Dworek na początku ulicy Rozdział VI

Rozdział VI.

 

Półtora miesiąca później...

Obecnie nadszedł grudzień, w Kleszczelach spadł śnieg, gruba warstwa białego puchu otula podlaskie miasteczko. Tego dnia świeci ostre słońce, jest silny mróz, który rzeźbi ciekawe wzory na szybach, a mieszkańcy kamieniczek siedzą w swoich ciepłych ogrzewanych mieszkaniach i ani nie myślą gdziekolwiek wychodzić. Jedynie dla dzieci niestraszne jest dotkliwe zimno, bo mają ubaw na śnieżku, i oddają się zimowemu szaleństwu, zjeżdżając na sankach z niewysokiej górki. Hałda ta zajmuje miejsce tuż przy dwóch garażach Witka i pani Kadzidłowej, jaki został jej po zmarłym mężu. Hangary te zlokalizowane są po dwa w pewnych odstępach, za budynkami wokół podwórza. Wzniesienie to ma dziś wielkie powodzenie, bo jest oblężone przez zgraję dzieciaków, i choć słupki rtęci pokazują minus piętnaście stopni, to i tak gwarna grupa małolatów ma frajdę pełną parą. Dzieciarnia co tam szusuje, jest, z sąsiedztwa, i z pobliskich ulic miasta, a między nimi przebywa Mikołaj z Frankiem. Syn Stolarzów jest szanowany przez wszystkich chłopców i w jedności z każdym żyje, lecz nie dla ogółu jest Mikołajem, tylko dla Franka nim jest, a dla reszty dzieci jest, po prostu pączkiem lukrowanym tak go właśnie nazywają. Mały Stolarz nie znosi tego określenia i gdy tylko słyszy, jak go zwą, zaczyna, się intensywnie irytować a wtenczas okrywa się purpurą. I choć działa mu to na nerwy, chłopiec nie odzywa się słowem, bo nie chce zadzierać z kolegami, gdy jest dobrze między nimi, i dlatego słucha, jednym uchem a drugim wypuszcza, ale co jest, tego powodem on już wie, że jest przyrównywany do swojej mamy, ponieważ są jak dwie krople wody. Po dłuższym czasie, super zabawa brata Matyldy dobiegła końca, więc chłopiec żegna się z towarzystwem, zabiera ze sobą sanki i udaje się do swojej chatki, bo zrobił się już półmrok. Kiedy Miko podchodzi pod swoją klatkę schodową, to jego uszka usłyszały słowa dobiegające ze wzgórka, jak jedno z dzieci głośno powiedziało, SZKODA ŻE PĄCZEK POSZEDŁ JUŻ DO DOMU. Jak już chłopiec, przekroczył próg rodzinnego gniazdka, zamknął za sobą drzwi, i wytarł powtórnie zaśnieżone buty o stary dywanik, który leży obok wejścia do mieszkania, usiadł, na szafce ściągnął obuwie, stawiając, je w kąciku a kurtkę powiesił na wieszaku i wszedł do pokoju. Matula, ujrzawszy synka wyznała, DOBRZE, ŻE PRZYSZEDŁEŚ, BO ZACZYNAŁAM, JUŻ MYŚLEĆ GDZIE SIĘ PODZIEWASZ, TYLE CZASU. Mikołaj klapnął na swoim tapczanie i wyjął z tornistra wypożyczoną lekturę '' Sposób na Elfa '' którą zaczął, czytać bardzo uważnie koncentrując się na niej. W domu państwa wszyscy są, oprócz Matyldy która właśnie z Nikolą wybrały się do kina na repertuar '' Miszmasz, czyli Kogel-mogel 3 ''. W pomieszczeniu panuje jak zawsze kojąca atmosfera, mąż z żoną siedzą sobie w fotelach i wpatrują się w telewizor, zajadając chipsy i popijając kakao. Witoldo, zerka co chwilkę w odbiornik telewizyjny, ale bardziej przykuwa uwagę na Rózię, którą trzyma na kolanach, zabawiając ją. Natomiast jego jedyna miłość życia, nie spuszcza oka z serialu, który właśnie śledzi '' Pierwsza miłość '' iż akurat ten tytuł filmu dla Basi jest wyjątkowy, gdyż jej Witold jest jej pierwszą miłością i już ostatnią nie chce innego, tylko jego. W trakcie oglądania emisji, kobiecie zachciało się zapalić elektronicznego papieroska o zapachu konwalii, i była zmuszona wyjść na korytarz na chwilę moment, bo nie chciała puszczać dymu przy dziecku. Basieńka pali tylko dla gracji, zawsze w czasie odprężenia, i to w niewielkich ilościach, parę pociągnięć to jej wystarcza, i w mgnieniu oka wraca z powrotem. Kobieta zdążyła tylko widzieć ostatnie dwie minuty filmu i zaraz skończył się, więc podniosła się z fotela, wyciągnęła deskę oraz żelazko i wzięła się za prasowanie, ponieważ uzbierało jej się tego wszystkiego, co powysychało na stryszku. Wtedy Witula skorzystał z okazji, że córeczka mu zasnęła, przełożył, ją do kołyski, a że nie miał nic takiego w tym dniu do roboty, postanowił zabrać się za sklejanie nowych modeli, które sobie kupił, bo tamte co miał dawno już zrobił i dołączyły one do jego pełnej kolekcji. Mężczyzna uważa, że im flota żeglarska mu się powiększa, to tym bardziej czuje się w takim klimacie obecny, chociaż nie żegluje w rzeczywistości, ale robi to w swojej pasji. Gdy każdy z domowników zajęty jest swoimi zajęciami, nagle Wicia uznaje, że to już czas, aby wyznać żonie prawdę, co zrobił i jak postąpił? Więc żeby dłużej się tym nie nerwicować i nie dusić tego w sobie, zadecydował w końcu wykrztusić to z siebie, i powiedzieć Basi, o co chodzi, oraz co może się zdarzyć, bo jest to wedle niego bardzo prawdopodobne, aż go z tego powodu oblewają, siódme poty jak o tym pomyśli. Także małżonek, żeby już dłużej nie przeciągać struny, wali Basieńce prosto z mostu rozpoczynając szczerą rozmowę.

- Słuchaj, kochanie możemy porozmawiać?

- Ależ tak, nawet nie pytaj, tylko mów Witeczku jaką masz sprawę, ty mnie nigdy nie przeszkadzasz.

- Pamiętasz, co się wydarzyło, u mnie w pracy półtora miesiąca temu? Ja miałem z tym kimś do czynienia?

- Tak pamiętam, chodzi, ci o tego młodego chłopaka co się włamywał, tak, a ty wszystkiemu zapobiegłeś, czy ty masz może z tym teraz jakiś problem, bo wyczuwam w tobie wielkie poruszenie, boże nie strasz mnie, i na dodatek widzę, że ręce ci drżą. Powiedz, mi już co jest, na rzeczy?

- Chodzi o to żeeeeee...

- Powiesz, wreszcie co się dzieje, zaczniesz do mnie mówić po ludzku, co cię tak zamurowało?

- Bo wiesz Basiuniu wydaje mi się, że jest nie wesoło, nie wiem, jak to będzie?

- Ale co jest nie wesoło i co nie wiesz, jak będzie, nie no ja się teraz gorszej nerwicy nabawię, niż ty ją masz.

- Hmmm...yyy... chodzi tu o mojego szefa Gwidona Liszkę.

- To, co z szefem, stało się coś złego, no nie ja nie wytrzymam, przemówisz do mnie wreszcie, bo wyjdę z siebie.

- Znaczy, z Liszką jest, wszystko w porządku, tylko chodzi tu o mnie, że ja mogę być dla przełożonego już nie istotny.

- Do jasnej cholery już się tak wyrażę albo mi Witek mówisz, ewentualnie się na ciebie obrażę.

- Nie wiem na prawdę jak ci to wyperswadować, jak na to zareagujesz?

- Aha... więc łapę, o co chodzi, może się mylę, ale chyba nie będziesz zwolniony z pracy tak, bo z twojego stękania nie trudno się domyślić, że po prostu boisz się mi o tym mówić, o to ci biega?

- W pewnym sensie tak, ale nie do końca, bo sam jeszcze nie wiem, jaki to weźmie obrót, ale przygotowany jestem na najgorsze.

- No to pięknie, ciekawe, z czego będziemy żyli, trójka dzieci, opłaty, ogólnie wszystko, nie wiem, jak sobie poradzimy, aż dałeś mi powód do zmartwień.

- Basiu pozwól mi się wytłumaczyć i dopuść, mnie do słowa chcę, byś znała całokształt .

- Więc opowiadaj, nie zamierzam ci przerywać.

- Ja przyznałam się jednak kierownikowi, do tego, jakie miałem niemiłe wydarzenie jakiś czas temu, stwierdziłem, że nie umiałbym na domiar złego tak przed nim zataić, bo to jest poważna kwestia, i jakby kiedykolwiek w jakikolwiek sposób, wyszło to na jaw, że pomogłem temu gagatkowi, to miałbym dopiero przerąbane, gorzej jeszcze niż teraz mogę mieć, więc zawsze prawda stoi lepiej od kłamstwa, nie znoszę oszustwa. Powiem ci słońce, że ja z tą udręką doprowadzam się do czegoś, już od trzech dni, nic ci o tym nie nadmieniając. Wybacz! Nie gniewaj się na mnie, ale to tak troszkę niefajnie wyszło, i miałem obawy, że będziesz się na mnie złościć, ale ty wiesz, że mam zbyt miękkie serce, i czasem tak kończę.

- To, że się przyznałeś, źle nie zrobiłeś, wręcz bardzo dobrze zrobiłeś, też bym się tak zachowała, i wiadome, że zawsze prawda lepsza jest od kłamstwa, miejmy taką nadzieję że nie będzie może najgorzej, choć to wszystko leży w rękach twojego szefa. A po czym ty tak sądzisz, że zostaniesz chyba wylany? Czy szefa reakcję odebrałeś coś nie tak, czy dał ci coś do zrozumienia, że tak uważasz? A to, że ukryłeś przede mną, nic mi nie mówiąc, to prawdę powiedziawszy, coś czułam, że nie gra, bo szło po tobie zauważyć, gdyż miotałeś się po mieszkaniu taki rozkojarzony. A jaki ty jesteś, to ja bardzo dobrze wiem, dlatego się w tobie zakochałam i ciebie poślubiłam, bo wiedziałam, że będę z tobą szczęśliwa i nigdy mnie nie skrzywdzisz.

- Cieszę się, że mnie rozumiesz i we wszystkim mi asystujesz, ale mimo to cały czas mam w głowie Liszkę, co on ze mną zrobi, bo jak przedstawiłem mu cały mój epizod, to najpierw pokręcił głową, a potem spuścił ją na dół, stał jak słup soli, jego mina na twarzy była tak zbulwersowana aż myślałem, że wzrokiem mnie pożre. A na koniec tylko tyle mi powiedział, NIE SPODZIEWAŁEM SIĘ TEGO PO TOBIE, ŻE TAK POSTĄPISZ, UWAŻAŁEM, ŻE BĘDZIESZ ZUPEŁNIE INNY, ALE NIESTETY DAŁEŚ MI O SWOJEJ OSOBIE OGROM ZASTANOWIENIA, i zwyczajnie ode mnie odszedł. I co ty na to? Nie kłopotałabyś, się takim czymś jak ja się kłopoczę? I widzisz Basiula jak jest, od tego dnia jak poznał konkrety, przechodzi, koło mnie nie odzywając się słowem, jakby w ogóle mnie nie widział, czyżby mnie ignorował, ale to tylko moja myśl? No może? Dobrze będzie, jak zacznę, rozglądać się za jakąś inną pracą, na tym najlepiej wyjdę, bo zostanę, na wylocie tak coś czuję przez skórę, a nie mogę pozwolić na to, byśmy zostali bez grosza przy duszy. W końcu to jest jednak moja wina, choć nie czuje się winny.

- Witusiu co się stało, to się nie odstanie, czekajmy, jaki będzie koniec, a ty nie targaj włosów z głowy, bo tym sobie nie pomożesz, a wręcz zostaniesz łysy, a takiego bym cię nie chciała, lub jeszcze na wrzody zapadniesz i mi się rozchorujesz. To, co usłyszałam, od ciebie nie wygląda, różowo faktycznie wiem, że się stresujesz, bo ja na swój sposób też no ale jakoś musimy ten trudny etap przetrwać, daj boże szczęśliwego zakończenia. A co do nowej roboty, to na razie tylko się zorientuj czy miałbyś jakiś punkt zaczepienia w kiedy, gdzie indziej, jeśli by przyszło na to, ale na chwilę obecną nigdzie się nie przenoś, tylko pracuj i obserwuj rozwój wydarzeń.

W jednej chwili włączył się w dyskusję syn Stolarzów, zwracając się do ojca, TATKO TO AŻ TAK MASZ PRZECHLAPANE O TEGO ZŁODZIEJA, ROZWAŻAŁEM Z MATYLDĄ TAKĄ EWENTUALNOŚĆ, ŻE MOŻE CI TO JAKOŚ UJDZIE I SZEF CI PRZEPUŚCI TEN CZYN, A TU TAKIE BUTY, CZYLI MOŻESZ ZOSTAĆ BEZ PRACY, TO CO MY BĘDZIEMY JEŚĆ, A JA LUBIĘ JEŚĆ I DUŻO JEŚĆ, CO MAMA WŁOŻY DO GARNKA JAK NASZĄ RODZINĘ SPOTKA, TAKI KRYZYS BĘDZIE BIEDA NA CAŁEGO, I WTEDY DZIECI BĘDĄ SIĘ ZE MNIE ŚMIAĆ, ŻE JESTEM UBOGI, NIE CHCĘ, BY TAK BYŁO, PROSZĘ, ZRÓB, COŚ BYŚ NIE WYLECIAŁ, Z PRACY NA BRUK, OBIECUJESZ MI TO. Wtedy Witek odrzekł Mikołajowi, OBIECUJĘ CI SYNECZKU, ŻE NIGDY CIĘ TO NIE SPOTKA, ANI NASZĄ RODZINĘ, ZROBIĘ WSZYSTKO, ABY PIENIĄDZE BYŁY CZY Z TEJ PRACY CZY Z INNEJ. Kiedy konwersacja pełna emocji doleciała finału, małżonka już chwilę temu prasowanie skończyła, deskę złożyła, a poprasowane rzeczy poukładała, na swoje miejsce, zaś Witold w czasie wymiany zdań z żoną, miał tak silną nerwówkę i był podirytowany, że aż z tego wszystkiego powylatywały mu z rąk drobne elementy od składania jego łajby i teraz szuka ich na dywanie pod ławą wraz z Miki, który zerwał się na ratunek ojcu w poszukiwaniu jego części, a i tak już dawno lekturę przerwał, czytać więc mógł mu pomóc. Na szczęście wszystko udało im się znaleźć i mężczyzna schował fragmenty w tekturowe pudełeczko, które włożył do swojej szuflady. Tuż przed kolacją kobieta przypomniała sobie, że musi podlać sukulenta którego ma od małżonka, ona zawsze o niego dba, więc poszła, do kuchenki zabrała, wodę ustaną w butelce i podlała nią swoje kwiecie. Potem chwyciła fatałaszek i ścierała nim kurze z półek, i przy przecieraniu osadzonych na regałach paproszków niechcący zawadziła łokciem o swój album kolekcjonerski, który upadł na podłogę, ale cały fart w tym, że klaser nie ucierpiał. Zatem Basia podniosła go i aż usiadła, na fotelu roniąc łezkę, że chwila nie uwagi i mogłaby zniszczyć to, co ma dla niej dużą wartość, więc otworzyła go i przejrzała sobie serię przepięknych róż, które ma, nie mogąc, od nich oczu oderwać tak emanują swoim blaskiem, i kolorem, że aż dech zapiera wraz z tymi nowatorskimi, które zdobyła. Chwila relaksu Barbarze dobrze zrobiła, przy nich zapomniała choć trochę o kłopotach męża, ale był to tylko moment i egzemplarz wrócił, z powrotem na swoje miejsce gdzie był. Pani Stolarz wróciła do jadalni i brała się za przygotowanie kolacji, grzania wody w dużym garze do mycia się, oraz gotowała wodę na herbatę, a wtem jak grom z jasnego nieba wtargnęła do mieszkania Matylda i zawołała, MAMO!

Cdn;

Średnia ocena: 3.3  Głosów: 7

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Tom Bordo 2 miesiące temu
    Pięć, Sisi
  • Sisi26 2 miesiące temu
    Dziękuję.
  • Sisi26 miesiąc temu
    Zapraszam do czytania od 1 rozdziału.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania