Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
Zabójcze Zauroczenie — Rozdział 04
── Tak, wszystko jest w porządku i daj mi w końcu spokój! Udam, że niczego nie zauważyłem! Na mnie już czas! ── odparł stanowczo Tsunehito, na to, co on powiedział i postanowił odwrócić się na pięcie i dać nogę.
Chociaż doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że nie było mowy, aby przed nim uciekł. Tak panicznie się bał, że nie kontrolował tego, co mówił. Nie wspominając o tym, że dłonie ze strachu miał niczym jak z durnej zamrażarki i ledwo mógł palcami poruszać, co nie było związane z pogodą na dworze. Upiorna atmosfera tylko pogarszała sprawę, że nie potrafił myśleć logicznie.
Gdyby nie fakt, że miał styczność z wampirem, to pewnie, by myślał, że za chwilę jakiś upiór z ciemności wyskoczy. Miał ochotę odwrócić się na pięcie, ale nie mógł tego zrobić, bo nogi kompletnie zaczęły odmawiać mu posłuszeństwa. Co było bardzo zrozumiałe, zważywszy na to, co doświadczył.
── Cholera jasna‽ ── pomyślał po chwili Tsunehito, któremu nie odpowiadało to, że nie mógł się ruszyć, a im bardziej nie mógł się ze strachu ruszyć, tym bardziej tamten, którego imienia nawet nie znał, się do niego zbliżał.
── Przecież widzę, że nie jest wszystko z tobą dobrze! Pozwól, że Ci pomogę... ── nie dokończył Asagi swojej odpowiedzi, ponieważ w tym czasie jego rozmówca zaczął osuwać się na ziemię.
Tsunehito miał już wszystko w szerokim poważaniu i już nie zwracał uwagi na, to jak i gdzie straci przytomność. Po prostu już nie był w stanie walczyć z ciemnością, jaką zaczynała go ogarniać. Jeszcze wcześniej zapewne, by z nią walczył, ale teraz już było wszystko mu jedno.
Czego jak wiadomo, nie mógł zrobić, bez jego zgody co nie znaczyło, że mógł pozwolić, aby ktoś inny zatopił w nim swoje kły. Dlatego też jedyne, co mu pozostało na tamten czas, to chronić go z ukrycia. Jego krew za bardzo była apetyczna, aby ją ot, tak wypuścił ze swoich rąk.
── I na co mi było chronienie go z ukrycia? Przecież mogłem domyślić się, że wcześniej czy później i tak taka sytuacja będzie miała miejsce... ── pomyślał po chwili Asagi, tuż po tym, jak opuszczał miejsce, w którym aktualnie się znajdował wraz z Tsunehito.
Jednak było już za późno i nic na to poradzić już nie mógł i pozostało mu iść do przodu. Po raz ostatni upewnił się, czy niczego nie przeoczył, bo jeszcze tego, by mu brakowało, aby ktoś mu zza pleców wyskoczył. Na całe szczęście do niczego takiego nie doszło i bez problemu dotarł do swojego mieszkania z nieprzyjemnym bordowo włosy.
Kiedy dotarł z nim do domu, ostrożnie otworzył drzwi od mieszkania i wszedł do środka. Zamknął za sobą drzwi i skierował się w stronę swojej sypialni, aby położyć nieprzytomnego Tsunehito na swoim łóżku. Dopiero wtedy wrócił, aby zamknąć drzwi na zasuwki i trudno westchnął.
Powoli wrócił do swojej sypialni i ostrożnie pozbył się przy pomocy magii wierzchniego okrycia i torby, nie wspominając o butach. Wtedy mógł dopiero go przykryć kołdrą i skierować się w stronę kuchni. Musiał coś wrzucić na ruszt, aby nie zrobić krzywdy nieprzytomnemu bordowo włosy.
Sam też pozbył się wierzchniego okrycia i zmienił buty na kapcie i zdjął okulary przeciwsłoneczne, które nie były mu potrzebne i odłożył na swoje miejsce. Skierował się w końcu do kuchni i zapalił w niej światło. Jednak nie znaczyło, że od razu zajrzał do lodówki. Z przyzwyczajenia umył ręce i wytarł je w pobliskiej ręcznik.
Dopiero wtedy skierował się w stronę lodówki, wyjął z niej paczkę ze świeżą krwią i ruszył w kierunku mikrofalówki. Nie miał zamiaru Asagi pić zimnej krwi, bo wtedy ona traci swój smak, plus była jesień, a nie lato. A co za tym idzie, pozostało mu jedynie ją podgrzać, czego zbytnio nie lubił. Jednak innego wyboru, jak ten, jak wiadomo, nie miał.
── Teraz już odwrotu nie mam... ── mruknął pod nosem Asagi podczas tego, jak wsadzał paczkę z krwią do mikrofalówki i ustawiał odpowiedni czas podgrzewania.
Oparł się o blat kuchenny i czekał, aż się ona podgrzeje, patrząc pustym wzrokiem przed siebie. Przez dłuższą chwilę kompletnie milczał, jakby nasłuchiwał, czy bordowo włosy się przypadkiem nie obudził. Prawdę mówiąc, nie miał zielonego pojęcia, ile minie czasu, nim się on obudzi.
Tsunehito w tym czasie powoli sen zaczął go opuszczać i powoli zaczął się budzić. Nie bardzo rozumiejąc, gdzie się aktualnie znajdował, co nie napawało go zbytnio optymizmem. A znajdował się w nieznanym mu pomieszczeniu, który nie był ani jego sypialnią. Ale nie pamiętał, aby udało mu się dotrzeć do jakiegokolwiek motelu.
Nawet jeśli Tsunehito, by się udało tego dokonać, to i tak, by nie znalazł żadnego pokoju, o takiej porze tego był w stu procentach, pewny. W takim razie, gdzie się aktualnie znajdowały? To było dobre pytanie, jakie aktualnie sam sobie zadał. Ostrożnie podniósł się do góry, aby lepiej móc się rozejrzeć po pomieszczeniu.
Dopiero wtedy włosy stanęły mu na całym ciele, a serce podeszło mu do gardła. Im bardziej się przyglądał, tym coraz bardziej był pewny, że to nie był ani hotel, ani, tym bardziej motel. Przez chwilę miał wrażenie, że znajdował się w jakimś muzeum, co było według niego niedorzeczne.
W muzeum nie powinno się spać, więc gdzie się on w takim razie znajdował? Sam wystrój przypominał z rodu gotyckiego z motywem wampirzym. Kiedy tylko przez głowę przebiegło mu słowo „wampirzym", aż mało nie sturlał się z łóżka na podłogę. W ostatniej chwili udało mu się tego jednak nie dokonać.
── Obym się mylił, ale z drugiej strony, gdyby to była prawda to, czemu nadal żyję? ── spytał po chwili Tsunehito, zaraz też, ściągając z siebie kołdrę, którą pieczołowicie był okryty.
Miał kompletny mętlik w głowie i niczego już nie mógł być pewny. To naprawdę doprowadzało go do obłędu, ale wiedział, że samym siedzeniem niczego nie zrobi. Tym bardziej że nie wiedział, czy osobą, która go zapewne gdzieś zabrała, był ten, z którym rozmawiał, nim stracił przytomność.
I tak cud, że tyle czasu wytrzymał, zważywszy na to czego wtedy doświadczył. Był tak przerażony, że nie miał zamiaru ufać temu co do niego tamten mówił. Z tego też powodu, za bardzo nie miał pojęcia, z kim obecnie miał do czynienia, co nie napawało go zbytnio optymizmem.
── Mam dziwne wrażenie, że już skądś mojego wybawcę znam, ale nie wiem skąd... ── mruknął pod nosem Tsunehito, tuż po tym, jak zsunął w końcu nogi na zimną podłogę.
Jednak pod tym względem nie mógł sobie przypomnieć, skąd, co mocno go irytowało. Jednakże nic na to na tę chwilę poradzić nie mógł i musiał się pod tym względem na tę chwilę pogodzić. Dlatego też pozostało mu jedynie czekać, aż tego on dokona, bo sam budzić go nie chciał. Mało Asagi nie podskoczył, kiedy usłyszał dziwny dźwięk i dopiero po paru dobrych chwilach dotarło do niego, że należał on do mikrofalówki.
── Coraz gorzej ze mną, że się głupiej mikrofali przestraszyłem! ── mruknął pod nosem Asagi, zaraz też, otwierając od niej drzwiczki.
Tak jakby nagle stał się jakimś strachajłem, czy co w tym deseniu. Westchnął trudno i ostrożnie wyjął to, co znajdowało się w środku urządzenia. Ostrożnie przełożył torebkę z krwią na talerzyk, który wcześniej wyciągnął z szafki. Dopiero wtedy mógł na spokojnie wyciągnąć wysoką szklankę z uchem, aby móc przelać jej zawartość do niej.
W trakcie tego bił się okropnie z myślami, bo bał się wyjawić to, co do Tsunehito czuł. Nigdy jak dotąd nie miał problemów pod tym względem, ale teraz było zupełnie inaczej. Z jednej strony chciał mu wyjawić, to co do niego czuje, lecz z drugiej strony bał się, że go odrzuci z powodu bycia krwiopijcą.
Znowu potężnie westchnął i ulokował swój wzrok na szklance, gdzie już przelał do niej zawartość torebki. Pustą torebkę bez problemu wyrzucił do odpowiedniego kubełka na śmieci, który znajdował się w szafce. Dopiero wtedy mógł wziąć do ręki ową szklankę i udać się w stronę kuchennego stołu. Ostrożnie postawił ją na stole i odsunął Asagi krzesło, aby móc na nim usiąść.
── Skreeech...!!! ── Dało się usłyszeć przeraźliwy odgłos, którego czarnowłosy nie planował, kiedy odsuwał krzesło.
── Cholera, aby tylko go to nie obudziło‽ ── syknął cicho Asagi, mając nadzieję, że ten hałas go nie obudzi.
Tuż po tym, jak usiadł na krześle i ostrożnie przysunął się do stołu, zaczął nasłuchiwać, czy niczego nie słyszy. Mijały minuty, ale nie usłyszał żadnego ruchu od strony jego sypialni, co znaczyło, że Tsunehito dalej sobie spał. Gdyby był śmiertelnikiem, zapewne już, by dostał z tego powodu zawału, ale jak wiadomo Asagi nie był śmiertelnikiem, a wampirem, więc to go ominęło.
Popijał ze szklanki czerwoną ciecz, która przypominała wyglądem czerwone wino, ale nią nie było. Siedział na tym krześle niczym jak na jakichś szpilkach, bo w każdej chwili tamten mógł się przebudzić. Nawet nie zauważył, kiedy wysączył całą zawartość szklanki, którą sobie przyniósł i że zrezygnowaniem odstawił ją na stół.
Przez krótką chwilę przyglądał się jej, jakby pierwszy raz ją na oczy widział. W końcu jednak odsunął się ostrożnie od stołu, aby nie narobić hałasu, jak wcześniej. Dopiero wtedy wstał z krzesła i wziął szklankę, aby udać do zlewu, by umyć szklankę. Cisza, jaka panowała w całym domu, mogła przyprawiać o mocniejsze bicie serca.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania