LBnP 7 - Pisarz i poeta

Nikodem, pisarz, a do tego poeta w skutek kontaktu z naturą odczuwał wenę. Gdy wokół niego pulsowało życie, zwierzęta żwawo biegały, a rośliny rosły, on tworzył.

Teraz jednak nadeszła zima i śnieg przysypał cały świat, a przynajmniej ten jego fragment otaczający dom Nikodema. Ptaki przestały śpiewać, a muchy bzyczeć. Pisarz i poeta nie potrafił niczego wymyślić w żadnej ze swoich koronnych dziedzin. Postanowił odszukać Natchnienie, które uciekło gdzieś indziej.

Udał się więc w podróż. Prowadziły go sny i własna intuicja. Dotarł w końcu na rozdroże. Czuł, że jest już blisko i Natchnienie czeka na końcu którejś z dróg. Spotkał tam mężczyznę, który wydawał się być pod wpływem alkoholu. Nazywał się Stanisław Obdarty.

- Przepraszam. Może mi pan pomóc? – zapytał Nikodem.

- A pan skąd się wziął?

- Coś mnie tu przyciągnęło.

- Źle się dzieje, skoro takich jak pan coś przyciąga.

- Jestem pisarzem, a czasem nawet poetą i szukam drogi, która zaprowadzi mnie do celu.

- Tak? To powiedz mi jakiś wiersz i rozjaśnij ten ponury dzień.

- Przecież słońce świeci, a niebo jest bezchmurne.

- Ja widzę dziś tylko chmury i deszcz, bo jestem pesymistą.

- W takim razie… No… Nie czuję natchnienia.

- Co z pana za poeta? Nawet ja mógłbym coś wymyślić na poczekaniu. O, proszę. Na górze róże na dole owca, mój miły panie, postawisz mi browca. Albo drugi… Na górze róże na dole krowa… No dobra, starczy na dziś.

Nagle Nikodem usłyszał za sobą głos, ponury jak dom zabójcy.

- A kogo my tu mamy?

Głos należał do jednego z dwójki muskularnych osiłków, mających wyraźną ochotę spuścić komuś łomot i w dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach miał to być Nikodem.

- Jestem… - zaczął niepewnie pisarz.

- Dawaj forsę, śmieciu!

- Przepraszam bardzo, ale nie posiadam przy sobie żadnych dóbr materialnych.

- A ten zegarek?

- Nie chodzi. Sprężyna mu wyskoczyła.

- To po co to nosić, skoro zepsute?

- Lubię jak mnie coś uwiera w nadgarstek.

- Zostawcie go, chłopcy. To jakiś wariat – powiedział Obdarty Stanisław.

- Bardzo przepraszam, ale jestem… wariatem – szybko dokończył Nikodem, widząc znaki dawane przez oko pana Stanisława.

- On to taki pomyluny bardzo – Stanisław zrobił kręćka palcami. – Takich to się nie okrada.

- Dokładnie jestem pomylony jak cholera – dodał Nikodem.

Draby popatrzyły po sobie, a potem pokiwały głowami.

- No dobra, odpuścimy mu, bo jeszcze jaką klątwę na nas rzuci. Masz szczęście, kolego, że jesteś wariatem, bo inaczej to byśmy zrobili sobie dłuższą pogawędkę.

Osiłki odeszły. Jeden nawet pierdnął na do widzenia.

- Dzięki. Uratowałeś mi skórę – rzekł uradowany Nikodem.

- Ja tylko mówiłem prawdę. Tu ludzie bardzo przesądni są. A co do ciebie…. Niedaleko stąd jest kamień. Podobno jak się na nim siądzie, to słyszy się różne dziwne rzeczy. Może tam spotkasz natchnienie.

Nikodem obrał drogę wskazaną przez Stanisława. Po krótkim spacerze natrafił na kamień. Nie wiedział, czy to akurat o tym wspominał pan Obdarty, ale nie szkodziło spróbować. Usiadł na nim i zamknął oczy. Usłyszał kroki, krzyki i gwałtowny huk. Potem zdawało mu się, że obok przegalopował koń, a gdzieś z oddali dobiegł ryk bestii. Nikodem wzdrygnął się i otworzył oczy. Przed nim stali dwaj obwiesie, z którymi niedawno miał już do czynienia.

- Mówiłem, że wariat – wspomniał jeden z nich.

- Ta, dawaj kasę – powiedział drugi.

Ten pierwszy zaczął grzebać po kieszeniach.

- Nie ty, głąbie, tylko wariat. Teraz już mu nikt nie pomoże.

Pisarz znów zamknął oczy. Usłyszał płacz, bzyczenie muchy, a potem poczuł swędzenie skóry. Gdy znów rozwarł powieki dwaj napastnicy zniknęli, a wokoło śpiewały ptaki. Znów wróciło lato.

- No i to mi pasuje – rzekł Nikodem radośnie, zaczynając rozumieć zabobonne życie mieszkańców.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Witamy drugie opowiadanie w LBnP. Brawo.
  • Anonim 02.02.2018
    Dobry, zabawny tekst. Taki z przymrożeniem oka ;-) Świetnie uchwyciłeś postać Nikodema, wyobraziłem sobie tą jego nieporadność :-) Pozdrawiam, piąteczka !
  • Agnieszka Gu 02.02.2018
    Witam,
    "- Przecież słońce świeci, a niebo jest bezchmurne." - Słońce z dużej (nazwa gwiazdy)
    " ponury jak dom zabójcy." - niezłe porównanie ;))
    "widząc znaki dawane przez oko pana Stanisława." - to oko a nie Stanisław dawał znaki? ;)) Świetne stwierdzenie :)) Uśmiałam się z tego fragmentu :)
    "- On to taki pomyluny bardzo" - pomylony?
    Świetne, zabawne i z polotem :) Finisz - zaskakujący :) Pozdrawiam
  • Głosowanie rozpoczęte - zapraszamy do udziału na Forum Autorze
  • pasja 10.02.2018
    Głosuję, więc wypada przeczytać. Z tekstu wynika, że wszyscy pisarze to wariaci. I chyba prawda. Fajne dialogi i ten kamień mnie powalił
    Pozdrawiam
  • Szanowny Autorze bierzesz udział w LBnP to zagłosuj!
    Zapraszamy.
  • Pan Buczybór 13.02.2018
    heh, fajne całkiem opowiadanko. Takie milutkie i śmieszne. Pozdro

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania