Dworek na początku ulicy Rozdział III.

Rozdział III.

 

Następnego dnia, gdy nastał świt, Stolarzowie jeszcze rozkosznie śpią, a za oknami jest szarówka, termometr wskazuje niską temperaturę, a na drzewach kolorowe liście kołyszą się na wietrze, który przeciska się przez szpary ram okiennych do mieszkania państwa. Mało tego pada jeszcze mocno deszcz i uderza o ich szyby, spływając po nich na parapet. U nich w domu jest chłodno, bo pogoda uległa zmianie. I nagle w jednej chwili budzi się Wituś, wyczuwając na stopach oziębienie, bo w trakcie jego snu, zsunął mu się róg kołdry aż na podłogę, odsłaniając Witka nogi. Mężczyzna automatycznie podciągnął puchową kołderkę i schował nózie z powrotem, przytulając się do mięciuchnej małżonki, która nieświadoma tego, co ona robi, odwraca się na drugi bok do męża tyłem. Wtem mąż, widząc, co jest, wyściubił nos z pod przykrycia, zerkając na zegarek, jaka jest godzina, a gdy już wiedział, że ma trochę czasu, by wstać do pracy, to wykorzystał, ten moment przykładając, się do poduszki. Łóżko małżeństwa to przestronna wersalka, mieszcząca się przy samej ścianie pokoju pod oknem, a Witold właśnie sypia pod samym nim. Po upływie paręnastu minut, znienacka zerwała się Basia, widząc ślubnego śpiącego, zaraz luknęła okiem w budzik, powiadając do siebie, CHRYSTE PANIE! JEST PIĄTA CZTERDZIEŚCI PIĘĆ CO TEN BUDZICIEL NIE DZWONIŁ? Od razu uświadomiła sobie, że nie nakręciła czasomierza, którego zazwyczaj ona ustawia. Z werwą odwróciła się na pięcie w stronę małżonka, i zaczęła go szturchać, by się obudził. Jej słowa przy zrywaniu go ze snu brzmiały, WITECZKU KOCHANIE! WSTAWAJ DO PRACY I TO JUŻ NATYCHMIAST! BĘDZIESZ, SPÓŹNIONY ZASPALIŚMY, BO ZEGAREK NIE ZADZWONIŁ. Facet zerwał się z łóżka jak poparzony, w biegu przetarł oczy rękoma i w dynamicznym tempie zaczął się oblekać. Nawet nie jadł śniadania, jedynie tylko skubnął jedną kanapkę na szybko, w trakcie wrzucania ubrań na siebie, capnął pojemnik z jedzeniem, i termos z gorącą herbatą zrobioną przez żonę, oraz kluczyki od samochodu. I co sił w nożynach wybiegł na korytarz, lecąc prędko po schodach do auta. Jak żona wyprawiła męża do roboty, ona wtedy pozwoliła, sobie mając, wolną chwilę, zadbać o siebie, gdyż dzieci nadal lulały. Usiadła kobieta na wprost toaletki, na swoim dogodnym krzesełku, która stoi w rożku pokoju, i zaczęła robić kosmetyczne upiększanie twarzy, począwszy, od puderniczki a zakończywszy, na szmince. Stolik z lustrem jest dla Basi niezwykle cenny, ponieważ tenże nieduży mebelek ma po swojej nieżyjącej już mamie, którego ona niegdyś używała, i co spojrzy w to wyposażenie, ma, obraz swojej matuchny jak też się malowała. Blat z lusterkiem to zgrabna toaletka drewniana, o białym kolorze z wysuwającymi się dwiema szufladkami, na wysokich posrebrzanych metalowych nóżkach. A obok jej sekretarzyka postawione jest krzesełko, z miękką poduszeczką które skompletowane jest wraz z nim. Zaś nad toaletką w ścianie jest zamocowana miniaturowa lampka halogenowa, którą założył jej najdroższy małżonek. Na śliskiej powierzchni Basieńka poukładane ma kosmetyki, kremy, perfumy, dezodoranty, pędzelki różnej wielkości, oraz waciki i płyn do demakijażu. Natomiast po bokach blatu stoją, po lewej stronie kwiat doniczkowy '' Echeveria'' który dostała w prezencie od Witusia na Dzień kobiet, a po prawej, obszerna szkatułka z biżuterią. A gdy Barbara wyglądała już tak jak zawsze każdego poranka, zaczęła wybudzać syna i córkę ze snu, bo jest ich czas zbierania się do szkoły, dzieciaki z ociąganiem powstawały z łóżek, zaczęli się myć i ubierać, a w tym momencie mama gotowała wodę na herbatę i szykowała im dobre śniadanko. Gdy Matyldzia z Mikołajem pojedli, zebrali, swoje torby i wyszli. Szkołę Mikołaj ma w pobliżu domu, dlatego chodzi już sam, a Matylda do szkoły ma trochę dalej, więc podjeżdża autobusem do innego miasta. Jak już mamuśka została, sama z Różą zajęła, się dzieckiem, bo już płakało, chciało jeść, i dopominało się o zmianę pieluszki. Barbara córkę nakarmiła, przewinęła, mieszkanie ogarnęła, i musiała wyjść do sklepu, bo w lodówce jedzenie dobiegało końca, a obiad też trzeba zrobić. Zatem ubrała dziecko, zabrała ze sobą wózek i ruszyła na miasto. Tymczasem w firmie, którą strzeże, Witek praca wre, każdy zajmuje się robocizną na swoich stanowiskach, podczas gdy Witold jest tak zajęty, na stróżówce, że nie ma chwili nawet zjeść śniadania, ponieważ ma ciągłe niekończące się telefony, które odbiera, a swoją drogą przepuszcza też przez szlaban odpowiednie samochody, na teren korporacji. Prócz tego ma jeszcze inne zadania do wykonania, jak obchód po całym obiekcie, zdanie raportu z danej zmiany, jest zmuszony obserwować monitoring, który obejmuje ogólny plac robotniczy wraz z budynkiem, ma prawo odbierać i wydawać klucze osobom upoważnionym, wykonuje również wszystkie prace porządkowe wokół firmy, jak i jego powinnością jest wezwać właściwe służby w razie włamania lub pożaru, czy innych niebezpiecznych sytuacji, wymagających interwencji. A najważniejszą czynnością jego jest wylegitymowanie każdego, kto wchodzi na strefę prywatną. Mężczyzna w swojej pracy ubrany jest w mundur firmowy wraz z identyfikatorem osobistym. Jego miejsce pracy to niewystawna stróżówka, która z wyglądu przypomina kiosk ruchu, i jest umiejscowiona przy głównej bramie wjazdowej na teren przedsiębiorstwa. Witka portiernia jest zewnętrznie odnowiona i ocieplona, w kolorze błękitnym z dużymi oknami. Wnętrze dyżurki urządzone jest, w centralne ogrzewanie, leżankę, stoliczek, radio, lampkę nocną, telewizorek, stołek z jaśkiem, czajnik bezprzewodowy, lodóweczkę, laptop, telefon stacjonarny i komórkowy oczywiście służbowy, gaśnicę, apteczkę, wieszaczki na klucze, szafeczkę na przybory osobiste i robotnicze, księgę ewidencyjną, kosz na śmieci, oraz mały kącik, przeznaczony na WC i małą umywaleczkę. A oświetlenie, to jarzeniówka. A najistotniejszym sprzętem w jego służbówce, jest kamera, która zainstalowana została, na zewnątrz całego obiektu, jak i wewnątrz dyspozytorni. Posiada on również, niezauważalny przycisk alarmowy, przymocowany tuż pod stolikiem, który w trybie błyskawicznym, łączy się z policją, dając znać, że coś się u niego dzieje. Pan Stolarz, prócz siebie ma jeszcze dwóch zmienników, a zarazem fajnych kolegów, Henryka i Zenona. Pan Heniuś to mężczyzna dość młodszy od Witusia jest żonaty i ma rodzinę, natomiast Zenuś, to już starszy facet po sześćdziesiątce, jest wdowcem, mającym tylko syna kawalera. Spółka wraz ze stróżówką to jedność, wzajemnie podlegają pod tego samego szefa, Gwidona Liszkę. Gwidon to młody mężczyzna, który jest jeszcze kawalerem, ale ma już narzeczoną - Laurę, z którą wkrótce planuje wziąć ślub. Pan Liszka, jak dla Witolda jest rewelacyjnym przełożonym, na którego nigdy by złego słowa nie powiedział, i żadnego innego, by mieć, nie chciał. I dlatego ze swojej roboty jest bardzo usatysfakcjonowany, choć ma dużo obowiązków tak jak właśnie dzisiejszego dnia. Ale w końcu ma już chwilę wolną, więc zje sobie śniadanie, bo jest bardzo zgłodniały. Czajnik z wodą już nastawił, teraz słucha muzyczki, a w międzyczasie kontroluje monitoring. A jak już na biurku zagościły kanapki i kawa to Witold o jednym tylko marzy, żeby je w końcu połknąć, i nikt mu w tym nie przeszkadzał. W podobnej chwili, gdy mąż Barbary smakował śniadanie, małżonka Wici zrobiła zakupy w supermarkecie i wraca do domu. W drodze powrotnej, gdy Baśka pchała, Różę w wózku maszerując, chodnikiem, to napotkała pewną znajomą kobietę, z którą nie widziała się od bardzo dawna. Kiedy obie panie zauważyły się wzrokiem, to nagle przystanęły zamienić ze sobą kilka słów, wówczas jedna z nich powiedziała.

- Dzień dobry pani Basiu, Boże wieki pani nie widziałam, co u pani słychać, a pani to tutaj jeszcze mieszka?

- A dzień dobry pani, oj tak rzeczywiście nie widziałyśmy się dobrych parę lat. A co u mnie? Hmmm... wszystko po staremu, dom, obowiązki, dzieci, mąż nawet i miejsca zamieszkania nie zmieniłam, jak byłam, tu tak jestem.

- Aha to super, no widać, właśnie że pani kwitnąco wygląda do tego taka szykowna i promieniejąca. Z pani oczu idzie od razu wyczytać, że jest pani uszczęśliwioną mężatką, z tego, co pamiętam, to pani ma, dwoje dzieci córkę i syna, a córa jest dość starsza od pani syna, to już chyba dorosła tak? I na pewno się nie mylę, że to śliczne maleństwo to wnusia tak?

- Dziękuję, bardzo za komplementy trafiła, pani w samą dziesiątkę, z małżeństwa jestem bardzo zadowolona, i nie chciałabym by w kiedykolwiek mogło być inaczej. A pani też niczego sobie kobieta, nic się pani nie zmieniła, od wtedy co się ostatnio widziałyśmy, a jeśli mogę, spytać to pani nadal jest wdową czy pani zmieniła stan cywilny? A co do moich dzieci, to dobrze pani pamięta, a córka moja to jest już prawie pełnoletnia, a ten bobasek to nie wnuczka, tylko moja córeczka, obecnie mam troje dzieci - odrzekła Barbara.

- Również dziękuję, że pani tak o mnie myśli, miło mi, a ja co tu mówić wciąż bez żadnych zmian w życiu, a jeśli pani ma tak udane małżeństwo, to wspaniale i życzę dalszych następnych lat. A to córka pani już prawie dorosła, to wiele się nie pomyliłam, a z małym bąblem, to tu mnie pani zaskoczyła, w takim razie gratulacje powtórnie świeżo upieczonej mamie. Z tej pani maleńkiej córuchny to taki słodki dopiero co narodzony cukiereczek. A ileż ona ma z miesiąc, czy może nie? Bo jest taka drobinka, maciupeńka, i niepozorna - bąknęła kobieta.

- A z wielkim podziękowaniem, tak jestem powtórnie mamusią, z czego się bardzo cieszę, a odnośnie do mojej malutkiej córeczki, to ona ma już dwa miesiące, a że może tak wygląda, taka jej uroda, nie wszystkie niemowlęta muszą być zaraz pulchne, przecież jest zdrowa, ma apetyt, to chyba najważniejsze, dla mnie moja Różyczka to istny mój Witek. No ale gadka gadką, przyjemnie nam się rozmawia, a godzina pogania, i muszę z panią się pożegnać, bo na mnie obiad czeka do zrobienia, mąż wróci z pracy, a dzieci ze szkoły. Także do widzenia - wykrztusiła Baśka.

- Ano tak, racja! To do widzenia, życzę najlepszego! - odparła kobieta.

Po krótkiej wymianie zdań babeczki rozeszły się, a małżonka Witusia w przyspieszonym kroku pomykała do domu. A gdy była już na miejscu, produkty wyłożyła, pochowała, Różę rozebrała, dała ją do kołyski, a ona zabrała się za gotowanie. Jej menu to Witusiowe pierożki z mięsem, i zupka szczawiowa z jajeczkiem, natomiast jej mąż, siedzi w portierni, i odlicza już godziny, aby powrócić jak najszybciej do swojej małżonki, przegryzając orzeszki ziemne, i bacznie obserwuje ekran, który ma przed sobą. Wbrew oczekiwaniom, mężczyzna zauważa coś w nim, bardzo niepokojącego i by się upewnić czy to jest to, o czym myśli, przybliża obraz bliżej, i już wie, z kim będzie miał, do czynienia. A konieczność jego to działanie. Witold ekspresowo wybiega, z dyżurki zamykając, ją, i zabiera z kąta pałę, zapieprzając w dostrzeżonym kierunku, gdy już jest prawie że na miejscu wydarzenia, Witek zwalnia, podchodząc po cichu od tyłu zakładu do drzwi awaryjnych, by uchwycić złodzieja, na gorącym uczynku. Rabuś to mężczyzna ubrany w czarną kominiarkę i czarny dres z kapturem który ma zarzucony na głowę. A w rękach trzyma solidny łom i nim wywarza drzwi. Wtedy Wicio od razu atakuje, uderzając pałą w jego brechę, i nagle włamywaczowi upada na ziemię ostre narzędzie. Wtem Wituś prędko go obezwładnił, chwytając jego ręce z tyłu pleców, i żwawo ściągnął mu kaptur, a potem kominiarkę, wyrażając się do niego ''TY ZŁOCZYŃCO'' Jak się okazało, to opryszkiem jest nastolatek, ale nie groźny gagatek.

Cdn.

Średnia ocena: 2.6  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Canulas 2 miesiące temu
    Cholercia, przeczytałbym, ale to horror, a już późno. Za oknami wyją żaby. Nieee. Jutro w dzień
  • Aga jednostrzały 2 miesiące temu
    Ja zaczęłam, ale... tekst jest zbyt straszny i spauzowałam...
  • Sisi26 2 miesiące temu
    Ale ludzie bywają tępi, a w książkach kategorii horror od razu wszystko na źle się zaczyna czy w filmie, spokojnie niech was tak dupa o to nie świerzbi jak ja rozwinę dopiero horror to będziecie jeszcze szczali w majty ze strachu po nocach. Ja nie muszę od razu przechodzić do sedna tylko o to że ktoś jest taki niecierpliwy, autorzy różnie piszą, ja należę do tych co nie uwijają się i kończą tylko rozwijają akcję jak najdłużej.
  • Sisi26 2 miesiące temu
    A te jedynki dawajcie śmiało jedna za drugą, no czego tego nie robicie ucieszcie się! To już jest takie nudne ale już od dawna tutaj śmieciowa się atmosfera zrobiła że czego się lepiej spodziewać.
  • betti 2 miesiące temu
    Nudne to jak flaki z olejem... nie da się czytać, bo i słownictwo i styl na poziomie podstawówki.
  • Angela 2 miesiące temu
    Sisi, nadal się niczego nie nauczyłaś, a gorsze jeszcze jest to, że uczyć się nie chcesz. Tekst nudny,
    ponadto mieszasz czasy. Horror tylko dlatego, że straszno jest to czytać.
  • Sisi26 miesiąc temu
    Zapraszam do czytania od 1 rozdziału.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania