Poprzednie częściLBnP II - Pamiętnik  

LBnP 5 - Człowiek i zwierzę

Padał śnieg. Wilhelm brnął przez zaspy, próbując dotrzeć na przystanek koniowozowy. Nagle jedna noga nie znalazła oparcia i mężczyzna wpadł w ogromną zaspę. Wydostał się z trudem, klnąc jak szewc. Po pół godziny męczarni wyszedł na odśnieżoną drogę. Koniowóz podjechał ze znacznym opóźnieniem.

- Przepraszam, koń mi zamarzł w stajni – tłumaczył się woźnica. - Musiałem pożyczyć od sąsiada.

- Chciałbym się dostać do Warzęcha.

- Nie ma przejazdu, przykro mi. Jacyś wariaci wysadzili jedyny most łączący nas ze światem. Teraz jesteśmy tylko my i lasy pełne groźnych i krwiożerczych istot, które jednak również grzęzną w śniegu, co powoduje, że nie są aż tak niebezpieczne do czasu, gdy…

- Dobrze, wystarczy. Muszę się tam jednak rychło dostać.

- Mogę cię tylko zawieźć do miejsca, gdzie grasuje widmo żołnierza-mordercy, ale to niebezpieczne miejsce. W dodatku w okolicy bez przerwy atakuje bestia. Pewnie znasz historię o Kuii?

- Tak go nazywacie? Ja słyszałem, że…

- Dziadu ty, nie wymawiaj tego imienia, gdyż gad przebiegły przybieży i pożre cię wraz z butami. Przesąd taki.

- Widać, że jeszcze nowy tu jestem. Pięć zim temu przybyłem, w dzień tak samo posrany jak dzisiejszy.

- Patrz pan, gwiazdka z nieba spada.

- To meteoryt jeno jest.

- Pieprzysz pan. Gwiazdka oznacza, że niespodzianka w domu czeka. Może żona nowe dziecko urodziła. Opóźnienie mam. Wsiadasz pan, czy nie?

- Zabierz mnie w takim razie na przystanek, gdzie potwora widziano. Za jego głowę wyznaczono nagrodę pieniężną lub ekwiwalentową węgielną. Muszę zarobić, skoro droga do Warzęcha odcięta.

Wilhelm wsiadł na wóz. Nikt więcej nie jechał, bo kto normalny wybierałby się w tak okropną pogodę na dłuższe spacery.

- Dopiero tej zimy zaczęli ludzie ginąć, nieprawdaż? – zapytał po chwili Wilhelm. - A może to nie zwierzę, tylko człowiek jest?

- Nie, bestia potworna, co na ćwiartki rozszarpuje i pożera wędrowców, a potem jeszcze ich krew wypija. Sam widziałem, ale ciemno było, a i wzrok nie ten co kiedyś. Słyszałem za to okropne dźwięki, choć trochę głuchy jestem.

- W takim razie najlepiej byłoby wracać do domu, by okna i drzwi na głucho zamknąć.

- Boicie się stwora, panie?

- Nie, po prostu nie chcę, by mi do chałupy śniegu nawiało. Che, che. Żart taki.

- No tak, dobry żart jest lepszy niż baryłka piwa. Cholera, co ja gadam? Od tego zimna całkowicie się człowiekowi we łbie miesza. Już nawet nie wiem kim jestem, ani jaki dzień dzisiaj mamy. Dotarliśmy, panie.

- Mów mi po prostu Wilhelm.

- I tak zaraz zginiesz pożarty przez zwierza. Wolę się nie przyzwyczajać. Masz w ogóle broń?

- Siłę w rękach i żelazo w spodniach. To znaczy kawałek druta jeno. Mogę nim udusić bestię. Mam jednak wrażenie, że to człowiek, na którego ni srebro, ni sól nie podziałają.

- Powiem ci jedno, głupi jesteś, że w taką pogodę i to sam wybrałeś się na łowy. Kurde, koń mi zamarzł, gdy gadaliśmy.

- Idę więc. Zobaczycie, że udowodnię, iż to człowiek potworny w lesie mieszka i ludzi morduje, na zwierza winę zwalając.

- A idź pan, gdzie chcesz. Bestia to straszna, ale inteligentna zarazem. Człowiek i zwierz w jednym ciele.

- Tak myślisz?

- Ja to wiem.

I rzucił się woźnica na Wilhelma, zagryzając go i dzieląc na kawałki, a następnie pożerając w karygodny sposób. Po chwili z trzewi bestii wydobył się ryk potworny, podobny do wilczego skowytu. Lecz, czy zwierzę to było, czy człowiek Wilhelm nie zdołał udowodnić. Ciała jego nigdy nie odnaleziono, a i słuch jakikolwiek po nim zaginął.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Felicjanna ponad tydzień temu
    zaskoczyłeś mnie, heh. Myślałam, że to Wilhelm jest bestią.5
  • Literkowa Bitwa na Prozę ponad tydzień temu
    Witamy pierwsze bitewne opowiadanie.
  • Literkowa Bitwa na Prozę ponad tydzień temu
    Proszę wrzucić link
  • Canulas ponad tydzień temu
    Też myślałem, że Wilhelm. Cudnie Fantomasie. Naprawdę cudnie. Zaskości bardzo dużo. A dialogu to bym chyba musiał 80% skopiować. Fantazja i styl niepowtarzalne.

    "Wydostał się z trudem, klnąc na cały głos." - wątpliwość odnośnie tego.
    Rozumiem: Rozdarłsię na cały dom. Klął na pół lasu. Ale, na cały głos?
    Albo, po prostu, na głos, albo na coś innego.

    Pozdro.
  • fanthomas ponad tydzień temu
    Fakt, trzeba to zmienić.
  • riggs ponad tydzień temu
    Ha, też się nabrałem 5
  • Pan Buczybór ponad tydzień temu
    Kurczę fajne, tylko zabrakło mi napięcia przed puentą. Jakby jakieś napięcie udałoby ci wykrzesać to zakończenie uderzałoby mocno i powalało na ziemię, a tak to poprostu jest. Tak czy siak tekst bardzo fajny, choć mógłby być lepszy. Pozdro

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania