Poprzednie częściDworek na początku ulicy Rozdział I  

Dworek na początku ulicy Rozdział II

Rozdział II.

 

Jest niedziela, jesienne październikowe popołudnie, właśnie dzisiaj Witold ma wolne od pracy, i odpoczywa na wygodnej kanapie po smacznym i sytym obiedzie, który przygotowała żona, oglądając jego lubiany teleturniej '' Postaw na milion '' A w tym czasie Basiula krząta się po kuchence i zmywa naczynia, spoglądając kątem oka na córeczkę, którą ma obok siebie w nosidełku, bawiącą się grzechotką. Gdzieś po kwadransie dzwoni dzwonek do drzwi, akurat otwiera je Mikołaj, a w nich stoi chłopiec w jego wieku, to syn sąsiadów - Franek. Kolega przyszedł, po Mikołaja by wyszedł, z nim na dwór pograć w piłkę na podwórku, które znajduje się tuż za domem, co prawda jest ono niepokaźne, no ale jest i mieszkańców dzieci jakąś tam rozrywkę mają. A że Mikołaj odrobił już lekcje wcześniej, więc ma swoją chwilę dla siebie, ubrał się i nie odmawiając, Franiowi poszedł, z nim zagrać, tym bardziej że pogoda sprzyja. Wychodząc z domu, mamuśka oznajmiła, synowi by wrócił, jeszcze przed zmrokiem z powrotem. Na to chłopiec odpowiedział - DOBRZE MAMUŚ NIE MARTW SIĘ! Mikołaj trzasnął drzwiami i wraz z kumplem pobiegli po schodach na dół. A gdy w pokoju nastała głucha cisza, Matylda zasiadła w skupieniu przed komputerem, i rozpoczęła konwersację na Gadu - Gadu ze swoją najlepszą przyjaciółką Nikolą. Ponieważ weekend jest dla dziewczyn fenomenalnym momentem do długich rozmów bezstresowych. W końcu zgadywanka dobiegła finiszu, Wicia przeciągnął się, wstał, i wsunął nogi w ciepłe paputki, i ruszył z miejsca w kierunku swojej Basi do kuchenki, która już odrobiła się, i żeby nie przeszkadzać mężowi, siedziała sobie przy stoliku, popijała kawę, i głowiła się nad rozwiązywaniem krzyżówki, a Róża już słodko spała. Wtedy mąż poprosił, żonę by też zrobiła, mu kawki, z którą potem usiadł, przy niej rozmawiając, na różne życiowe tematy, dając córce w pokoju całkowicie wolną rękę na pogaduszki z Nikolą. I chociaż małżeństwu świetnie się ze sobą gaworzyło, jednak mężczyzna przeprosił żonę, że chciałby na trochę odejść od stołu, by zająć się majsterkowaniem, póki jeszcze ma ostatnie godziny kończącego się weekendu. Ponieważ Witek ma tylko możliwość w wolne dni weekendowe na takie przyjemności, do których ma pociąg, bo ekscytują go składania i klejenia oryginalnych modeli żaglowców i jachtów, iż kręcą go żeglarskie klimaty. I dlatego ma już kilka gotowych eksponatów, które bardzo ładnie się prezentują, na półeczce za szybą w segmencie. Gdy Wituś był już w transie swojej robótki, nawet nie spodziewał się, że nie na długo przy tym zabawi, i będzie miał przerwane, bo niebawem znów ktoś zawita? I tak się stało! Nagle do drzwi zaczęła dobijać się sąsiadka - Pani Kadzidłowa, która mieszka na jednym piętrze na przeciw nich. I ni stąd, ni zowąd, tym razem otwarła drzwi Matylda, która właśnie zmierzała na korytarz do toalety. Starsza pani emerytka narobiła takiego krzyku w domu Stolarzów, że jakby nie wiadomo jaka tragedia się u niej wydarzyła, aż Różę obudziła. Pani Kadzidłowa szybkim krokiem wparowała, do kuchenki wołając.

- Panie sąsiedzie! Ratunku! Pomocy! Jest pan w domu?

- Jest mój mąż w domu, a co się stało? - spytała przerażonym głosem Basia.

Nagle w drzwiach kuchenki pojawił się pełen niepokoju Witold.

- A co takiego się zdarzyło pani sąsiadko? Rany Boskie - odrzekł Wicio, trzymając ręce całe w kleju przed sobą.

- Panie Stolarzu cała nadzieja w panu, jak wiem od pana żony pan wszystko potrafi, więc przybyłam tu do pana z odsieczą!

- Ale proszę mi w końcu powiedzieć jaki problem jest?

- Panie Witku, bo sprawa jest poważna, ja tonę!

- Jak to pani tonie? Nie rozumie, proszę jaśniej!

- Właśnie pękła mi rura pod zlewem w kuchni i woda wylewa mi się na całe mieszkanie. Powódź! Po prostu powódź! A spostrzegłam, to od razu jak szorowałam, sobie zlew, myjąc go na błysk, tuż po umyciu naczyń. I chodzi o to, by pan pomógł mi to naprawić, bo zakręciłam migiem kran, i przyleciałam, do pana alarmując, bo nie mogę teraz odkręcić wody, bo zalałoby mnie już całkowicie.

Witek, znając już sytuację, w jakiej znalazła się kobieta, uznał jej pomóc, to jest w jego stylu, więc nie mając czasu, bo liczy się w tym każda minuta, obtarł dłonie z kleju o spodnie, zabrał energicznie narzędzia i wyszedł ze starszą panią do jej mieszkania. A gdy mąż Barbary opuścił chwilowo rodzinne lokum, panował na dworze już zmrok,a Mikołaja w domu dalej nie było. Barbara zaczęła się martwić i denerwować gdzie podział się syn, i choćby chciała wyjrzeć przez okno czy jeszcze bawi się na podwórku czy nie, ale nie miała na to możliwości, bo patrząc, w szybę nie widziała podwórka, tylko tory. Roztrzęsiona mama już miała wysłać Matyldę, by poszła, zobaczyć gdzie on jest, a wtem wpadł zdyszany syn. Matula, widząc, go odetchnęła z ulgą, gadając - JESTEŚ JUŻ! NA RESZCIE. Niestety polecenie sąsiadki przeciągnęło się dłużej Witkowi i jego żona musiała małą wykąpać sama, potem naszykowała wszystkim pyszną kolację, zostawiając, też mężowi talerzyk pod przykryciem jak wróci, żeby sobie zjadł, bo już na pewno będzie głodny. Po kolacji kobieta zajęła się dzieckiem i jego usypianiem, a Mikołaj był właśnie w trakcie mycia. Zaś Matylda siedziała w pokoju przy biurku i powtarzała sobie materiał na jutro do szkoły. Nagle otworzyły się drzwi, i wszedł do mieszkania zmęczony Barbary ślubny. Zaczął żonie opowiadać, że miał u sąsiadki sporo roboty, i dlatego zeszło to dłużej, bo okazało, się o wiele gorzej niż myślał. Musiał iść jeszcze do garażu, przynieść zapasową rurę, którą posiadał w nim nie jedną, i zamontował ją pod zlewem. Basia wysłuchała go i kazała wreszcie mężowi, by zjadł opóźnioną kolację bo herbatka stygnie. Witold po konsumpcji doszedł do wniosku, że nie będzie już robił tych modeli, dlatego że jest późno, i pozostawi już swoją dłubaninę na przyszły weekend, zbierając ją która leżała do tej pory na ławie w pokoju. Także Witek tego dnia o niczym innym nie myślał, tylko żeby w końcu się już umyć i położyć. A wcześniej przed tymi czynnościami, dał żonie pieniądze które otrzymał wciśnięte na siłę, za fatygę i stracony niedzielny czas od sąsiadki, która w podziękowaniu nie wiedziała jak się ma mu odwdzięczyć dokładając, facetowi jeszcze sporą bombonierę dla dzieci. Żona odebrała, pieniążki lekko się uśmiechając, i mówiąc - OOO SUPER PRZYDADZĄ SIĘ. Zaś dzieci zjadły, ją ze smakiem słodkością nie gardząc, a Baśka w końcu się umyła ostatnia i położyła się koło męża spać. I tak zakończyła się Stolarzom niedziela. Odnośnie do miasteczka Kleszczele, można by było opowiadać wiele, ale pokrótce to jest mieścina, która ściąga do siebie dużo turystów, i zachęca do zatrzymywania się w niej na dłuższą chwilę. Ponieważ można tu urozmaicić czas, spacerując po małej metropolii, jak i też zahaczyć o zwiedzanie kilku ciekawych miejsc. Cała frajda jest tam, by wypocząć na świeżym powietrzu, wdychając go dla własnego zdrowia. Kleszczele mają w sobie wiele piękna, które ozdobione są ukwieconymi ulicami, ale i też ma się tam dużo kontaktu z przyrodą. A najważniejsze co jest dla każdego mieszkańca to to, że nie ma uciążliwego przemysłu, przez którego potem są wchłaniane trujące toksyny. Więc nie dziwota, że rodzina Stolarzów kocha swoją okolicę, i bardzo dobrze się w niej czują, nawet odgłos przejeżdżających towarowców, nie robią na nich najmniejszego wrażenia, a wręcz dla tej rodzinki to ogromna radość, która ma w tym jakiś swój urok.

Cdn.

Średnia ocena: 2.8  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Tom Bordo 2 miesiące temu
    Ładne, Sisi. Cztery
  • Sisi26 2 miesiące temu
    Dzięki.
  • Tom Bordo 2 miesiące temu
    I nie przejmuj się krytyką innych oraz słabymi ocenami.
  • Sisi26 2 miesiące temu
    Ja się tym nie przejmuję, i na to się dawno uodporniłam, takie są ludzie i tyle. Gadać zawsze będą i narzekać.
  • Sisi26 2 miesiące temu
    Najważniejsze jest to by pisać co dyktuje serce, a co myśli inny, to nie najistotniejsze.
  • Sisi26 miesiąc temu
    Zapraszam do czytania od 1 rozdziału.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania