Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Kraina zniewolonych, dom przestraszonych - Tom I - Prolog (cz.2)

Wczesna wiosna, rok 1946…

Kończył się powoli marzec, ale za to wiosna w stanie Teksas zaczęła się na dobre. Temperatura znacznie się podwyższyła, na drzewach pojawiały się pierwsze liście, a zwierzęta powoli budziły się snu zimowego. Teksas znów pokazywał swoje naturalne piękno, mimo krwawej wojny wyniszczającej kraj.

W tym pięknym stanie znajdowała się amerykańska baza wojskowa Fort Bliss z bogatą historią pamiętającą jeszcze wojnę secesyjną i wielkim lotniskiem, na którym było dziś wyjątkowe poruszenie. Żołnierze stacjonujący w bazie masowo pakowali się ze swoimi rzeczami i innym użytecznym sprzętem z bazy do samolotów transportowych, które startowały gdy tylko pracownicy w wieży kontroli lotów dawali odpowiedni sygnał. Wyglądało na to, że Fort Bliss jest masowo opuszczane przez jej personel. Nic dziwnego. Wojska III Rzeszy i jej europejskich sojuszników, które desantowały się w Ameryce pod koniec zeszłorocznego lata poruszały się nieprawdopodobnie szybko i po zajęciu niemalże całego Wschodniego Wybrzeża kierowały się dalej, zabijając i niszcząc wszystko, co ośmieliło się stanąć im na drodze. Tylko stany Maryland, Massachusetts i Pensylwania dzielnie się broniły, gdzie zatwardziali żołnierze Gwardii Narodowej zaciekle bronili się przed nacierającymi wojskami Wehrmachtu i fanatycznymi komandosami z SS, chociaż reszta stanów po kolei upadała pod naciskiem najeźdźcy, który w bardzo szybkim tempie przesuwał się na zachód. Początkowo żaden Amerykanin nie wierzył w to, że Naziści wraz z sojusznikami byliby zdolni do tego, żeby postawić stopę w ich kraju. Owszem, hitlerowcy mieli już za sobą udany desant na Wielką Brytanię, ale przecież ten kraj był tak blisko Niemiec… nie dzielił ich Ocean Atlantycki! Ale jednak dokonali tego. Państwo Winstona Churchilla upadło po ciężkich walkach w 1941 roku i zostało przemienione w państwo marionetkowe, gdzie rządy przejął Oswald Mosley – przywódca brytyjskich faszystów. I wygląda na to, że szkopy nie zamierzają się zatrzymać. Niektórzy mówili już po zakończonym masakrą aliantów desancie w Normandii w 1944 roku, że nadchodzi bardzo zły koniec wojny, choć takie osoby były ówcześnie wyśmiewane. Ciekawe komu teraz jest do śmiechu…

Na pewno na śmianie się ochoty nie miał generał Dwight Eisenhower, siedzący w jednej z kwater oficerskich w oczekiwaniu na gotowość swojego samolotu, którym miał polecieć do Oregonu, gdzie miał zrealizować plan swojego „przyjaciela” Douglasa MacArthura. Więź jego i Ike’a(1) można śmiało nazwać skomplikowaną. Na papierze byli dobrymi kolegami, którzy oddaliby życie w walce za swoją ojczyznę i jeden za drugim wskoczyłby w ogień, jednakże ich znajomość miała też drugą stronę: byli rywalami, którzy nie zgadzali się w dosłownie każdym temacie i podczas kłótni jeden nie chciał ustąpić drugiemu. Jednakże teraz nie było czasu na takie bzdury. Oboje stali ramię w ramię w tej wojnie przeciwko hitlerowcom i musieli odłożyć swoje prywatne animozje na bok. Dwight jednak miał w głowie myśli „łatwo powiedzieć, trudniej wykonać”. Od czasu tej dewastacyjnej w skutkach porażki z desantem w Normandii nie był tym samym człowiekiem. Stał się ponurym pesymistą, który czuł nie tylko upokorzenie, ale też poczucie winy za tysiące alianckich żołnierzy, którzy zginęli podczas operacji desantowej, która nosiła kryptonim „Overlord”. Generał miał wątpliwą przyjemność czytania raportów o tym fiasku. Masakra na plażach w Normandii była nie do opisania. Woda zrobiła się czerwona od krwi poległych Aliantów, a pojmani jeńcy wojenni byli zmuszani do budowy pomnika upamiętniającego ten dzień jako „ostateczny triumf III Rzeszy” zanim ślad po nich zaginął. Eisenhower załamał się nawet do tego stopnia, że rozważał odejście na emeryturę we wstydzie i hańbie, lecz właśnie te dwa powody: generał MacArthur oraz inwazja Rzeszy na Amerykę odwiodły go od tego pomysłu. Siedział właśnie i czytał ponownie list, przysłany przez człowieka, którego darzył zarówno sympatią jak i niechęcią…

 

„Ike,

Jeśli to czytasz, wiedz, że ja, Patch i Stillwell jeszcze żyjemy. Ale nie ciesz się za bardzo, bo to tyle, jeśli chodzi o dobre wiadomości… Nie wiem czy wieści już do dotarły do Ameryki, więc powiem Ci tutaj wprost: przegraliśmy. Pacyfik jest oficjalnie stracony. Te cholerne Japońce nas w końcu pobiły i przegnały z powrotem do kraju. Właśnie skończyłem podpisywać akt kapitulacji naszych wojsk w tym regionie i kieruję się do San Francisco, gdzie tam wdrożę w życie swój desperacki, ale najlepszy na obecną chwilę plan: zamierzam skontaktować się ze wszystkimi pozostałymi na wolności i lojalnymi wobec rządu generałami, aby wzięli resztki swoich wojsk i skierowali się na Zachodnie Wybrzeże do Kalifornii, Oregonu i stanu Waszyngton. Tam po zwerbowaniu chętnych do walki cywili stawilibyśmy opór Szkopom jakby już znaleźli się na Zachodzie i z czasem siłą przegnali ich z powrotem do Europy. Wiem, myślisz sobie, że to plan szaleńca, ale nic lepszego nie przychodzi mi do głowy. To nie tak, że TY masz lepszego asa w rękawie. Także to jest mój plan, który przesyłam Tobie: skontaktuj się z resztą lojalnych generałów, skieruj się z nimi, swoją i ich armiami na Zachód, gdzie tam się rozciągniemy po trzech zachodnich stanach i zbudujemy najsilniejszy ruch oporu, jaki widział ten przeklęty świat, który odbije Amerykę. Na Twoim miejscu od razu rozpocząłbym ewakuację, podobno Szkopy podbijają kolejne tereny i poruszają się bardzo szybko, więc jeśli to prawda, dotarcie do Twojej bazy w Teksasie jest dla nich tylko kwestią czasu. Oprócz Ciebie, skontaktowałem się jeszcze z Omarem Bradleyem, który podobno dotarł już do Seattle w stanie Waszyngton. Twoim celem zaś jest Oregon. Najlepiej będzie jak założysz bazę w Portland. Dotrzyj tam szybko i bezpiecznie.

Twój przyjaciel, Douglas MacArthur

PS.: Jakbyśmy jednak już nie mieli się spotkać, wiedz, że mimo naszych różnic, zawsze uważałem Cię za najlepszego dowódcę wojskowego, jakiego miał ten cholerny kraj. Wybacz, że nie powiedziałem Ci tego w twarz. A jeśli się uda… cóż, jak zostanę prezydentem za zasługi dla Ameryki i jej ocalenie, Ty będziesz moim VP!(2)”

 

Eisenhower skończył czytać list i z ironicznym śmiechem złożył go i schował do kieszeni swojego munduru. MacArthur miał w nim rację: jego pomysł jest wręcz obłąkany… ale Dwight faktycznie nie mógł wymyślić nic lepszego. Niemcy wydawali się nie do powstrzymania i dotarcie do Teksasu było tylko kwestią czasu. Mimo wszystko, wciąż zastanawiał się jak to możliwe, żeby tak szybko podbić Wschodnie Wybrzeże USA i przesuwać z równie niespotykaną prędkością linię frontu. Owszem, czytał raporty szpiegów OSS(3) o nadzwyczajnym postępie technologicznym i słyszał opowieści o serii łatwych zwycięstw hitlerowców z Sowietami na Europejskim Froncie Wschodnim, ale do momentu inwazji na Amerykę myślał, że wszyscy wszystko wyolbrzymiają i robią z igły widły. Myślał akurat nad tym, co Douglas napisał na końcu listu…

 

„Wiedziałem o tym, MacArthur… Ale miło wiedzieć, że w końcu odważyłeś się dać mi to na piśmie. Trzymaj się, bracie!”

 

Jego myśli przerwał jednak jakiś żołnierz wbiegł do kwatery Ike’a. Wyglądał na spanikowanego.

— Generale! Samolot jest gotowy, ale proszę włączyć telewizję! To zgroza!!! – krzyczał przerażony.

— Co się stało, chłopcze? Wyglądasz jakbyś zobaczył ducha! – odpowiedział mu znudzonym głosem Ike.

— Po prostu proszę włączyć telewizję! – powtórzył żołnierz, po czym Eisenhower westchnął i odpalił telewizor stojący po jego lewej stronie…

— No zobaczymy… – powiedział, myśląc nad tym co za chwilę zobaczy.

Kanał telewizyjny pokazywał spikera, który wyglądał na jeszcze bardziej przerażonego niż ten młody żołnierz…

— Przerywamy program, żeby nadać bardzo ważny komunikat… Filadelfia i Boston padły ofiarą niemieckiego bombardowania o niespotykanej dotąd skali zniszczeń. Całe miasta zostały zniszczone za pomocą dwóch gigantycznych bomb, które zostały na nie zrzucone dosłownie kilka minut temu. Nie mamy żadnych potwierdzeń ocalałych mieszkańców ani Filadelfii ani Bostonu. Mamy za to informacje o niewiarygodnym poziomie promieniowania radioaktywnego, które spowodowały wybuchy obu bomb. Naoczni świadkowie donoszą o potężnej eksplozji, która przybrała kształt grzyba oraz ogromnej fali uderzeniowej, która zmiotła na swojej drodze wszystko, co było lekkie i nie przymocowane do ziemi. Rzecznik prasowy armii amerykańskiej odmówił komen… zaraz, zaraz… mamy oczekującą transmisję z Białego Domu! Łączymy się z Waszyngtonem…

Po chwili zakłóceń na ekranie pojawiło się ujęcie na siedzącego przy biurku Thomasa Dewey’a - prezydenta Stanów Zjednoczonych, który objął urząd w 1944 roku po ośmioletniej i obfitej w izolacjonizm kadencji Huey’a Longa. Dewey patrzył centralnie w kamerę, próbując ukryć smutek, a po obu jego stronach stało dwóch mężczyzn… Nazistów. Jeden był starszym oficerem w czarnym mundurze, czapce z trupią czaszką i okrągłych okularach, a drugi wysokim, niewiele młodszym żołnierzem z przerażającą blizną na lewej stronie twarzy.

— Drodzy Amerykanie… – zaczął prezydent. — Jest to moje ostatnie orędzie do narodu. Druga Wojna Światowa oficjalnie się zakończyła. Zostaliśmy pokonani przez Trzecią Rzeszę oraz jej sojuszników. Już za chwilę podpiszę akt kapitulacji w obecności dowódcy sił desantowych Heinricha Himmlera. Potem, zamierzam złożyć oficjalną rezygnację z urzędu prezydenta. Wybór nowego kandydata i zaprzysiężenie jest zaplanowany na jutro o godzinie dwunastej. Uprzejmie proszę wszystkie wojska amerykańskie o zaprzestanie walk i złożenie broni w celu uniknięcia dalszego rozlewu krwi i represji na ludności cywilnej. Proszę również obywateli o niestawianie oporu przeciwko niemieckim żołnierzom. Boże, błogosław Amerykę w tych trudnych czasach…

Po chwili transmisja zniknęła i znów pojawił się spiker. Miał łzy w oczach

— To był prezydent Dewey… na żywo… z Białego Domu… – wyjąkał.

Eisenhower wyłączył telewizor i nie wierzył własnym oczom i uszom. Stany Zjednoczone oficjalnie skapitulowały! Koniec, nie ma odwrotu. Teraz pozostaje tylko wykonać szalony plan MacArthura i starać się o jak najlepszy rezultat. Stało się to, czego obawiał się najbardziej od nieudanego desantu w Normandii. Wiedział jednak, że wielu dowódców na pewno zignoruje prośbę prezydenta i będzie kontynuować walkę. On. Bradley i MacArthur również. Wstał z krzesła i popatrzył na żołnierza.

— Generale Eisenhower? – spytał niepewnie. Wyglądał na bliskiego płaczu i trząsł się.

— Synu… uspokój się i idź do samolotu… – powiedział tylko. — Za chwilę do was dołączę… – dodał, po czym żołnierz wyszedł, a Ike popatrzył przez okno na wiszącą przed bazą flagę amerykańską, którą personel bazy zaczął powoli zdejmować, aby zabrać ją ze sobą. Po chwili Ike wyszedł z kwatery i skierował się do samolotu, który miał go zabrać do Oregonu. Po drodze widział zdesperowanych i zapłakanych młodych żołnierzy, którzy byli jak dzieci, które nie mogły przytulić się do rodziców… Bardzo przygnębiający widok, który był jednak usprawiedliwiony, w końcu ci ludzie stracili ojczyznę i byli skazani na nierówną walkę. Eisenhower był pewien, że żaden z nich nie spodziewał się, że kiedyś będzie mu dane walczyć o swój kraj, który przecież nigdy wcześniej nie został najechany przez obce mocarstwo. Kiedy samolot z nim na pokładzie zaczął już startować, popatrzył przez okno na bazę po raz ostatni i zaczął myśleć o niepokojącej przyszłości swojego kraju, słuchając przy tym rozmowy żołnierzy o tym jak bardzo będą tęsknić za Teksasem i że cały czas wierzą, że Niemców da się pokonać i pogonić z Ameryki. Generał nie okazywał tego, ale bał się, że znów zawiedzie…

 

„Nie! Demony przeszłości nie mogą mnie pokonać! Nie poddam się już nigdy! Tu chodzi o wolność Ameryki! Oregonie, przybywamy!”

 

1) Ike – przezwisko Dwighta Eisenhowera

2) VP – skrót od Vice President, czyli Wiceprezydent

3) OSS – Office of Strategic Services, czyli Biuro Służb Strategicznych – agencja wywiadowcza USA działająca podczas II Wojny Światowej, późniejsze CIA

Średnia ocena: 4.5  Głosów: 8

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze

  • bogumil1 pół roku temu
    Aha, czyli w ten sposób to wykombinowałeś Rebel.
    Jedno tylko wydaje mi się nieprawdopodobne, albo mało prawdopodobne według mnie. Skoro Wielka Brytania padła w 1941 roku, to nie za bardzo realne wydaje mi się w takim układzie decyzja o desancie w Normandii, który był przygotowywany parę miesięcy na stałym lądzie, a nie był wykonany tak prosto z morza bez żadnego zaplecza, ani punktu odwrotu. W takim układzie być morze alianci zdecydowali by się na atak od strony Bałkanów, bo była też taka koncepcja poważnie brana pod uwagę przez AK, rozcinająca siły niemieckie na dwie części wzdłuż Grecji, Węgier i Polski.
  • TheRebelliousOne pół roku temu
    Poruszyłeś ciekawą kwestię... tylko że w tej rzeczywistości D-Day był aktem desperacji Aliantów złożonych z Amerykanów, lojalistycznych Brytyjczyków na wygnaniu w Kanadzie jak i samych Kanadyjczyków w celu odwrócenia losów wojny. Coś jak bitwa na Łuku Kurskim w naszej rzeczywistości, kiedy to Niemcy chcieli odzyskać inicjatywę na Froncie Wschodnim. Można założyć, że operacja Overlord była (zważywszy na okoliczności tej wersji wojny) zaplanowana trochę inaczej: bez punktu odwrotu, gdyż np.: nie przyjmowano do świadomości, że D-Day może się skończyć katastrofą.
  • bogumil1 pół roku temu
    Rebel, ale podstawowym obowiązkiem każdego dowódcy przygotowującego się na jakąkolwiek bitwę jest zapewnienie sobie odwodów, czyli jakby drugiego rzutu żołnierzy wspierającego siły główne no i stałego i nieprzerwanego łańcucha dostaw do dalszej wojny na lądzie, a w przypadku inwazji z morza nie bardzo sobie wyobrażam dalszą walkę, bo nie sztuka było wylądować i się utrzymać, ale zaraz po tym podjąć akcję zaczepną. Nie sądzę, żeby dowódcy amerykańscy nie brali takiej ewentualności pod uwagę. No ale skoro już tak zrobiłeś, to na tyle byłoby moich uwag. Poczekam, jak się rozwinie dalsza akcja.
    Pozdr.
  • Ozar pół roku temu
    Na początek sprawa do przemyślenia. Otóż jeśli piszesz, że WB została podbita przez Niemców w 1941 roku, to desant na plaże Normandii w 1944 roku moim zdaniem nie ma sensu zarówno strategicznego, jak i taktycznego.
    Dlaczego?
    Otóż dlatego, że flota inwazyjna USA, Kanady i innych musiałaby przepłynąć cały Atlantyk i bezpośrednio podejść do francuskich brzegów. Strategicznie to nie ma sensu, bo raz że przepływałaby obok podbitej WB co pozwoliłoby Niemcom wysłać flotę z portów zarówno tych w WB, jak i z Francji, Niemiec czy innych podbitych krajów. Mogliby także wykorzystać samoloty startujące z wysp brytyjskich. To by oznaczało, że flota inwazyjna musiałaby odpierać ataki tak okrętów jak i samolotów, co przy ogromnej przewadze niemieckiej musiałoby znacznie zmniejszyć ilość alianckich okrętów i nawet drobne uszkodzenia wobec braku możliwości wykluczyłyby każdy okręt czy statek.
    Druga sprawa to sens taktyczny. Otóż flota nie miałaby żadnej możliwości napraw, uzupełniania amunicji, problemów z rannymi, paliwem itd. Kiedy w 1944 roku zdecydowano się na inwazję, stworzono całą infrastrukturę na wyspach brytyjskich, co powodowało, że można było sukcesywnie wysyłać kolejne wojska, zapasy, paliwo, odsyłać z Normandii rannych itd. U ciebie to niemożliwe. Alianci musieliby wszystko zgromadzić na okrętach i statkach, a to było fizycznie niemożliwe nawet dla nich w latach 40-tych. Zauważ że dostawy na plaże zdobyte przez nich dostarczano całe zaopatrzenie jeszcze przez ponad miesiąc od ataku.
    Reasumując bo na razie tyle z braku czasu, można sobie wyobrazić taki atak, ale byłby on skazany na klęskę już nawet na samym morzu, a co za tym idzie także na lądzie. Niemcy z baz WB na pewno szybko by wykryli tak wielką armadę i mieli dość czasu do działania zarówno na lądzie jak i na morzu. To byłoby samobójstwo, bo nawet gdyby zajęli plaże, to co dalej? Brak zapasów i niemożność ich uzupełnienia bardzo szybko zatrzymałby wszelkie działania i spowodował albo odwrót, albo poddanie.
    To, co napisałem poddaje ci pod zastanowienie, bo można zostawić tak jak jest, wszak o tym piszesz tylko tak dodatkowo, ale nie wiem czy nie warto sobie ów wpis o ataku na Normandię darować.
  • TheRebelliousOne pół roku temu
    No cóż, pisałem już wcześniej, że w tym opowiadaniu D-Day był raczej desperackim aktem odzyskania inicjatywy, a nie dokładnie przemyślaną operacją. Coś jak Bitwa na Łuku Kurskim w naszej rzeczywistości. Pomyśl... Alianci są przyparci do muru i próbują zrobić coś, żeby odwrócić losy wojny. Wtedy rodzi się ta wersja D-Day'u… Oczywiście wysunąłeś dobre argumenty, nie mówię, że nie, ale ja też muszę się wytłumaczyć, rozumiesz?

    Pozdrawiam i czekam na dalsze opinie od Ciebie, skoro piszesz "to na razie tyle" :)
  • Ozar pół roku temu
    To jedziemy dalej. Co do stosunku Dwighta Eisenhowera do generała Douglasa MacArthura akurat nie wiem zbyt wiele. Być może się nie lubili choćby z tego samego powodu z którego choćby generał Patton wręcz nienawidził Ike zarzucając mu wręcz szkolne błędy w dowodzeniu. To zresztą według niektórych historyków doprowadziło do zabicia Pattona przez NKWD i wywiad USA. Generał chciał po powrocie do USA opisać w książce wszystkie błędy Ike co mogło przeszkodzić mu w ubieganiu się o prezydenturę.
    Jeśli nawet nie było w historii między nimi zatargów, to pisząc alternatywną historię możesz tak pisać. Co do wymienionych generałów Patcha i Stillwella, to pasują całkiem dobrze, choć może dodałbym jeszcze jakiegoś Anglika.
    Pomysł Mac Arthura walki partyzanckiej jest sensowny i chyba jedyny w takiej sytuacji.
    „Wiedziałem o tym, MacArthur… Ale miło wiedzieć, że w końcu odważyłeś się dać mi to na piśmie. Trzymaj się, bracie!”
    Dalej pokazujesz atak atomowy. No cóż można było się tego spodziewać, bo jak wiesz Niemcom zabrakło kilka miesięcy do stworzenia swojej bomby atomowej, choć są i tacy, którzy mówią, że taka próba się odbyła jeszcze w 1945 roku niedaleko Berlina.
    Tu mała uwaga. Napisałeś „o niesamowitym poziomie promieniowania chemicznego” - tu bym raczej napisał promieniowania radioaktywnego.
    Dalej piszesz „Thomasa Dewey’a - prezydenta Stanów Zjednoczonych, który objął urząd w 1944 roku po ośmioletniej i obfitej w izolacjonizm kadencji Huey’a Longa” Ja bym pozostał jednak przy Franklin Delano Roosevelt (nie wiem jak to się odmienia) i Trumanie, ale to luźna dygresja.
    Kolejna sprawa. Piszesz „ Już za chwilę podpiszę akt kapitulacji w obecności dowódcy sił desantowych Heinricha Himmlera” - No tu mam pewną sugestię. Himmler jako wojskowy był całkowitym dyletantem, co pokazał 1944 rok , gdzie mianowany dowódcą frontu tylko dzięki generałowi Wagnerowi nie doprowadził do całkowitej klęski Wehrmachtu. Proponuje na dowódcę sił desantowych Erwina von Mansteina, najlepszego stratega Hitlera, albo Rommla, ewentualnie Modela. To pierwsza trójka w III Rzeszy, no może jeszcze Heinz Guderian.
    Trochę dziwne że Niemcy dorwali prezydenta i ten musiał im ulec, aloe ok tu się nie będę czepiał.
    To, że prezydent ogłosił kapitulacje w momencie kiedy sporo wojsk jeszcze walczy też trochę dla mnie dziwne, bo Amerykanie najbardziej chronią swojego prezydenta. Może warto by było opisać jak dostał się w ręce Niemców – może zdrada, albo jakiś podstęp, bo inaczej nie wygląda to zbyt autentycznie.
    To tyle. Uwagi czy sugestię są tylko wskazówkami, a wcale nie obniżają samego tekstu, który uważam za całkiem dobry, pomysłowy i ciekawy.
    Pozdrawiam 5
  • bogumil1 pół roku temu
    Uff, jestem pod wrażeniem profesjonalizmu Twoich recenzji Ozarze, naprawdę orientujesz się w tych tematach od naszych tak odległych z okresu II wojny światowej.
  • Ozar pół roku temu
    bogumil1 Dziękuje za te słowa. No cóż siedzę w tym od przynajmniej 25 lat i coś tam wiem.
  • Ozar pół roku temu
    Ty za to bardzo ciekawie opisujesz coś co znam bardzo słabo czyli choćby powstańców z 1830 i 1863. Każdy ma swojego konika hahahahha.
  • bogumil1 pół roku temu
    Staram się Ozarze, choć mimo tego, że poznaję i czytam coraz więcej, to wciąż się dowiaduję rzeczy o których nie miałem pojęcia. Chyba nikt z ręką na sercu i czystym sumieniem nie może powiedzieć, że posiadał wiedzę o całej historii, bo to po prostu niemożliwe, żeby ją poznać. Widzę to choćby po tak wąskim wycinku jak polskie powstania narodowe. A II wojna światowa to już całkiem to w większości poza sprawami polskimi terra incognita.
  • TheRebelliousOne pół roku temu
    Mogę się wtrącić do Waszej dyskusji? XD
    Ozar, dzięki za jak zwykle profesjonalny komentarz. Doceniam Twoją opinię eksperta, że Cię tak nazwę ;) A teraz przechodzimy do analizy Twoich uwag:

    Anglik, powiadasz? Spokojnie, już teraz mogę rzec, że inne nacje pojawią się w opowiadaniu, choć jak wywnioskowałeś po tytule, głównym miejscem akcji jest okupowana Ameryka :)

    No tak, radioaktywnego! Miałem to słowo na końcu języka, pisząc ten rozdział i wyleciało mi z głowy! Dzięki, zaraz poprawię! :)

    FDR i Truman? Wybacz, ale nie. Żeby pokazać jak najrealistyczniej podbicie Ameryki przez Niemców, musiałem obsadzić w Białym Domu kogoś naprawdę niekompetentnego jak właśnie kontrowersyjny populista Huey Long (który w tym opowiadaniu nie ginie w 1935...) albo niedoświadczonego jak Thomas Dewey. Kogoś, kto nie miałby pomysłu na poradzenie sobie z kryzysem i nie wprowadziłby Nowego Ładu...

    Himmler, Himmler, Himmler... nie wątpię, że wojskowy był z niego żaden w naszej rzeczywistości, chociaż w moim opowiadaniu miał trochę łatwiej dzięki przewadze Wehrmachtu i pomocy swoich wiernych esesmanów. Poza tym, co do generałów, których wymieniłeś mam już plany w opowiadaniu...Dzięki za sugestię, mimo wszystko. O, i von Manstein miał na imię Erich, nie Erwin :)

    Kwestia dorwania prezydenta dostanie też własny rozdział, więc nie przejmuj się :) Tak samo właśnie z kolejnym akapitem poświęconym kapitulacji z rozkazu prezydenta, choć osobiście myślę, że bomby atomowe mogły być wystarczającym powodem. Kto by chciał dalej rywalizować z TAKĄ potęgą?

    Jeszcze raz bardzo dziękuję za poświęcony czas i ocenę. Pozdrawiam ciepło i zapraszam do dalszego czytania! :)
  • Ozar pół roku temu
    TheRebelliousOne Nie jestem ekspertem a co najwyżej kimś kto siedzi w takich klimatach od lat. Co do prezydentów to rzeczywiście muszą być słaby, choć pewnie wojna inaczej by się potoczyła gdyby od początku był Truman, bo FDR w latach 40-tych był już ciężko chory i choćby dał się omotać ruskiemu wywiadowi tak bardzo, że niektóre wieści Stalin dostawał w ten sam dzień co FDR. Co do Himmlera to był kiepskim wojskowym ale dobrym organizatorem i nadawałby się na coś w rodzaju protektora ziem amerykańskich. To, co ja pisze to tylko uwagi, a nie zarzuty, więc co zmienisz to zmienisz, ale masz obraz całości a ja nie i dlatego też możemy się czasami różnić co do szczegółów czy nazwisk. Masz dobre pomysły i chętnie poczytam dalej.
  • Kapelusznik pół roku temu
    Ok...
    WTF
    Po pierwsze:
    "Lądowanie w normandii w 44"?
    W jaki, na litość wszystkich świętych - amerykanie mogli wylądować w Normandii, kiedy Brytania była pod Niemieckim Butem?
    Zamień to może na Moskwę, czy stalingrad, Kapitulację ZSRR, czy coś w tym stylu

    Dalej: Nie wierzę i jest to całkowicie niemożliwe, by Niemcy którzy wylądowali na kontynencie mogli "się szybko poruszać" - linie zaopatrzenia zbyt długie
    Tak jak poprzedni odcinek, to jeszcze mógłbym uwierzyć że na Pacyfiku, przy odpowiednich stratach, amerykanie byliby zmuszeni do kapitulacji, ale nie inwazja
    Podobnie - Czemu Szkopy zrzucają bomby na terytoria które są tak blisko ich sił desantowych?
    Czemu nie zrzucili ich przed inwazją?
    Trochę to bez sensu

    Natychmiastowa kapitulacja, również bez sensu - przynajmniej dzień by minął, kilka godzin, nie minut
    Za ten odcinek 3, za całkowite odrzucenie logiki i realizmu
    Chyba że naziści odkryli technologię kosmitów i mają mechy z Wolfenstaina, to co innego XD

    Będę czytał dalej
    Pozdrawiam
    Kapelusznik
  • Pontàrú pół roku temu
    "który był wyglądał na jeszcze bardziej przerażonego" nie jestem pewien czy należy tu użyć czasu zaprzeszłego. Wystarczy zwykła przeszłość.

    Ja pod kątem historycznym nie oceniam bo się do tego nie nadaję; pod kontem fabularnym zaś, zaczynam się wkręcać. Te dwie atomówki zrzucone na amerykańskie miasta bardzo ładnie pokazują obraz dramatycznej sytuacji.
    Na początku pojawia się parę powtórzeń zwłaszcza słowa "bronili" a tak to bez uwag. Ode mnie 5 i pozdrawiam
  • TheRebelliousOne pół roku temu
    Cieszę się, że pomimo lekkiej nierealistyczności historycznej, opowiadanie Ci się podoba :P

    Również ciepło pozdrawiam :)
  • Clariosis 4 miesiące temu
    Hm, widzę, że różne emocje wywołał ten tytuł. :)
    Cóż, jeżeli kogoś mocno drażni niepoprawność historyczna, to jak najbardziej rozumiem oburzenie. Ja jednak biorę to na zasadzie fikcji, w której wydarzenia historyczne i postaci, które niegdyś żyły, działają na zasadzie aktorstwa i wolnej zabawy artystycznej. Z tego powodu czyta mi się dobrze, podoba mi się to, jak wprowadzasz postaci i jak pokazujesz emocje nimi kierujące.
    I opisy... Te opisy...! Ależ się poprawił od czasu pierwszych rozdziałów "(...) Motocykl" x) Po prostu aż miło to widzieć i czytać, można się wreszcie prawdziwie czuć w świat przedstawiony. Tutaj zostawiam piątkę i jadę dalej z czytaniem.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania