Poprzednie częściPodróżny - rozdział pierwszy  

Podróżny - rozdział drugi

Rozdział bardzo długi ale co mi tam - wstawiam. Całość właściwie napisana w śpiewnym trubadurskim rytmie, stąd dwa przecinki w zdaniach, w tym rytmie należy to czytać. Skryci to inaczej szpiedzy.

*

Albrechcie

 

Umowę uważnie przeczytaj i setkę talarów dopłać. W dniach najbliższych, księcia w hańbie i goryczy pogrążonego zobaczysz. Żonę w sercu straci, dzieci ostatni raz widzieć będzie. Tylko wybierz, na Święty Płomień, tak cenny ciała kawałek. Ucho czy palec?

Gerard

Czwartego Zmroźnego

●Rozdział 2

{annały Przedstawicielstwa}

 

{Gdybym na chmurze usiadła, w dół spojrzała, a czystą kartę papieru biorąc, wielkie koło w odcieniu brązu wymalowała, to na pergaminie mapa murów co miasto okalają się pojawi, a do puzderek i puderniczek figury podobne, czarną kredką w środku wyrysowała, budynki z tej wysokości widziane uwiecznię. I tak dostojny władco, wyobraźnią na rysunek winieneś po prośbie spojrzeć. A ludzie stąd wygląd małych robaków mają, i dla jaskółki co wiosnę ma przynieść i po niebie fruwa, pożywieniem podobne, więc różowymi plamkami rysunek upstrzyłam. Rysikiem dalej już czarnym kreśląc, kolistych dziewięć placów, wielkością jednakowych, wpasowałam bardzo równo, po trzy w trzech rzędach, po trzy w kolumnach trzech, szczęśliwe to liczby w Langocji. Liniami dwiema następnie każdy z nich złączyłam, ulice to główne, niby trzciny przekrój, zakrętów żadnych nie mające, a inne, wąskie już, pojedynczą kreską pisane i krzyżujące, sieć o okach nierównych na planie tworzą. I dalej, na kartce tuszem barwy tej samej, końce niektóre w poprzek pociągnąć trzeba było, aby bramy, co nimi wjazd i wyjazd jest, na obrzeżach rynków i murów zewnętrznych zaznaczyć. Przed wojskiem wrogim fosa głęboka chroni, co jak obwarzanek pędzlem z farbą niebieską otoczyć malowidło nie omieszkałam.

Dzielnic żadnych nie ma, co rzemiosło mieszczańskie ze szlachtą nobliwą oddzielają, ale i biedy również ni żebractwa dostrzec nie podobna. Straż miejska z gońców złożona jest, i pomysłem tym pocztę miejską również tworzy, to kropki czerwone. Pamiętać trzeba, że chłopu zakazane jest by miasto zwiedzał, dostojności jego nie brudził, z gębą rozdziawioną nie chodził. Park niby jeden jest tylko, z drzewami smukłymi, jednak niczym mech co kamień obrasta, zielenią wypełnia wszelkie miejsca w stolicy, a kolorem wiadomym rysunku kartę. Rezydencje, domy i kamienice, na parterach miejsca pod sklepy, kawiarnie i szynki mają, te paletą farbników całą oznaczyłam, opis do wglądu na marginesie umieszczając. Ścieki odprowadzają do rzeki środkiem płynącej i błękitem jasnym na karcie maźniętej, kartę pod światło wziąć raczcie, na drugiej stronie rury odpływu zobaczyć zaznaczone możecie.

I już rysunek skończywszy, jakbym z nieba w sam środek rynku skoczyła, trzy ważne budowle zobaczę. Na wprost patrząc Pałac Królewski ujrzę, a ręce podnosząc obie, sylwetka moja niby krzyż utworzy, prawica akademię co oficerów przyszłych szkoli wskazywać będzie, lewa zaś dłoń, Katedrę Nadziei, nieukończoną wprawdzie jeszcze i w budowie, z rusztowaniem stojącą, jednak już strzeliście wzniosłą. I dalej, jakby budynki te niczym wierzchołki liną napiętą połączyć, równy trójkąt stworzę, w okrąg placu głównego wpisany. Figura taka, z lwem wymalowanym, znak Kościoła przypomina, co za króla Lagrange'a nową religią został i nadzieję na potęgę wielką państwa przywraca. Wojskowa Akademia Królewska zaś egzaminy zimowe właśnie toczy, żołnierzy przyszłych szkoli, co w armii dowodzić będą, a pałac jak pałac, domem dla króla jest, a dla dworu do popisu polem.

I tak stolica Langocji, Gremdge, w której nasze Przedstawicielstwo stoi, a nazwa szlachetność oznacza, dziw przynosi architekturą swoją.}

 

{Sekretarz Karolina Horzenna}

{groszowej powieści wojennej, całości część, na prawdzie oparta}

 

Przebierał się strojnie, ubranie poprawiał, Karolem z imienia zwany. Skrytych Robdanu przywództwem się szczycił, Praski godnością się mienił. Żabot założył w turkusu kolorze, czarne galoty pasując. A dla ozdoby jedwab dołożył, uszyte zeń rękawiczki. I laskę drewnianą, o złotym końcu, wytwornie dopełni szyku. Do lustra i mrugnął, odbicia jasnego, był w bardzo dobrym humorze. Charyzmę miał wielką i posłuch ogromny, posiadał u wszystkich szacunek.

Gabinet opuścił, klucz w zamku przekręcił, niespiesznie zszedł po schodach. Mijając recepcję, strażników witał, wartę z Gwardii złożoną. I wszedł do jadalni, głośnej i gwarnej, późną porą wieczorną. Większość obsady, Przedstawicielstwa, właśnie kończyła kolację. Podszedł do krzesła gdzie zawsze siadał, a danie podano gorące.

Przyjaciół para, nadal czekała, aż wszyscy zaczną wieczerzę. I minęła chwila, zjawiła się ona, to Karolina Horzenna. Piękna kobieta, w pracy pisarzem, w Gardzie szkolona od dziecka. Kark może złamać, oko wyłupić, kości przetrącić potrafi.

Siedzieli już w czterech, rozmowę zaczęli, odezwał się najpierw alchemik.

- Strażnik złożony, pieczęć ma. Urządzenia sprawdzone, zadziałają – nazywał się Bargasz, herbu Kraweczek, z tytułem Mistrza Mikstur. Z łysiną na głowie, stary już wiekiem, zawsze dwornie ubrany.

- Wilhelm chustkę Marzannie przekaże. Tropem do zabójcy hetmana dojść możemy. Złapiemy psa i ugotujemy we własnej krwi – pomysł przedstawił, Hugo Korona, doradca do spraw czarownych. W mieczu wprawiony, o ufnej twarzy i włosach w kolorze czarnym.

- Teatr wystawiają, karoca będzie lada chwila. Jedziemy w czwórkę, bilety mam cztery, będzie cały dwór langocki. Sprawę dekretu przekazać trzeba, ostrożnością wykazać – Praski to słowa, wielce roztropne, rozmowy miał zamiar prowadzić - ruszajmy.

Powóz wystawny, nie prędko przyjechał, stangret drzwi wolno otworzył. A Karolina, Karol i Hugo, z Bargaszem w karecie usiedli. Jechali w ciszy, każdy rozmyślał, a księżyc oświetlał drogę.

Nie przeczuwali, planów Langotów, kolejnych wydarzeń nocy.

I tak zajechali, pod dworek łowiecki, Pałacem Myśliwskim zwany. Lokaj w liberii i futrze z niedźwiedzia, podłożył pod próg małe schodki. Chwytając za rękę, pomagał wysiąść, pierwszej pani sekretarz. Drugi wyskoczył, alchemik Kraweczek, a później Korona i Praska.

- Ve ftaymyon du gala'. Plassou, v'dretege du hac [Witamy na przedstawieniu. Proszę, wejdźmy do środka.] – Bijąc pokłony, służący przywitał, skrytych z Przedstawicielstwa.

Podziękowali i przeszli przez bramę, żywopłot okalał posiadłość. Sprawdziwszy bilety, straż ich przepuściła, a grano takty walca. Szatniarz zabierał, wierzchnie ubrania, odkryto stroje galowe. W świetle świeczników i kandelabrów, ogromu dużej bawialni, skinieniem głowy, Langotów witali, odwzajemniając uśmiechy.

A w sali władca, imieniem Lagrange, dosłownie się dworem otaczał. Wybornie bawiąc, wódkę zlizywał, z piersi młodej kurewki. Była nią Luda, „krwawą” przezwana, dawała wszystkim w okresie. Co król nie wiedział, Robdanką była, działała skrycie w stolicy. Stała też Iwa, nadworna wróżka, z tytułem Gwiazdowiedzącej. Błazen Królewski, podrzucał czapkę, nie wesół, zupełnie poważny. Panowie i damy zajęci sobą, w uściskach, się całowali. Zabawa trwała, muzyka grała, czuć było zapach potu. I dym z papierosów, cygar brązowych, dym z lulek, tutek i skrętów.

Uchwałę Praska taktownie przedstawił, zdziwiony odpowiedzią:

- Wiele nas łączy, dzieląc równocześnie, Wangocja tylko przykładem. Zakaz wwozu tytoniu przez granice nowym podziałem. Wiem o postanowieniu od dawna. Zabawa teraz i sztuka z teatru, rozmowy tylko w przerwie – szybko zakończył, langocki król, rozkazem majestatu.

Karol do tańca, sekretarz zaprosił, razem żyli od dawna. Bo przeznaczony, Prasce z Horzenną, związek i piękna miłość.

Pod ścianą stanęli, Bargasz i Hugo, obok zdobionej spluwaczki. Obserwowali, komentowali, jedząc krewetki z talerzy.

Podeszła do nich, Iva Giselle, co z gwiazd przepowiada przyszłość. O ślicznej twarzy i pięknych dłoniach, ale z ciałem przy tuszy. W lewej ręce, trzymała nahajkę, w prawej kieliszek z winem.

- U presse! Galoun'! [Za pokój! Zdrowie!] - I toast wzniosła, malutkim łyczkiem, kompletnie w sztok pijana. Szpicrutą smagając, policzek Kraweczka, niechęć do mężczyzn przedstawia - Nay fanhagye qi lemme budra en lomme. [Nie wyobrażam sobie co kobiety widzą w mężczyznach.]

- Czego nigdy nie widziałaś i nie zobaczysz. Prawdziwa alchemię mamy między nogami – ciężką flegmą, splunął Kraweczek, spluwaczka była już pełna.

Gwiazdowiedząca, zwęziła oczy, czyżby ją obrażono?

- Lestye gala'.[Miłego przedstawienia.] - skończyła szybko, krótką rozmowę, z powrotem wróciła do króla.

Błazen Królewski, obchodząc salę, dzwonkiem głośno wydzwaniał.

- Jacqes ou oublities! Gala'! [Panowie i panie! Przedstawienie!]

Lagrange z małżonką, opuścił pokój, za nimi szedł dwór i strażnicy.

- Krzyczał panowie pierwsze, nie panie. To właśnie świadczy o tym narodzie – skrzywił się Hugo niemiłosiernie, za ramię Bargasza chwytając.

- Gala'! Gala'!

 

W sali teatru, usiedli goście, usiedli i gospodarze. Para królewska, później widzowie, na końcu skryci z Robdanu.

Kolumny z marmuru, z podobiznami, słynnych langockich aktorów, stały przy scenie, między krzesłami, podtrzymywały strop. Okien nie było, lecz było jasno, ze świateł żyrandoli.

Wyszedł na środek, aktor zza kulis, członek Trupy Królewskiej:

- Jacqes ou oublities! J'eve ftaymyon cen Lagrange, can Monique ou druga' du galla' „Mortuas Rytgraf”. Grengye, lav ve'vendor sataragya Gremme' Karol Praska, galla' montag. Je'ftaymyon du gala'! [Panowie i panie! Mam zaszczyt (powitać)zaprosić króla Lagrange'a, królową Monique i gości na spektakl „Śmierć Rytgrafa”. Ze względu, że naszą obecność zaszczycił Przedstawiciel Karol Praska, przedstawienie (będzie) w oryginale. (Witam)Zapraszam na przedstawienie!]

Zgaszono świece, pokój pociemniał, rozległy się zewsząd brawa.

Inscenizacja, była oszczędna, biały parawan i lampa. A nad nim kukiełki, orszaku i świty, konnych rycerzy ze szmatek.

I zaczął Chór, wstęp recytował, do sztuki teatralnej:

Już zmierzcha nad polem Robdanu

Granica blisko, przełęcz tak wąska

O damy, o rycerze w orszaku

Na wesele czy na zgubę do zamku zmierzacie?

 

Miłość rycerza wiedźmy przeznaczyły

Zdrada, krew i czarostwo

Już ptaki śpiewają, już dziki ryją

Las oznajmia – Gizelda afekcji do Rytgrafa nie czuje!

 

Uczucie zrodzone do innego kiełkuje

Niczym maki na łące polnej

I jak te kwiaty czerwone, policzki się rumienią

Lilian do karocy podjeżdża!

Lalka rycerza, o żółtej zbroi, zrównała się szybko z powozem. Zadudnił aktora głos:

 

Księżno Gizeldo, Protektorko Wangocji

Miast i wsi

Langocji odebranych

Rządzisz nam sprawiedliwie i rozumnie

 

Przydajesz blasku urzędowi

Urodą, wdziękiem i powagą

Tego strzec będę nim świat obróci się w popiół

Jako Żonkilowy Rycerz!

 

Bronić przed nieprzyjacielem

Złym słowem

Złym okiem czarownic

I złym podszeptom dworu

 

Jam Woj obrońca

Z otwartą przyłbicą

I na znak przysięgi

Kwiat żółty daje w Wangocji wyrosły

 

Jednak męża Rytgrafa mieć będziesz

Senior to i dowódca

Myśli żal całunem przykrywa

Jak kir żałobny!

 

Ach, co bym oddał księżniczko Gizeldo

By płaszcz przy zbroi

W małżeńską szarfę przemieniony

Szarfą naszą był!

 

Głos pełny i czysty, wypełnił salę, wdzięczny, dziewczęcy głos:

Nie wypowiadaj przysiąg pochopnie

Smutek dzielić razem trzeba

Dla innego szarfa, wiano i łoże

Rytgrafa to radość!

Tak rzadko zaglądasz

To ból i męka

Lecz jak w potrawie

Miłością strawę osładzasz

 

Przyjmuję w poczet Żonkilowego Rycerza

Kwiat noszony przy sercu

Suknię ślubną ozdobi

Zapach o kochanku przypomni

 

Do świty z powrotem dołącz

Domyśli się ktoś

Czym nasza rozmowa

Wspólną uciechą, nie pogawędką

 

I rozległ się głos, rycerzy wielu, aktorów z tyłu sali:

 

Na popas! Na popas!

Noc blisko, konie zmęczone

Jutro w południe do zamku dotrzemy

Ogniska zapalać, namioty rozstawiać!

 

Nowy parawan, stanął na scenie, z godłem Robdanu wyszytym. A lampę oliwną, na tył przeniesiono, by cienie na płótnie zobaczyć.

- Gdzie herb Wangocji? – zauważyła, pani sekretarz i fakty przedstawiła. – nadal uważają, że to rdzennie Langocja.

Sylwetkę kobiecą, dało się widzieć, po drugiej stronie zasłony. Dołączył kształt drugi, tym razem mężczyzny, to Lilian zaczyna rozmowę:

 

O Gizeldo, urocza pani

Żonkilowy Rycerz do usług

Smakołyków, zamorskich owoców

Ślicznej białogłowie nie trzeba?

 

W odwiedziny wieczorne

Myśli zaprzątuje nóżka

Usta, oczy i kosmyki włosów

Na rozkazy jestem!

 

A w odpowiedzi, usłyszał pragnienie, skrywane przez długi czas:

 

O Lilianie, uroczy panie

Zachciankę spełnij

Pocałunku nie żałuj

Szczęśliwe uczyń dni następne!

 

I pocałował, rycerz księżniczkę, talię obejmując:

 

Wstyd wielki w sercu

Pożądam kobietę

I miłuję namiętnie

Rytgrafa żonę przyszłą!

 

Wyszli oboje, zza parawanu, Gizelda wyszeptała:

 

Kocham cię mocno

Miłością szczerą

Uczuciem wzajemnym

Prośbę kolejną spełnij

 

Przyjdź o północy do komnaty

Na mękę z baronem przygotowanej

Bym uciechy zaznała

Dziewictwo tracąc

 

Odsunął się Lilian, dłoń księżnej puścił, wyznał co leży na sercu:

 

Skradzione wiano

Występek bez cnoty

Haniebny i wstydliwy

Niegodny rycerskiego stanu

 

Miłość to jedno

I wada wielka

Całować pannę młodą

Ostatni raz pocałunek kradnę!

 

Kochać cię! Ale w myślach tylko...

Spać idę szybko

O tobie śnić

I widzieć nocą ponownie

 

Zgasła latarnia, krzyknęła księżniczka, palcem wskazując widownię:

 

Lilianie! !

Na skraju puszczy płaszcz powiewa!

Niczym duch czy zjawa

Czarna postać stoi!

I chwycił Lilian, ponownie dłoń i odrzekł bardzo spokojnie:

 

Nie widzę ducha czy zjawy

Liście podmuchem targane

Przywidzenie niechybne

Co nocą na zmęczonych nachodzi

Śpij dobrze i odpoczywaj

Dzień wielki jutro

Ślub z Rytgrafem na wieki!

Bywaj Gizeldo!

 

W ciemnościach, stukot, obcasów Gizeldy i okrzyk, zabrzmiał wyraźnie:

 

Żegnaj Lilianie!

 

Zabrano lampę, krzesła wniesiono, na środek, a z boku schodki. Wyrecytował Chór:

 

Południe w zamku barona

Orszak książęcy do bram zawitał

Wielka uczta wieczorem

Zaślubiny Rytgrafa i Gizeldy!

 

Wniesiono ławy

Lampiony pod stropem

Najlepsze odzienie podaje służba

Rytgraf szykuje się dla Gizeldy!

 

Wniesiono jadło

Kokardy przy ścianach

Najlepsze odzienie podaje służba

Gizelda szykuje się dla Liliana!

 

Wniesiono lampy i kandelabry

Kwiaty rozsypano

Najlepsze odzienie podaje służba

Lilian szykuje się dla Rytgrafa!

 

O nastał czas!

O wybiła godzina!

Rytgraf bierze małżonkę!

Gizelda wychodzi za mąż!

 

Pojawił się Lilian, z mieczem u boku i weszła reszta aktorów. Rytgraf z księżniczką, stanęli na schodkach, kapłan udzielał ślubu:

 

Z woli Płomienia i Dymu

Z woli niebios i chmur

Z woli rosy i morskich fal

Z woli gór zaślubiam Gizeldę i Rytgrafa!

Z woli praw natury

Z woli wielkiego cudu

Z woli darów ziemi

Oddaje Gizeldzie Rytgrafa i Rytgrafa Gizeldzie!

Niech rządzą roztropnie

Niech plony będą obfite

Niech wojowie dzielni

Niech żyje księżna i książe!

 

Dłonie przepasał, szarfą płócienną, a Rytgraf wypowiedział:

 

Jam już Twój Pan

I Ty Moja Pani

Twoim mężem będę

Nim świat obróci się w popiół

 

Odpowiedziała małżonka:

 

Jam już Twoja Pani

I Ty Mój Pan

Twoją żoną będę

Nim świat obróci się w popiół

 

Zawołał tłum aktorów :

 

Wiwat młoda para!

Wiwat księżna i książe!

Wiwat Gizelda i Rytgraf!

Wiwat! Wiwat! Wiwat!

 

- Rytgraf gruby i brodaty. A Lilian młody i przystojny. Choć raz na odwrót zagrają. A Gizelda za młoda na księżnę Wangocji – skomentowała, z przekąsem Horzenna, kierując słowa do Praski.

Usiedli aktorzy, wpierw młoda para i rozpoczęła się uczta.

- A gdzie jedzenie? Gdzie kokardy i lampiony? Przesadna, oszczędna wystawa - stwierdziła znowu, pani sekretarz, a Praska się w końcu uśmiechnął.

 

Kontynuował Chór:

 

I ucztowano świętując ślub

Wszyscy pili i jedli

Wszyscy bawili się przednio

Poza rycerzem i księżną

I kiedy trunek zmącił głowy

I dodał wigoru

Dawny rywal Rytgrafa

Graf Dormund obraził seniora

 

Wstał aktor z ławy, zatoczył do tyłu, udawał pijanego:

 

Niech gromy strzelą!

Niech konie tratują!

Mortuas niech pochłonie!

Za stary jesteś dla Gizeldy!

 

Lilian się zerwał, do grafa doskoczył i krzyknął w wielkim zapale:

 

Nie trudź się regencie!

Nie trudź seniorze!

Wasal powinności dopełni!

W pojedynku zabije zuchwalca!

 

Wyjął miecz z pochwy, na środku stanął, czekał na grafa Dormunda. Ten dobył oręż i zaatakował, padł szybko, zagrał zmarłego.

 

Przemówił Rytgraf:

 

Dzielny Lilianie!

Gizeldy ochroną będziesz

Do straży wcielony

Rycerzu co czci bronisz!

 

Przemówił Lilian:

 

Śluby czynię panie

Pani Gizeldy

Strzegł będę nim świat obróci się w popiół

Jako Żonkilowy Rycerz!

 

Zakrzyknął Chór:

 

I tak śluby poczyniła para

I tak ślub znów poczynił Lilian

Ale Gizelda na uboczu staje

Na drzwi do komnaty wskazuje!

 

I żółty rycerz i księżna Wangocji, przeszli do schodków razem:

 

Radość przyćmiewa gorycz ślubu

Mąż dokonał, co skrycie nie chciałam

To mnie zaślubiony prawdziwie jesteś

Plan wypełnię prędko!

 

Zapytał kochanek:

 

Cóż skrywasz

O piękna Gizeldo?

Kocham lecz boję się

Nie spiskuj przeciwko mężowi

 

Odpowiedziała mu prędko:

 

Kwiat na sukni cały czas noszę

W moździerz wsadzę i sproszkuję

Do napitku na sali wsypię

Przybądź o północy

 

Ale co to?

Ten sam płaszcz widzę

Co na skraju lasu powiewał

Zjawa lub duch znowu nawiedza!

 

Rozejrzał się Lilian, po sali pełnej i księżnej wytłumaczył:

 

To zmęczenie mąci umysł

Żadnego Zwidu nie ma

Wrażeń w głowie to nadmiar

Przywidzenie zwykłe!

 

Plan śmiały i skryty

Lecz ja poczyniłem śluby

Strzec muszę

Przed tym czego ustrzec nie zdołam!

 

Księżniczka chwyciła, Liliana za ramię i szybko pocałowała:

 

Pieszczota w zachętę

Kiedy spać wszyscy będą

O północy przyjdź kochany

Żonkilowy Rycerzu!

 

Zgaszono światła, nastała ciemność, gong zabił dwanaście razy. Gdy znów było widno, zostały dwa krzesła, prócz nich scena była pusta. Nadzy aktorzy, grający kochanków, znów wyszli, na nich zasiedli.

- Stołki łóżko udają? - to Karolina, spytała kwaśno, i głośno, by wszyscy słyszeli.

- Ale przynajmniej para w nagości – skwitował Bargasz, odpowiadając, a Praska się cicho zaśmiał – Zgodność z oszczędną wystawą.

Kolejny aktor, wyszedł na środek, i zwrócił do czterech skrytych:

- Panie Karolu Praska. Ponieważ zaszczyciłeś swoją obecnością, w imieniu nadwornej Trupy Królewskiej prosimy byś zagrał księcia Rytgrafa.

Zabrzmiały brawa, langocki król, klaskał najgłośniej na sali.

- Idź, nie odmawiaj. Pamiętaj, że spałeś nago – I przypomniała ze śmiechem, z humorem, Horzenna Karolina.

- No i masz przystojnego Rytgrafa – Korona zaś dodał, też rozbawiony, i klepnął w plecy Karola.

Ubranie zrzucił, i wszedł na scenę, robdański Przedstawiciel. I spytał:

- Rytgraf zawsze spał z bronią. Czy można wasza wysokość?

Lagrange się żachnął, uśmiechnął krzywo, i rzucił mu ostrą szpadę. Praska ją chwycił i usłyszał słowa, monarcha dodał od siebie:

- I tak rozbroiłeś najważniejszą osobę w państwie, mości Przedstawicielu.

Praska z pamięci, wyrecytował, kolejne słowa sztuki:

 

Czemuż Gizeldo zamykasz podwoje?

Mąż powinność wypełni

Kruchego wiana pozbędzie

Noc cała przed nami!

 

Podszedł do pary, zagrał zdziwienie i krzyknął celując orężem:

 

Żonkilowy Rycerzu!

Nie stróżem a zdrajcą jesteś!

Zabiję cię kochanku niewiernej

Żony co cześć skradłeś!

 

Trzech gołych aktorów, wybiegło na scenę, i razem zakrzyknęli:

 

Wszyscy na sali

I cała straż

Śpią zamiast czuwać

Zatrute napoje podano!

 

Stój Rytgrafie, dowódco nasz!

Mordu nie czyń

Z urwiska zrzucimy Liliana

Razem z żoną co wiano oddała!

 

Pod ramię chwycili, parę kochanków, zniknęli za kulisami. A Praska wiedział, co zaraz nastąpi, zabójca go zamorduje. Upuścił szpadę i zamknął oczy i zaczął chrapać głośno.

 

Błysnęło ostrze.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Karawan 4 miesiące temu
    w śpiewnym trubadurskim rytmie, stąd dwa przecinki w zdaniach, w tym rytmie należy to czytać - czy Autor nie przesadza aby? Wszak dzieło sztuki samo się broni i tłumaczenia twórcy nie potrzebuje! A ów "trubadurski rytm" to mowa jakiej stare cyganki przy wróżbach z dłoni używają, bo ani ja, ani nikt ( nawet badacze! ) nie wie jak prawdziwi trubadurzy czy opowiadacze opowiadali. Szanuj wiedzę Czytelnika, On nie zawsze jest matołem!!
    Nie oceniam. Nie dorosłem widać do tego dzieła.
  • RebelMac 4 miesiące temu
    Możliwe, że przesadziłem ale prawie cała powieść pisana jest w tym rytmie. Postawiłem na oryginalność. Pozdrawiam.
  • Karawan 4 miesiące temu
    To czy oryginalność czy dziwactwo ocenią czytelnicy i o tym uprzedzałem :)
  • krajew34 4 miesiące temu
    Widzę Karawana komentarz, więc myślę sobie, a wpadnę z ciekawości, zobaczyć o co chodzi. Język niby fajny, taki klimatyczny, ale jest jedno "ale", strasznie, ale to strasznie ciężko jest to przeczytać. Słowa niczym głaz uderzają wprost w mój mózg, dodatkowo te wstawki niczym z lektury szkolnej (tak niecierpianej przeze mnie klasyki), plus długość. Wybacz, styl piękny, pomysł wspaniały, jednak zbyt przekombinowane i mam wrażenie, że zbyt pompatyczne. (Nie wiem,czemu, po prostu tak czuje). Zapewne znajdzie się ktoś mądrzejszy, kto to ogarnie, jednak prosty czytelnik będzie miał z tym problem.
  • RebelMac 4 miesiące temu
    Piszesz: "Język niby fajny, taki klimatyczny" oraz "styl piękny, pomysł wspaniały" - i oto chodziło, zgadzam się jednak, że nie każdemu przypadnie do gustu i czytelnik może zwiać. Pozdrawiam.
  • Wrotycz 4 miesiące temu
    :) Dawno czegoś tak odbiegającego od średniej portalowej nie czytałam. Widać, jak bawisz się nie tylko słowem, ale pomysłami jego użycia. Takie fantasy bardzo ambitne w konstrukcji, podejrzewam, że Podróżnik i w następne epoki wejdzie, a Autor stylizację językową starannie będzie stosował. Nie mam ogarniętej wiedzy o charakterystycznych dla danych epok sposobach wypowiadania się, więc mogę zbłądzić przypisując odcinek pierwszy średniowieczu, a ten chyba (idąc za aluzjami wiodącymi do występu trupy w Hamlecie) już barokowi. Choć jest i odwołanie do Tristana i Izoldy.
    Baśniowość pierwszego, nuty z pieśni trubadurów (rytm - cała początek to pieśń połączonych wersów) i wiedźmy, a tu juz lokaje, składnia charakterystyczna dla barokowego wyrzucania orzeczenia na koniec wypowiedzi... hm... ale to wszystko w nutce współczesnego absurdu.
    Autor - szpieg i z jego perspektywy, acz starymi narzędziami odbudowana przeszłość.
    Mnie się spodobało, bardzo. Finał - nadzwyczaj:)
  • RebelMac 4 miesiące temu
    Dzięki za obszerny komentarz. Trzeci rozdział jest bardzo dziwny ale chyba wstawię skoro dwa pierwsze się spodobały. Pozdrawiam.
  • Ozar 4 miesiące temu
    ZA długie podziel to na części

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania