Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Podróżny - rozdział czwarty

Tym razem zapiski z Czarnika Fibuli (czyli broszy) pisane normalnie.

*

Gerardzie

 

Już jestem w drodze. Jak dotrę do Gremdge porozmawiam z Muab. Oby na dobre wyszła strata czasu. Nadrabiam uczynkiem dla obu stron i za obie trzymam kciuki. Opowiem się wkrótce.

 

Otto Łapienny

Szóstego Zmroźnego

●Rozdział 4

 

{pozyskane langockie zapiski z Fibuli i Lusterka}

 

- Kocham cię – wymruczał Zygfryd całując żonę.

Leżeli razem na posłaniu ze skór niedźwiedzich, wewnątrz pałacowej komnaty zamku „Czarna Grań”, nadzy co było Bogu miłe; w kominku buzował ogień niczym Święty Płomień.

- Kocham cię – powtarzał dowódca garnizonu i Przydziału Celników – kocham twoje pachy.

- Kocham twoje piersi. I sutki – czuło gryzł ciało wybranki serca.

- I pęciny - wyliczał dalej, liżąc srebrny kolczyk wkłuty w pępek. Gładził kolana i uda.

- Pęciny? Jak do konia, mój drogi. Wyobraź sobie, że ja mam pęcinki! Zapamiętaj to sobie wreszcie – droczyła się Daria z rodu Leszczyńska, małżonka Prefekta Wangocji.

- Pęciny czy pęcinki, śliczne bez dwóch zdań.

W końcu zadała pytanie z uśmiechem, oczekując uczciwej odpowiedzi.

- Co zrobisz jak cię zdradzę, mój miły?

- Zdrady nie zaznam. Wiem to. Miałaś ku temu wiele okazji, nadal wchodząc do namiotu nie muszę się schylać.

- Ja bym obcięła ci kuśkę. Odgryzła. Podczas uciech cielesnych.

Wzdrygnął się mąż, na okrutną tak karę nie był gotów.

- Do tego nie dojdzie. Po pierwsze za bardzo kochasz mojego kutasa. Po drugie zawsze będę ci wierny.

- Wiem, mój miły. Może czas na kolejne dziecko? Teraz, kochaj mnie. Długo i ostro. Teraz.

Zrobili to z nadzieją na cud życia, który się zrodzi. Losy się odmienią, już poczynania wprowadzono w obrót, już plan się wypełniał.

Pobudkę zgotowały dzieci, w chłodny, zimowy ranek. Domagały się uciech, znudzone ciągłą szermierką. Gustaw jako młodzik jeszcze, z dziesiątką wiosen, na słowa starszego brata zważał: „Langota - hołota, trza z daleka ubić - rąk robdańskich nie brudzić”.

- Natychmiast hartować się śniegiem! - Zygfryd zdrowo chował swoje pociechy. – Dziś urodziny waszej mamy!

- Wiemy! - chórem wykrzyczało rodzeństwo.

- Migiem na zewnątrz! I wetrzeć pastę w zęby!

Wybiegła dziatwa na figle, małżeństwo mogło się ubrać. Daria z domu Leszczyńska, założyła obcisłe skórzane spodnie, buty z czubkiem i wywiniętymi cholewami. Piersi przepasała jedwabną chustą, przez głowę przełożyła lśniący i pręgowany kubrak. Kasztanowe włosy związała w kucyk, uszy przyozdobiła kolczykami z szafirem. Przywiązała kordzik i założyła futro.

Mąż już stał w tunice, z wyszytym herbem. Na nogach miał ciężkie buty, miecz przy pasie mu zwisał. Na ramiona zarzucił korzno obszyte kożuchem, a spięte Fibulą. Postawę miał zacną, chód mocny i wzrokiem kuł niczym orzeł. Rycerskie życie nadało sylwetce rzeźbę, druhny małżonki wciąż były zazdrosne.

- Domyśliłaś się, jaki mam dla ciebie prezent? – spytał książę, objął żonę barczystym ramieniem, chwycił za pośladek.

- Tak. W końcu razem postrzelamy!

- Zgadłaś! – roześmiał się Zygfryd - szykuję mojej rodzinie turniej!

Całując się jeszcze, wyszli na dziedziniec. Trwała zabawa śnieżkami, bracia byli cali czerwoni na twarzy. Zmieniano ranne warty, kolejni celnicy szykowali się do pracy. W powietrzu czuć było zapach smażonej szynki, śpiewano piosenki.

- Do mnie! Dzisiaj nie ćwiczymy miecza. Mam prezent dla waszej matki, zawsze chciała zobaczyć mnie z kuszą. Robię to dla niej, drogie maluchy – sprawił ojciec radość rodzeństwu.

- Proszę – wyjął jabłko z dumą młodszy brat. – cienko obrałem.

- Dla ciebie, mamo – uśmiechnął się starszy – w prezencie. A ode mnie pudełko pudru. Z pieniędzy co dałaś na targ w Zabrzeżu, na słodkie bułki, lizaki i lukrowane rurki. Nie gniewaj się.

Daria przyklękła, objęła synów i wyszeptała im do ucha – Dziękuję moi mali rycerze. Wstając dodała głośno. – Kto mnie dzisiaj pokona w strzelaniu?

- Ja! - roześmiał się Gustaw.

- I ja! - dodał Konrad.

 

Knechci pozdrawiali Zygfryda lekkim ukłonem, słychać było stuk młota o kowadło; oddział strzelniczy stał w szyku, w rozstawionych tarczach tkwiły bełty.

Na bok kapitana wziął prefekt, palcem wskazał słomiany stojak.

- Wyciągnąć strzały. Farbą cel poprawić. Broń nam przynieście, wiadro z zapasem, najlepszego żołnierza przyprowadzić. I ćwiczyć dalej. Ćwiczyć!

Wykonano rozkaz, pojawił się kubeł, wymalowano nową tarczę. Naciągało rodzeństwo samostrzały, pomagał im doborowy żołdak.

Rozpromieniona Daria wciąż trzymała ogryzek, nie chciała się pozbyć podarunku. Cieszyła się bardzo.

Spróbował szybko Waleczny, chcąc mieć to za sobą, zmrużył lewe oko i położył palec na spuście. Pocisk poszybował w powietrze, nie trafił i wylądował w śniegu.

- Chyba ostatnie miejsce zajmę, to nie broń dla rycerstwa. Dla nas koń, miecz i zbroja. Toczyć pojedynki, kopią z siodła wysadzić.

- A ja uważam inaczej, mój drogi mężu. Gdybyście kusze mieli bądź łuki, i przeciwnika z odległości ubijali, to i z okiem przebitym śmierć byłaby szybsza. Zbroję byście po przeciwniku całe mieli, mniej byście się utrudzili. Mniej zawziętości, zwady i porachunku.

- Głupiaś. rycerzem nie jesteś. I do tego kobietą. Ty takich spraw nie rozumiesz. Tu chodzi o honor. I waleczność. I męstwo. Moje nazwisko nosisz, teraz z Walecznych jesteś.

Strzelił Konrad i trafił w czerwone koło, w sam środek. Po nim Gustaw, a kusza mu ciążyła, na kolano przykląkł i wycelował. Bełt przeleciał wysoko, odbił od celu, koziołkiem spadł w biały puch.

Za ciężkie to dla mnie mamo, i strzelać trudno. Ale w tarczę ojcze trafiłem.

Przygotowała się Daria i stojąc w rozkroku, puściła strzałę. Grot wbił się przy krawędzi. Następnie Zygfryd broń znowu w górę podniósł, pofrunął pocisk, zawadził o obręcz. Serię kolejną wykonały smyki, trafiając jak poprzednio. A na końcu Waleczna dziesiątkę zaliczyła.

- To jak wojowanie dzieci drogie, pamiętajcie że Langota sam sztywno w polu stać nie będzie – pouczyła ich matka.

Nie odzywał się prefekt, długo wpatrywał przed siebie. W końcu podniósł samostrzał, pofrunął bełt. Słomiany stojak przewrócił się. Kusznicy przerwali ćwiczenia, przydzielony im strzelec podniósł cel, postawił z powrotem.

- Chyba już mamy zwycięzce – przeczuwał Waleczny schyłek rycerstwa.

Oczy miał niczym stal zimne. W końcu się uśmiechnął, oddał broń.

- Konrad! W nagrodę Sztylet!

Rozległ się hejnał z baszty strażniczej, książę zakończył turniej.

 

Po schodach na górę, do wieży strażniczej, wszedł Zygfryd Waleczny, od razu podszedł do parapetu. Na horyzoncie widać było Trzecią Armię Królewską Langotów, mała grupka ludzi zmierzała w stronę zamku, będą rozmowy. Książę zszedł z powrotem, udał się do głównej komnaty. I czekał.

 

Wraz ze świtą langocki Atege przekroczył progi zamku „Czarna Grań”. Przywitał go Zygfryd w sali głównej słowami – Witajcie mości generale.

- Jestem Fryderic de Quverte. W polu czerwonym na czarnym rosochaczu trzy róże barwy pierwszej, żabi pysk stalowy, otwarty i w prawo zwrócony. Zwieńczony labrami, żółto-niebieskim zawojem. Cymer, Wywerna szara pospolita. Dewiza: „Walcz, Nigdy o Miłość” – zblazonował widząc barwy na piersi Walecznego – Porozmawiamy.

Zapalił papierosa z langockiej mieszanki, dymem zaciągnął.

- Śnieg jeszcze leży. Zmroźny dopiero, w zimie bić się niepodobna – przypomniał rycerz.

- Wpuścicie kupców z tytoniem langockim, do bitwy nie dojdzie. Przeczuwam rychłą wiosnę.

Zygfryd uśmiechnął się.

- Pojąłem panie generale. Powiedźcie mi czy macie żonę?

- Nie.

- A dzieci?

- Nie.

Waleczny odwrócił się, przyjrzał postaci siedzącej jak nadal pali i z lekkim uśmiechem patrzy, jak żarzy się tutka i dopala filtr. Rycerz Zygfryd zapewne myślał czy do wojny dojdzie, czy chodzi o zakaz wwozu tytoniu, o którym nic nie wiedział. W zimie? Miał nadzieję, że zostanie nowym hetmanem królewskim.

- Przekażcie moje słowa – Langota dwoma palcami zgasił papierosa. Bez pożegnania wyszedł, odprowadzał go wzrok księcia.

 

Wszedł Albrecht herbu Górka i wręczył Walecznemu pismo.

- Czytajcie.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Wrotycz miesiąc temu
    Fakt, normalnie:)
    Bardzo, bardzo dobre, tzn. może akurat dla mnie, bo lubię ten styl, powroty do tej epoki z lekkim puszczeniem oka.
    Świetne. Czekam na piątkę, mając nadzieję na kontynuację tematu z Walecznym i jego rodziną.

    "
    Walcz, nigdy o Miłość" - sztos:)
  • RebelMac miesiąc temu
    W piątym dalsze losy Marzanny i Podróżnego, Waleczny dopiero w rozdziale 8. To taka przeplatanka z innymi bohaterami, bo każdy rozdział kończy się "cliffhangerem". Pozdro.
  • Wrotycz miesiąc temu
    Chwyt zatrzymujący czytelnika... no okey:) Zawsze można przez krawędź innej rzeki przeskoczyć :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania