Skrzydlate Listy, rozdział 1/7: Tajemniczy Przyjaciel

Szymon wlókł się przez szkolne boisko, taszcząc za sobą swój ciężki plecak. Był zmęczony po całym dniu w szkole, a do domu było jeszcze daleko. Co gorsza Marcin i Paweł, chłopaki z jego klasy, związali razem sznurówki w jego butach, a on kompletnie nie mógł ich rozplątać.

To była ich zemsta za pobicie się z jednym z nich o to, kto będzie rozdawał kartkówki. Dzisiaj była kolej, Szymona, a Paweł bezczelnie próbował wepchnąć się w kolejkę. Twierdził, że dzisiaj to on ma rozdawać kartkówki, chociaż Szymon dobrze wiedział, że jest inaczej. Nauczycielka udawała że nie widzi, gdy próbował zabrać mu kolejkę, ale zaraz przybiegła, gdy tylko uderzył Pawła w twarz. Oczywiście stanęła po jego stronie i nie pozwoliła Szymonowi rozdawać, a na dodatek dała mu tę gorszą karę!

Nie dość że potraktowali go niesprawiedliwie, to na koniec poplątali mu buty.

Takie rzeczy zdarzały się bez przerwy. W szkole Szymon ciągle musiał się z kimś bić i walczyć o różne rzeczy. Wszyscy zawsze traktowali go niesprawiedliwie i nikt nigdy nie potrafił przyznać, że to on ma rację.

Nie miał przez to zbyt wielu kolegów. Dzieci odwracały się do niego plecami i nie chciały się z nim bawić, jakby to była jego wina, że się go czepiają.

Nieważne. I tak ich nie lubił. Tak naprawdę, to miał tylko jednego prawdziwego przyjaciela. Dosyć dziwnego i niechodzącego z nim do jednej szkoły, ale wciąż przyjaciela.

A może przyjaciółkę? Prawda była taka, że nie wiedział tego na pewno.

Wracając ze szkoły, Szymon, jak zawsze, zatrzymał się w miejscowym parku. Rodzice zabraniali mu chodzić tam samemu, ale on i tak to robił. Nie tylko dlatego, że mógł dzięki temu spotkać swojego przyjaciela. Bardzo lubił ten park. Lubił wysokie, zielone drzewa, z których dochodziło ptasie świergotanie, gromady różnokolorowych, pachnących kwiatów, rosnących na każdej grządce i różne zwierzęta, z jakimi spacerowali przechodnie.

Idąc do swojego kolegi, zawsze zatrzymywał się na minutkę, by pogłaskać przechodzące akurat psy i koty. Czasami właściciele mu na to nie pozwalali, więc musiał robić to szybko, zanim zdążyli go przegonić.

Szymon uwielbiał wszystkie zwierzęta, ale niestety, mama i tata nie pozwalali mu mieć własnego. Nieważne ile płakał, krzyczał, tupał nogami i się awanturował, rodzice nie chcieli nawet o tym słuchać. Twierdzili, że ich mieszkanie jest za małe. Szymon tłumaczył im, że Tomek ma takie samo i ma królika, ale oni jak zwykle nic nie rozumieli.

Szymon podszedł do miejsca, które zawsze dzielił ze swoim przyjacielem. To była mała, zarośnięta norka pod jednym z drzew. Otwór był za wąski, żeby dorosły człowiek włożył tam rękę, ale w sam raz dla dziecka w wieku Szymona.

Chłopiec włożył tam dłoń i pomacał przez chwilę wewnątrz norki. W środku, jak zwykle, znajdował kawałek złożonej kilka razy kartki, z zapisaną na niej wiadomością.

Właśnie tak Szymon komunikował się ze swoim kolegą. Pisał co chciał powiedzieć na kartce, po czym umieszczał ją właśnie w tym miejscu. Potem liścik znikał, a na jego miejscu po jakimś czasie pojawiała się odpowiedź.

Szymon wyjął papierek z dziurki i chwycił mocno w dłonie. Następnie znów zajrzał do środka, sprawdzając czy w środku nie ma czegoś jeszcze. Czasami poza liścikiem znajdował tam różne drobiazgi. Kawałek szkła, sprawiający że świat trząsł się i migotał gdy się przez niego patrzyło, rysunki przedstawiające różne magiczne stworzenia, albo ładne niebieskie kamyczki, przypominające trochę kawałki stłuczonej porcelany. Zawsze zabierał te rzeczy ze sobą, jako pamiątki.

Dzisiaj w środku też coś było, ale Szymon nie potrafił rozpoznać co to. Było małe, płaskie i miało ciemnoczerwony kolor. Kształtem przypominało łzę, którą narysował wczoraj na plastyce. Spróbował to przełamać, ale nie ważne jak mocno naciskał, nawet się nie wyginało. Po kilku minutach próbowania włożył dziwny przedmiot do plecaka i rozwinął liścik.

Wiadomość, jak zawsze, była zapisana dziwnie. Sama kartka była żółta i gruba jak mały zeszycik, a do tego szorstka i krucha, niczym kawałek starych jeansów. Atrament był czarny, a litery bardzo grube, trudne do rozczytania nawet dla trzecioklasisty.

Treść wiadomości również, jak zawsze, była nietypowa:

 

„Drogi Szymonie.

Niezwykle cieszy mnie twój owocny dzień. Wspaniale jest słyszeć o twoich wojażach, tym samym ubolewając nad gorszącym zachowaniem twych przyjaciół. Mam szczerą nadzieję, że nie sprawia ci to wiele problemów i pozwoli bez przeszkód kontynuować edukację. Czy rozważyłeś już moją ofertę?

Życzę szczęścia.

Volius.”

 

Szymon dokładnie przeczytał całość raz, drugi, potem trzeci. Nie rozumiał niektórych wyrazów, ale list podobał mu się i tak. Lubił dziwny sposób, w jaki pisał jego kolega. Lubił też jego imię. Volius. Przypominało imiona z jego ulubionych książek i gier komputerowych, w które grał.

Szymon spojrzał jeszcze raz na ostatnie pytanie i uśmiech zniknął z jego twarzy.

Wczoraj jego kolega zaprosił go do siebie do domu. Zapytał go o adres i kiedy może go odebrać. Szymon bardzo się ucieszył, myśląc, że wreszcie spotka się ze swoim przyjacielem naprawdę. Zaraz poleciał do domu, próbując odnaleźć nazwę swojej ulicy i mieszkania, a zaraz potem wrócić do parku i od razu powiedzieć przyjacielowi gdzie i kiedy może go odebrać.

Niestety, zauważyli to jego rodzice. Aż dotąd kompletnie nic nie wiedzieli, że Szymon z kimkolwiek pisze, więc zapytali go co robi. Chłopiec nie potrafił wymyślić na poczekaniu żadnego kłamstwa, więc po prostu powiedział im prawdę. Nie spodobało im się to, co usłyszeli. Długo wypytywali Szymona o różne szczegóły jego spotkań z kolegą. Pytali jak on ma na imię, ile ma lat, do jakiej szkoły chodzi, gdzie się widują i wiele więcej. Szymon nie znał odpowiedzi na większość z tych pytań, więc jego rodzice zmartwili się jeszcze bardziej i nie pozwolili mu więcej się z nim spotykać. Chłopiec wpadł przez to w istny szał, ale nie pomogły mu ani krzyki, ani płacz, ani tupanie nogami. Ustąpił dopiero, gdy zaczęli już zastanawiać się nad odprowadzaniem go ze szkoły, by nie chodził nigdzie bez ich wiedzy.

Właśnie to Szymon miał zamiar powiedzieć dzisiaj koledze. Że jego rodzice się nie zgodzili, nie mógł zaprosić go do domu i nic nie może z tym zrobić. Wyjął z tornistra przygotowaną wcześniej karteczkę, ale wtedy zaczął zastanawiać się, czy dobrze robi.

Tak chciał zobaczyć się ze swoim kolegą. Tak się cieszył, gdy usłyszał, że ten chce, żeby do niego przyszedł! Co z tego, że rodzice mu zabronili? Był już duży i mógł sam zdecydować! Przecież znał swojego kolegę lepiej niż oni!

Szymon podarł w rękach swoją poprzednią karteczkę, po czym wyrwał z zeszytu nową. Położył ją na ziemi i napisał na niej krzywymi literkami bardzo krótką wiadomość:

„Cześć!

Jasne, że możesz przyjść!

Bądź jutro wieczorem pod moim domem, a ja pójdę z tobą!

Do zobaczenia!

Szymon”

Następnie złożył kartkę kilka razy i wsadził w do norki. Potem wstał i ruszył z powrotem do domu, niczym się nie przejmując.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • AlaOlaUla 7 miesięcy temu
    Volius brzmi, jak imię wampirzego dziadygi. Pewnie ma z dziewięcset lat i lubi posilać się krwią małych chłopców.
    Trochę przypomina Pozwól mi wejść.

    Aczkolwiek nie wiem o czym jest historia, może o piratach, może o E.T., a może o wampirach.

    Byłam. Przeczytałam. Wciąga.
  • AlaOlaUla 7 miesięcy temu
    Widziałam po drodze orta, ale mi umknął. Może sam sprawdzisz?

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania