Kama -cena życia 11
Dziewczyny od tygodnia pracowały w markecie. Głównie rozkładały i uzupełniały towar na regałach. To im całkowicie wystarczało. Były bardzo sumienne, grzeczne i miłe.
Do Kamy szczególną sympatią zapałał pewien starszy pan, który zawsze szukał jej po sklepie, kiedy przychodził na zakupy. Cieszyło ją, że klienci ją lubią.
Kierownikiem sklepu był pan Bartosz – człowiek miły i sympatyczny. Często pomagał dziewczynom i tłumaczył, jak mają eksponować towar na półkach, aby przyciągał wzrok klientów. Szczególną uwagę zwracał na Renatę, a ona, widząc to, nazywała go „Fircykiem w zalotach”.
Śmiały się z niego po cichu, ale też bardzo go polubiły.Do domu wracały zawsze razem. Coś sobie gotowały, rozmawiały i marzyły głośno.
Renia marzyła o dobrym mężu, chociaż nie miała jeszcze rozwodu. A Kama? Ona marzyła o spokojnej, dobrej przyszłości. Po wszystkich dramatycznych przejściach, które zostawiły głębokie blizny w sercu, chciała mieć po prostu święty spokój.
Myślała czasem o Adasiu, ale nigdy o nim nie wspominała.
Dobrze im się mieszkało razem, choć podświadomie czegoś brakowało tak jednej, jak i drugiej.Dni mijały szybko. Dopiero był styczeń, a już nastał luty.
W którąś niedzielę wybrały się do Centrum. Obeszły dookoła Pałac Kultury i Nauki.—
-Renia, a może wjedziemy na ostatnie piętro? Zobaczymy panoramę z góry — zaproponowała Kama.
— E nie, to nie dla mnie — odpowiedziała Renata. — Ja mam lęk wysokości. Ale jak chcesz, to jedź sama. Ja poczekam tu, na dole.
— Nie, samej to mi się nie chce. To może pójdziemy na jakieś ciastko? Do kawiarni?
— Ale gdzie? Kama, ja przecież nie znam Warszawy.
— To wiesz co? Pójdziemy w stronę tej palmy, co tam stoi.
-Ruszyły w stronę Alej Jerozolimskich. Doszły do Nowego Światu, skręciły w ulicę i szły dalej w kierunku Krakowskiego Przedmieścia. Zapomniały o ciastku i herbacie, podziwiając wystawy sklepowe oraz mijane pomniki. Doszły aż do Placu Zamkowego.
— Wiesz — odezwała się Renia — zastanawiam się, jak by mi się mieszkało w takim zamku.
Kama wybuchła śmiechem.— Musiałabyś zostać królową, żeby w nim zamieszkać! — śmiała się.
— No to nie pozostaje mi nic innego, jak szukać króla — teraz już śmiały się obie.
Wariatki — powiedział do nich z uśmiechem jakiś przechodzący obok chłopak.
— A tam, zaraz wariatki! — zawołała za nim Renia. — Normalne z nas dziewczyny! Wiesz co, Kama? Zgłodniałam.
— Ja też. Szukamy jakiegoś baru?
Baru jednak nie było, wokół mieściły się tylko drogie restauracje. Zadowoliły się więc zapiekanką z budki. A że zrobiło się już całkiem ciemno, zjechały schodami ruchomymi na dół i udały się na przystanek tramwajowy.
Po dotarciu do domu obie padły ze zmęczenia.
— Ja idę pod prysznic — zakomunikowała Kama.
— Ok, ja pójdę po tobie — Renia wyciągnęła się na tapczanie i zasnęła, zanim Kama zdążyła wyjść z łazienki.
Minęło kilka tygodni. Dziewczyny poznały już całkiem dobrze swoją okolicę i otrzymały pierwsze wypłaty. Kama podjęła ważną decyzję – postanowiła się uczyć.
Chciała skończyć liceum, zrobić maturę, a potem może nawet pójść na studia? Pragnęła coś osiągnąć w życiu, które do tej pory tak dużo ją kosztowało.
Po trzech miesiącach okresu próbnego podpisano z nimi umowy o pracę na dwa lata. Miały od teraz pracować również na stanowisku kasjerek.Od września Kama zaczęła naukę w liceum zaocznym.
Nauka szła jej dobrze, nie miała żadnych problemów. Renia natomiast zaczęła na poważnie spotykać się z Bartoszem. Powiedziała mu otwarcie o swojej sytuacji – że formalnie wciąż jest mężatką i że dawno temu uciekła od męża.
Jemu to jednak zupełnie nie przeszkadzało. Zaproponował, aby razem zamieszkali, i z dnia na dzień Kama została w mieszkaniu sama.
Odpowiadało jej to, bo mogła uczyć się w ciszy i spokoju. Choć teraz musiała sama ponosić wszystkie opłaty za wynajem, najważniejsze było dla niej to, że ma bezpieczny dach nad głową.
Z domu wychodziła tylko do pracy, na zakupy i dwa razy w tygodniu na zajęcia szkolne odbywające się w soboty i niedziele .
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania