Kama-cena życia - rozdział X
Rozdział X
Mieszkanko to była mała kawalerka na Grochowie – pokój z aneksem kuchennym i łazienką. Wyposażono je w dwa jednoosobowe tapczany, małą ławę zamiast stołu i dwie pufy. W pokoju stały też dwie szafki nocne oraz szafa. W kuchni znajdowała się mała lodówka, szafka pod zlewozmywakiem i druga obok, a nad nimi wisiały dwie szafki zamocowane na ścianie. W oknie wisiała firanka. Mieszkanie mieściło się na drugim piętrze starej kamienicy, ale było czyste i w miarę przytulne.Właścicielka poinformowała je, że wcześniej mieszkało tu dwóch młodych chłopaków studiujących w Warszawie. Miały więc teraz swoje wspólne gniazdko, w którym był prąd, ciepła wвода i dostęp do Internetu. Nie miały dużo rzeczy, dlatego z powodzeniem zmieściły wszystko w jednej połowie szafy. Kama zajrzała do łazienki – nie było tam wanny, tylko kabina prysznicowa, ale i tak bardzo jej się spodobało.– Renia, które łóżko wybierasz? – zapytała.
Mieszkanko to była mała kawalerka na Grochowie: pokój z aneksem kuchennym i łazienką. Wyposażono je w dwa jednoosobowe tapczany, małą ławę zamiast stołu i dwie pufy. Stały tam też dwie szafki nocne i szafa. W kuchni znajdowała się mała lodówka, szafka kuchenna oraz druga pod zlewozmywakiem, a nad nimi wisiały dwie szafki zamocowane na ścianie. W oknie wisiała firanka. Lokum mieściło się na drugim piętrze starej kamienicy, ale było czyste i w miarę przytulne.Właścicielka poinformowała je, że wcześniej mieszkało tu dwóch młodych chłopaków uczących się w Warszawie. Miały więc swoje wspólne gniazdko – był prąd, ciepła woda i dostęp do internetu. Nie posiadały wielu rzeczy, więc z powodzeniem zmieściły wszystko w jednej połowie szafy. Kama zajrzała do łazienki. Nie było tam wanny, tylko kabina prysznicowa, ale i tak bardzo jej się podobało.— Renia, które łóżko wybierasz? — zapytała.— Wszystko jedno — odpowiedziała Renata. — To co? Musimy oblać to nasze wspólne, nowe lokum! — roześmiała się.— Nie, Renia, ja nie piję. Ale ty, jak masz ochotę, to możesz. Najpierw jednak musimy iść do sklepu i kupić coś do jedzenia, żeby starczyło nam na dzisiaj i jutro.— Masz rację — przytaknęła Renata. — Zostawmy wszystko i idźmy w miasto.Poszły na zakupy do Biedronki nieopodal domu. Kupiły nie tylko żywność, ale też żel pod prysznic, szampon, papier toaletowy i inne potrzebne rzeczy. Obładowane torbami wróciły do siebie – zmęczone, ale szczęśliwe.Niedzielę spędziły na porządkowaniu ubrań. Poustawiały w łazience swoje kosmetyki, kubeczki z pastą i szczoteczki do zębów. Ugotowały na obiad zupę pomidorową z makaronem, która miała starczyć również na kolejny dzień. Pod wieczór wybrały się na spacer po okolicy. Były ciekawe wszystkiego. Gdy znalazły się w małym parku przy Grochowskiej, nagle, jak małe dzieci, zaczęły obrzucać się śnieżkami, śmiejąc się przy tym radośnie.Następnego dnia, w poniedziałek, po śniadaniu wyszły w poszukiwaniu pracy.— To co chcemy robić? — odezwała się Kama.— Wszystko, byleby to nie był zbiór pieczarek — odpowiedziała Renata.Szły w kierunku Ronda Wiatraczna. Kawałek dalej mieścił się Urząd Pracy, więc postanowiły sprawdzić tamtejsze ogłoszenia. Przed wejściem do budynku stały dwie kobiety w średnim wieku. Jedna z nich zaczepiła dziewczyny.— Szukają panie pracy? — zapytała.— Tak — przytaknęły obie naraz.— A jaka praca was interesuje?— Najlepiej z zatrudnieniem na etacie — tym razem odpowiedziała tylko Renia.— No to oferujemy pracę w dużym markecie. Umowa wstępna na trzy miesiące, ubezpieczenie. Płaca to najniższa krajowa, ale jak się sprawdzicie, zostanie przedłużona na rok. To jak?Spojrzały po sobie.— Mnie to pasuje — odpowiedziała Kama, a Renia natychmiast ją poparła.— To zapraszam jutro do naszego biura. Proszę tylko napisać CV i dostarczyć jakieś świadectwa ukończenia chociażby gimnazjum.— Ojej... — zmartwiła się Kama. — Ja nie mam ich tutaj. Przyjechałam z Siedlec, mam skończone gimnazjum i dwa lata liceum.— Ja też nie mam dokumentów przy sobie — przyznała Renia.— No cóż, do Siedlec nie jest tak daleko. Mogą panie pojechać i wrócić do nas z dokumentami — uśmiechnęła się kobieta, po czym podała Kamie biurową wizytówkę z adresem i numerem telefonu.Dziewczyny pożegnały się i odeszły.— Co teraz? — zapytała Kama. — Boję się jechać do Siedlec. Jak spotkam Damiana albo Pawła, będzie niefajnie.— Coś wymyślimy. Ja też nie bardzo chcę się tam pokazywać, mój były też mieszka w Siedlcach — odpowiedziała Renia.Wróciły do domu i długo myślały nad rozwiązaniem, aż w końcu Renata wpadła na pomysł, by napisać e-mail do szkół z prośbą o wysłanie kopii świadectw. Kama nie była jednak przekonana do tego rozwiązania. Postanowiła, że pojedzie z samego rana do domu w Siedlcach i po prostu weźmie dokumenty. Renia zgodziła się jej towarzyszyć.— W razie czego wezwiemy policję — zapowiedziała stanowczo.We wtorek rano pojechały pociągiem do Siedlec. Z dworca na ulicę Sienkiewicza nie było daleko. Kama bała się, że nie zastanie matki w domu, a klucza do mieszkania przecież nie miała. Już przed godziną ósmą zapukała do drzwi. Usłyszała powolne człapanie. Matka otworzyła, nawet nie pytając, kto tam stoi.— To ty? — zapytała zaskoczona na widok Kamy.— Tak, mamo. Jestem z koleżanką, muszę zabrać swoje świadectwa szkolne. Wpuścisz nas?Matka omiotła wzrokiem Renatę i odsunęła się w głąb przedpokoju.— Wchodźcie, tylko cicho, bo Pawełek śpi. Zmęczony jest.Renata czekała w kuchni, a Kama najciszej jak potrafiła wsunęła się do pokoju. Spojrzała na brata. Spał rozwalony na łóżku; wyglądał jak wrak człowieka, a nie jak trzydziestoletni mężczyzna. Dziewczyna szybko wyjęła z komody teczkę ze swoimi dokumentami i natychmiast wycofała się do kuchni.— Już mam, możemy iść.— Matka! — usłyszały nagle przepity głos Pawła. Przez niedomknięte drzwi pokoju dostrzegł sylwetki dziewczyn. — Co to za zdziry?! Czego chcą?!— Śpij, Pawełku, śpij. To panie z opieki — skłamała szybko matka i zdecydowanym ruchem ręki kazała dziewczynom opuścić mieszkanie.— Gdzie teraz? — zapytała Kama, blada jak płótno, gdy znalazły się na zewnątrz.— Teraz do szkoły — odpowiedziała jej Renata. — Do Budowlanki przy Brzeskiej, tam skończyłam zawodówkę.Musiały dojść do ulicy Floriańskiej, żeby skręcić w Brzeską. Szły powoli, bo chodnik był potwornie oblodzony. W pewnym momencie minął je wysoki mężczyzna. Renia mocno szturchnęła Kamę.— Spuść głowę — szepnęła. — I nie podnoś, aż ci powiem.Kama skuliła się w sobie, wbiła wzrok w ziemię i trzęsąc się ze strachu, przeszła obok Damiana. Gdy go minęły, przystanęła na moment i obejrzała się za siebie. Damian skręcał właśnie w podwórko, z którego przed chwilą wyszły.— Pewnie idzie do Pawła — wykrztusiła Kama.Gdy dotarły do szkoły, Renia od razu skierowała się do sekretariatu z prośbą o wystawienie kopii świadectwa za potwierdzeniem oryginału. Pani sekretarka nie bardzo jednak wiedziała, jak pomóc. Tłumaczyła, że skoro Renata kończyła szkołę dziesięć lat temu, to ona nie jest w stanie odnaleźć dokumentu od ręki. Ostatecznie, po rozmowie z dyrektorem, Renia otrzymała oficjalne zaświadczenie o ukończeniu szkoły.Późnym popołudniem zmęczone dziewczyny wróciły pociągiem do Warszawy.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania