Dworek na początku ulicy Rozdział IV

Rozdział IV.

 

Kiedy pan Stolarz, rozprawił się już z gówniarzem, wyjął telefon i miał dzwonić na policję, a wtem chłopak powiedział.

- Przepraszam! Czy pan dzwoni na policję? Jeśli tak, to błagam, niech pan tego nie robi, bo mnie pan wsadzi do więzienia, wiem, że popełniłem przestępstwo, przyznaję się do tego, ale jeśli pan to uczyni, będę miał duże kłopoty.

Małżonek Basi odsunął chwilowo telefon od ucha, mówiąc do niego.

- Tak. A jak myślisz? W końcu włamywałeś się do firmy i podlegasz karze, a do mnie należy zgłosić, to na posterunek. A to, że będziesz miał kłopoty, to już nie mój problem, tylko twój, i co z tobą zrobią to już nie moja sprawa, trzeba było wcześniej zastanowić się nad tym, co się robi i jakie potem mogą być tego konsekwencje.

Witold ponownie sięga po telefon, aby wykonać połączenie na komendę.

- Nad wszystko proszę, raz jeszcze niech pan nie dzwoni, ja mam dopiero od miesiąca osiemnaście lat, i nie dawno co opuściłem dom dziecka, bo nie mam, rodziców jestem, sierotą, mam tylko małe rodzeństwo, które zabrałem ze sobą, bo już mi przysługiwało, by zaopiekować się nim, i właśnie je mam. Jeszcze nie znalazłem pracy, a pieniądze, które otrzymałem na start z bidula, nie mam ich za wiele, byśmy mogli się z nich dłużej utrzymać, i dlatego mówię panu szczerze, posunąłem się do złodziejstwa, żeby móc coś ukraść, a potem to sprzedać i pieniądze bym miał. A tak to wsadzą mnie za to do pierdla, a kiedy mnie zamkną, to rodzeństwo trafi, z powrotem tam skąd przyszło, a nie chcę tego dla niego. Jeśli ma pan dzieci, to pan powinien mnie zrozumieć, że robię to dla nich, dla siebie również, ale najbardziej dla nich, żeby mieli co jeść. Wiem, że pana odpowiedź będzie, to poszukaj pracy i zarabiaj pieniądze, a nie kradnij, i zgodzę się z tym, bo słusznie by pan powiedział, tylko że ja jej na razie nie mam, i nigdzie nie mogę jej znaleźć, więc dlatego się do tego zmusiłem, byśmy mieli co do ust włożyć. Wierzy mi pan?

- Tak mam dzieci, i dlatego staram się Ci uwierzyć, ale skąd ja mam mieć gwarancję, że to wszystko, co mi mówisz, jest całkowitą prawdą. Jak mi udowodnisz, bo znając życie, to tacy jak ty, wymyślają różne historie, byle tylko bronić swój tyłek - powiada Witek.

- Chce pan dowodu, dam go, tylko proszę mnie wysłuchać i nie dzwonić dobrze?

- Dobrze, słucham, nie zadzwonię, ale jeśli nie będzie to twardy dowód, przekonujący mnie, że to, co opowiadasz tak jest, to nie powstrzymasz już mnie, i zawiadomię funkcjonariuszy.

I w tym momencie Witold, w głębi duszy powiada sam do siebie, MOŻE ROBIĘ ŹLE I BĘDĘ TEGO BARDZO ŻAŁOWAŁ, A MOŻE DOBRZE ROBIĘ, SAM JUŻ NIE WIEM. ZATEM POSTARAM SIĘ JEDNAK MU POMÓC, O ILE TO WSZYSTKO JEST, WIARYGODNE. Mężczyzna po chwili namyślenia się powiada do młodego.

- To jak? Godzisz się na to, ok?

- Ok, jasne nie mam nic do ukrycia.

- To nawijaj, zamieniam się w słuch?

- Proszę pana, to daję panu mój dokument '' Dowód osobisty'' proszę sobie mnie spisać, wszystkie moje dane i jeśli pan będzie chciał mi pomóc, to wtedy nic nam nie zostaje, jedynie tylko udać się do domu dziecka, gdzie byliśmy, to wszyściusieńkiego się pan o nas dowie, że jest tak, a nie inaczej. Ja poczekam tu przy panu, aż pan skończy pracę.

- W porządku, więc choć ze mną do stróżówki, i tam masz czekać na mnie, ale pamiętaj, ani kroku dalej, bo pożałujesz.

Więc złodziejaszek ruszył z Witkiem w stronę portierni, ale już bez łomu, bo mu Wicio odebrał. Gdy mężczyzna zakończył pracę, zadzwonił do żony, by powiadomić ją, że spóźni się do domu, bo wypadła mu ważna służbowa sprawa, którą musi załatwić. I dodał jeszcze małżonce, że jak wróci, to wszystko jej opowie. Po rozmowie z Basią, Wicia wsiadł z nim w auto i odjechali. W drodze przypomniał mu tylko to, żeby nie próbował w żaden sposób uciec, bo sporo już o nim wie, a na dodatek ma go w monitoringu, który zdarzenie zarejestrował. Ale złodziej wcale nie miał zamiaru uciekać, tylko pragnął wyjaśnić sprawę i dać facetowi do zrozumienia, że to jest autentyczne. Jak byli już na miejscu w ośrodku opiekuńczym, to sytuacja z chłopakiem się rozstrzygnęła, i wyszło na jaw, że młody grabieżca nie okłamał mężczyzny w niczym ani trochę. Witek, poznając rzeczywistość od kierownika placówki, postanowił rozmówić się z nastolatkiem, by dać mu szansę. Wyszli z pomieszczenia i usiedli na pobliskiej ławce, która znajdowała się na terenie sierocińca.

- Słuchaj chłopcze, daruję ci to włamanie tylko dlatego, że byłeś wobec mnie miły i prawdomówny, ale i też, że masz, rodzeństwo na wychowaniu, w tak młodym wieku będąc, zupełnie sam. W takim razie daję ci warunek, jeśli pojawisz się kiedykolwiek, w złych zamiarach na obszarze tej firmy, to nie będzie, już zmiłuj się, bo wsio o tobie zachowam, i wtedy odpowiesz za czyny już podwójnie, wówczas nie będę cię krył. A reszta mnie nie dotyczy, jak sobie życie ułożysz czy będziesz kradł, czy nie, czy będziesz miał do czynienia z policją, czy też nie, to już twój wybór, zrobisz, jak zechcesz. Ale ostrzegam cię, że nie każdy się nad tobą zlituje, tak jak ja to zrobiłem, bo ludzie są różni. I mam nadzieje, że ta lekcja ciebie czegoś nauczyła, i więcej błędu nie popełnisz. To tyle z mojej strony, jesteś, wolny wracaj do domu.

Chłopak zaniemówił i rozpłakał się z radości, chwytając Witka za dłoń, i płaczliwym tonem wybełkotał.

- Dziękuję panu ślicznie, jest pan człowiekiem o gołębim sercu, dziś takich mężczyzn brakuje, i to, co pan dla mnie zrobił, ma wielkie znaczenie, przenigdy tego nie zapomnę. I daję panu słowo, że już nigdzie i nigdy się nie będę włamywał, i zrobię wszystko by znaleźć tę pracę jak najszybciej. A pan już się przekonał, że u mnie słowo to słowo. I może być pan całkowicie spokojny co do mnie. Także jeszcze raz nad wszystko dziękuję.

Młody człowiek wyciągnął rękę, podając mężczyźnie na pożegnanie. I gdy mieli się już rozchodzić, Witold wyjął z kieszeni dwieście złotych, i dał, chłopakowi mówiąc, PROSZĘ, WEŹ, NIE KRĘPUJ SIĘ, BĘDZIECIE MIELI NA ŻYCIE. Młody nieśmiało, ale wziął pieniądze, dziękując mu po raz kolejny, uśmiechając się do niego, i powiadając, - BĘDĘ PANA DŁUŻNIKIEM i odszedł.

A Wituś wsiadł w swój samochód, marki Fiat - Punto i pojechał wreszcie do domu.

Cdn.

Średnia ocena: 1.8  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • betti 2 miesiące temu
    Niby to współczesne realia [bo monitoring chociażby], a ubrane w przedpotopowe słownictwo. Jakby rzecz się działa całe wieki temu...
  • Sisi26 miesiąc temu
    Zapraszam do czytania od 1 rozdziału.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania