Skrzydlate Listy, rozdział 5/7: Czas na Lot!

Po zakończonej audiencji Szymon, wraz z Wojtkiem i towarzyszącą mu teraz radą, ponownie przeszli całą drogę z gigantycznego budynku na zewnątrz, gdzie już czekał na nich Motaro. Był on gigantycznym, krwistoczerwonym smoczyskiem, stojącym dumnie na wszystkich czterech łapach, wpatrując się w nadchodzące ku niemu dziecku i towarzyszący mu tłum. Jego grube łuski lśniły oślepiająco w blasku słońca. Nosił na sobie bardzo duże skórzane siodło, które całkiem przypominało wcześniejszy tron.

Gdy podeszli, pochylił nisko głowę zawieszoną na niezwykle długiej szyi i ryknął głośno na powitanie. Szymon nie był pewien, czy mu się tylko wydawało, czy potwór próbował powiedzieć coś w rodzaju "dzień dobry!".

Chłopiec zbliżył się do smoka i tak jak wszystkich pozostałych, jego też pogłaskał lekko po nosie.

- Dzień dobry - wyjąkał. Wolałby powiedzieć coś mądrzejszego, ale nie bardzo wiedział, co wypada mówić do wielkich czerwonych smoków, zanim będzie się na nich latać.

Bestia tymczasem cofnęła swoją niewyobrażalnie długą szyję i głośno, choć bardzo niewyraźnie i łamanym językiem ryknęła:

- Tjaj wiekhru! To zarchczyt! Gotwy?!

Szymon nie bardzo wiedział, co jego wierzchowiec próbował mu przekazać, postanowił więc po prostu wsiąść na niego i się nie odzywać.

Gdy był już na górze, smoki zaczęły ryczeć coś do siebie. Do Szymona ukradkiem nachylił się Volius, by przełożyć mu ich rozmowę, ale on ledwie go słuchał. Był zbyt podekscytowany, by skoncentrować się na czymkolwiek. Za chwilę będzie leciał na smoku!

- No, to już czas! - krzyknął Wojtek, który nie wiadomo kiedy i jak wcisnął się z powrotem na ramię Szymona. - Lecimy!

- Pamiętaj – szepnął mu jeszcze Volius na chwilę przed startem. – Musisz połączyć się z Motaro, nie z Veruthriolirisusem. Dopiero gdy to zrobisz, on będzie miał dość mocy, by aktywować zaklęcie przenoszące i otworzyć portal. Nie wcześniej!

Szymon skinął głową i odetchnął głęboko. Niepewnie chwycił znajdujące się przy siodle lejce. Nie był do końca pewien, co się nimi robi, ale pamiętał z…

Motaro wystrzelił bez ostrzeżenia w powietrze, mknąc jak rakieta. W kilka sekund grunt i rozwrzeszczane smoki kompletnie zniknęły, a on pędził w stronę swojego celu z nieludzką szybkością.

Szymon próbował wrzeszczeć, ale płuca zatykało mu wpychane z powrotem powietrze. Z całej siły trzymał się swoich lejców, bojąc się, że mimo zapięcia może zaraz spaść.

Nagle, tuż nad nimi, zobaczył mały otwór, który wydawał się jakby wycięty w samym środku nieba. Desperacko pociągnął za lejce, kierując Motaro w stronę malutkiej dziurki. Niepotrzebnie. Smok dobrze wiedział, gdzie znajduje się jego cel i zmierzał tam na pełnej prędkości. Chłopiec zacisnął powieki. Jeszcze tylko kilka sekund. Już tylko krótka chwila.

Otworzył odrobinę oko i dostrzegł, jak akurat wpada razem z Motaro prosto do tunelu. Nagle czas jakby zwolnił. Zniknął cały hałas, nieustanny pęd powietrza ustał. Szymona otoczył spokój, cisza i całkowita, mleczna biel.

A zaraz potem wypadł z tunelu z tej samej strony i zaczął jeszcze szybciej pędzić ku ziemi, razem z nieprzytomnym Motaro i wrzeszczącym ze strachu Wojtkiem, machającym bezradnie skrzydełkami.

Szymon chciał coś zrobić, ale nim zdążył choćby ruszyć ręką, poczuł że traci przytomność. Zemdlał na długo, nim dotknęli ziemi.

 

● ● ●

 

Po tym incydencie, Szymon podjął razem ze smokami jeszcze wiele prób. Po kilku próbach przzywyczaił się już nieco do latania, poprawił się też jego refleks. Po piętnastu lotach, znał już całą trasę na pamięć. Za każdym razem kończył jednak tak samo. Przestał już tracić przytomność przy uderzeniu, ale cały czas odbijał się jak piłka. Wciąż nie czuł tego, co podczas przelotu nad przepaścią.

- Źle, źle, źle! - wykrzyknął Wojtek, gdy tylko po raz kolejny dotknęli ziemi. - Przecież mówię ci, że nie tak to działa! Nie masz ciągnąć Motaro ze sobą, tylko z nim współpracować, rozumiesz?!

- Zamknij się! Dobrze wiem, co robię!

- Przecież powtarzam ci, że to nie tak! Nie słuchasz mnie!

- Słucham!

- To dlaczego w kółko robisz to samo?!

- Bo tak właśnie mi mówisz!

- Nie, wcale nie! Mówię ci, żebyś wypatrywał portalu i nie ruszał lejcami, a ty co?! Połączenie nie polega na…

- Z tobą jakoś się połączyłem!

- Bo wtedy ja robiłem całą robotę!

- To czemu do Motaro nic nie mówisz? On też się ze mną łączy!

- Ale on już robi to, co mu każę!

- Ja też!

Wojtek prychnął zdenerwowany, ale nic już nie odpowiedział. Zeskoczył tylko z jego ramienia i podreptał przed siebie.

- Dobra, jak chcesz. Potem spróbujemy jeszcze raz i…

- Nie! Próbujemy teraz!

- Przecież jesteś zmęczony!

- Dam radę!

Wojtek wydał z siebie dźwięk przypominający westchnienie i zawrócił do Szymona.

- Jak chcesz. Ale i to i tak się nie uda, wiesz?

Szymon odwrócił się, mając ochotę nadepnąć Wojtkowi na ogon. Miał już po dziurki w nosie jego głupiego czepiania się. Jak miał stąd niby uciec, skoro on cały czas tylko narzekał i mu przeszkadzał?

- Lecimy jeszcze raz. Motaro, myślisz że powinniśmy?

Motaro nic nie powiedział, bo nie bardzo umiał, ale schylił się, by Szymon mógł na niego wejść.

Chociaż on chce mi pomóc, pomyślał.

Ruszyli, odbijając się mocno od miejsca startu.

Tym razem Szymon już nie krzyczał ani się nie wyrywał, ale wciąż nie był z Motaro jakkolwiek połączony. Wiatr cały czas jeszcze zatykał mu uszy, więc nie mógł powiedzieć ani słowa, a powieki potrafił otworzyć tylko na krótki moment. W ogóle nie przypominało to stanu, w którym znajdował się z Wojtkiem.

Otworzył trochę oczy i spróbował wypatrzeć, gdzie znajduje się jego cel. Zobaczył go, bardzo niewyraźnie, wysoko nad nim. Ściągnął mocno lejce, by Motaro wiedział, że ma lecieć do góry i przywarł do jego grzbietu. Potem już tylko czekał.

Jeden...

Dwa...

Trzy...

Cztery…

Pięć. Szymon i oba smoki odbiły się od bariery jak gumowe piłki i znów zaczęli mknąć ku ziemi. Tym razem żadne z nich nie zemdlało, ale to był jak na razie ich największy postęp.

Szymon, wściekły jak osa, wyprostował się na Motaro i pociągnął z całej siły za lejce. Smok rozłożył skrzydła i nieco zwolnił, ale dalej spadał jak kamień. Szymon otworzył odrobinę oczy by zobaczyć, w jakiej znajdują się pozycji.

Wtedy zauważył coś, co miało kompletnie zmienić jego przygodę.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania