Poprzednie częściKama -cena życia

Kama-cena życia rozdział IX

W Nowy Rok ktoś z samego rana znów zapukał do drzwi pokoju Kamy. Intuicyjnie wyczuła, że to nie była Irena. Była pewna, że Andrzej został na noc. Nie odpowiadała. Po chwili usłyszała tylko odgłos oddalających się kroków. Nie miała jeszcze telefonu, więc otworzyła laptop, żeby sprawdzić godzinę. Dochodziła jedenasta. Zajrzała w wiadomości i zobaczyła, że Renia coś napisała.„Cześć. Przyjeżdżam do Warszawy w sobotę, będę gdzieś około południa. Szkoda, że nie masz telefonu. Znalazłam fajną, niedrogą kawalerkę na Pradze, zmieścimy się obie w razie czego. Odpisz”.Kama odpisała od razu: „Podaj mi swój numer, jutro załatwię telefon i zadzwonię. Rzucam tę pracę i w sobotę idę z Tobą. Teraz nie mogę rozmawiać. Wszystko ci opowiem, jak się spotkamy”.Nie wychodziła z pokoju. Dopiero gdy była pewna, że nikt jej nie zaczepi, poszła cicho do łazienki, wzięła szybki prysznic i wróciła do siebie. Siedziała przy stoliku i patrzyła w okno, za którym leniwie sypał śnieg.„Jutro pojadę do centrum – postanowiła. – Kupię jakiś tani telefon, kartę z numerem i torbę podróżną, żeby się spakować”.Zobaczyła na podjeździe samochód, do którego wsiedli Andrzej z Ireną. Kiedy odjechali, zeszła do kuchni, żeby zrobić sobie coś do jedzenia. W lodówce znalazła wędlinę i masło, z chlebaka wyjęła dwie kromki chleba. Zrobiła szybko kanapki oraz herbatę i znów uciekła do siebie.Było już późno po południu, gdy Andrzej przywiózł Irenę, jednak nie wchodził do domu. Pożegnali się i odjechał. Kama obserwowała ich zza firanki. W pewnym momencie zobaczyła, jak Irena patrzy w jej okno. Cofnęła się gwałtownie. Usiadła na tapczanie i otworzyła laptop, żeby sprawdzić, czy Renia odpisała. Była wiadomość z numerem telefonu.Ucieszyła się. „Nareszcie – pomyślała. – Może zacznę normalne życie, bo przecież nie mogę ciągle uciekać. Mam dopiero dwadzieścia lat, a czuję się, jakbym miała czterdzieści”.Ktoś znów zapukał do drzwi. Była pewna, że to Irena. Otworzyła.— Dzień dobry, Kamilo — głos Ireny był przesadnie miły. — Zjesz ze mną obiad? Zapraszam.— Dziękuję, ale nie jestem głodna — odpowiedziała.— Kama, nie bądź taka dumna — Irena lekko podniosła głos. — Chodź, pogadamy.Chcąc nie chcąc, Kama poszła za nią. Jadły rosół i pieczonego kurczaka podanego z ziemniakami i marchewką z groszkiem. W trakcie posiłku Irena nie spojrzała na Kamę ani razu. Nie wstała od stołu również po obiedzie.— Kama, co zamierzasz? — zapytała w końcu.— Nie wiem, o co pani pyta — odpowiedziała dziewczyna.— Wiesz, tylko udajesz, że nie wiesz. Co zamierzasz względem Andrzeja?— Jeszcze nic nie zamierzam. Nie myślałam o tym, ale przemyślę.— Kama, masz czas do soboty. Powiem ci tylko, że Andrzej nie odpuści tak łatwo.— Ale dlaczego to mam być ja?— Bo jesteś młoda, zgrabna i ładna. Masz szansę na lepsze, ciekawsze życie.— Ciekawsze, to znaczy jakie? Taniec na rurze? To jest takie ciekawe? Pani Ireno, czy pani, będąc w moim wieku, zgodziłaby się na to?— Tak — odpowiedziała Irena bez zastanowienia. — Zgodziłabym się. Byłam niewiele starsza od ciebie, wychowałam się w biedzie i chciałam od tego uciec. Teraz mam wszystko, ale nie mam męża, dziecka, rodziny... — Irena niespodziewanie zaczęła się zwierzać. — Nie żałuję. Poznałam bogate małżeństwo, zostałam ich kochanką, dziewczyną do towarzystwa. To od nich nauczyłam się, jak można żyć, wyjeżdżać, zwiedzać świat. To oni dali mi pieniądze i wiarę w siebie. Dzięki nim mam to wszystko. Nie żałuję, musiałam tak zrobić, żeby być wolną od tej nędzy, w której żyłam.Kama słuchała i zaciskała pięści. Nie była pewna, czy Irena mówi prawdę. W końcu nie wytrzymała i wybuchła.— Ja też mimo młodego wieku przeszłam dużo! Pani sobie nawet nie wyobraża, jakie znosiłam upokorzenia! Byłam bita, gwałcona... i to będąc w ciąży! Pani do tej wolności doszła, oddając się bogaczom. A wie pani, jak ja do niej doszłam?! — krzyczała przez łzy. — Moją ceną wolności jest mój synek! Miał dwa miesiące, jak go oddałam! Nie po to, żeby teraz zostać luksusową panienką do towarzystwa tańczącą na rurze!Irena słuchała w osłupieniu. Nic nie mówiła. Westchnęła tylko cicho i wstała od stołu. Dreptała w miejscu, w końcu podeszła do Kamy i chciała ją objąć, ale ta ją odtrąciła.— Kama... — odezwała się cicho Irena. — Rozumiem, że nie przyjmiesz propozycji Andrzeja?Kama nic nie odpowiedziała. Wyszła z salonu i udała się na górę, do swojego pokoju, który miał być jej schronieniem jeszcze przez najbliższe dwa dni.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania