Dworek na początku ulicy Rozdział V

Rozdział V.

 

Barbara stojąc przy oknie, zauważyła, jak Witold wjechał na podwórko, wtedy kobieta, zaczęła odgrzewać zupę, i gotować Wiciowi pierożki, bo oni wszyscy byli już po obiedzie. Gdy mąż wszedł do mieszkania, to pierwsze co, żona kazała mu umyć ręce i siadać do stołu. Małżonek jak zjadł już posiłek, to zaczął żonie wszystko kolejno opowiadać. Pierw, że się dość spóźnił do pracy i zmiennik na niego czekał, a szef ani o tym nie wiedział, oraz co przytrafiło mu się dziś w robocie. Kiedy Basia wysłuchała już relacji Witka, aż siadła na kanapie, łapiąc, się za policzki, i się zarumieniła. Po chwili ślubna rzekła do ślubnego, WITECZKU TO CHOCIAŻ TYLE ŻE SZEF CIĘ NIE WIDZIAŁ, A CO ZMIENNIK POWIEDZIAŁ? A na to Witek odparł, NIC PO PROSTU NIC,ŻE KAŻDEMU MOŻE SIĘ TO PRZYTRAFIĆ I DOSKONALE MNIE ROZUMIE. Ale to drugie co usłyszała Basieńka, zwaliło ją z nóg, normalnie się za tworzyła, jakie miał dziś jej ukochany, przejścia w pracy. A najbardziej przeżywała o to, co by robiła, gdyby ten złodziejaszek zrobił krzywdę jej Witusiowi. Zaś potem uspokoiła się, że jednak mąż wrócił cały i zdrowy do domu, i dała temu spokój. Choć nie bardzo jej się to podobało, jak mąż postąpił z młodocianym, puszczając mu wszystko płazem, ale po czasie Basia zastanowiła się, i przyznała małżonkowi rację, że bardzo dobrze zrobił, bo jest idealnym człowiekiem. I za to jaki jest, bardzo go kocha. Jedynie teraz martwi się kobieta czy za to Witold nie odcierpi, tracąc pracę, bo co by poczęli bez środków do życia. A w ogóle małżonka zapytała męża, CZY POWIESZ O TYM ZDARZENIU SZEFOWI, LUB UKRYJESZ TO ZACHOWUJĄC DLA SIEBIE, na to mąż odburknął jej, SAM NA RAZIE NIE WIEM, CO ZROBIĘ. Witold po ciężkim dniu pracy i po trudnej rozmowie przeprowadzonej z żoną, odsapnął, troszkę kładąc się na wersalkę, ale wiedział już, że długo na niej nie poleży, i będzie musiał, pomóż synowi w zadaniach matematycznych. Witka odpoczynek trwał dosłownie czterdzieści pięć minut i Mikołaj zaczął, ściągać go z łóżka łapiąc ojca za rękę by pomógł mu odrobić lekcje. W trakcie rozwiązywania, działań syn przypomniał sobie jeszcze, że ma do nauczenia się, dwu zwrotkowy wierszyk na jutro, i prosił mamę, aby pomogła mu się go nauczyć. Ale niestety, dziś spada wszystko na Witolda, iż Baśka musiała zająć się małą, bo jej od popołudnia cały czas marudzi. Kiedy odrabianie lekcji szło ojcu z synem w najlepsze, to żona im przerwała, by powiedzieć mężowi, że miała problem z dopraniem spodni z wczoraj, bo tak umorusał je klejem, że nie mogła ich doszorować. I odchodząc już, nie chcąc, im dłużej przeszkadzać zaznaczyła, tylko, żeby na drugi raz Witunio nie wycierał upapranych rąk o spodnie, bo Basieńka się strasznie później męczy. A co do Mikołaja szkoły, to chłopiec posiada kolegów i koleżanki, zaś Franek zaprzyjaźniony z Mikołajem to tylko dziecko z sąsiedztwa, które uczy się w innej szkole prywatnej, i jest rok młodszy od niego, a rodzice obojga chłopców znają się od lat po sąsiedzku. Natomiast starsza siostra Mikołaja, również ma sporo koleżanek i kolegów, jak to w szkole średniej, a jej wyjątkowa bratnia dusza Nikola, już studiuje, bo jest od niej starsza. Kiedy u państwa Stolarzów, zbliżała się godzina dwudziesta trzydzieści, to syn z tatą dobiegali końca nauki, więc żona robiła kolacje i grzała wodę do mycia się. A wtedy Matylda odebrała telefon od koleżanki z klasy, by przyjechała do niej na noc, choćby już bo jest sama w domu i razem spędzą super czas, Matylda, słysząc, tę wiadomość ucieszyła się, i odpowiedziała koleżance że będzie na pewno, i żeby czekała na nią, to tato ją podrzuci autem, i razem pójdą od niej rano do szkoły. Witold, choć miał dzisiejszego dnia całkowicie dość, ale nie odmówił córce podwózki do koleżanki, bo tak bardzo go prosiła. Także zaraz po zawiezieniu córki, Witek wraca do domu. Jego żona wraz z Mikołajem są już po kolacji, umyli się, młody pakuje się do szkoły, a Barbara kąpie Różę, a potem nakarmi ją, i będzie malucha usypiać. W tym momencie ślubny wchodzi do domu, myje ręce i bierze się za kolacje, którą ma już naszykowaną. Po jedzeniu Witold tylko się umyje i wreszcie położy się spać. Jak już cała rodzina się odrobiła, to zgasili światło i każdy wskoczył do swoich łóżek. Gdy już wszyscy słodko spali obudził mężczyznę płacz dziecka, który musiał do niego wstać, gdyż żona tak twardo spała z umęczenia i wrażenia, że nie chciał już jej budzić. Ale długo to nie trwało, i facetowi udało się uspokoić szybko córeczkę, która jak aniołek zasnęła na jego rękach. Wtem tatuś pomalutku położył Różę do łóżeczka, a on w try mig znalazł, się pod kołderką przykrywając nią nóżęta, by tej nocy znów mu nie zmarzły kończyny dolne, tuląc się czule do swojej kochanej małżonki.

Cdn.

Średnia ocena: 2.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • refluks 2 miesiące temu
    Gdybyś napisała co było na kolację, tego brakuje bardzo temu utworowi.
  • Sisi26 2 miesiące temu
    Nie w każdej książce opisywane są takie głupoty, tylko są ważniejsze wątki.
  • betti 2 miesiące temu
    U Ciebie, Sisi wszystkie wątki są komiczne, a jeszcze ta archaiczna narracja...
  • Sisi26 2 miesiące temu
    Zapraszam do czytania od 1 rozdziału.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania