teraz?! ── dodał Tsunehito do siebie, nie zwracając uwagi, że biegnie kompletnie na oślep, aby tylko najdalej od tego, co widział.
Nie wspominając, o tym cholernym sapaniu i innych odgłosach, które nie miały nic wspólnego, z istotami żywymi. Był pewny, że to coś ciebie zauważyło, ale z jakichś idiotycznych powodów, postanowiło jego gonić. Zamiast jego od razu dopaść, jakby to coś radowało, bawiąc się z, nim niczym kot z myszą.
Gdy już miał pewność, że go już nie ma kiedy nagle wszystko ucichło. Nim usłyszał potworne rzężenie tuż za sobą, jak by komuś gardło podcięto i co najmniej obdzierano żywcem ze skóry. Odwrócił się i ujrzał mężczyznę ubranego na czarno, z długimi włosami i kapeluszem na głowie.
Na nosie zaś miał okulary przeciwsłoneczne, co było poniekąd dziwne, zważywszy, że to była już noc, a nie dzień. Nie wiedzieć, czemu, nie mógł oderwać od niego wzroku, nieważne, jak by próbował. Jak by nie patrzeć, gdyby nie on, pewnie już byłby teraz martwy, chociaż nie był pewna, czy to on był jego wybawicielem.
Po chwili ich spojrzenia spotkały się, a serce w jego piersi ponownie podskoczyło mu do gardła. Przez te ciemne okulary, mógł Tsunehito dostrzec te same złowrogie oczy, które widział chwilę temu. A jeszcze minutę temu, chciał mu podziękować za ratunek, ale teraz już nie był co do tego pewny, czy powinien mu za niego dziękować.
Resztki tego czegoś, co go ścigało, leżało pod jego stopami, czyli jednak załatwił go tylko po co? Po to, aby on zamiast niego go dopadł? Tego było już za wiele! Nie miał zamiaru być obiadem, kolacją, dla walczących między sobą o pożywienie, Wampirów. Sam nawet był w szoku, że o czymś takim, jak te słowa pomyślał, a bardziej, że przemknęły one przez jego skołowany umysł.
── Nie zabijaj mnie! Nie chcę umierać! ── pisnął Tsunehito na cały regulator, kiedy on się do niego bezszelestnie zbliżał.
On tylko przyśpieszył kroku, nic nie robiąc sobie z wypowiedzianych przez niego słów, tak jak by one nie istniały, a co gorsza, ich nie rozumiał. Jednak w jego zachowaniu, było coś dziwnego, czego nie była w stanie odgadnąć. Jego strach, który do jeszcze tej chwili mu towarzyszył, tak jak by wyparował.
A on czuł się coraz bardziej zmęczony, mając zamiar odlecieć do krainy snów. Nie mógł na to pozwolić, musiał Tsunehito jak najszybciej od niego uciec. Nieważne, czy się pomylił, czy jednak się nie pomylił, co do niego. Jego oddech z każdą chwilą stawał się coraz cięższy i nierówny, jak by właśnie próbował dokonać rzeczy niemożliwej.
A jego organizm postanowił odmówić mu posłuszeństwa. Jego nogi z każdym krokiem wykonanym przez niego, coraz bardziej stawały się cięższe i cięższe. Pot spływał mu po twarzy, rozmazując jego misternie wykonany makijaż, chociaż sądził, że jest on wodoodporny.
Zmęczenie coraz bardziej dawało mu swe znaki, a on nadal go doganiał. Coraz bardziej tracił wiarę w to, że w końcu zostawi go w spokoju i przestanie go gonić. Jak bardzo się mylił pod tym względem! Nadal nie mógł pojąć, co on od niego chce, i to było w tym wszystkim najgorsze.
Bo na pewno nie chciał zrobić tego, co tamten zrobił z tą dwójką, z którą jeszcze parę minut temu rozmawiał. Nadal miał ich twarze przed oczami, a w jego głowie dźwięczały ostatnie ich słowa, przed ich niechybną śmiercią z rąk tego, który w ich mniemaniu nie istniał.
Czego nigdy, by nie przypuszczał, że będzie tego świadkiem. Nawet gdyby to zgłosił na policję i tak nikt, by nikt mu nie uwierzył. A w najgorszym wypadku, oskarżyliby go o zamordowanie ich w zimną krwią. Do tego przez wiele lat, próbowaliby dowiedzieć się, czego użył do upuszczenia krwi z dziewczyny i chłopaka, i gdzie ona się podziała.
A to przecież było niedorzeczne w jego przypadku, a tym bardziej, po jakie licho, byłaby mu ta krew potrzebna? W końcu i tak bez braku dowodów zamknęliby go za kratkami, bo nie mieliby innego podejrzanego i byłby pies pogrzebany. Nie mówiąc, że pewnie połączyliby go z innymi tajemniczymi morderstwami, z jakimi się spotykali od dłuższego czasu.
Na samą myśl, robiło mu się zimno i niedobrze zarazem. Nikt, by mu nie uwierzył, że jest niewinny. Chyba że jakiś psychiatra, który, by pewnie stwierdził, że jest niepoczytalny. Co było bardzo prawdopodobne, bo nikt przy zdrowych zmysłach, by nie uwierzył. Tego był Tsunehito pod tym względem pewny, nic więc dziwnego, że tak się tym faktem przejął.
── Przestań uciekać, na litość boską! ── znikąd usłyszał głęboki męski głos, który porządnie był zirytowany.
Z powodu tego, że ten głos pojawił się tak nagle, aż przystanął z wrażenia w półkroku, kompletnie zszokowany. Odwrócił się na pięcie i stanął Tsunehito prawie twarzą w twarz z nim, że aż tchu mu zabrakło. Spoglądał na niego zrezygnowany, nie rozumiejąc, o co mu właściwie chodzi.
Tym bardziej że jak wiadomo, wampirom nie można było ufać. Chociaż z jego tonu głosu wywnioskował, że od samego początku nie miał złych zamiarów co do niego. Jednak to nie znaczyło, że miał zamiar mu zaufać. Nie po tym, co wcześniej zobaczył, tego był w stu procentach, pewny. W końcu zaczął się cofać, ale powoli, nie mogąc pozwolić, aby strach na nowo w nim zagościł.
── A co niby miałbym robić? Czekać na to, abym skończył tak jak tamci? ── spytał Tsunehito, już nieco zirytowany tym jego zachowaniem.
Wyglądało to tak, jakby kompletnie nie rozumiał, że nie chciał mieć z nim nic wspólnego. Ale widać należał do tych osobników, którym trudniej zrozumieć, aby dali ci spokój. Teraz jedynie stał na tym wygwizdowu, czekając, aby on ładnie się do niego odezwał. W życiu jednak nie przypuszczał Tsunehito, że będzie teraz rozmawiał.
Ot, tak sobie z Wampirem, który zamiast jego zabić, to go, uratował. A potem nie miał zamiaru, wyjaśnić, czego chciał on od niego. Cisza zapadła niczym makiem zasiał. Uporczywie wpatrywał się w niego, nie mogąc już wytrzymać tej napiętej atmosfery. Przez co powoli zaczynało mu się robić słabo i jeszcze chwila i upadnie na kostkę brukową. A tego, jak najbardziej, by nie chciał, bo to nieuniknione.
── To, po kiego bym cię ratował w takim razie? Gdybym był taki jak tamten? ── spytał po chwili Asagi, że słyszalną ironią w tonie głosu, zarazem w końcu, przerywając tę niezręczną ciszę, jaka się między nimi utworzyła.
── A skąd mogę wiedzieć?! Dla mnie każdy z was jest niebezpieczny! ── pisnął po chwili Tsunehito, robiąc zarazem krok do tyłu.
Bo taka jednak była prawda i nic na to poradzić już nie mógł. Teraz jedynie marzył o tym, aby znaleźć się w swoim ukochanym domu. Jednak do tego, trochę czasu miało minąć, tego był w stu procentach, pewny. Co nie znaczyło, że miał się pod tym względem poddać, prawda?
── Zdaję sobie z tego sprawę, że mi nie wierzysz, ale nie wszystkie wampiry są, takie jak tamten! ── próbował Asagi wyjaśnić, to jak bardzo bordowo włosy się pod tym względem mylił.
Zarazem robiąc krok do przodu, aby zmniejszyć dystans między nimi. Na ten widok, Tsunehito zrobił kolejny krok do tyłu, bo nie miał zamiaru, aby on się do niego zbliżył. Serce waliło mu, jak opętane i powoli robiło mu się ciemno przed oczami. Jeszcze chwila i zaraz mu ono wyskoczy z piersi, ale z drugiej strony zaczął mieć dziwną, nim fascynację.
Przez co, walczyły w, nim dwie sprzeczne strony. Jedna chciała, aby się do niego zbliżył, a druga, aby jak najszybciej od niego uciec. Stąd też utknął w mentalnym rozdarciu i za nic w świecie nie mógł podjąć decyzji. Tym bardziej że powoli zaczął zdawać sobie sprawę z tego Tsunehito, że od dłuższego czasu ktoś go obserwował. Kiedy zdał sobie sprawę z tego faktu, aż mu się słabo zrobiło.
── Ta, a już ci uwierzę na słowo! ── warknął po chwili Tsunehito nie mając, nie mając zamiaru dalej uwierzyć mu na słowo.
A to dlatego, że z, takimi jak on nic nie było wiadome. Z każdą chwilą robiło się coraz później, a on nadal sterczał na dworze, użerając się z wampirem. Jeszcze wczoraj zaśmiałby się w twarz, gdyby ktoś mu powiedział o wampirach. Jednak teraz było zupełnie pod względem inaczej.
── Uwierz mi, nie zrobię Ci krzywdy! Wszystko w porządku? ── ponowił swoje słowa Asagi, nim zauważył, że jego rozmówca zaczął dziwnie się zachowywać.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania