Drabbelek - Tragiczne skutki nieodpowiedniego z trutką obchodzenia się

Świętojańskimi czasy wylazłem. Stanąłem. Burknąłem: „dobry wieczór”! I co? Nico! Cisza. To ja ponownie… I znowu: pstro. Spokój. Odwieczność. Transcendencja. Monodia świerszczy. Ropuch – w tle. Burdon – nisko. Może sówka? Cykania. Rechoty. Spozieram. Są. Światełeczka. Całe mrowie księżyców, supernowych. Czuję, że… Żyję, bo… Myślę, więc… Nie jestem sam. Jej ścierw spoczął obok mego. Jam jest: zabójca. Z patrzałek spłynęła jej rosy krwawa kropelka. Boże! Szkoda wielka! Zanadto aura baju-baju, by się unicestwiać wzajem. Na pałąku piąstki zacisnąłem. Bolą mniĘ. Ale od chmurnych żałości się powstrzymałem. Z drugiej strony: trzeba było wreszcie deratyzować – odkuniać. Szkoda, że na tym polu poległem też ja.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • maciekzolnowski dwa lata temu
    I znowu brnĘ w rozrywkĘ. A tak na poważnie... Oto ćwiczenie z zakresu stosowania zdań krótkich, możliwie najkrótszych (takich, jak np. "Są").
  • Canulas dwa lata temu
    ładnie powiązane. Szkoda, że ignorancja i miałka zawiść nie jest jakoś prądem sterylizowana.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania