Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Kraina zniewolonych, dom przestraszonych - Tom I - Prolog (cz.1)

(Cześć! Oto zapowiadane przeze mnie trzecie opowiadanie, którym się zajmę na równi z "Tylko on, ona i motocykl". Nie oznacza to jednak, że rezygnuję z "Touchdown'a"! Po prostu... opowiadanie, które tutaj zaczynam miałem w głowie jeszcze przed poznaniem strony opowi.pl i chętnie bym się nim w końcu podzielił. Miłej lektury! :) )

 

Początek jesieni, rok 1945…

 

Nie bez powodu mówi się, że Hawaje to prawdopodobnie najpiękniejszy archipelag na Oceanie Spokojnym. Bogaty w zapierające dech w piersiach krajobrazy oraz rajskie plaże wręcz kusił ludzi z całego świata aby spędzić na nim wakacje. Głównym centrum uwagi była jednak Pearl Harbor – baza Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych, która jeszcze cztery lata temu została niemalże całkowicie zniszczona w wyniku zdradzieckiego ataku Cesarstwa Japonii, nie mówiąc o statkach i samolotach, które tamtego dnia znajdowały się w niej. Choć trochę czasu już upłynęło, baza wciąż miała na sobie oznaki tego destrukcyjnego w skutkach wydarzenia. Mimo wszystko, nadal wyglądała imponująco i miała w sobie to „coś”, co zrobiłoby duże wrażenie na każdym wojskowym.

Z niesamowitością tego miejsca mógł konkurować jedynie gigantyczny japoński lotniskowiec, który stał zakotwiczony niedaleko bazy. Z kolei na jego pasie startowym oraz wysoko położonych pokładach zebrała się cała załoga. Stali jakby oczekiwali czyjegoś przybycia. I taki był właśnie cel tego zgromadzenia. Wśród tych wszystkich marynarzy jak i kapitana lotniskowca znajdował się niejaki admirał Isoroku Yamamoto – naczelny dowódca wojsk Cesarstwa Japonii stacjonujących na Pacyfiku. To na nim były skupione oczy wszystkich Japończyków obecnych na lotniskowcu. Stał razem ze swoimi doradcami przed specjalnie przygotowanym biurkiem, przy którym znajdowało się krzesło i leżała na nim niewielka kopia dokumentów, na których najwyraźniej miał zostać złożony czyjś podpis…

I wtedy właśnie do potężnego lotniskowca przypłynęła mała amerykańska łódź patrolowa. Chodź była uzbrojona, nie wyglądała jakby płynęła we wrogich działaniach. Admirał Yamamoto z uśmiechem spoglądał na tą małą łódkę i wypatrywał jej pasażerów. Wyglądali na amerykańskich wojskowych. Powoli wchodzili po schodach, które prowadziły ich na pas startowy, gdzie czekał na nich japoński admirał i jego najbliżsi doradcy. Uczucia, które wstępowały w resztę zebranych podczas gdy ich goście zbliżali się do Yamamoto były podzielone: jedni czuli do nich odrazę, spowodowaną trwającą już parę lat wojną przeciwko Amerykanom, inni byli pod wrażeniem na widok wysoko postawionych dowódców wojsk amerykańskich na japońskim lotniskowcu, a jeszcze byli tacy, którzy czuli ogromną i tym samym nieukrywaną ulgę, gdyż mieli wrażenie, że dla nich wojna zbliża się ku końcowi, jeśli nie skończyła się w tym momencie. Tajemniczy Amerykanie w końcu weszli po schodach na pas startowy i znaleźli się naprzeciwko biurka. Było ich trzech. Najstarszy i prawdopodobnie najważniejszy z nich stał na środku. Miał na sobie beżowy mundur, na którego kołnierzykach znajdowało się pięć gwiazdek tworzących kółko. Oprócz tego miał na sobie okulary przeciwsłoneczne, lekko przekrzywioną czapkę generalską, a w ustach śmiesznie wyglądającą fajkę, na której widok niektórzy Japończycy uśmiechnęli się. Stał z dłońmi opartymi na biodrach i był jakieś kilkanaście metrów od biurka z papierami i admirała Yamamoto. Po jego obu stronach stali amerykańscy wojskowi, również generałowie. Patrzyli na widok przed siebie z ponurymi wyrazami twarzy i rozpaczą, choć nie w głowie był im płacz. W końcu powoli podeszli do biurka, za którym stał Yamamoto, który uśmiechnął się szeroko na ich widok.

— Generał Douglas MacArthur, jak mniemam? – spytał imponującą angielszczyzną (choć z silnym japońskim akcentem) Amerykanina stojącego na środku, tego z fajką.

— Zgadza się… – odpowiedział chłodno MacArthur. — Przybyłem z moimi podkomendnymi. Mam nadzieję, że to nie jest problem?

— Ależ oczywiście, że nie! Witam panów serdecznie na pokładzie lotniskowca Shinano!– odparł Japończyk. — Niech tylko się przedstawią. Wolę wiedzieć z kim mam do czynienia, rozumie pan…

— Generał Alexander Patch. – odezwał się stojący na lewo od MacArthura mężczyzna w bogatym w medale amerykańskim mundurze i wojskowym berecie. Patrząc na niego, Japończycy myśleli, że prawdopodobnie jest to dowódca jednostek specjalnych, choć mogli się mylić.

— Generał Joseph Stillwell. – przedstawił się ten po prawej. Był to człowiek, który wywoływał u Japończyków (zwłaszcza młodych) zdziwienie. Starszy człowiek o stopniu generała, który nosił mundur dosyć luźno i w lekkim nieładzie. Nie umniejszało to jednak jego wizerunku w oczach zgromadzonych na lotniskowcu. On i pozostali dwaj Amerykanie byli godnymi przeciwnikami, którzy stawiali zaciekły opór podczas wojny.

— Bardzo dobrze! Panowie, możecie przystąpić do umieszczenia waszych podpisów na tych dokumentach! – oznajmił Yamamoto i wskazał na papiery leżące na biurku. MacArthur usiadł przy nim i spojrzał na pierwszy dokument, na którym był wielki gruby napis „AKT KAPITULACJI WOJSK AMERYKAŃSKICH NA PACYFIKU”. Westchnął cicho, odłożył kartkę na miejsce, wziął pióro i zaczął składać swoje podpisy na każdej kopii tego okropnego dokumentu. Wiedział, że Pacyfik jest już oficjalnie stracony. Państwo Cesarza Hirohito okazało się zbyt silne w tej wojnie. Ameryka walczyła dzielnie, a jej obrona robiła wrażenie na dowództwie japońskim, ale w końcu złamała się jak wcześniej Chiny, Indie, Australia czy Nowa Zelandia. Jedna amerykańska wyspa po drugiej zostawały podbijane, z Filipinami włącznie i Douglas zrozumiał ,że postawienie japońskiej stopy na Hawajach już i tak dotkniętych piekłem wojny jest tylko kwestią czasu. Chciał więc oszczędzić dalszego rozlewu krwi swoich żołnierzy i razem z podległymi mu generałami ogłosił kapitulację. Gdy już skończył składać swoje podpisy, Stillwell i Patch złożyli swoje bez zbędnych słów, choć Yamamoto był przekonany, że gdyby mogli, wykrzyczeliby życzenia śmierci i inne okrutne rzeczy w jego stronę. Reszta zebranych Japończyków z dumą i zadowoleniem obserwowała kolejne podpisy. W końcu oni też już mieli dość życia na froncie i pragnęli wrócić do swoich rodzin w Japonii.

— To już wszystkie podpisy. Zgodnie z tym aktem, wszystkie terytoria amerykańskie na Pacyfiku od wyspy Guam po Hawaje przechodzą w ręce Cesarstwa Japonii. W ciągu tygodnia niedobitki naszych armii, statków i samolotów stacjonujących w regionie wycofają się z powrotem do naszego kraju… – oznajmił ponuro MacArthur, upewniając się co do treści dokumentu. Niektórzy japońscy marynarze zaczęli wiwatować, choć japoński generał gestem kazał im się uciszyć.

— Wyśmienicie! Cieszę się, że ta wojna mogła wreszcie dobiec końca, generale MacArthur! – odpowiedział Yamamoto z dumnym uśmiechem. — Zgadza się, wasze armie, a właściwie to, co z nich zostało, mają równy tydzień na wycofanie się z zaanektowanych przez nas ziem. Ci, który nie zastosują się do rozkazu zostaną zabici lub przechwyceni i traktowani jako jeńcy wojenni. Czy to jest jasne i zrozumiałe?

— Tak. – opowiedział Douglas. — Mam jednak jedno pytanie… Jaką mamy gwarancję, że nasze statki nie zostaną zdradziecko zaatakowane podczas wycofywania się, wliczając w to statek, na którym znajdować się będę ja i generałowie Patch i Stillwell? – spytał podejrzliwie.

— Daję panu moje uroczyste słowo, generale… – odpowiedział poważnym głosem Yamamoto. — Pan i pański kraj może o mnie myśleć co tylko chce, ale jedno musi pan wiedzieć: jak każdy mój rodak, jestem człowiekiem honoru i wydałem oficjalny rozkaz nie podejmowania żadnych działań bojowych skierowanych w waszą ewakuację. Obiecuję, że każdy Japończyk, który zaatakuje wasze statki i samoloty podczas tego tygodnia zostanie surowo ukarany za niesubordynację. Osobiście tego dopilnuję… Wasz odwrót jest niezagrożony z naszej strony. Oczywiście nie ręczę za naszych mniej honorowych sojuszników… – dodał. Patch prychnął z ironicznym uśmiechem.

 

„Jasne, mieliście w sobie tyle honoru, kiedy zniszczyliście Pearl Harbor w 1941…”

 

— Jako dowód mojej dobrej woli… – kontynuował Japończyk i nagle po strzeleniu przez niego palcami jeden z jego doradców postawił na biurku dużą walizkę. — … oddaję w wasze ręce wszystkie amerykańskie sztandary, które moje wojska zdobyły w bitwach z waszymi. Są prawidłowo złożone oraz w prawie nienaruszonym stanie. Najgorsze, co mogło je spotkać to dotknięcie ziemi po zdjęciu ich i zastąpieniu flagami Cesarstwa. To wszystko z naszej strony, chociaż jeśli mogę coś jeszcze powiedzieć… mam ogromny szacunek do amerykańskich żołnierzy za ich ducha walki. Rzadko spotyka się tak godnego przeciwnika. Brytyjczycy lub Chińczycy nie byli tacy waleczni jak Amerykanie. Żałuję, że wasz kraj stał się wrogiem naszego i musiał tego pożałować.

— Rozumiem… jak to już wszystko to w takim razie żegnam… – powiedział ponuro MacArthur, wziął walizkę i razem z pozostałymi generałami udał się z powrotem do łodzi patrolowej, która miała ich zabrać z powrotem do bazy, gdzie czekała na nich specjalna łódź transportowa, którą mieli dopłynąć do San Francisco. Wszyscy byli przybici i załamani.

— Nie mogę w to uwierzyć… po prostu nie mogę, do jasnej cholery! – zagrzmiał nagle Stillwell. — Jak to się stało? Jak mogliśmy przegrać wojnę o Pacyfik z Japońcami?! Najpierw Chiny padły, potem Filipiny, następnie Indie oraz Australia i Nowa Zelandia, a teraz Pacyfik! To jakiś koszmar! A co, jeśli Hawaje im nie wystarczą? Co, jeśli któregoś dnia zobaczymy myśliwce Zero nad Kalifornią?!

— O to się nie martw, Joseph. Do czegoś takiego na pewno nie dojdzie. – uspokoił go Patch i spojrzał na niego smutno. — W porównaniu do terenów na Pacyfiku, nasz kraj jest duży, a jego teren zróżnicowany. Podbicie nas nie byłoby dla nich takie proste. Nie tylko Japońce musieliby zabezpieczyć zdobyte terytoria, ale wciąż miałyby na głowię tą część Stanów, która jest nietknięta. Sam wiesz jak ciężko musieli pracować, żeby utrzymać pod okupacją taką Australię czy Indie, a wyobraź sobie jakie problemy mieliby z Ameryką… Zastanawia mnie tylko co teraz zrobimy… Masz jakiś pomysł, Douglas?

Generał z fajką popatrzył ponuro na swoich podkomendnych i zastanawiał się chwilkę nad tym, co usłyszał.

— Wierzę, że nie zaatakują Zachodniego Wybrzeża. – powiedział w końcu i zaczął pisać jakiś list. — To dobrze dla nas, ponieważ mam pewien plan na resztę tej pieprzonej wojny i jej ewentualny koniec… Gdy dopłyniemy do San Francisco, musimy zebrać wszystkie niedobitki naszych armii, a także zacząć werbować lojalistycznych Amerykanów z całego Zachodniego Wybrzeża i innych niepodbitych jeszcze ziem, którzy pomogą nam w walce z Na…

— MacArthur! Czy ty naprawdę chcesz uzbrajać nieprzeszkolonych cywilów?! – spytał zszokowany pomysłem Stillwell.

— Tak! Nie widzisz, że nie mamy innego wyboru? I nie przerywaj mi! Następnie musimy rozproszyć się po całym Zachodnim Wybrzeżu: po Kalifornii, Oregonie, Waszyngtonie(1)… Potem zacząć szkolić swoje wojska i świeżo zwerbowanych z zakresu walki partyzanckiej i być przygotowanym na nadejście najgorszego ze wscho…

— Zaraz, zaraz! – przerwał mu tym razem generał Patch. — Powiedziałeś „walki partyzanckiej”? Dlaczego mamy walczyć akurat tą metodą? I co miałeś na myśli z tym ewentualnym końcem i przygotowaniem się na najgorsze?! Douglas… Ty chyba nie myślisz, że… Ty nie chcesz powiedzieć, że…

— Tak właśnie myślę i to chcę powiedzieć, mój przyjacielu… – przerwał mu ponuro MacArthur i skończył pisać swój list, gdy dopływali już powoli do statku transportowego zacumowanego w Pearl Harbor, którym mieli udać się z powrotem do kraju. — Zbliża się koniec. My tej wojny nie wygramy…

 

(Wiem, dosyć krótki odcinek, nawet jak na prolog, ale jak zauważyliście, to nie jest jego całość. Jego kontynuacja pojawi się w swoim czasie :) )

 

1) Chodzi tu o STAN Waszyngton, nie stolicę Stanów Zjednoczonych.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 8

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze

  • Shogun pół roku temu
    No no, bardzo ciekawy prolog, jak i tematyka. Co prawda historia drugiej wojny światowej nie jest moim konikiem, ale historia ogólnie już tak ;D Dobrze się zapowiada, więc będę wypatrywał kontynuacji.
    Pozdrawiam ;)
  • TheRebelliousOne pół roku temu
    Cieszę się, że Ci się spodobało :) Choć jak zapewne widzisz, to nie jest Druga Wojna Światowa, jaką znasz z lekcji historii... ale więcej nie zdradzę :D

    Również ciepło pozdrawiam :)
  • Shogun pół roku temu
    TheRebelliousOne właśnie zauważyłem ;), ale wypytywał nie będę ;D Zastosuję naturalną metodę na zaspokojenie swojej ciekawości, czyli... poczekam na ciąg dalszy ;)
  • bogumil1 pół roku temu
    Historia alternatywna, nawet ciekawie.
  • TheRebelliousOne pół roku temu
    Wiadomo! Kto nie lubi historii typu "co by było, gdyby..."? :D
  • bogumil1 pół roku temu
    TheRebelliousOne tu już były takie teksty alternatywne, co by było gdybyśmy w II wojnie sprzymierzyli się z ZSRR lub z trzecią Rzeszą, polecam publicystyczne teksty Ozara i moje. Kiedyś robiliśmy na ten temat coś w rodzaju współzawodnictwa. To jest dość ciekawe, gdy się piszę historię, którą się już zna, jak się zakończyła w realu, tylko na odwrót.

    W tym prologu brakuje mi tylko tego, jak zakończyła się wojna w Europie, czy Amerykanie też przegrali? Bo tak, jakby tekst jest trochę zawieszony w próżni. NO bo jeśli w Europie wygrał Hitler, to nie ma też ZSRR, a III Rzesza przez morze graniczy z Japonią, co by wyjaśniało wiele.
  • TheRebelliousOne pół roku temu
    bogumil1 Wyluzuj. Wszystko zostanie wyjaśnione, łącznie z przebiegiem wojny w Europie oraz Froncie Wschodnim. To jest na razie prolog, a właściwie jego pierwsza część :) Spokojnie, ja nie zostawiam w opowiadaniach niedokończonych spraw.
  • bogumil1 pół roku temu
    TheRebelliousOne ok no to zobaczymy;))
  • sisi55 pół roku temu
    Historia to nie moja bajka. Nawet w tym prologu się trochę pogubiłem. Raczej będę wyczekiwać Touchdown.
  • TheRebelliousOne pół roku temu
    Boguś wyżej powiedział z czym czytelnik ma do czynienia biorąc się za to opowiadanie, dlatego Twoje pogubienie się jest całkiem zrozumiałe :D Wiadomo, każdy lubi co innego, po prostu to opowiadanie siedziało mi w głowie już od dawna i pragnę w końcu je wypuścić, rozumiesz? Ale ok, specjalnie dla Ciebie postaram się coś zrobić w kwestii Touchdown'a, żebyś nie czekał tak długo ;)

    Pozdrawiam
  • DEMONul1234 pół roku temu
    Poczekam na Touchdown ^^ Choć i tego nie omieszkam przeczytać
  • TheRebelliousOne pół roku temu
    Cieszę się bardzo :D Mam nadzieję, że to też Ci się spodoba, zwłaszcza, że to nie jest taka "typowa" historia, jakiej uczyli w szkole... ;) Widzę, że zawieszenie Touchdown'a było złym pomysłem. Pomyślę nad odwieszeniem go skoro tak bardzo się spodobał! :D

    Pozdrawiam :)
  • Ozar pół roku temu
    Bogumił dzięki zawsze czytam z radością takie klimaty.
    No kurde aż nie mogę uwierzyć, że przegapiłem tekst związany z II wojną światowa, bo zazwyczaj szukam na opowi takich klimatów. Osobiście lubię tzw. historię alternatywną pewnie dlatego, że nie jestem zawodowym historykiem, bo ci zazwyczaj boją się takich tematów.
    Na początku jedna mała uwaga.
    Napisałaś generał, a to był Admirał Isoroku Yamamoto. To dość ważne, bo tak bardzo skrótowo ten gość był głównym strategiem Japonii m.in. twórcą planu ataku Na Pearl Harbor.
    Na początek należy sobie zadać zasadnicze pytanie. Czy Japonia mogła wygrać z Aliantami na Pacyfiku. Mogła, ale jak powiedział admirał Yamamoto już w grudniu 1941 roku, cytuje z pamięci
    „Jeśli mamy wygrać tę wojnę to musimy to zrobić bardzo szybko, nie dłużej niż w rok czy półtora, bo później zważywszy na porównanie gospodarek i potencjałów Japonii i USA przegramy”. Te słowa zresztą spotkały się ze sporym oburzeniem wśród szczególnie co bardziej fanatycznej części generalicji armii japońskiej. Jak pokazało życie miał rację.
    Co do samego tekstu i pomysłu, to jedna z mniej znanych alternatyw, bo te związane z walkami Niemiec z ZSRR, czy choćby wspólnej walki Polaków i Hitlerowców z bolszewikami, są dużo częściej opisywane. Nie wiem też jak wg. Ciebie wygląda sytuacja w Europie, ale może jest dalej opisana, bo te dwa teatry wojny się ze sobą w wielu sprawach łączą. To temat rzeka więc tak skrótowo.
    Jeszcze jedna uwaga. Napisałaś "AKT KAPITULACJI WOJSK AMERYKAŃSKICH NA PACYFIKU” - może warto by to zmienić na "AKT KAPITULACJI WOJSK ALINCKICH, lub SOJUSZNICZYCH NA PACYFIKU” . Wiadomo, że głownie walczyli tam Amerykanie, ale także Brytyjczycy, Filipińczycy a także sporo innych nacji. Ale to tylko tak informacyjnie może jak mi się wydaje zostać, bo każdy chyba wie że tam głownie walczyło USA z Japonią.
    Na końcu dajesz dość ponurą wizję czytelnikowi, ale z drugiej strony kto wie czy Japonia nie uderzyłaby na USA.
    Reasumując ciekawy tekst i na pewno będę czytał dalej. 5 i zapraszam do mnie i bogumiła, gdzie znajdziesz sporo artykułów i prozy związanej z historią.
    Pozdrawiam.
  • TheRebelliousOne pół roku temu
    Napisałem "Generał"?! O, kurwa, faktycznie kardynalny błąd... Stokrotne dzięki za wychwycenie tego! :)

    Tak, znam ten cytat i choć przez chwilę miałem pomysł aby właśnie wtedy zakończyć wojnę na Pacyfiku, zdałem sobie sprawę, że nie pasowałoby to do reszty mojej wizji, więc zmieniłem na czas na trochę późniejszy.

    Sytuacja w Europie zostanie opisana, spokojna głowa. Chociaż już teraz powiem, że opowiadanie będzie się opierać głównie na Ameryce to jednak będą wzmianki o Europie i ogólnie innych frontach II wojny światowej.

    Dobrze wychwyciłeś ten fragment z aktem kapitulacji, ale zapewniam Cię, że to nie jest pomyłka. Kolejne rozdziały wyjaśnią o co mi chodzi.

    I na koniec odpowiedzi na Twoje uwagi... nie, nie wydaje mi się, żeby Cesarstwo Japonii uderzyło na USA? Dlaczego? Rozdział ten to świetnie opisuje :) Nawet w naszej rzeczywistości Japończycy nie rozważali raczej takiego scenariusza.

    Dziękuję za poświęcony czas na przeczytanie mojego utworu. Mam nadzieję, że następne rozdziały również Ci się spodobają :)

    Pozdrawiam ciepło!

    PS.: Dlaczego piszesz "napisałaś"? Jestem facetem! XD
  • Ozar pół roku temu
    TheRebelliousOne Po pierwsze przepraszam za kobietę i nawet nie wiem dlaczego tak napisałem, ale się poprawie. Co do generała czy admirała to nie jest wielki błąd bo jak widać nikt na to nie zwrócił uwagi, tylko taki stary weteran II wojny jak ja. Postaram się jeszcze dzisiaj o komentarz do II części, bo sam jestem ciekawy dalszego ciągu.
  • TheRebelliousOne pół roku temu
    No właśnie ja też bardzo interesuję się II wojną światową jak i historią wojen ogólnie i dla mnie takie błędy jak ten z Yamamoto są nie do przyjęcia. Pewnie, zapraszam do dalszego czytania! :)
  • Ozar pół roku temu
    TheRebelliousOne E tam ja pisze artykuły od 25 lat i nie raz się pomyliłem.
  • Kapelusznik pół roku temu
    Ok. Jestem
    Początek dobrze napisany, nie mogę powiedzieć że nie
    Kilka pytań się oczywiście nasuwa jak: Jak na litość wszystkiego co dobre, Japończycy zwyciężyli? I to poważne pytanie - rozumiem że historia alternatywna, ale prawdopodobieństwo żeby japończycy wygrali, bardzo, ale to bardzo niskie - Mieli stanowcze braki w surowcach przez całą wojnę,
    Mówisz o zajęciu Indii - całkowity idiotyzm - w jaki sposób zdołali utrzymać tam jakikolwiek garnizon i jeszcze skopać amerykanów, przy swojej minimalnej, powiedzmy, populacji?
    Dalej - dlaczego amerykanie obawiają się inwazji ze strony III Rzeszy? Ich inwazja na kontynent jest równie idiotyczna co inwazja Japończyków.
    Ponadto 45?
    Co się wydarzyło na froncie wschodnim (w Europie) że już w 45 Amerykanie oddają Pacyfik?

    Nie żebym się bardzo czepiał - sama inwazja sowietów na Amerykę jest idiotyczna, ale nadal, jakieś wyjaśnienie czemu jankesi obawiają się inwazji?

    "The Man in the High Castle" - oglądałem - serial był całkowicie idiotyczny, jestem ciekawy co ty przedstawisz.
    zostawiam 5
    Pozdrawiam
  • Pontàrú pół roku temu
    Trzymający w napięciu początek. Przed oczami dosłownie migotał mi obraz oceanu a w uszach słychać było szum fal i krzyki mew. Dialogi wyszły w dużej mierze naturalnie co jest znaczącym ulepszeniem Twoich opowiadań. W przeszłości czasami zdarzało Ci się je jakoś denaturalizować a tu jest w zasadzie bez zarzutu. Zostawiam 5 i lecę dalej
  • TheRebelliousOne pół roku temu
    Dzięki za odwiedziny! :D Taaa, cały czas pracuję nad moimi umiejętnościami, bo wiem, że muszę się jeszcze wiele nauczyć. Cieszę się wiedząc, że się poprawiam! :D

    Pozdrawiam ciepło :)
  • Clariosis 4 miesiące temu
    Przyznam szczerze, że intryguje mnie ta seria. Alternatywna rzeczywistość, gdzie Japończycy wygrali... Naprawdę ciekawi mnie, jak to dalej się rozegra. :)
    Sposób pisania również się poprawił, opisy są pełniejsze i dokładniejsze, dzięki czemu nie poczułam niedosytu. Perfekcyjne wprowadzenie. Po tytule w ogóle bym się nie spodziewała, jaka to fabuła-perełka tutaj się kryje! Oby mnie nie zawiodło, ale wnioskując po wcześniejszej serii nie będę mieć na co narzekać, bo po prostu Twoje pisarstwo ma to coś - nie jest idealne, ale lśni. I to sprawia, że dla mnie jesteś dobrym pisarzem. :) Tutaj zasłużona piąteczka, będę dawać znać co sądzę na bieżąco. :)
  • TheRebelliousOne 4 miesiące temu
    Clariosis...
    Dziekuję za komentarz, przez który pojawił mi się szeroki uśmiech na twarzy. Naprawdę cieszę się, że tak uważasz. Wiem, brzmi to sztucznie, ale nie potrafię opisać tego, co czuję czytając takie komentarze. Tak się bałem, kiedy ten niecały rok temu publikowałem prolog "Tylko on, ona i motocykl"... że zostanę wyśmiany, zhejtowany, że piszę kompletne bzdury... a tu taka niespodzianka. Serio, dziękuję Tobie i wszystkim, którzy przeczytali i skomentowali moje dotychczasowe opowiadania! :) A jeśli chodzi o opowiadanie... cóż, pierwotnie chciałem je nazwać "Świat swastyką zbezczeszczony", ale uznałem, że lepiej dać coś, co będzie miało element zaskoczenia. Ja też mam nadzieję, że nie zawiodę, choć dużo ryzykuję z tym opowiadaniem... Martwię się, że wizja świata w nim przedstawionego (który tworzyłem już bardzo długo, swoją drogą...) będzie zbyt... skomplikowana i złożona do przedstawienia w opowiadaniu dla takiego amatora jak ja. Ale spróbuję. Za długo już wątpiłem we własne umiejętności.

    Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam ciepło :)
  • Clariosis 4 miesiące temu
    TheRebelliousOne Och, a ja się niezwykle cieszę, że mogłam sprawić, byś się uśmiechnął!
    Przyznam szczerze, że dobrze znam Twoje obawy - zachęcona przez Bajkopisarza udostępniłam swoją powieść "Filozof" na portalu Nowej Fantastyki i na dzień dobry przychrzaniła się do mnie wielmożna dama, która powiedziała mi, że mam odpuścić sobie nadawanie ISBNu i drukowanie, ponieważ tekst się nie nadaje do czytania i ogółem jest do d... ;) Nie będę ukrywać - zabolało mocno, bo pisarstwo to całe moje życie, a Filozof to już w ogóle jest dla mnie świętość, bo był moim ratunkiem podczas ciężkiej choroby, ale teraz się z tego śmieję. Dlaczego? Niestety ale na portalach literackich (takich jak np. Artefakty) siedzą nadęte buce, które z powodu dużej wiedzy gramatycznej, interpunkcyjnej i ogółem językowej mają się za nie wiadomo jaką elitę i uważają, że mają przez to prawo pomiatać innymi. Konstruktywna krytyka i chęć pomocy to rzeczy, które szanuję - a tzw "ostrą krytykę", czyli bądźmy szczerzy, zwykłą bezczelność i krytykanctwo to można za przeproszeniem gdzieś sobie włożyć, bo nie pomaga, a niszczy aspirujących pisarzy. Dlatego jeżeli kiedyś spotkasz się z czymś podobnym - nie wyrzucaj sobie, jeżeli będziesz to przeżywał, bo masz prawo, ale nie daj sobie wmówić, że to co robisz jest bez sensu. Tacy "znawcy" najczęściej sami nie piszą dobrze, bo nawet jeżeli tekst jest jak najbardziej poprawny, wręcz krystaliczny... to brakuje w nim emocji. ;) Ich teksty są niczym piękny kościół o silnych fundamentach, w którym nie ma Boga - takiego sformułowania raz Mickiewicz użył w stosunku do Słowackiego. ;)
    Dla mnie pisarstwo to przede wszystkim wolność i chęć podzielenia się ze światem czymś, co siedzi głęboko w duszy. Pisanie może być też terapią, możliwością przerobienia wewnętrznych problemów, zmierzenia się z nimi i wyciągnięcia z nich wniosków. Wiadomo, że są tu pewne prawa których powinno się przestrzegać, ale ja trzymam się następującej zasady: tekst zawsze można poprawić, ważne jest to, co sobą przekazuje. A najważniejsze są postaci i fabuła. U Ciebie to te dwie rzeczy są najsilniejsze i czuję, że naprawdę starasz się w tym, co robisz. Opowi ogółem to świetne miejsce i lepszego nie mogłam znaleźć, nie dość, że mogę tyle fajnych historii poczytać, to jeszcze z kimś pogadać i pomoc znaleźć. Dlatego nie martw się i pisz dalej - uważam, że wyjdzie Ci przekazanie wszystkiego, nawet jeżeli jest tego dużo. :)
    Z ciepłymi pozdrowionkami!
  • Klaudunia2 4 miesiące temu
    Ciekawe, spodobało mi się, choć raczej unikam tematyki wojennej. A tak swoją drogą, zdziwiłam się, że będzie kontynuacja prologu, według mnie powinien być dość krótki i nie wnoszący zbyt wiele informacji. Ale podoba mi się :)
  • TheRebelliousOne 4 miesiące temu
    Taa, przyznam się, że trochę zawaliłem kwestię prologu. Prawdopodobnie w przyszłości przerobię go po prostu na rozdziały i tyle... Rozumiem, jeśli ten tekst Ci się nie spodoba, w końcu nie każdy lubi klimaty wojenne. Po prostu ten scenariusz "co by było, gdyby ci źli wygrali wojnę" siedział mi w głowie od dłuższego czasu i chciałem się nim podzielić z innymi :) No i w tym wypadku prolog musiał być troszkę dłuższy, ponieważ świat tego opowiadania jest ogromny i pracowałem nad nim od kilku lat (!!!). Cieszę się, że mimo wszystko, opowiadanie Ci się spodobało. Poza tym, hej, wciąż jest "Tylko on, ona i motocykl"! Nie przestałem tego pisać, a pamiętam, że bardzo Ci się spodobało to opowiadanie! :D

    Pozdrawiam ciepło :)
  • Klaudunia2 4 miesiące temu
    TheRebelliousOne Wrócę do mojej ulubionej serii Twoich opowiadań :)
    Prolog jest dobry, po prostu nauczyłam się, że powinien być krótki. Ale i tak bardzo mi się podoba
  • Klaudunia2 4 miesiące temu
    TheRebelliousOne A poza tym to podziwiam ludzi, którzy mają cierpliwość do tak dokładnego tworzenia świata. Ja bym w końcu się zdenerwowała ;)
  • TheRebelliousOne 4 miesiące temu
    Klaudunia2 Z prologiem masz rację. Chyba wkrótce zmienię go na rozdziały albo dopiszę lepszy prolog. No wiesz, ja ten świat tworzę od... 2 lub 3 lat? XD Tylko wiesz, ja się interesuję tematem wojny, więc to też inna sprawa. Zainspirowała mnie ogólnie głównie książka "Człowiek z Wysokiego Zamku" i beznadziejnie zakończony serial na jej podstawie i o tym samym tytule. Taka ciekawostka... ;)
  • Klaudunia2 4 miesiące temu
    TheRebelliousOne Przyznam, że ja też mogłabym stworzyć świat, wymarzony. Tworzenie musiało Ci też sprawiać przyjemność, ale efekt wyszedł według mnie świetnie, będę czytać dalej na pewno :)
  • DEMONul1234 4 miesiące temu
    Dobra, zajęło mi to spooro czasu ale przeczytałem. Dobrze skonstruowane. 5
  • TheRebelliousOne 4 miesiące temu
    Dzięki :) Długo pracowałem nad budową świata w tym opowiadaniu.

    Pozdrawiam ciepło :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania